
czwartek, styczeń 19th 2006
Pier?cie?
posted @ 11:28 pm in [ Gify - Bajki Opowiadania ]

czwartek, styczeń 19th 2006
A jak poszed? Król… - Maria Konopnicka
posted @ 11:19 pm in [ Dla dzieci - Wiersze ]
A JAK POSZED? KRÓL…
A jak poszed? król na wojn?,
Gra?y jemu surmy zbrojne,
Gra?y jemu surmy z?ote
Na zwyci?stwo, na ochot?…
A jak poszed? Stach na boje,
Zaszumia?y jasne zdroje,
Zaszumia?o k?osów pole
Na t?sknot?, na niedol?…
A na wojnie ?wiszcz? kule,
Lud si? wali jako snopy,
A najdzielniej bij? króle,
A najg??ciej gin? ch?opy.
Szumi? or?y chor?gwiane,
Skrzypi k?dy? krzy? wioskowy…
Stach ?mierteln? dosta? ran?,
Król na zamek wraca zdrowy…
A jak wje?d?a? w jasne wrota,
Wysz?a przeciw zorza z?ota
I zagra?y wszystkie dzwony
Na s?oneczne ?wiata strony.
A jak ch?opu dó? kopali,
Zaszumia?y drzewa w dali.
Dzwoni?y mu przez d?brow?
Te dzwoneczki, te liliowe…
czwartek, styczeń 19th 2006
Jak sz?a Wis?a do morza - Maria Konopnicka
posted @ 11:17 pm in [ Dla dzieci - Wiersze ]
JAK SZ?A WIS?A DO MORZA
A ta ?liczna Wis?a
Na ?l?sku wytrys?a,
Przelecia?a kawa? ?wiata,
Nim tu do nas przysz?a.
Przelecia?a ?l?sko,
Przelecia?a Kraków.
Czerpa?o z niej magiereczk?
Nie ma?o junaków!
Przelecia?a Kraków,
Posz?a pod Warszaw?,
Roz?piewa?a swoim szumem
Ka?de serce prawie
Spod Warszawy posz?a
Pod wysokie P?ocko,
Za?wieci?a stu gwiazdami
?wi?toja?sk? nock?!
A zasi? spod P?ocka
Pod ten Toru? stary
Z?otym ?ytem i pszenic?
Podnios?a galary.
Spod Torunia zasi?
Do Gda?ska lecia?a
Otwartymi ramionami
Gda?sko powita?a.
I wzi??a w ramiona
Wielu ziem przestworza,
Zaszumia?a pie?ni? ?ycia,
Skoczy?a do morza!
czwartek, styczeń 19th 2006
Kuku?eczka - Maria Konopnicka
posted @ 11:15 pm in [ Dla dzieci - Wiersze ]
KUKU?ECZKA
Po tym ciemnym boruKuku?eczka kuka,
Z ranka do wieczora
Gniazdka sobie szuka.
Kuku! Kuku!
Gniazdka sobie szuka.
- A ty, kuku?eczko,
Co na drzewach siadasz,
Jakie ty nowiny
W lesie rozpowiadasz?
Kuku! Kuku!
W lesie rozpowiadasz?
Lecia?am ja w maju
Z ciep?ego wyraju,
Zagubi?am w drodze
?cie?ynk? do gaju!
Kuku! Kuku!
?cie?ynk? do gaju!
Zgubi?am ?cie?k?
Do gniazdeczka mego,
Teraz latam, teraz kukam,
Ot, ju? wiesz dlaczego.
Kuku! Kuku!
Ot, ju? wiesz dlaczego
czwartek, styczeń 19th 2006
Stefek Burczymucha - Maria Konopnicka
posted @ 11:13 pm in [ Dla dzieci - Wiersze ]
STEFEK BURCZYMUCHA
O wi?kszego trudno zucha,
Jak by? Stefek Burczymucha,
- Ja nikogo si? nie boj?!
Cho?by nied?wied?… to dostoj?!
Wilki?… Ja ich ca?? zgraj?
Pozabijam i pokraj?!
Te hieny, te lamparty
To s? dla mnie czyste ?arty!
A pantery i tygrysy
Na sztyk wezm? u swej spisy!
Lew!… Có? lew jest?! - Kociak du?y!
Naczyta?em si? podró?y!
I znam tego jegomo?ci,
Co z?y tylko, kiedy po?ci.
Szakal, wilk,?… Straszna nowina!
To jest tylko wi?ksza psina!…
(Brysia mijam za? z daleka,
Bo nie lubi?, gdy kto szczeka!
Komu zechc?, to dam rad?!
Zaraz za ocean jad?
I nie b?d? Stefkiem chyba,
Jak nie chwyc? wieloryba!
I tak przez dzie? bo?y ca?y
Zuch nasz tr?bi swe pochwa?y,
A? raz usn?? gdzie? na sianie…
Wtem si? budzi niespodzianie.
Patrzy, a? tu jakie? zwierz?
Do ?niadania mu si? bierze.
Jak nie zerwie si? na nogi,
Jak nie wrza?nie z wielkiej trwogi!
P?dzi jakby chart ze smyczy…
- Tygrys, tato! Tygrys! - krzyczy.
- Tygrys?… - ojciec si? zapyta.
- Ach, lew mo?e!… Mia? kopyta
Straszne! Trzy czy cztery nogi,
Paszcz? tak?! Przy tym rogi…
- Gdzie to by?o?
- Tam na sianie.
- W?a?nie porwa? mi ?niadanie…
Idzie ojciec, s?u?ba ca?a,
Patrz?… a tu myszka ma?a
Polna myszka siedzi sobie
I z?bkami serek skrobie!…
czwartek, styczeń 19th 2006
Ró?a
posted @ 11:07 pm in [ Gify - Bajki Opowiadania ]

czwartek, styczeń 19th 2006
Czarne Kwiaty - Cyprian Kamil Norwid
posted @ 11:02 pm in [ Proza - Opowiadania ]
CZARNE KWIATY
![]()
…Mo?na by ciekawe w tym wzgl?dzie rzeczy tu zapisa?, ale zaraz wstr?t cofa pióro i przychodzi na my?l zapytanie: “czy warto!…” Przy poj?ciach albowiem wspó?czesnych o czytelnictwie i o twórczo?ci pi?miennej zatracone jest prawie uczucie, kiedy pisarz stara si? unikn?? stylu przez uszanowanie dla rzeczy opisywanej a z siebie samej zupe?nej i zajmuj?cej, kiedy za?, przeciwnie, nie dopracowawszy formy, styl zaniedbuje… Kiedy chodzi po ziemi, okazuj?c, jak nisko zst?pi? potrafi?? - kiedy za? równie? nisko st?pa, przeto i? wznie?? si? wy?ej nie móg?? Te rozró?nia? odcienia, tak dla pewnych osób jednoznacz?ce, rzadki bardzo czytelnik dzi? potrafi, i dlatego niebezpiecznie jest w jak?kolwiek now? drog? na cal jeden post?pi?, i dlatego najbezpieczniej jest w kó?ko jedne i te? same motywa i formy proporcjonowa? tylko, nic nie wznowiwszy ani dodawszy, ani na uic si? nie odwa?ywszy.
S? wszelako w ksi?dze ?ywota i wiedzy ust?py takie, dla których formu? stylu nie ma, i to w?a?nie sztuka jest niema?a odda? je i zbli?y? takimi, jakimi s?. Maj?? one pozosta? zamkni?tymi osobistymi nabytkami przez obaw? rubasznego krytyka, przywyk?ego do dwóch tylko formu? na wszelki p?ód wyci?tych, jako obowi?zuj?ce malarzy pokojowych wyci?te patrony…
Pierwsz? z tych formu? jest jaki? ksi??kowy klasycyzm, o którym Grek Peryklejski ani Rzymianin za Caesara czasów bynajmniej nie wiedzia?; drug? - pewne formu?y czasowe dziennikarskie, to jest proste techniczne wypadki z rozwini?cia druku samego powsta?e. Jedna z tych ram wszystko obj?? jest w stanie mniej ??czno?ci? pomi?dzy ksi??k? a ?ywotem, druga - wszystko mniej istot? ?róde?, z których ono wszystko p?ynie.
St?d to: niezawodnie snadniej dzi? upowszechni si? udany pami?tnik ?redniowieczny, ni? fakt spó?czesny, sumienie obowi?zuj?cy, nale?ny mu wp?yw wywrze i nale?n? zachowa powag?. Jako? - czytelnicy podobni s? w tym do osoby oddalonej od przyjaciela swego, a maj?cej wizerunek jego na pami?tk?, która, gdy on przyjaciel z drogi wraca: “Nie przeszkadzaj?e mi”, rzecze jemu, “bowiem oto godzina jest, w której na portret patrze? zwyk?am, listy w?a?nie ?e pisa? maj?c”.
czwartek, styczeń 19th 2006
Myszka - gif
posted @ 12:48 pm in [ Gify - Bajki ]

czwartek, styczeń 19th 2006
Sachem - Henryk Sienkiewicz
posted @ 12:40 am in [ Lektury i literatura szkolna - Nowele ]
SACHEM
W mie?cie Antylopie, po?o?onym nad rzek? tego? nazwiska, w stanie Teksas, spieszy? kto ?yw na przedstawienie cyrkowe. Zaj?cie mieszka?ców by?o tym wi?ksze, ?e od czasu za?o?enia miasta pierwszy raz zjecha? do niego cyrk tancerek, minstreli i linochodów. Miasto by?o niedawne. Pi?tna?cie lat temu nie tylko nie sta? tu ani jeden dom, ale w ca?ej bli?szej okolicy nie by?o bia?ych. Natomiast w wid?ach rzeki, na tym samym miejscu, na którym stoi Antylopa, wznosi?a si? osada indyjska zwana Chiavatta. By?a to stolica Czarnych W??ów, którzy w swoim czasie dali si? tak we znaki granicznym osadom niemieckim, Berlinowi, Grundenau i Harmonii, ?e osadnicy d?u?ej nie mogli wytrzyma?. Indianie bronili wprawdzie tylko swego “terytorium”, które rz?d stanowy Teksasu przyzna? im na wieczne czasy najuroczystszymi traktatami; ale có? to mog?o obchodzi? kolonistów z Berlina, Grundenau i Harmonii? Pewnym jest, ?e odbierali oni Czarnym W??om ziemi?, wod? i powietrze, ale natomiast wnosili cywilizacj?; czerwonoskórzy za? okazywali im wdzi?czno?? na swój sposób, to jest zdzieraj?c im skalpy z g?ów. Taki stan rzeczy nie móg? trwa?. Osadnicy wi?c z Berlina, Grundenau i Harmonii zebrali si? pewnej nocy ksi??ycowej w liczbie czterechset i wezwawszy na pomoc Meksykanów z La Ora, napadli na u?pion? Chiavatt?. Tryumf dobrej sprawy by? zupe?ny. Chiavatta zosta?a spalon?, a mieszka?cy bez ró?nicy wieku i p?ci w pie? wyci?ci. Ocala?y tylko ma?e oddzia?ki wojowników, które w tym. czasie wysz?y na ?owy. Z samego miasta nie ocali? si? nikt, g?ównie dlatego ?e miasto le?a?o’ w wid?ach rzeki, która, jak zwykle na wiosn?, rozlawszy otoczy?a osad? nieprzebyt? toni? wód. Ale to? samo widlaste po?o?enie, które zgubi?o Indian, podoba?o si? Niemcom. Z wide? ?le ucieka?, ale dobrze si? w nich broni?. Dzi?ki tej my?li zaraz z Berlina, Grundenau i Harmonii rozpocz??a si? emigracja do wide?, w których te? w mgnieniu oka, na miejscu dzikiej Chiavatty, powsta?a ucywilizowana Antylopa. W pi?? lat liczy?a ona dwa tysi?ce mieszka?ców.
czwartek, styczeń 19th 2006
H.K.T. Bajka - Henryk Sienkiewicz
posted @ 12:37 am in [ Nowele - Bajki Opowiadania ]
H. K. T.
BAJKA
Leci sobie drapie?ny s?p, leci, leci, wreszcie siada w?ród ska?, przy sokolim gnie?dzie i poczyna kraka? na soko?a:
- W imieniu moich praw, s?uchaj mnie.
- Czego chcesz? - pyta sokó?.
- Chc? ci? zabi? i po?re? - powiada s?p.
- A có? ci po mojej zgubie?
- Co za g?upie pytanie i co za brak wykszta?cenia! Ciasno mi jest w rodzinnym gnie?dzie, wi?c chc? zabra? twoje, abym mia? gdzie umie?ci? moich m?odszych synów; po wtóre, mam swoj? s?pi? polityk?, której twoje istnienie zawadza; a po trzecie, kraczesz innym g?osem ni? ja i nie kochasz mnie.
- Co do mego g?osu, odzywam si? takim, jaki mi Bóg da?, a co do mych uczu?, za có? ja mam ci? kocha??
- Mniejsza o to. Wiem tylko, ?e mam prawo zabi? i po?re? ka?dego, kto mnie nie kocha.
- Wi?c gdybym ci? kocha?, nie zabija?by? mnie?
- Ach! - rzecze s?p - gdyby? mnie kocha?, odda?by? mi dobrowolnie swoje gniazdo, a równie? dobrowolnie da?by? mi si? po?re?, aby moja osoba mog?a nieco zaokr?gli? si? i uty?.
- W ka?dym razie nie unikn??bym zguby?
- Rozumie si?: jednak?e ?mier? z po?wi?cenia przynios?aby ci wi?kszy zaszczyt.
Chwila milczenia.
- Co ma by?, to b?dzie… - mówi wreszcie sokó?. - Ale powiedz mi te?, mój kochany, kto ci? nauczy? tak rozumowa??
Us?yszawszy to s?p podnosi g?ow? i rzecze z wielk? dum?:
- Prostaku, to chyba nie wiesz, ?e ja przez dwa lata by?em na edukacji w ogrodzie zoologicznym w Berlinie!
- Tak?… - mówi sokó?. - Ha! to w takim razie nadzieja moja tylko w Bogu - i troch? tak?e w… dziobie.
