FRAGMENTY
8 lipca 1771
O, jakim?e cz?owiek jest dzieckiem! Jak?e ?aknie takiego spojrzenia! O, jakim?e cz?owiek jest dzieckiem! - Poszli?my do Wahlheim; panie wyjecha?y, a podczas naszych przechadzek, zdawa?o mi si?, ?e czytam w czarnych oczach Lotty… - Jestem g?upcem, wybacz mi; gdyby? je widzia?, te oczy! (…) Otó? kobiety wsiadaj?, ko?o karety stoi m?ody W., Selstadt, Audran i ja. Przez okienko karety gaw?dz? z ch?opcami, którzy oczywi?cie byli do?? rozbawieni i swawolni. Szuka?em oczu Lotty. Ach, przechodzi?y z jednego na drugiego! Lecz na mnie! na mnie! na mnie, który sta?em sam, zrezygnowany, nie pad?y! Serce me mówi?o jej tysi?ckrotnie: b?d? zdrowa, a ona nie widzia?a mnie! Kareta przejecha?a mimo. Spojrza?em za ni? ze ?z? w oku. Widzia?em, ?e stroik na w?osach Lotty wysun?? si? z okienka, a ona obejrza?a si?, by mnie zobaczy?. Ach! mnie? Drogi! Czepiam si? tej niepewno?ci! To moja pociecha. Mo?e si? za mn? obejrza?a! Mo?e! Dobranoc! O, jakim?e jestem dzieckiem!
13 lipca 1771
Nie, nie ?udz? si?! Czytam w jej czarnych oczach prawdziwe wspó?czucie dla mnie i mego losu! Tak, czuj? i mog? dowierza? sercu memu, ?e ona - czy? ?miem, czy? mog? wyrazi? niebo w tych s?owach? - ?e ona mnie kocha. (…)
16 lipca 1771
Ach, jaki? dreszcz przebiega wszystkie me ?y?y, gdy palec mój przypadkiem dotknie jej palca, gdy nasze stopy spotykaj? si? pod sto?em! Cofam si? jak przed ogniem, a jaka? tajemnicza moc poci?ga mnie znowu; czuj? zam?t we wszystkich zmys?ach. - O, a jej niewinno??, jej prosta dusza nie czuje, jak bardzo mnie m?cz? te drobne poufa?o?ci. Gdy w rozmowie k?adzie sw? r?k? i w?ród przej?cia si? tematem bli?ej si? do mnie przysuwa, gdy boski oddech jej ust dosi?ga warg moich, zda mi si?, ?e padam jakby ra?ony piorunem. (…)
Jest dla mnie ?wi?ta. Wszelka ??dza milczy w jej obecno?ci. Nie wiem, co si? ze mn? dzieje, gdy jestem przy niej; zda si?, jakby zmienia? si? ka?dy nerw mej duszy. (…)
18 lipca 1771
Wilhelmie, czym jest dla naszego serca ?wiat bez mi?o?ci! Czym jest latarnia magiczna bez ?wiat?a! Ledwo wstawisz w ni? lampk?, ukazuj? si? najbogatsze obrazy na twej bia?ej ?cianie! A gdyby nie by?o nic prócz tego, prócz przemijaj?cych widm, to jednak jeste?my szcz??liwi, gdy stoimy przed ni? jak mali ch?opcy i zachwycamy si? cudownymi zjawiskami. (…)
12 sierpnia 1771
(…) przypomnia?em mu dziewczyn?, któr? przed niejakim czasem wyci?gni?to nie?yw? z wody, i powtórzy?em mu jej histori?. - Dobre, m?ode stworzenie, które wyros?o w ciasnym kole domowych zaj??, tygodniowej, okre?lonej pracy, które poza tym nie mog?o mie? nadziei na inne przyjemno?ci, jak chyba pój?? ze swymi rówie?nikami na niedzieln? przechadzk? woko?o miasta, w sprawionym z trudem od?wi?tnym stroju, jak pota?cowa? w ka?de wielkie ?wi?to, a poza tym z ca?? ?ywo?ci? serdecznego wspó?udzia?u pogaw?dzi? godzink? z jak?? s?siadk? o przyczynie k?ótni lub obmowy; jej gor?ca natura czuje wreszcie g??bsze wewn?trzne potrzeby, pomna?ane pochlebstwami m??czyzn; wszystkie jej uprzednie rado?ci staj? si? jej stopniowo niesmaczne, a? w ko?cu napotyka cz?owieka, do którego poci?ga j? nieodparcie nieznane uczucie, z którym ??czy wszystkie swe nadzieje; zapomina o otaczaj?cym j? ?wiecie, nie s?yszy nic, nie widzi nic, nie czuje nic prócz jego jednego, t?skni tylko do niego, jedynego. Jej po??danie, nie zepsute przez puste uciechy niesta?ej pró?no?ci, zd??a prosto do celu. Chce nale?e? do niego, chce w wiecznym zwi?zku znale?? to szcz??cie, którego jej brak, rozkoszowa? si? po??czeniem wszystkich rado?ci, do których t?skni?a. Powtarzane obietnice, które jej nadziei daj? por?k? pewno?ci, ?mia?e pieszczoty, które wzmagaj? jej po??danie, ogarniaj? ca?? jej dusz?; unosi si? w mglistej ?wiadomo?ci, w przeczuciu wszystkich uciech; dochodzi do stanu najwy?szego napi?cia, wyci?ga wreszcie ramiona, by obj?? wszystkie swe ?yczenia… a jej kochanek opuszcza j?. Odr?twia?a, bez zmys?ów stoi nad przepa?ci? i wszystko jest mrokiem woko?o niej, bez widoków, bez zrozumienia, bez nadziei, bo opu?ci? j? ten, w którym jedynie czu?a swe istnienie. Nie widzi ona szerokiego ?wiata, który le?y przed ni?, tych wielu, którzy mog? nagrodzi? jej strat?; czuje si? samotna, opuszczona przez ca?y ?wiat, i ?lepa, wt?oczona w matni? przez przera?aj?c? rozpacz swego serca, rzuca si? do wody, by w wszystko obejmuj?cej ?mierci zd?awi? swe m?czarnie. (…) Natura nie znajduje wyj?cia z labiryntu spl?tanych i sprzecznych si?, i cz?owiek musi umrze?!
Biada temu, który by patrzy? na to i rzek?: G?upia! Gdyby by?a czeka?a, pozwoli?a dzia?a? czasowi, u?mierzy?aby si? jej rozpacz, by?by si? znalaz? inny, aby j? pocieszy?!
15 sierpnia 1771
To przecie pewne, ?e nic na ?wiecie nie czyni cz?owieka potrzebnym, jeno mi?o??. (…)
18 sierpnia 1771
Czy? musia?o tak by?, ?e to, co tworzy szcz??cie cz?owieka, sta?o si? znów ?ród?em jego cierpienia? (…)
21 sierpnia 1771
Daremnie wyci?gam ku niej ramiona rankiem, gdy budz? si? z ci??kich snów. Na pró?no szukam jej noc? w moim ?ó?ku, gdy mnie ?udzi? szcz??liwy, niewinny sen, ?e siedz? ko?o niej na ??ce i trzymam jej r?k?, i okrywam j? tysi?cem poca?unków. Ach, wówczas, kiedy jeszcze w pó?odurzeniu sennym si?gam ku niej i budz? si?, strumie? ?ez bucha z mego uci?nionego serca i p?acz? niepocieszony obliczu ciemnej przysz?o?ci.
28 sierpnia 1771
(…) kwiaty ?ycia s? tylko z?ud?! Jak wiele ich przemija nie zostawiaj?c ?ladu po sobie, jak ma?o ich wydaje owoc i jak ma?o z tych owoców dojrzewa! A jednak jest ich jeszcze do??, a jednak… O mój bracie, czy? mo?emy pozwoli?, by dojrza?e owoce zosta?y zaniedbane, pogardzone, by zwi?d?y niespo?yte i zgni?y? (…)
30 sierpnia 1771
Nieszcz?sny! Czy? nie jeste? g?upcem, czy? nie oszukujesz samego siebie? Có? znaczy ta szalona, bezkresna nami?tno??? Nie znam ju? innej modlitwy jak do niej. W wyobra?ni mej nie zjawia si? ?adna inna posta? prócz niej i wszystko woko?o widz? tylko w zwi?zku z ni?. I to sprawia, ?e mam niejedn? szcz??liw? chwil? - dopóki znów nie musz? oderwa? si? od niej, ach, Wilhelmie, do tego mnie cz?sto gna serce! Gdy tak przy niej posiedz? dwie, trzy godziny i upajam si? jej postaci?, jej obej?ciem, niebia?skim urokiem jej s?ów, i stopniowo rozpalaj? si? wszystkie me zmys?y, w oczach mi si? robi ciemno, ledwo co s?ysz? i co? mnie chwyta za gard?o jak skrytobójca; gdy potem me serce bij?c gwa?townie chce ul?y? sko?atanym zmys?om, a tylko jeszcze bardziej je podnieca, Wilhelmie, nie wiem cz?sto, czy ?yj? na ?wiecie! I - kiedy czasem smutek przyt?acza mnie - Lotta zezwoli mi na t? ?a?osn? pociech?, bym ca?uj?c jej r?k? wyp?aka? me przygn?bienie - wtedy musz? odej??! Musz? odej??! W?ócz? si? potem daleko po polach. Wtedy m? rado?ci? jest wspina? si? na strom? gór?, przebi? sobie drog? przez niedost?pny las, przedziera? si? przez zaro?la, które mnie rani?, przez ciernie, które mnie kalecz?! Wtedy czuj? si? nieco lepiej! Nieco! Czasem ze znu?enia i pragnienia po?o?? si? w drodze, niekiedy w?ród g??bokiej nocy, gdy pe?nia stoi wysoko nade mn?, si?d? w samotnym lesie na pochy?ym drzewie, by ul?y? mym zranionym stopom, i potem w omdla?ym spokoju zadrzemi? w pó??wicie: o Wilhelmie, samotne mieszkanie w celi, w?osiennica i pas kolczasty by?yby rozkosz?, której ?aknie ma dusza. B?d? zdrów! Nie widz? cierpieniu temu kresu prócz grobu.
16 czerwca 1772
Tak, jestem tylko w?drowcem, pielgrzymem na ziemi. A wy - czy? jeste?cie czym? wi?cej?
3 wrze?nia 1772
Nie pojmuj? czasem, jak kto? inny mo?e j? kocha?, ?mie j? kocha?, gdy ja kocham j? tak wy??cznie, tak gor?co, tak pe?nym uczuciem; nic innego nie znam ani wiem, ani mam - prócz niej.
19 pa?dziernika 1772
Ach, ta pustka! Ta przera?liwa pustka, któr? tu czuje w mej piersi! My?l? cz?sto: gdyby? j? raz tylko, cho? raz przycisn?? móg? do serca, ca?a ta pustka zape?ni?aby si?.
27 pa?dziernika 1772, wieczorem
Mam tak wiele, a uczucie dla niej poch?ania wszystko; mam tak wiele, a bez niej wszystko staje si? niczym.