środa, styczeń 18th 2006


Magik - Jan Brzechwa
posted @ 4:20 pm in [ Dla dzieci - Baśnie ]

Magik

Gdy na zachód z Sandomierza
I?? przez dwa i pó? pacierza,
Wida? drog?, która zmierza
Wprost do Dwikóz. Tam przed laty
?y? Fikusów ród bogaty,
Co wyrabia? dzwony z brzozy,
A z konopi plót? powrozy
I rozs?awi? tym Dwikozy.

Tam, na samym skraju Dwikóz,
Mieszka? ongi magik Fikus,
Zwany ?yso?, trojga imion:
Bonifacy - Filip - Tymon.

Magik Tymon Fikus z Dwikóz
Co dzie? inny robi? psikus.
Raz, gdy wraca? z Sandomierza,
Przeistoczy? w oset je?a,
A gdy szed? do Zawichostu,
Wzi?? i zrobi? je?a z ostu.

Sypa? w g?sior piasek mia?ki,
A wylewa? - sztof gorza?ki.

Innym razem wzi?? koguta,
Schowa? w kiesze? do surduta.
A po chwili - zr?cznie nader -
Wody wyla? z niej pi?? wiader.

Raz, gdy ujrza? muzykusa,
Da? przez ca?y rynek susa
I do warg przytkn?wszy d?onie
Gra? jak gdyby na puzonie,
Na klarnecie gra? po troszku
I na flecie, i na ro?ku,
I nie wiedzia? nikt ju? z Dwikóz,
Czy gra Fikus, czy muzykus.

Ju? nie b?d? mówi? o tem,
Jak udawa?, ?e jest kotem,
I jak w psasi? z,ieni? potem;
Jak po?yka? kalosz stary,
A wypluwa? okulary;
Jak ne lewej d?oni wsparty
Jedn? z nóg tasowa? karty;
Jak wyjmowa? z ucha wróbla
I zamienia? wróbla w rubla;
Jak hodowa? ryby w szafie,
Bo ja sam to te? potrafi?!

Ale wreszcie przebra? miar?:
Spotka? dwie babiny stare
I przemieni? je w dziewcz?ta;
Jedn? wyda? za rejenta,
Z drug? stan?? w Zawicho?cie
I wyswata? j? staro?cie.

Gdy nadesz?a wi?c niedziela,
Wyprawiono dwa wesela,
A ?e by?o to przedpo?cie -
Siedem dni weselni go?cie
Ucztowa w Zawicho?cie.
Lecz Ju? rankiem przy niedzieli
Ca?? sztuczk? diabli wzi?li:
Prys?y m?odych ?on powaby,
A zosta?y stare baby,
Obie krzywe, obie siwe
I okropnie gadatliwe.

W?ciek? si? rejent, w?ciek? starosta,
Ale sprawa nie jest prosta,
Bo gdy ksi?dz po??czy ?lubem
Luba musi zosta? z lubym.

Posz?y skargi na Fikusa,
Skry? si? Fikus do lamusa,
Gdy? z powodu jego sztuczek
W Sandomierskiem powsta? huczek
I ju? pleban oburzony
Chcia? pot?pi? go z ambony.

Uderzywszy wi?c w pokor?,
Fikus wybra? si? wieczorem
Na plebani? i ze skruch?
Drapa? si? to w nos, to w ucho.
Ksi?dz rzek? wreszcie: “Dobra nasza.
Moja kasza, twoja flasza,
Rozegramy to w mariasza?

Fikus szybko rozda? karfy,
A ?e ba? si? nie na ?arty,
Przegra? tyle, ile trzeba,
Zeby dosta? si? do nieba.

Wzi?wszy tedy rozbrat z grzechem,
Fikus rad po?egna? klech?,
U?miechni?ty dosiad? konia,
K?usem pu?ci? si? przez b?onia
I wo?aj?c: “Znaj ?ysonia!
Hokus-pokus, fikus pikus!” -
Pocwa?owa? wprost do Dwikóz.
Wszed? do domu, staje, patrzy -
“Co to? Kto to?” - rzek? poblad?szy.
Podszed? bli?ej - tak, to one,
Dwie staruchy nastroszone,
Staro?cina z rejentow?
Zabawiaj? si? rozmow?.
Fikus gro?nie spojrza? na nie:
“Có? to znaczy, moje panie?”

“Co to znaczy? Nic nie znaczy,
Ot, nie mog?o by? inaczej.
Wyp?dzili nas m??owie,
No i dobrze, i na zdrowie!
Odstawili nas tu koczem,
Gada? teraz nie ma o czem.”

Tymon Fikus zblad? ze z?o?ci:
“Ale? bies mi nas?a? go?ci!
Po co? Na co? Jakim prawem?
Rozstaniemy si? niebawem!”
I potrz?sn?? ju? r?kawem,
Aby zakl?? baby w ?aby,
Ale rozmach wzi?? za s?aby;
Chcia? przemieni? je w dwie miot?y,
Lecz mu palce si? zaplot?y;
Zebra? w sobie ca?y zapa?
I wysila? si?, i sapa?,
By je zmieni? w ?y?ki stare,
W bia?e myszki, w kapców par?,
W dwie marchewki, w dwa rogale,
Lecz mu jako? nie sz?o wcale.

Tupa?, klaska?, bi? si? w ?ydki.
Kl?? pod nosem w sposób brzydki,
Wreszcie krzycze? j?? jak dzikus:
“Hokus-pokus, fikus-pikus!”

A staruchy ze? szydzi?y:
“Có? to, kumie? Zbrak?o si?y?
Kum czarowa? ju? nie umie?
Z kumem ju? niedobrze, kumie!”

Posz?y potem do spi?arki,
Wyci?gn??y s?oje, garnki,
Pol?dwice i pó?g?ski.
Cho? to przecie przysmak m?ski.
Jad?y sobie do wieczora
Poci?gaj?c miód z g?siora,
Obie krzywe, obie siwe
I okropnie gadatliwe.

Fikus patrza? z gniewu siny,
Wycieraj?c pot z ?ysiny.
Sta? na g?owie pó? godziny,
Do pomocy wzi?? koguta,
Sypa? proso do surduta,
Szuka? zakl?? w ksi?dze grubej,
Coraz nowe robi? próby,

Wreszcie zgrzytn??, gwizdn??, cmokn??
I wyskoczy? w mrok przez okno.
Co z nim sta?o si? - nikt nie wie.
By? podobno w Sochaczewie,
Kto? go widzia?, jak w Piotrkowie
Na jarmarku sta? na g?owie,
Potem zjawi? si? w Prabutach
I udawa? tam koguta.

Inni mówi?, ?e w Jaworze
Zjada? szk?o i ?yka? no?e,
A znów inni, ?e w B?dzinie
Popisywa? si? na linie.

Gdzie jest praiwda - nie wiem. Tu si?
Ko?cz? wie?ci o Fikusie.

Je?li jeszcze co? us?ysz?,
Zaraz dalszy ci?g dopisz?.
Mo?e wierszem, mo?e proz?,
I przeka?? wnet Dwikozom.
Niech w archiwach to zachowa
Miejska Rada Narodowa.


Leave a Reply