Friday, January 27th 2006


S?owik- Hans Christian Andersen
posted @ 3:15 pm in [ Baśnie -Dla dzieci ]

W Chinach, wiesz pewnie o tym, cesarz jest Chi?czykiem i wszyscy, którzy go otaczaj?, s? równie? Chi?czykami. Historia, któr? opowiem, dzia?a si? przed wielu laty, ale w?a?nie dlatego trzeba jej wys?ucha?, zanim o niej nie zapomn?.

Zamek cesarza by? najwspanialszym zamkiem na ?wiecie, ca?y zrobiony z delikatnej porcelany, niezwykle kosztownej, a tak kruchej, ze lada dotkniecie mog?o ja st?uc, wiec trzeba by?o bardzo uwa?a?. W ogrodzie ros?y najdziwniejsze kwiaty, a do najwspanialszych przywi?zano srebrne dzwonki, które dzwoni?y po to, aby nikt nie min?? ich nie zwróciwszy na nie uwagi.

Niezwyk?y by? ogród cesarski, a tak wielki, ze nawet ogrodnik nie wiedzia?, gdzie si? ko?czy. Za ogrodem zaczyna? si? pi?kny las z wysokimi drzewami i g??bokimi jeziorami. Las schodzi? a? do morza, które by?o niebieskie i g??bokie; wielkie okr?ty mog?y wje?d?a? a? pod zwisaj?ce ga??zie, a na jednej z takich ga??zi mieszka? s?owik. S?owik ?piewa? tak pi?knie, ze nawet biedny rybak, który ma przecie? tyle innej roboty, k?ad? si? i s?ucha? jego ?piewu, gdy noc? wychodzi? wyci?ga? sieci.

- Mój Bo?e, jakie to pi?kne! – mówi?, lecz potem musia? ju? pilnowa? swojej roboty i zapomina? o ptaszku; ale nast?pnej nocy, kiedy ptak znowu ?piewa?, a on wychodzi?, powtarza? to samo:

- Mój Bo?e, jakie? to pi?kne!

Ze wszystkich stron ?wiata zje?d?ali do cesarskiego miasta podró?ni, podziwiali zamek i ogród, ale gdy s?yszeli ?piew s?owika, mówili:

- To jest jednak najpi?kniejsze!

Podró?ni po powrocie do domu opowiadali, co widzieli, uczeni pisali wiele ksi??ek o mie?cie, zamku i ogrodzie; nie zapominali tez o s?owiku i chwalili go najbardziej, a ci, którzy byli poetami, pisali pi?kne wiersze, wszystkie o s?owiku ?piewaj?cym nad g??bokim jeziorem w lesie.

Ksi??ki te czytano na ca?ym ?wiecie i niektóre z nich dosta?y si? do rak cesarza. Cesarz siedzia? na z?otym tronie, czyta? i czyta?, a co pewien czas kiwa? z zadowoleniem g?ow?, kiedy opisywano miasto, zamek i ogród. “Ale s?owik jest najpi?kniejszy!”, pisano w ksi??kach.

- Co to jest? – powiedzia? cesarz. – Nie znam wcale tego s?owika! Czy naprawd? taki ptak ?yje w moim cesarstwie, i w dodatku w moim ogrodzie? Nigdy o tym nie s?ysza?em! Dowiaduje si? o tym dopiero z ksi??ek!

I natychmiast zawo?a? swego marsza?ka; by? on tak wytworny, ze kiedy ludzie ni?si od niego pochodzeniem o?mielili si? zada? mu jakie? pytanie, odpowiada? im tylko “p!”, a to przecie? nic nie znaczy.

- Podobno jest tu jaki? niezwyk?y ptak, który nazywa si? s?owik! – powiedzia? cesarz – podobno jest on najpi?kniejsz? rzecz? z ca?ego mego wielkiego pa?stwa!

Dlaczego nikt mi nigdy o nim nic nie mówi??

- Nigdy o nim nie s?ysza?em! – odpowiedzia? marsza?ek. – Nie przedstawiono go nigdy u dworu!

- Chce, ?eby przyszed? dzi? wieczorem i ?piewa? przede mn?! – powiedzia? cesarz.

- Ca?y ?wiat wie, co posiadam, tylko ja o tym nie wiem!

- Nigdy o nim nie s?ysza?em! – powiedzia? marsza?ek. – B?d? go szuka? i znajd?!

Ale gdzie go znale??? Marsza?ek biega? w gore i na dó? po wszystkich schodach, przebiega? wszystkie sale i kru?ganki, ale nikt z napotkanych nie s?ysza? o s?owiku.

Wróci? wiec marsza?ek do cesarza i powiedzia?, ze to z pewno?ci? bajka wymy?lona przez tych, co napisali ksi??ki.

- Wasza cesarska mo?? niechaj nie wierzy temu, co pisz?, bo to wszystko wymys?y, po prostu czarna magia!

- Ale? kiedy ksi??k?, w której to przeczyta?em, przys?a? mi pot??ny cesarz Japonii, wiec musi zawiera? prawd?. Chce s?ysze? s?owika. Ma tu by? dzisiaj wieczorem!

Obdarzam go moja laska! Musi przyj??! A je?eli si? nie zjawi; to ka?e moim ludziom depta? po brzuchach wszystkich dworzan, i to zaraz po kolacji!

- Tsing pe! – powiedzia? marsza?ek i zacz?? znowu biega? po schodach na dó? i w gor?, i po wszystkich salach i kru?gankach, a polowa dworzan biega?a za nim, bo bynajmniej nie mieli ochoty, by im deptano po brzuchach. Wiec wsz?dzie pytano o s?owika, którego znal ca?y ?wiat, ale nikt nie znal na dworze.

Wreszcie w kuchni znale?li ma??, biedna dziewczynk?, która powiedzia?a:

- Mój Bo?e, s?owik! Znam go doskonale! Jak?e cudnie ?piewa! Co wieczór wolno mi zabiera? z kuchni troch? resztek, zanosz? je mojej biednej, chorej matce, która mieszka na wybrze?u; a kiedy w nocy wracam od niej i zm?cz? si?, to k?ad? si? w lesie i s?ucham s?owika! ?zy p?yn? mi wówczas z oczu i jest mi tak, jak gdyby mnie matka ca?owa?a!

- Ma?a pomywaczko! – powiedzia? marsza?ek. – Dam ci sta?? posad? w kuchni i pozwol? ci przygl?da? si?, jak cesarz jada, je?li zaprowadzisz nas do s?owika, bo dzi? wieczorem musze go tu mie?!

Poszli wiec wszyscy do lasu, gdzie zwykle ?piewa? s?owik; pó? dworu im towarzyszy?o; po drodze us?yszeli ryk krowy.

- O! – powiedzia? jeden z dworzan. – Macie s?owika! Ile? to si?y w tak ma?ym stworzeniu! S?ysza?em go – ca?? pewno?ci? ju? dawniej!

- Nie, to krowy rycz?! – powiedzia?a ma?a pomywaczka. – Jeszcze?my daleko od s?owika!

Teraz ?aby zarechota?y w bagnisku.

- Cudownie! – powiedzia? chi?ski kapelan. – Nareszcie go s?ysz?. ?piew jego brzmi jak dzwonki ko?cielne.

- Nie, to ?aby! – powiedzia?a ma?a pomywaczka. – Ale my?l?, ?e ju? wkrótce go us?yszymy!

W tej chwili s?owik zacz?? kl?ska?.

- To on! – powiedzia?a dziewczynka. – S?uchajcie! S?uchajcie! Oto tam siedzi! – I pokaza?a ma?ego, szarego ptaszka wysoko na ga??zi.

- Czy? to mo?liwe! – zawo?a? marsza?ek. – Inaczej go sobie wyobra?a?em! Jak?e pospolicie wygl?da! A mo?e straci? sw? barw? na widok tylu wytwornych osób?

- S?owiczku! – zawo?a?a g?o?no dziewczynka. – Nasz ?askawy cesarz ?yczy sobie, aby? przed nim za?piewa?!

- Z najwi?ksz? przyjemno?ci? – powiedzia? s?owik i za?piewa? tak pi?knie, ?e a? rozkosz? by?o go s?ucha?.

- Zupe?nie szklane dzwoneczki! – powiedzia? marsza?ek. – A jak pracuje to ma?e gardzio?ko! To dziwne, ?e?my go nigdy przedtem nie s?yszeli! B?dzie mia? wielki sukces na dworze!

- Czy mam raz jeszcze za?piewa? dla cesarza? – spyta? s?owik, który my?la?, ze cesarz jest obecny.

- Mój cudny s?owiczku! – powiedzia? marsza?ek. – Mam zaszczyt zaprosi? ci? na uroczysto?? dworska, na której oczarujesz jego cesarska mo?? twym zachwycaj?cym ?piewem.

- Brzmi on co prawda najlepiej na tle drzew! – powiedzia? s?owik, ale polecia? ch?tnie za nimi, gdy? s?ysza?, ze taka jest wola cesarza.

Na zamku wszystko porz?dnie wyszorowano. Porcelanowe ?ciany i pod?ogi l?ni?y w blasku tysi?cy z?otych lamp; najpi?kniejsze kwiaty, które umia?y dzwoni?, ustawiono w kru?gankach i by?o tyle bieganiny i przeci?gów, a dzwonki tak g?o?no dzwoni?y, ?e t?umi?o to wszelkie rozmowy. Po?rodku du?ej sali, w której znajdowa? si? cesarz, umieszczono zloty pr?t i na nim mia? siedzie? s?owik. Ca?y dwór zebra? si? w sali, a malej pomywaczce pozwolono sta? pod drzwiami, bo teraz by?a ju? kuchark? nadworn?.

Wszyscy w swych najwspanialszych szatach przygl?dali si? ma?emu, szaremu ptaszkowi, a cesarz skin?? mu g?ow?.

A s?owik ?piewa? tak pi?knie, ze cesarzowi ?zy stan??y w oczach, a gdy sp?yn??y mu po policzkach, s?owik za?piewa? jeszcze ?adniej, tak ze ?piew ten si?ga? prosto do serca; cesarz cieszy? si? bardzo i powiedzia?, ze zawiesi s?owikowi swój zloty pantofel na szyi. Ale s?owik podzi?kowa? i powiedzia?, ?e otrzyma? ju? dostateczne wynagrodzenie.

- Widzia?em ?zy w oczach cesarza, a to jest dla mnie najdro?szy skarb! ?zy cesarskie maja cudowna moc! Bóg ?wiadkiem, ze jestem do?? nagrodzony! – I ?piewa? dalej swym s?odkim, cudownym g?osem.

- Tak uroczej kokieterii nie spotka?y?my jeszcze nigdy w ?yciu! – mówi?y damy, a potem nabiera?y wody w usta i gdy kto? do nich mówi?, bulgota?y i my?la?y, ?e s? tez s?owikami. Có? tu mówi?! Nawet lokaje i pokojówki byli zadowoleni, a to du?o mówi, bo im najtrudniej dogodzi?. Tak, s?owik naprawd? zdoby? powodzenie.

Mia? zosta? na zawsze przy dworze, mieszka? we w?asnej klatce i dwa razy dziennie, a raz w nocy móg? wyfruwa? na dwór. Dwunastu s?u??cych trzyma?o wówczas ko?ce jedwabnych wst??ek przywi?zanych do jego nó?ki. Taki spacer nie nale?a? do przyjemno?ci.

Cale miasto mówi?o o niezwyk?ym ptaszku. Kiedy dwoje ludzi si? spotyka?o, jeden mówi?: “s?o”, a drugi “wik!”; potem obaj wzdychali; rozumieli si? doskonale.

Jedena?cioro dzieci w?a?cicieli sklepików z delikatesami nazwano jego imieniem! ale ?adne z nich nie umia?o wyda? ani jednej czystej nuty.

Pewnego dnia do cesarza nadesz?a du?a paczka, na której by?o napisane: “S?owik”.

- Pewnie nowe dzie?o o naszym s?awnym ptaku! – powiedzia? cesarz; lecz nie by?a to ksi??ka, tylko ma?e arcydzie?o zamkni?te w pudelku. By? to sztuczny s?owik, podobny do prawdziwego, ale ca?y wysadzany brylantami, rubinami i szafirami; wystarczy?o go nakr?ci?, a ?piewa? te same piosenki co ?ywy ptak i przy tym porusza? ogonem w dó? i w gór? i b?yszcza? ca?y, i ?wieci? srebrem i zlotem, na szyi mia? wst??eczk?, a na niej napis: “S?owik cesarza Japonii jest niczym wobec s?owika cesarza Chin.”

- Ach, jakie to pi?kne! – zachwycali si? wszyscy, a ten, który przyniós? ptaka, otrzyma? natychmiast tytu?: “cesarskiego naddostawcy s?owików”.

- Niech za?piewaj? razem! Có? to b?dzie za cudowny duet!

Wiec ptaki ?piewa?y razem. Ale nie sz?o im dobrze, bo prawdziwy s?owik ?piewa? na swój sposób, a sztuczny ptak gwizda? pod?ug mechanizmu.

- To nie jego wina! – powiedzia? muzyk nadworny. – Ma ?wietne wyczucie taktu i ?piewa wed?ug mojej szko?y!

Wiec sztuczny ptak mia? sam ?piewa?. ?piew jego podoba? si? równie? jak ?piew prawdziwego s?owika, a on sam o ile? pi?kniej wygl?da?! B?yszcza? przecie? ca?y jak bransolety i brosze. Trzydzie?ci trzy razy prze?piewa? ten sam kawa?ek i wcale si? nie zm?czy?; chciano go jeszcze s?ucha?, ale cesarz powiedzia?, ze i ?ywy s?owik musi co? za?piewa?… Lecz gdzie? on si? podzia?? Nikt nie zwróci? uwagi, ?e s?owik wyfrun?? przez otwarte okno i polecia? do swych zielonych drzew.

- Có? to znaczy? – zapyta? cesarz; a wszyscy dworzanie ganili ptaka i mówili, ?e to niewdzi?czne stworzenie. – Mamy przecie? doskonalszego s?owika! – mówili. I kazali mu znowu ?piewa?; po raz trzydziesty czwarty us?yszeli te sama melodie, ale nie umieli jej jeszcze powtórzy?, bo by?a bardzo trudna, i muzyk nadworny chwali? sztucznego ptaka mówi?c, ?e przewy?sza ?ywego s?owika nie tylko swym ubiorem i brylantami, ale tak?e i swa wewn?trzn? warto?ci?.

- Bo widzicie, moi pa?stwo, a przede wszystkim, cesarzu, u prawdziwego s?owika nigdy nie mo?na przewidzie?, co nast?pi, a u sztucznego wszystko jest z góry okre?lone! Tak b?dzie, a nie inaczej! Mo?na wszystko obja?ni?, mo?na otworzy? mechanizm i pokaza?, jak uczenie po?o?one s? walce, jak si? kr?c? spr??yny i jak co idzie za czym.

- Jeste?my tego samego zdania! – zawo?ali wszyscy, a muzyk otrzyma? pozwolenie na to, aby najbli?szej niedzieli pokaza? sztucznego ptaka ludowi.

- Niech tak?e us?ysz?, jak ?piewa! – rozkaza? cesarz. S?yszeli wiec i byli tak uszcz??liwieni, jak gdyby si? upili na weso?o herbat?, co jest prawdziwie chi?skim obyczajem. Mówili wszyscy: “Oh!”, i podnosili w gór? wskazuj?ce palce, i kiwali g?owami. Ale ubodzy rybacy, którzy s?yszeli prawdziwego s?owika, mówili:

- To brzmi pi?knie, i nawet podobnie do tamtego, ale czego? tu brak, nie wiemy tylko czego.

Prawdziwego s?owika wygnano z kraju i z pa?stwa.

Sztucznego ptaka posadzono na jedwabnej poduszce tu? przy ?ó?ku cesarza, naoko?o niego u?o?ono wszystkie dary, które otrzyma?, z?oto i drogie kamienie, dano mu tytu?: “?piewaka cesarskiej sypialni”, i otrzyma? rang? pierwszego stopnia z lewej strony; lewa stron? bowiem uwa?a? cesarz za godniejsza, bo z lewej strony jest serce, nawet u cesarza. Muzyk nadworny napisa? dwadzie?cia pi?? tomów o sztucznym s?owiku; dzie?o by?o tak uczone i tak d?ugie, i tak pe?ne najtrudniejszych chi?skich wyrazów, ?e wszyscy ludzie mówili, i? przeczytali je i zrozumieli; inaczej nazwano by ich g?upcami i deptano by im po brzuchach.

Tak przeszed? ca?y rok. Cesarz, dwór i wszyscy Chi?czycy umieli na pami?? ka?dy najmniejszy d?wi?k ?piewu sztucznego ptaka, ale to im si? w?a?nie podoba?o, bo mogli ?piewa? z nim razem. Nawet ulicznicy nucili: “Zizizi! Gluk, gluk, gluk!” A cesarz ?piewa? tak samo. To by?o cudowne! Pewnego wieczora jednak, gdy sztuczny slowik spiewal w najlepsze, a cesarz le?a? w ?ó?ku i s?ucha?, co? w ptaku chrupn??o “trach!”, co? p?k?o “szurrrr!” i wszystkie kó?ka posypa?y si? woko?o, a muzyka umilk?a.

Cesarz wyskoczy? natychmiast z ?ó?ka i kaza? zawo?a? nadwornego lekarza; ale có? ten móg? pomoc! Wtedy zawo?ano zegarmistrza, który po d?ugiej gadaninie i d?ugim ogl?daniu doprowadzi? ptaka nieco do porz?dku, ale powiedzia?, ze trzeba go bardzo oszcz?dza?, bo tryby s? wytarte, a nowych, takich, ?eby dobrze gra?o, nie mo?na sfabrykowa?. By?o to wielkie zmartwienie. Raz tylko do roku nakr?cano ptaka, i to ju? by?o za du?o. Ale wówczas muzyk nadworny wyg?osi? ma?? mow?, pe?n? du?ych s?ów, o tym, ze wszystko jest jak dawniej – i wszystko by?o rzeczywi?cie jak dawniej.

Up?yn??o pi?? lat i ca?y kraj zasmuci? si? wielce, bo cesarz, którego Chi?czycy bardzo w gruncie rzeczy kochali, zachorowa? i powiadano, ze mia? umrze?; obrano ju? nowego cesarza, lud stal na ulicy przed pa?acem i pyta? marsza?ka, jak si? stary cesarz miewa. “P!”, odpowiada? marsza?ek i potrz?sa? g?ow?.

Zimny i blady le?a? cesarz w swym wspania?ym ?o?u, ca?y dwór my?la?, ?e ju? nie ?yje; i jeden dworzanin za drugim wymyka? si?, by pozdrowi? nowego cesarza; kamerdynerzy wyszli z sali na ploteczki, a pokojówki pa?acowe zaprasza?y znajomych na kaw?. Wszystkie komnaty i kru?ganki wy?o?ono suknem, a?eby st?umi? odg?osy kroków, i wsz?dzie by?o cicho, cicho! Ale cesarz jeszcze ?y?; le?a? sztywny i blady w swym wspania?ym ?o?u, przys?oni?tym kotarami z aksamitu z ci??kimi, z?otymi chwastami; wysoko pod sufitem jedno okno by?o otwarte i ksi??yc zagl?da? przez nie, o?wietlaj?c cesarza i sztucznego ptaka.

Biedny cesarz ledwie oddycha?, mia? uczucie, jak gdyby co? usiad?o mu na piersiach; otworzy? oczy i zobaczy?, ?e to by?a ?mier?; siedzia?a na jego piersiach, w?o?y?a na g?ow? jego z?ot? koron?, w jedn? r?k? wzi??a z?ot? szable cesarza, w druga jego wspania?? chor?giew, a naoko?o ze wszystkich fa?d kotary wygl?da?y ku cesarzowi dziwne twarze, niektóre brzydkie, inne znów mile i ?agodne; by?y to z?e i dobre uczynki cesarza, które patrzy?y na niego, podczas gdy ?mier? siedzia?a mu na sercu.

- Pami?tasz? – szepta?y jedna za druga. – Pami?tasz? – I opowiada?y mu tyle, ?e a? pot sp?ywa? mu po czole.

- O tym nie wiedzia?em – mówi? cesarz. – Muzyka! Muzyka! Walcie w b?ben chi?ski!

Zag?uszy? to, co one tu mówi?! – A one mówi?y dalej i ?mier? potakiwa?a g?ow?, jak Chi?czyk, na wszystko, co mówiono.

- Muzyka, muzyka! – krzycza? cesarz. – Ma?y, zloty ptaszku! ?piewaj mi, ?piewaj! Podarowa?em ci tyle z?ota i kosztowno?ci; zawiesi?em ci nawet mój zloty pantofel na szyi; ?piewaj mi, ?piewaj!

Ale ptak milcza?; nie by?o nikogo, kto by go nakr?ci?, a on sam nie umia? przecie? ?piewa?; ?mier? tymczasem spogl?da?a na cesarza wielkimi, pustymi oczodo?ami i by?o cicho, tak przera?liwie cicho.

Nagle tuz za oknem zabrzmia? najpi?kniejszy glos: to ma?y, ?ywy s?owik usiad? na ga??zce za oknem. Dowiedzia? si? o tym, ze jego cesarz potrzebuje pomocy, i przylecia?, by mu ?piewem doda? otuchy i nadziei. A gdy ?piewa?, blad?y coraz bardziej i bardziej straszne postacie; krew zaczyna?a ?ywiej kr??y? w s?abym ciele cesarza i nawet ?mier?, s?uchaj?c ?piewu powiedzia?a: – ?piewaj, s?owiczku, ?piewaj dalej.

- A dasz mi t? pi?kn?, z?ot? szabl?? Dasz mi wspania?? chor?giew? Dasz mi koron? cesarza? – I ?mier? po kolei oddawa?a ka?d? z kosztowno?ci za jedna pie??, a s?owik ?piewa? dalej o cichym cmentarzu, gdzie rosn? bia?e ró?e, gdzie pachnie dziki bez, a trawa rozwija si?, skraplana ?zami tych, którzy ?yj?; wtedy ?mier? poczu?a nagle t?sknot? za swoim ogrodem i w kszta?cie bia?ej, ch?odnej mg?y unios?a si? za okno.

- Dzi?ki ci, dzi?ki! – powiedzia? cesarz – ma?y ptaszku z nieba! Znam ci? przecie? dobrze! Wygna?em ci? z mego pa?stwa! A jednak odp?dzi?e? twym ?piewem z?e moce od mego lo?a, a ?mier? z mego serca! Jak?e ci mam podzi?kowa??

- Wynagrodzi?e? mnie ju?, cesarzu! – powiedzia? s?owik. – Widzia?em ?zy w twoich oczach, kiedy ?piewa?em przed tob? po raz pierwszy, a tego nie zapomn? ci nigdy! To s? klejnoty, które raduj? serce ?piewaka; ale spij teraz, obud? si? silny i zdrów. Za?piewam ci cos jeszcze.

Za?piewa?, a cesarz pogr??y? si? w s?odk? drzemk?. Ach, jaki ?agodny, pokrzepiaj?cy by? ten sen!

S?o?ce ?wieci?o przez okno, gdy obudzi? si? zdrów i pe?en sil. Z jego s?u?by nikt jeszcze nie wróci?, bo my?leli, ze cesarz nie ?yje, ale s?owik by? przy nim i wci?? jeszcze ?piewa?.

- Musisz zosta? ze mn? na zawsze! – powiedzia? cesarz – b?dziesz ?piewa? wtedy tylko, gdy sam zechcesz, a sztucznego ptaka ka?e rozbi? na tysi?c kawa?ków.

- Nie czyn tego! – powiedzia? s?owik – przecie? zrobi? tyle dobrego, ile móg?. Zatrzymaj go przy sobie jak dawniej! Nie mog? zbudowa? gniazdka mego i mieszka? w pa?acu, ale pozwól mi przylatywa? od czasu do czasu, gdy sam b?d? mia? ochot?; b?d? wieczorami siadywa? na ga??zce za oknem i ?piewa? ci pie??, która nape?ni ci? rado?ci? i dobrymi my?lami! B?d? ?piewa? o szcz??liwych i o tych, którzy cierpi?! B?d? ?piewa? o z?ym i dobrym, i o wszystkim, co ukryte jest przed twymi oczyma! Ma?y ptak zag?ada wsz?dzie: do biednych rybaków, pod dach wie?niaków, do wszystkich, którzy z dala s? od ciebie i twego dworu! Kocham twe serce wi?cej od twej korony, ale jednak korona ma w sobie czar ?wi?to?ci! B?d? przylatywa?, aby ci ?piewa?! Tylko jedno musisz mi przyrzec!

- Wszystko – powiedzia? cesarz i wyprostowa? si? w swych cesarskich szatach, w które sam si? oblók?, a do serca przyciska? szabl? okut? ci??kim zlotem.

- O jedno tylko ci? prosz?! Nie mów nikomu, ?e masz ma?ego ptaszka, który ci mówi o wszystkim. Tak b?dzie nam lepiej. – I s?owik wyfrun?? przez okno.

S?u?ba wesz?a do sypialni, by popatrze? na zmar?ego cesarza. Stan?li jak wryci, a cesarz powiedzia?:

- Jak si? macie?


Leave a Reply

*
To prove you're a person (not a spam script), type the security word shown in the picture. Click on the picture to hear an audio file of the word.
Click to hear an audio file of the anti-spam word