Wednesday, January 18th 2006


Ba?? o korsarzu Palemonie – Jan Brzechwa
posted @ 4:28 pm in [ Baśnie - Dla dzieci ]

Ba?? o korsarzu Palemonie


I


Kiedy król Fafu?a Czwarty
Zachorowa? nie na ?arty,
Do doktora rzek?: Doktorze,
Nic mi wida? nie pomo?e,
Przeznaczenie jest nieczu?e,
Przysz?a kreska na Fafu??.
Musz? umrze? – wola bo?a.
Niechaj zbli?? si? do ?o?a
Królewicze i królewny,
Do nich mam interes pewny.

Przed królewskie wi?c oblicze
Przyszli czterej królewicze
I królewny przysz?y cztery,
T?umi?c w sercach smutek szczery.
Król powiedzia?: Ju? dogasam
Z dzie?mi zosta? chc? sam na sam.
Prosz? wszystkich wyj?? z pokoju
I zostawi? nas w spokoju.

Gdy nie by?o ju? nikogo,
Król przemówi? z min? srog?:
Drogie dzieci, trudna rada,
?y? bez ko?ca nie wypada,
Trzeba umrze? na ostatku.
Dostaniecie po mnie w spadku
Z?otych monet dziesi?? garnków,
Dwie?cie wiosek i folwarków,
Wszystkie stada, psiarnie, stajnie,
Pola ?yzne nadzwyczajnie,
Lasów obszar niezmierzony,
Wszystko, wszystko – prócz korony.
Bo korona przeznaczona
Jest dla tego, kto pokona
Kapitana Palemona.
Ma on okr?t nad okr?ty,
Nie zwyczajny – lecz zakl?ty.
Od stu lat ?eglarzy p?oszy,
Wszystko niszczy i pustoszy,
Kto go ujrzy cho? z daleka,
Tego ?mier? niechybna czeka,
Kto si? za nim w pogo? pu?ci,
Znajdzie ?mier? na dnie czelu?ci,
Kto go schwyta i pokona,
Temu tron mój i korona!

Ledwie rzek? to król Fafu?a,
Z?a gor?czka go zatru?a,
Strasznych drgawek dosta? potem
I zmar? z pi?tku na sobot?.
No, a ju? w niedziel? rano
Króla godnie pochowano.
Dzieci ojca op?aka?y,
P?aka? z nimi naród ca?y,
A gdy min?? rok z kawa?kiem,
Zapomniano o nim ca?kiem.

II

P?ynie okr?t przez odm?ty,
Nie zwyczajny – lecz zakl?ty:
Pok?ad pusty, burta pusta,
Poprzez burt? fala chlusta,
Wicher p?dzi go i nagli,
Chocia? nie ma na nim ?agli.

Lecz co dzie? ko?o po?udnia
Pok?ad nagle si? zaludnia:
D?wi?cz? g?osy, dudni? buty,
Ukazuje si? z kajuty
Twarz przepita i czerwona
Kapitana Palemona…
Jego broda rozwichrzona,
Oczy ostre jak sztylety,
Dwa za pasem pistolety,
Jednym s?owem – posta? dzika
Kapitana – rozbójnika.
Ukazuje si? za?oga
Rozbójnicza i z?owroga:
A wi?c sternik-kuternoga,
Pi??dziesi?ciu marynarzy,
Starszych zbójów i korsarzy,
A na ko?cu kucharz-Chi?czyk
I kud?aty pies peki?czyk.

Gdy zaczyna szale? burza,
Okr?t w nurtach si? zanurza
I na morskim dnie osiada,
Gdzie niejedna ?pi armada.
To kraina niezmierzona
Kapitana Palemona.
Tam z kryszta?u s? pa?ace,
Tam korsarze ko?cz?c prac?
Odbywaj? uczty swoje,
Tam planuj? swe rozboje,
Tam chowaj? swe zdobycze,
Tam ma??onki rozbójnicze
?pi? na skórach rozci?gni?tych,
Po?ród z?otych ryb zakl?tych.
O?miornice stra? tam pe?ni?,
Ksi??yc z?ot? swoj? pe?ni?
Koralowy gaj oblewa,
W którym chór rusa?ek ?piewa.

P?ynie okr?t przez odm?ty,
Nie zwyczajny – lecz zakl?ty,
Z dna wyp?ywa na powierzchni?,
A gdy tylko dzie? si? zmierzchnie,
Okr?t wznosi si? do góry
Nad ob?oki i nad chmury
I zawisa niespodzianie
W lazurowym oceanie.
To kraina niezmierzona
Kapitana Palemona.
Tam gdzie mleczna biegnie droga,
Schodzi sternik-kuternoga,
I kapitan, i za?oga.
Z grubej blachy ksi??ycowej
Wykuwaj? pancerz nowy
I gwiazdami z firmamentu
Przybijaj? do okr?tu.

Tam na szczycie srebrnej góry
Mieszka ptak ognistopióry,
?eby w jego piór po?odze
Ciep?o by?o spa? za?odze.
B?yskawice stra? tam pe?ni?,
Ksi??yc srebrn? swoj? pe?ni?
Szmaragdowy mrok oblewa,
W którym ptak ognisty ?piewa.

III

Ju? w tronowej wielkiej sali
Królewicze si? zebrali,
Siad?y obok nich królewny
T?umi?c w sercach smutek rzewny.
W oddaleniu, jak wypada,
Stan?? rz?d i dumna rada,
Stary kanclerz z twarz? czerstw?,
Poczet ksi???t i rycerstwo.
Z królewiczów wsta? najstarszy,
Pi?kne czo?o gro?nie zmarszczy,
S?ucha rz?d i dumna rada,
A królewicz tak powiada:
My, waleczni królewicze,
Przez odm?ty tajemnicze
Wyruszamy jutro w drog?.
Mamy okr?t i za?og?,
Rusznikarzy mamy dzielnych,
Dziesi?? armat szybkostrzelnych,
Nurków zast?p wy?wiczony,
Bro?, latawce i balony,
I latarni? czarnoksi?sk?,
Która chroni? ma przed kl?sk?.
Siostry z nami si? zabior?,
A wi?c jedzie nas o?mioro.
Ca?y ?wiat przew?drujemy,
A? w kajdanach przywieziemy
Kapitana Palemona.
Sprawa jest postanowiona.
Niech tymczasem dumna rada
M?drze pa?stwem naszym w?ada,
Rz?d niech piecz? ma nad ludem,
Niechaj kanclerz zbo?nym trudem
Dla zwyci?zcy tron zachowa,
Król to b?dzie czy królowa!

Ca?? noc i dzie? bez ma??
Po?egnalna uczta trwa?a.
Rzek? la? si? miód stuletni
I bawiono si? naj?wietniej.

A w przystani na kotwicy,
Walcz?c z wichrem nawa?nicy,
Sta?, jak delfin rozpostarty,
Okr?t Król Fafu?a Czwarty.
Królewicze i królewny
Po?egnali wszystkich krewnych,
Rz?d i rad? po?egnali
I na okr?t si? udali.
?wiszcz? liny okr?towe
Do podró?y ju? gotowe,
Furcz? ?agle, skrzypi? reje,
Wyj?c – wiatr pomy?lny wieje.
P?ynie okr?t przez odm?ty
W ?wiat nieznany, niepoj?ty.
Fale pieni? si? i rycz?,
Bij? serca królewiczom,
A królewnom w tajemnicy
?ni? si? morscy rozbójnicy.

IV

Mija tydzie?, drugi, trzeci,
Okr?t lotem wichru leci,
Niecierpliwi si? za?oga,
?e nie wida? nigdzie wroga.
Królewicze z bezczynno?ci
Na pok?adzie graj? w ko?ci,
A królewny w swych kajutach
Robi? ciep?y szal na drutach.
Naraz jedna z nich powiada:
Ja bym by?a bardzo rada,
Gdyby posta? wymarzona
Kapitana Palemona
Ukaza?a si? w kajucie.
A ja dziwne mam przeczucie -
Rzecze druga – ?e z nas jedna
Z tym korsarzem si? pojedna
I zostanie pokochana
Przez strasznego kapitana.
Rzecze trzecia: Jako ?ona
Kapitana Palemona
Jedna z nas królow? b?dzie.
Czwarta na to: Niech przyb?dzie,
Niech podejmie walk? z bra?mi
I odwag? wszystkich za?mi.

Ledwie rzek?y to królewny,
Run?? z nieba wicher gniewny.
Porwa? liny, starga? ?agle,
Ciemna noc zapad?a nagle,
Skot?owa?y si? ba?wany
I w ten odm?t skot?owany
Uderzy?a nawa?nica.
Mrok rozdar?a b?yskawica
I jej ?wiat?o zielonkawe
Ukaza?o dziwn? naw?,
Która w mrokach, na ob?okach
W dó? spuszcza?a si? z wysoka.

Królewicze patrz? z trwog?
I zrozumie? nic nie mog?:
P?ynie okr?t przez odm?ty,
Nie zwyczajny – lecz zakl?ty,
Wicher p?dzi go i nagli,
Chocia? nie ma na nim ?agli,
I z daleka ju? dolata
Jego srebrnych blach po?wiata.
Rozhuka?y si? armaty,
Bij? w ?rodek tej po?wiaty,
Przez latarni? czarnoksi?sk?
Jasno?? s?czy si? zwyci?sko,
Rozpryskuj? si? pociski
Po spienionej fali ?liskiej.
Odrzucono pistolety.
Królewicze przez lunety
Patrz? w ciemn? dal i sami
Ju? kieruj? armatami,

P?ynie okr?t przez odm?ty,
Nie zwyczajny – lecz zakl?ty,
Niby stwór niesamowity
W zielonkaw? mg?? spowity.
Pok?ad pusty, burta pusta,
Poprzez burt? fala chlusta,
A on p?ynie jak na skrzyd?ach
Prosto z bajki o straszyd?ach
W ciemno??, w burz? i w zawiej?
I w ciemno?ci olbrzymieje.
Kto go ujrzy cho? z daleka,
Tego ?mier? niechybna czeka.

Królewicze wi?c od razu
Dali rozkaz. W my?l rozkazu,
By móc patrze? w tamt? stron?,
Ka?dy w?o?y? szk?a za?mione,
Szk?a przedziwnie szlifowane,
Czarem snu zaczarowane.
W królewiczach zapa? p?onie:
Kapitanie Palemonie,
Nie b?d? tchórzem, wyjd? z ukrycia,
Walcz, nie ?a?uj swego ?ycia!

Ale okr?t pustk? zieje.
Przez odm?ty, przez zawieje
Lekko mknie po fali ?liskiej,
Nie trafiaj? we? pociski,
Maszt nietkni?ty w górze sterczy,
I jedynie ?miech szyderczy,
Straszliwego kapitana
D?wi?czy w wichrach i ba?wanach.

V

Z królewiczów jeden rzecze:
Na nic kule, na nic miecze.
Kapitana Palemona
Or?? zwyk?y nie pokona.
A to dla nas kwestia tronu!
Wsi?d?my razem do balonu,
Wieje w?a?nie wiatr pó?nocny,
Wiatr ten b?dzie nam pomocny.
Napadniemy okr?t wra?y,
Uderzymy na korsarzy
Granatami, latawcami,
Nie poradz? sobie z nami!

Projekt zosta? wnet przyj?ty:
Balon wzniós? si? nad odm?ty,
Wicher pogna? go przed siebie
I pogr??y? w mrocznym niebie.
Lec? dzielni królewicze
W dale mgliste i zwodnicze.
Zimny wiatr nape?nia p?uca,
Balon szarpie i podrzuca,
I nad wrogi niesie statek.
Dobywaj?c si? ostatek,
Królewicze w jednej chwili
Na piratów uderzyli.
Przebiegaj? pok?ad ?wawo,
Patrz? w lewo, patrz? w prawo:
Pok?ad pusty, burta pusta,
Poprzez burt? fala chlusta.
Z kim tu walczy?? Gdzie za?oga?
Na okr?cie nie ma wroga!
I okr?tu nie ma wcale,
Jeno p?ynie poprzez fale
Ksi??ycowa mg?a zielona,
Której or?? nie pokona.

Królewicze byli w?ciekli,
?e w t? mg?? si? przyoblekli
I ?e wiatr ich niesie ?wawo
Z t? zakl?t?, dziwn? naw?.
Ale ju? ko?o po?udnia
Nawa nagle si? zaludnia.
Ukazuje si? za?oga
Rozbójnicza i z?owroga:
A wi?c sternik-kuternoga,
Pi??dziesi?ciu marynarzy,
Strasznych zbójów i korsarzy,
A na ko?cu kucharz-Chi?czyk
I kud?aty pies peki?czyk.
Nie ma tylko kapitana.
Có? za sprawa niezbadana?
Gdzie przebywasz? W jakiej stronie,
Kapitanie Palemonie?

Przybli?yli si? korsarze,
Królewiczom patrz? w twarze.
Co za jedni? Sk?d si? wzi?li?
Czy zjawili si? z topieli?
Szczerzy z?by kucharz-Chi?czyk,
Obw?chuje ich peki?czyk,
Ka?dy milczy, ka?dy czeka,
Nawet pies – i ten nie szczeka.

Nagle sternik ?miechem parska,
Parska ?miechem bra? korsarska,
A? za brzuch si? trzyma kucharz,
Nawet pies ze ?miechu spuch? a?.
Wreszcie sternik tak powiada:
Jest to zwyk?a maskarada!
My?my rz?d i dumna rada.
Król Fafu?a w testamencie
Zleci? takie przedsi?wzi?cie,
By wybada? wasze m?stwo.
Osi?gneli?cie zwyci?stwo
I pochwa?y, i zdobycze,
Wielce dzielni królewicze.
W?a?nie s? królewny cztery,
Które maj? zamiar szczery
Ofiarowa? wam swe trony,
Wybór jest postanowiony.
Cztery statki stoj? w porcie -
Z wygodami i w komforcie
Do swych królestw pojedziecie,
By zas?yn?? w ca?ym ?wiecie!
Tak ju? czeka lud st?skniony,
Z?ote ber?a i korony.

Gdy to sternik rzek?, korsarze
Odmienili swoje twarze,
Zdj?li w?sy, zdj?li brody
I wrzucili je do wody.

Królewicze s? jak we ?nie:
Spogl?daj? jednocze?nie
Na sternika, co zamierza
Przeistoczy? si? w kanclerza,
Przygl?daj? si? obliczom
Dobrze znanym królewiczom,
Cz?onków rady obejmuj?,
Z ministrami si? ca?uj?.
Zaraz kanclerz na okr?cie
Wyda? na ich cze?? przyj?cie
I rzek? ?artem w swej przemowie:
Czterech królów pij? zdrowie:
Karowego, Kierowego,
Pikowego, Treflowego.
Zmar?y król Fafu?a Czwarty
Bardzo lubi? zagra? w karty.

Uczta by?a znakomita,
Ka?dy najad? si? do syta,
Rzek? la? si? miód stuletni
I bawiono si? naj?wietniej.

VI

A w kajutach swych królewny
Rozwa?aj? los niepewny:
Odlecieli królewicze
W dale mroczne i zwodnicze,
Mo?e ju? nie ?yj?, mo?e
Powpadali wszyscy w morze?
A tu przyjd? rozbójnicy,
Tacy straszni, tacy dzicy,
I królewny uprowadz?,
I do ciemnych lochów wsadz?.
Jak si? broni? przed t? zgraj??
Gdy tak smutnie rozmy?laj?,
Nagle drzwi si? otwieraj?,
Wchodzi m?odzian bardzo zgrabny,
Bardzo m?ody i powabny,
I królewnom uk?on sk?ada.
?adna z nich nie odpowiada,
Jednocze?nie wszystkie zblad?y
I jak sta?y, tak usiad?y.
Wyci?gaj? dr??ce d?onie:
Nie zabijaj, Palemonie!

M?odzian znowu uk?on sk?ada,
Po czym ?miej?c si? powiada
Wprost bez ?adnej ceremonii:
Jam jest w?adc? Palemonii,
Król Palemon, prosz? bardzo,
Niechaj panie mn? nie gardz?,
?agodnego jestem serca
I nikogo nie u?miercam.
A historia o piracie
To jest bajka, czy j? znacie?
Cho? to bajka nieprawdziwa -
Sens ukryty w bajce bywa.

Zap?oni?y si? królewny
T?umi?c w sercach smutek rzewny:
Wymarzy?y w snach pirata,
A tu król jest! Taka strata.
Los niekiedy figle p?ata.
Król Palemon si? przywita?,
Siad?, o zdrowie grzecznie pyta?
I rozwodzi? si? nad statkiem,
I rozgl?da? si? ukradkiem.

Trzy królewny by?y cudne:
Zgrabne, g?adkie, bia?e, schludne,
Czwartej za? los figla sp?ata?:
Czwarta by?a piegowata,
Niepozorna i brzydula.
U?miechn??a si? do króla.
A ?licznotki trwa?y dumnie.
Brzydule?ko, zbli? si? ku mnie -
Rzecze król Palemon czule. -
Chc? za ?on? mie? brzydul?!
A ?licznotki klaszcz? w d?onie:
?wietnie, królu Palemonie!
Cho? siostrzyczka nie jest ?adna,
Ale dobra tak jak ?adna.
Niezrównana b?dzie ?ona
I królowa wymarzona!

Uca?owa? król brzydul?,
Pier?cie? da?, co mia? w szkatule -
Bo tak zawsze robi? króle.

VII

Po??czono dwa okr?ty:
Ten zwyczajny i zakl?ty.

Wszyscy s? ju? na pok?adzie,
Stoi rz?d przy dumnej radzie,
Królewicze i królewny,
Król Palemon, poczet krewnych,
Nawet stary kucharz-Chi?czyk
I kud?aty pies peki?czyk.

Gdy sko?czy?a si? parada,
Wyszed? kanclerz i powiada:
Król Fafu?a w testamencie
Zleci? taki przedsi?wzi?cie,
?e korona przeznaczona
Jest dla tego, kto pokona
Kapitana Palemona.
Pokona?a go królewna,
A wi?c rzecz jest ca?kiem pewna,
?e jej miejsce jest na tronie
Przy ma??onku Palemonie.

Zaraz kanclerz na okr?cie
Wyda? na ich cze?? przyj?cie
I rzek? ?artem w swej przemowie:
Czterech dam wypijmy zdrowie:
Bo to jasne jest, ?e mamy
Na pok?adzie cztery damy:
Jest Kierowa, jest Karowa,
I Pikowa, i Treflowa.
Zmar?y król Fafu?a Czwarty
Bardzo lubi? zagra? w karty!

Uczta by?a znakomita:
Ka?dy najad? si? do syta,
Rzek? la? si? miód stuletni
I bawiono si? naj?wietniej.

Cho? to bajka nieprawdziwa -
Sens ukryty w bajce bywa.


Leave a Reply

*
To prove you're a person (not a spam script), type the security word shown in the picture. Click on the picture to hear an audio file of the word.
Click to hear an audio file of the anti-spam word