piątek, styczeń 27th 2006


BAJKA O KURCE I KOGUTKU- Józef Ignacy Kraszewski
posted @ 2:33 pm in [ Dla dzieci - Baśnie ]

Nie wiem, gdzie i kiedy by? sobie dawniej kogutek i kurka, oboje m?odzi i pi?kni oboje. Nie dziw te?, ?e si? serdecznie kochali. A cho? kogut tyle mia? ?on, ile widzia? kur przed sob?, jednak na jaki? czas przywi?za? si? do tej tylko srokatej kurki. Pi?kna by?a kurka, ale jak niejedna z kobiet pokrywa?a ?licznymi po?yskuj?cymi piórkami brzydkie wewn?trz serce i dusz?. By?a ona tak ?ywa i p?ocha, jakby dzisiejsza mieszczka, pop?dliwa jak wiele ?on, g?upia i szczebiotliwa jak wiele dziewczyn, które kwoczkami nazywamy, a co najwi?cej: ?ar?oczna i ?akoma.

Kogut staraj?c si?, aby go polubi?a, nie odst?powa? jej na krok i ca?y dzie? musia? znosi? dla niej, co tylko móg? do jedzenia znale?? gdzie i porwa? smacznego. G?odnia? i sech? biedny kogut z mi?o?ci i trudu, a kura t?u?cia?a coraz okr?g?ej, szczebiota?a coraz g?o?niej. Jednego pi?knego ranka, kiedy s?o?ce ?wieci?o, a niebo by?o czyste, poprosi?a kurka koguta, aby jej towarzyszy? do lasku na orzechy.

Jak przyszli do lasu, kogut wlaz? na leszczyn?, zacz?? trz??? drzewem i wiele natrz?s? pi?knych i dojrza?ych orzechów.

G?odny by? i sam chcia? si? tak?e po?ywi? przy tym zdarzeniu, ale jejmo?? pani kurka, co tylko upad?o, chwyta?a pr?dko i ?yka?a, ?yka?a ?akoma, ?eby si? kogutowi nic nie zosta?o. A kogut trz?s? ci?gle, s?dz?c, ?e jak si? naje, zostawi przecie na ziemi i dla niego kilka orzechów. Na pró?no si? nieborak mordowa? i potnia?. Kura jad?a i nic nie zostawia?a. Wtem orzech jeden wi?kszy, gdy ?yka?a, uwi?z? jej w gardle w?ziuchnym, zakrztusi?a si?, ud?awi?a i pad?a, o ziemi? trzepiocz?c skrzyde?kami. Kogut piorunem zlecia? z drzewa i przypad? do niej. Le?a?a bez ducha, wyci?gni?te mia?a ?liczne ?ó?te nó?ki i zdycha? si? zdawa?a. ?al chwyci? koguta za serce, chcia? ratowa? j? — nie mo?na by?o inaczej jak wod?. Wody nie by?o w lasku ani kropli, trzeba i?? by?o do morza. Poczciwy kogut pobieg? do morza, bieg?, bieg? i przyby?.

— Morze, morze! - zawo?a? ?a?o?liwym g?osem, przyszed?szy. - Daj wody!

— Komu wody? — odezwa?o si? morze zielone ogromnym g?osem.

— Mojej kurce wody, kurka le?y wedle drogi, ledwie tchnie.

— A w có? dam ci wody?

— W co wody? — odezwa? si? zafrasowany kogut. — Dalipan, anim o tym pomy?la? biegn?c.

— Tak to wy zawsze, m?okosy, robicie — odezwa?o si? morze. — Sami nie wiedz?c, czego wam potrzeba. Id?, popro? wieprza, niech ci k?a po?yczy, nabierzesz w kie? wody i zaniesiesz.

Kogut pobieg? znowu pr?dko. Przychodzi do wieprza. Wieprz wyl?ga? si? na bar?ogu do góry brzuchem, bo s?o?ce ?wieci?o mu i grza?o. Kogutek, przybieg?szy, uk?oni? mu si? po francusku i odezwa?:

— B?d?, waszmo??, ?askaw po?yczy? mi k?a na par? minut.

— Ja, k?a? — odezwa? si? wieprz, ponuro mrucz?c. —Ja, k?a? Ja, k?a? Có? to znowu? Za co, na co, po co ja mam waszmo?ci k?a po?ycza?? Oto tak?e!

— Ach, zmi?uj si?! - przerwa? kogutek k?aniaj?c si? jeszcze ni?ej. -Tylko sobie w nim wody przynios?.

— Komu wody? — odezwa? si? wieprz.

— Kurce wody - rzek? z westchnieniem przychodzie?. - Kura, ?ona moja najukocha?sza, le?y ud?awiona orzechem, ledwie tchnie.

— A na có? si? by?o d?awi?? - odezwa? si? wieprz. - Id? no wprzódy do d?bu i przynie? mi ?o??dzi, bo ja darmo k?a nie po?ycz?.

— Ach, zmi?uj si?!

— Nic darmo - odezwa? si? wieprz. - Nogi za pas, je?eli chcesz mie? kie?, id? do d?bu po ?o??dzie.

Kogut pobieg? pr?dko, pr?dko - przybieg? do d?bu. D?b szumia? sobie, stoj?c w?ród lasu, i nie widzia? nawet, patrz?c si? dumnie w niebo jak wojewoda, ?e jakie? ma?e stworzenie zbli?a?o si? ku niemu.

Kogutek, wskoczywszy na najbli?sz? ga???, zacz?? go prosi? o ?o??dzie.

— Na co ci ?o??dzie? — rzek? d?b.

— Oj, to bardzo d?ugo gada? o tym! - rzek? kogut. - Ale prosz? o niewiele, czy mi po?a?ujesz?

— Musz? naprzód wiedzie?, na co ci ich potrzeba.

— Mnie ?pieszno! - zawo?a? kogut. - ?ona moja zdycha. Wieprz nie chce da? k?a, póki mu ?o??dzi nie przynios?, a kie? potrzebny mi na wod?, któr? chc? j? ocuci?.

— Dam ci kilka ?o??dzi — odezwa? si? d?b — ale nic darmo. Pójd? st?d niedaleko do lipy i przynie? mi od niej ?yk.

— A na co waszmo?ci ?yka?

— A tobie co do tego, drobne stworzenie? — ofukn?? si? d?b. — Tak chc? i koniec!

Kogutek reszty nie s?ysza?, bo ju? by? w drodze i zbli?a? si? do lipy. Skoczy? na ga??? i pokornie o ?yka prosi?.

Lipa by?a w z?ym humorze, wiatr jej w nocy ze z?o?ci ga??zie po?ama?, skrzywiwszy si? wi?c odpowiedzia?a:

— Na co ci ?yka?

— Zmi?uj si?, nie pytaj o to! — rzek? kogut. — Strasznie bym wiele rzeczy musia? ci t?umaczy?, a mnie tak pilno.

— Musisz wprzódy opowiedzie? — odpowiedzia?a lipa i kogut znowu zacz?? swoj? opowie??.

— Kiedy tak - odezwa?a si? lipa - uwa?am, ?e nikt ci darmo nic nie daje. Id??e, wasze?, do krowy po mleko dla mnie, je?eli chcesz ?yk dosta?.

— Na có? jejmo?ci mleko?

— A d?b na co ?yk potrzebuje? - zawo?a?a lipa. - Nic darmo, nic darmo!

Znowu lecia? kogutek pr?dko, pr?dko przez ??k?, przez p?ot, a? do obory, w której sta?a krowa depcz?c pod nogami s?om?. Kogut siad? na ??obie i zacz?? si? k?ania? nisko.

- Prosi?bym o odrobin? mleka — rzek? cicho.

- Na co tobie mleka, wszak ty go nie pijesz? - zapyta?a krowa. Kogut rad nierad musia? znowu opowiada? z ko?ca w koniec ca??

swoj? histori? dr??c, aby si? z pomoc? kurze nie spó?ni?.

- Nic darmo! — zawo?a?a krowa, - Przynie? mi wprzódy siana od kosiarzy.

- Ach, na co ci to siano? - zawo?a? kogutek. - Na co ci to siano? Zaraz ci go pastuch przyniesie.

- Nic darmo — powtórzy?a krowa. — Mia?a?bym by? g?upsz? od innych i nie korzysta? z tego zdarzenia? Przynie? siana. .

„Sk?d jej wzi?? tego siana?” — pomy?la? kogut i pobieg? zmordowany na ??k?. Na ??ce stali kosiarze i kosili siano; kogut zbli?y? si? do pierwszego prosz?c o odrobin? siana.

- Na co ci siana? - odezwa? si? kosiarz stary.

Kogutek trzepiocz?c skrzyd?ami wymawia? si? bardzo usilnie od opowiadania historii, bo wiedzia?, ?e coraz pó?niej si? robi, ?e s?o?ce po?ow? ju? drogi swojej ubieg?o - ale nie by?o ratunku. Cz?owiek od innych stworze? okrutniejszym by? jeszcze i ze ?miechem szyderskim s?ucha? opowiadania koguta, a nareszcie si? odezwa?.

- Nic darmo, mój ma?y, id? do panny Ma?gorzaty, niech nam da sera, a my za to damy ci troch? siana.

Kogutek zacz?? si? k?ania? i prosi?, ?eby go ju? dalej nie posy?ano, kosiarze ?mia? si? zacz?li, kogutek pobieg? do panny. Panna szy?a w krosnach, gdy przybieg?, a ko?o niej siedzia? jaki? wysoki drab, który si? jej u?miecha?. Przyszed?szy uk?oni? si? i zacz?? prosi? o kawa?ek sera. Panna spojrza?a na niego z politowaniem i uwa?aj?c, ?e by? na pozór do?? t?usty, prosi?a go, czy nie mo?e pozwoli? si? zar?n??. On w p?acz.

Tymczasem panna zapatrzywszy si? na ch?opca upu?ci?a igie?k?, któr? szy?a, na ziemi?.

Ch?opiec schyli? si? szuka?, ale nie móg? znale?? d?ugo, bo schyliwszy si? nie patrza? na ig??, ale na pann? Ma?gorzat?.

-Je?li mi znajdziesz igie?k? - rzek?a panna do koguta - dam ci sera, ale na co ci ser?

Kogutek nie ?mia? si? nawet wymawia? i znowu zacz?? p?aczliwie ca?? powie?? opowiada?, a panna z ch?opcem s?uchaj?c ?mieli si? do rozpuku z jego mi?o?ci ku ?onie i z jego frasunku.

Po d?ugiej m?ce znalaz? nareszcie kogut ig?? i uradowa? si?, jak gdyby go z ro?na zdj?to. Panna da?a kawa?eczek sera, zaniós? ser kosiarzom, dali mu siana. Siano zaniós? krowie, da?a mu mleka. Mleko zaniós? lipie, lipa da?a ?yka. ?yko z?o?y? u d?bu, d?b strz?sn?? kilka ?o??dzi. Z ?o??dziami poszed? do wieprza po kie?. Lecia? jak móg? nó?kami i skrzyd?ami, lecz ju? s?o?ce zni?a?o si? ku zachodowi. Wieprz k?a po?yczy?, przyszed? do morza, morze da?o wody i kogut, trzepiocz?c si? i podskakuj?c z niespokojno?ci, pobieg? do leszczyny.

Przyszed? z wod? — ale kurka ju? nie ?y?a.


Leave a Reply