W Chinach, wiesz pewnie o tym, cesarz jest Chi?czykiem i wszyscy, którzy go otaczaj?, s? równie? Chi?czykami. Historia, któr? opowiem, dzia?a si? przed wielu laty, ale w?a?nie dlatego trzeba jej wys?ucha?, zanim o niej nie zapomn?.
Zamek cesarza by? najwspanialszym zamkiem na ?wiecie, ca?y zrobiony z delikatnej porcelany, niezwykle kosztownej, a tak kruchej, ze lada dotkniecie mog?o ja st?uc, wiec trzeba by?o bardzo uwa?a?. W ogrodzie ros?y najdziwniejsze kwiaty, a do najwspanialszych przywi?zano srebrne dzwonki, które dzwoni?y po to, aby nikt nie min?? ich nie zwróciwszy na nie uwagi.
Niezwyk?y by? ogród cesarski, a tak wielki, ze nawet ogrodnik nie wiedzia?, gdzie si? ko?czy. Za ogrodem zaczyna? si? pi?kny las z wysokimi drzewami i g??bokimi jeziorami. Las schodzi? a? do morza, które by?o niebieskie i g??bokie; wielkie okr?ty mog?y wje?d?a? a? pod zwisaj?ce ga??zie, a na jednej z takich ga??zi mieszka? s?owik. S?owik ?piewa? tak pi?knie, ze nawet biedny rybak, który ma przecie? tyle innej roboty, k?ad? si? i s?ucha? jego ?piewu, gdy noc? wychodzi? wyci?ga? sieci.
- Mój Bo?e, jakie to pi?kne! - mówi?, lecz potem musia? ju? pilnowa? swojej roboty i zapomina? o ptaszku; ale nast?pnej nocy, kiedy ptak znowu ?piewa?, a on wychodzi?, powtarza? to samo:
- Mój Bo?e, jakie? to pi?kne!
Ze wszystkich stron ?wiata zje?d?ali do cesarskiego miasta podró?ni, podziwiali zamek i ogród, ale gdy s?yszeli ?piew s?owika, mówili:
- To jest jednak najpi?kniejsze!
Podró?ni po powrocie do domu opowiadali, co widzieli, uczeni pisali wiele ksi??ek o mie?cie, zamku i ogrodzie; nie zapominali tez o s?owiku i chwalili go najbardziej, a ci, którzy byli poetami, pisali pi?kne wiersze, wszystkie o s?owiku ?piewaj?cym nad g??bokim jeziorem w lesie.
Ksi??ki te czytano na ca?ym ?wiecie i niektóre z nich dosta?y si? do rak cesarza. Cesarz siedzia? na z?otym tronie, czyta? i czyta?, a co pewien czas kiwa? z zadowoleniem g?ow?, kiedy opisywano miasto, zamek i ogród. “Ale s?owik jest najpi?kniejszy!”, pisano w ksi??kach.
- Co to jest? - powiedzia? cesarz. - Nie znam wcale tego s?owika! Czy naprawd? taki ptak ?yje w moim cesarstwie, i w dodatku w moim ogrodzie? Nigdy o tym nie s?ysza?em! Dowiaduje si? o tym dopiero z ksi??ek!
I natychmiast zawo?a? swego marsza?ka; by? on tak wytworny, ze kiedy ludzie ni?si od niego pochodzeniem o?mielili si? zada? mu jakie? pytanie, odpowiada? im tylko “p!”, a to przecie? nic nie znaczy.
- Podobno jest tu jaki? niezwyk?y ptak, który nazywa si? s?owik! - powiedzia? cesarz - podobno jest on najpi?kniejsz? rzecz? z ca?ego mego wielkiego pa?stwa!
Dlaczego nikt mi nigdy o nim nic nie mówi??
- Nigdy o nim nie s?ysza?em! - odpowiedzia? marsza?ek. - Nie przedstawiono go nigdy u dworu!
- Chce, ?eby przyszed? dzi? wieczorem i ?piewa? przede mn?! - powiedzia? cesarz.
- Ca?y ?wiat wie, co posiadam, tylko ja o tym nie wiem!
- Nigdy o nim nie s?ysza?em! - powiedzia? marsza?ek. - B?d? go szuka? i znajd?!
Ale gdzie go znale??? Marsza?ek biega? w gore i na dó? po wszystkich schodach, przebiega? wszystkie sale i kru?ganki, ale nikt z napotkanych nie s?ysza? o s?owiku.
Wróci? wiec marsza?ek do cesarza i powiedzia?, ze to z pewno?ci? bajka wymy?lona przez tych, co napisali ksi??ki.
- Wasza cesarska mo?? niechaj nie wierzy temu, co pisz?, bo to wszystko wymys?y, po prostu czarna magia!
- Ale? kiedy ksi??k?, w której to przeczyta?em, przys?a? mi pot??ny cesarz Japonii, wiec musi zawiera? prawd?. Chce s?ysze? s?owika. Ma tu by? dzisiaj wieczorem!
Obdarzam go moja laska! Musi przyj??! A je?eli si? nie zjawi; to ka?e moim ludziom depta? po brzuchach wszystkich dworzan, i to zaraz po kolacji!
- Tsing pe! - powiedzia? marsza?ek i zacz?? znowu biega? po schodach na dó? i w gor?, i po wszystkich salach i kru?gankach, a polowa dworzan biega?a za nim, bo bynajmniej nie mieli ochoty, by im deptano po brzuchach. Wiec wsz?dzie pytano o s?owika, którego znal ca?y ?wiat, ale nikt nie znal na dworze.
Wreszcie w kuchni znale?li ma??, biedna dziewczynk?, która powiedzia?a:
- Mój Bo?e, s?owik! Znam go doskonale! Jak?e cudnie ?piewa! Co wieczór wolno mi zabiera? z kuchni troch? resztek, zanosz? je mojej biednej, chorej matce, która mieszka na wybrze?u; a kiedy w nocy wracam od niej i zm?cz? si?, to k?ad? si? w lesie i s?ucham s?owika! ?zy p?yn? mi wówczas z oczu i jest mi tak, jak gdyby mnie matka ca?owa?a!
- Ma?a pomywaczko! - powiedzia? marsza?ek. - Dam ci sta?? posad? w kuchni i pozwol? ci przygl?da? si?, jak cesarz jada, je?li zaprowadzisz nas do s?owika, bo dzi? wieczorem musze go tu mie?!
Poszli wiec wszyscy do lasu, gdzie zwykle ?piewa? s?owik; pó? dworu im towarzyszy?o; po drodze us?yszeli ryk krowy.
- O! - powiedzia? jeden z dworzan. - Macie s?owika! Ile? to si?y w tak ma?ym stworzeniu! S?ysza?em go - ca?? pewno?ci? ju? dawniej!
- Nie, to krowy rycz?! - powiedzia?a ma?a pomywaczka. - Jeszcze?my daleko od s?owika!
Teraz ?aby zarechota?y w bagnisku.
- Cudownie! - powiedzia? chi?ski kapelan. - Nareszcie go s?ysz?. ?piew jego brzmi jak dzwonki ko?cielne.
- Nie, to ?aby! - powiedzia?a ma?a pomywaczka. - Ale my?l?, ?e ju? wkrótce go us?yszymy!
W tej chwili s?owik zacz?? kl?ska?.
- To on! - powiedzia?a dziewczynka. - S?uchajcie! S?uchajcie! Oto tam siedzi! - I pokaza?a ma?ego, szarego ptaszka wysoko na ga??zi.
- Czy? to mo?liwe! - zawo?a? marsza?ek. - Inaczej go sobie wyobra?a?em! Jak?e pospolicie wygl?da! A mo?e straci? sw? barw? na widok tylu wytwornych osób?
- S?owiczku! - zawo?a?a g?o?no dziewczynka. - Nasz ?askawy cesarz ?yczy sobie, aby? przed nim za?piewa?!
- Z najwi?ksz? przyjemno?ci? - powiedzia? s?owik i za?piewa? tak pi?knie, ?e a? rozkosz? by?o go s?ucha?.
- Zupe?nie szklane dzwoneczki! - powiedzia? marsza?ek. - A jak pracuje to ma?e gardzio?ko! To dziwne, ?e?my go nigdy przedtem nie s?yszeli! B?dzie mia? wielki sukces na dworze!
- Czy mam raz jeszcze za?piewa? dla cesarza? - spyta? s?owik, który my?la?, ze cesarz jest obecny.
- Mój cudny s?owiczku! - powiedzia? marsza?ek. - Mam zaszczyt zaprosi? ci? na uroczysto?? dworska, na której oczarujesz jego cesarska mo?? twym zachwycaj?cym ?piewem.
- Brzmi on co prawda najlepiej na tle drzew! - powiedzia? s?owik, ale polecia? ch?tnie za nimi, gdy? s?ysza?, ze taka jest wola cesarza.
Na zamku wszystko porz?dnie wyszorowano. Porcelanowe ?ciany i pod?ogi l?ni?y w blasku tysi?cy z?otych lamp; najpi?kniejsze kwiaty, które umia?y dzwoni?, ustawiono w kru?gankach i by?o tyle bieganiny i przeci?gów, a dzwonki tak g?o?no dzwoni?y, ?e t?umi?o to wszelkie rozmowy. Po?rodku du?ej sali, w której znajdowa? si? cesarz, umieszczono zloty pr?t i na nim mia? siedzie? s?owik. Ca?y dwór zebra? si? w sali, a malej pomywaczce pozwolono sta? pod drzwiami, bo teraz by?a ju? kuchark? nadworn?.
Wszyscy w swych najwspanialszych szatach przygl?dali si? ma?emu, szaremu ptaszkowi, a cesarz skin?? mu g?ow?.
A s?owik ?piewa? tak pi?knie, ze cesarzowi ?zy stan??y w oczach, a gdy sp?yn??y mu po policzkach, s?owik za?piewa? jeszcze ?adniej, tak ze ?piew ten si?ga? prosto do serca; cesarz cieszy? si? bardzo i powiedzia?, ze zawiesi s?owikowi swój zloty pantofel na szyi. Ale s?owik podzi?kowa? i powiedzia?, ?e otrzyma? ju? dostateczne wynagrodzenie.
- Widzia?em ?zy w oczach cesarza, a to jest dla mnie najdro?szy skarb! ?zy cesarskie maja cudowna moc! Bóg ?wiadkiem, ze jestem do?? nagrodzony! - I ?piewa? dalej swym s?odkim, cudownym g?osem.
- Tak uroczej kokieterii nie spotka?y?my jeszcze nigdy w ?yciu! - mówi?y damy, a potem nabiera?y wody w usta i gdy kto? do nich mówi?, bulgota?y i my?la?y, ?e s? tez s?owikami. Có? tu mówi?! Nawet lokaje i pokojówki byli zadowoleni, a to du?o mówi, bo im najtrudniej dogodzi?. Tak, s?owik naprawd? zdoby? powodzenie.
Mia? zosta? na zawsze przy dworze, mieszka? we w?asnej klatce i dwa razy dziennie, a raz w nocy móg? wyfruwa? na dwór. Dwunastu s?u??cych trzyma?o wówczas ko?ce jedwabnych wst??ek przywi?zanych do jego nó?ki. Taki spacer nie nale?a? do przyjemno?ci.
Cale miasto mówi?o o niezwyk?ym ptaszku. Kiedy dwoje ludzi si? spotyka?o, jeden mówi?: “s?o”, a drugi “wik!”; potem obaj wzdychali; rozumieli si? doskonale.
Jedena?cioro dzieci w?a?cicieli sklepików z delikatesami nazwano jego imieniem! ale ?adne z nich nie umia?o wyda? ani jednej czystej nuty.
Pewnego dnia do cesarza nadesz?a du?a paczka, na której by?o napisane: “S?owik”.
- Pewnie nowe dzie?o o naszym s?awnym ptaku! - powiedzia? cesarz; lecz nie by?a to ksi??ka, tylko ma?e arcydzie?o zamkni?te w pudelku. By? to sztuczny s?owik, podobny do prawdziwego, ale ca?y wysadzany brylantami, rubinami i szafirami; wystarczy?o go nakr?ci?, a ?piewa? te same piosenki co ?ywy ptak i przy tym porusza? ogonem w dó? i w gór? i b?yszcza? ca?y, i ?wieci? srebrem i zlotem, na szyi mia? wst??eczk?, a na niej napis: “S?owik cesarza Japonii jest niczym wobec s?owika cesarza Chin.”
- Ach, jakie to pi?kne! - zachwycali si? wszyscy, a ten, który przyniós? ptaka, otrzyma? natychmiast tytu?: “cesarskiego naddostawcy s?owików”.
- Niech za?piewaj? razem! Có? to b?dzie za cudowny duet!
Wiec ptaki ?piewa?y razem. Ale nie sz?o im dobrze, bo prawdziwy s?owik ?piewa? na swój sposób, a sztuczny ptak gwizda? pod?ug mechanizmu.
- To nie jego wina! - powiedzia? muzyk nadworny. - Ma ?wietne wyczucie taktu i ?piewa wed?ug mojej szko?y!
Wiec sztuczny ptak mia? sam ?piewa?. ?piew jego podoba? si? równie? jak ?piew prawdziwego s?owika, a on sam o ile? pi?kniej wygl?da?! B?yszcza? przecie? ca?y jak bransolety i brosze. Trzydzie?ci trzy razy prze?piewa? ten sam kawa?ek i wcale si? nie zm?czy?; chciano go jeszcze s?ucha?, ale cesarz powiedzia?, ze i ?ywy s?owik musi co? za?piewa?… Lecz gdzie? on si? podzia?? Nikt nie zwróci? uwagi, ?e s?owik wyfrun?? przez otwarte okno i polecia? do swych zielonych drzew.
- Có? to znaczy? - zapyta? cesarz; a wszyscy dworzanie ganili ptaka i mówili, ?e to niewdzi?czne stworzenie. - Mamy przecie? doskonalszego s?owika! - mówili. I kazali mu znowu ?piewa?; po raz trzydziesty czwarty us?yszeli te sama melodie, ale nie umieli jej jeszcze powtórzy?, bo by?a bardzo trudna, i muzyk nadworny chwali? sztucznego ptaka mówi?c, ?e przewy?sza ?ywego s?owika nie tylko swym ubiorem i brylantami, ale tak?e i swa wewn?trzn? warto?ci?.
- Bo widzicie, moi pa?stwo, a przede wszystkim, cesarzu, u prawdziwego s?owika nigdy nie mo?na przewidzie?, co nast?pi, a u sztucznego wszystko jest z góry okre?lone! Tak b?dzie, a nie inaczej! Mo?na wszystko obja?ni?, mo?na otworzy? mechanizm i pokaza?, jak uczenie po?o?one s? walce, jak si? kr?c? spr??yny i jak co idzie za czym.
- Jeste?my tego samego zdania! - zawo?ali wszyscy, a muzyk otrzyma? pozwolenie na to, aby najbli?szej niedzieli pokaza? sztucznego ptaka ludowi.
- Niech tak?e us?ysz?, jak ?piewa! - rozkaza? cesarz. S?yszeli wiec i byli tak uszcz??liwieni, jak gdyby si? upili na weso?o herbat?, co jest prawdziwie chi?skim obyczajem. Mówili wszyscy: “Oh!”, i podnosili w gór? wskazuj?ce palce, i kiwali g?owami. Ale ubodzy rybacy, którzy s?yszeli prawdziwego s?owika, mówili:
- To brzmi pi?knie, i nawet podobnie do tamtego, ale czego? tu brak, nie wiemy tylko czego.
Prawdziwego s?owika wygnano z kraju i z pa?stwa.
Sztucznego ptaka posadzono na jedwabnej poduszce tu? przy ?ó?ku cesarza, naoko?o niego u?o?ono wszystkie dary, które otrzyma?, z?oto i drogie kamienie, dano mu tytu?: “?piewaka cesarskiej sypialni”, i otrzyma? rang? pierwszego stopnia z lewej strony; lewa stron? bowiem uwa?a? cesarz za godniejsza, bo z lewej strony jest serce, nawet u cesarza. Muzyk nadworny napisa? dwadzie?cia pi?? tomów o sztucznym s?owiku; dzie?o by?o tak uczone i tak d?ugie, i tak pe?ne najtrudniejszych chi?skich wyrazów, ?e wszyscy ludzie mówili, i? przeczytali je i zrozumieli; inaczej nazwano by ich g?upcami i deptano by im po brzuchach.
Tak przeszed? ca?y rok. Cesarz, dwór i wszyscy Chi?czycy umieli na pami?? ka?dy najmniejszy d?wi?k ?piewu sztucznego ptaka, ale to im si? w?a?nie podoba?o, bo mogli ?piewa? z nim razem. Nawet ulicznicy nucili: “Zizizi! Gluk, gluk, gluk!” A cesarz ?piewa? tak samo. To by?o cudowne! Pewnego wieczora jednak, gdy sztuczny slowik spiewal w najlepsze, a cesarz le?a? w ?ó?ku i s?ucha?, co? w ptaku chrupn??o “trach!”, co? p?k?o “szurrrr!” i wszystkie kó?ka posypa?y si? woko?o, a muzyka umilk?a.
Cesarz wyskoczy? natychmiast z ?ó?ka i kaza? zawo?a? nadwornego lekarza; ale có? ten móg? pomoc! Wtedy zawo?ano zegarmistrza, który po d?ugiej gadaninie i d?ugim ogl?daniu doprowadzi? ptaka nieco do porz?dku, ale powiedzia?, ze trzeba go bardzo oszcz?dza?, bo tryby s? wytarte, a nowych, takich, ?eby dobrze gra?o, nie mo?na sfabrykowa?. By?o to wielkie zmartwienie. Raz tylko do roku nakr?cano ptaka, i to ju? by?o za du?o. Ale wówczas muzyk nadworny wyg?osi? ma?? mow?, pe?n? du?ych s?ów, o tym, ze wszystko jest jak dawniej - i wszystko by?o rzeczywi?cie jak dawniej.
Up?yn??o pi?? lat i ca?y kraj zasmuci? si? wielce, bo cesarz, którego Chi?czycy bardzo w gruncie rzeczy kochali, zachorowa? i powiadano, ze mia? umrze?; obrano ju? nowego cesarza, lud stal na ulicy przed pa?acem i pyta? marsza?ka, jak si? stary cesarz miewa. “P!”, odpowiada? marsza?ek i potrz?sa? g?ow?.
Zimny i blady le?a? cesarz w swym wspania?ym ?o?u, ca?y dwór my?la?, ?e ju? nie ?yje; i jeden dworzanin za drugim wymyka? si?, by pozdrowi? nowego cesarza; kamerdynerzy wyszli z sali na ploteczki, a pokojówki pa?acowe zaprasza?y znajomych na kaw?. Wszystkie komnaty i kru?ganki wy?o?ono suknem, a?eby st?umi? odg?osy kroków, i wsz?dzie by?o cicho, cicho! Ale cesarz jeszcze ?y?; le?a? sztywny i blady w swym wspania?ym ?o?u, przys?oni?tym kotarami z aksamitu z ci??kimi, z?otymi chwastami; wysoko pod sufitem jedno okno by?o otwarte i ksi??yc zagl?da? przez nie, o?wietlaj?c cesarza i sztucznego ptaka.
Biedny cesarz ledwie oddycha?, mia? uczucie, jak gdyby co? usiad?o mu na piersiach; otworzy? oczy i zobaczy?, ?e to by?a ?mier?; siedzia?a na jego piersiach, w?o?y?a na g?ow? jego z?ot? koron?, w jedn? r?k? wzi??a z?ot? szable cesarza, w druga jego wspania?? chor?giew, a naoko?o ze wszystkich fa?d kotary wygl?da?y ku cesarzowi dziwne twarze, niektóre brzydkie, inne znów mile i ?agodne; by?y to z?e i dobre uczynki cesarza, które patrzy?y na niego, podczas gdy ?mier? siedzia?a mu na sercu.
- Pami?tasz? - szepta?y jedna za druga. - Pami?tasz? - I opowiada?y mu tyle, ?e a? pot sp?ywa? mu po czole.
- O tym nie wiedzia?em - mówi? cesarz. - Muzyka! Muzyka! Walcie w b?ben chi?ski!
Zag?uszy? to, co one tu mówi?! - A one mówi?y dalej i ?mier? potakiwa?a g?ow?, jak Chi?czyk, na wszystko, co mówiono.
- Muzyka, muzyka! - krzycza? cesarz. - Ma?y, zloty ptaszku! ?piewaj mi, ?piewaj! Podarowa?em ci tyle z?ota i kosztowno?ci; zawiesi?em ci nawet mój zloty pantofel na szyi; ?piewaj mi, ?piewaj!
Ale ptak milcza?; nie by?o nikogo, kto by go nakr?ci?, a on sam nie umia? przecie? ?piewa?; ?mier? tymczasem spogl?da?a na cesarza wielkimi, pustymi oczodo?ami i by?o cicho, tak przera?liwie cicho.
Nagle tuz za oknem zabrzmia? najpi?kniejszy glos: to ma?y, ?ywy s?owik usiad? na ga??zce za oknem. Dowiedzia? si? o tym, ze jego cesarz potrzebuje pomocy, i przylecia?, by mu ?piewem doda? otuchy i nadziei. A gdy ?piewa?, blad?y coraz bardziej i bardziej straszne postacie; krew zaczyna?a ?ywiej kr??y? w s?abym ciele cesarza i nawet ?mier?, s?uchaj?c ?piewu powiedzia?a: - ?piewaj, s?owiczku, ?piewaj dalej.
- A dasz mi t? pi?kn?, z?ot? szabl?? Dasz mi wspania?? chor?giew? Dasz mi koron? cesarza? - I ?mier? po kolei oddawa?a ka?d? z kosztowno?ci za jedna pie??, a s?owik ?piewa? dalej o cichym cmentarzu, gdzie rosn? bia?e ró?e, gdzie pachnie dziki bez, a trawa rozwija si?, skraplana ?zami tych, którzy ?yj?; wtedy ?mier? poczu?a nagle t?sknot? za swoim ogrodem i w kszta?cie bia?ej, ch?odnej mg?y unios?a si? za okno.
- Dzi?ki ci, dzi?ki! - powiedzia? cesarz - ma?y ptaszku z nieba! Znam ci? przecie? dobrze! Wygna?em ci? z mego pa?stwa! A jednak odp?dzi?e? twym ?piewem z?e moce od mego lo?a, a ?mier? z mego serca! Jak?e ci mam podzi?kowa??
- Wynagrodzi?e? mnie ju?, cesarzu! - powiedzia? s?owik. - Widzia?em ?zy w twoich oczach, kiedy ?piewa?em przed tob? po raz pierwszy, a tego nie zapomn? ci nigdy! To s? klejnoty, które raduj? serce ?piewaka; ale spij teraz, obud? si? silny i zdrów. Za?piewam ci cos jeszcze.
Za?piewa?, a cesarz pogr??y? si? w s?odk? drzemk?. Ach, jaki ?agodny, pokrzepiaj?cy by? ten sen!
S?o?ce ?wieci?o przez okno, gdy obudzi? si? zdrów i pe?en sil. Z jego s?u?by nikt jeszcze nie wróci?, bo my?leli, ze cesarz nie ?yje, ale s?owik by? przy nim i wci?? jeszcze ?piewa?.
- Musisz zosta? ze mn? na zawsze! - powiedzia? cesarz - b?dziesz ?piewa? wtedy tylko, gdy sam zechcesz, a sztucznego ptaka ka?e rozbi? na tysi?c kawa?ków.
- Nie czyn tego! - powiedzia? s?owik - przecie? zrobi? tyle dobrego, ile móg?. Zatrzymaj go przy sobie jak dawniej! Nie mog? zbudowa? gniazdka mego i mieszka? w pa?acu, ale pozwól mi przylatywa? od czasu do czasu, gdy sam b?d? mia? ochot?; b?d? wieczorami siadywa? na ga??zce za oknem i ?piewa? ci pie??, która nape?ni ci? rado?ci? i dobrymi my?lami! B?d? ?piewa? o szcz??liwych i o tych, którzy cierpi?! B?d? ?piewa? o z?ym i dobrym, i o wszystkim, co ukryte jest przed twymi oczyma! Ma?y ptak zag?ada wsz?dzie: do biednych rybaków, pod dach wie?niaków, do wszystkich, którzy z dala s? od ciebie i twego dworu! Kocham twe serce wi?cej od twej korony, ale jednak korona ma w sobie czar ?wi?to?ci! B?d? przylatywa?, aby ci ?piewa?! Tylko jedno musisz mi przyrzec!
- Wszystko - powiedzia? cesarz i wyprostowa? si? w swych cesarskich szatach, w które sam si? oblók?, a do serca przyciska? szabl? okut? ci??kim zlotem.
- O jedno tylko ci? prosz?! Nie mów nikomu, ?e masz ma?ego ptaszka, który ci mówi o wszystkim. Tak b?dzie nam lepiej. - I s?owik wyfrun?? przez okno.
S?u?ba wesz?a do sypialni, by popatrze? na zmar?ego cesarza. Stan?li jak wryci, a cesarz powiedzia?:
- Jak si? macie?
piątek, styczeń 27th 2006
S?owik- Hans Christian Andersen
posted @ 3:15 pm in [ Dla dzieci - Baśnie ]