wtorek, luty 21st 2006


Kalosze szczęścia - Hans Christian Andersen
posted @ 10:01 pm in [ Baśnie ]

1. PoczÄ…tek

W Kopenhadze, w jednym z dom�w na �stergade, niedaleko od centrum placu Kongens Nytorv, by?o wielkie przyj?cie. Takie przyj?cia nale?y co pewien czas wyprawia?, ?eby si? pozby? tego obowi?zku i ?eby w zamian by? zapraszanym na podobne przyj?cia przez innych. Cz??? go?ci siedzia?a ju? przy kartach, a druga cz??? czeka?a, co wyniknie z pytania gospodyni: �No, i w co si? teraz zabawimy?� Rozmowa toczy?a si? tak, jak zwykle tocz? si? podobne rozmowy. Mi?dzy innymi zacz?to m�wi? o ?redniowieczu i niekt�rzy go?cie uwa?ali t? epok? za daleko lepsz? od naszych czas�w. A radca Knap broni? nawet tak zawzi?cie tego pogl?du, ?e gospodyni zgodzi?a si? z jego wywodami i oboje zacz?li zwalcza? pogl?d �rsteda, kt�ry w Almanachu o starych i nowych czasach wynosi? nasze czasy ponad tamte. Radca uwa?a?, ?e najszcz??liwsza by?a epoka kr�la Jana.

Podczas gdy si? tak plecie ta rozmowa, przerwana jedynie na chwil? przyniesieniem gazety, w kt�rej, nawiasem m�wi?c, nic nie by?o do czytania, zajrzyjmy do pokoju, gdzie pozostawiono p?aszcze, laski, parasole i kalosze. W przedpokoju tym siedzia?y dwie dziewczyny: jedna m?oda, druga starsza. Mo?na by?o s?dzi?, ?e to dwie s?u??ce, kt�re przysz?y, aby towarzyszy? swoim paniom, jakiej? starej pannie lub wdowie, ale gdy si? uwa?niej im przyjrza?o, wida? by?o od razu, ?e nie by?y to zwyk?e s?u??ce. Na to d?onie ich by?y za delikatne, postawy i ruchy i?cie kr�lewskie, a nawet szaty mia?y ?mia?y kr�j. By?y to dwie wr�?ki. M?odsza nie by?a co prawda samym Szcz??ciem, ale jedn? z pokoj�wek u jednej z dam dworu samego Szcz??cia, i obnosi?a drobniejsze jego dary po ?wiecie. Starsza wygl?da?a ogromnie powa?nie i surowo, by?a to bowiem Troska, ta zawsze osobi?cie za?atwia swoje sprawy nie polegaj?c na nikim; tylko wtedy wie, ?e za?atwione s? ?ci?le i sumiennie.

Wr�?ki opowiada?y sobie nawzajem, gdzie by?y tego dnia. Ta, kt�ra by?a s?u?ebn? damy dworu Szcz??cia, spe?ni?a kilka drobnych zada?: ochroni?a nowy kapelusz przed ulew?, sprawi?a, ?e wytworny nicpo? uk?oni? si? uczciwemu, skromnemu cz?owiekowi, i tym podobne, ale teraz mia?a przed sob? powa?niejsze zadanie, co?, co by?o zupe?nie niezwyk?e.

� Musz? powiedzie?, ?e dzisiaj przypadaj? moje urodziny � rzek?a. � Powierzono mi wi?c w celu uczczenia tego ?wi?ta par? kaloszy, kt�re mam wr?cza? ludziom. Kalosze maj? t? cudown? w?asno??, ?e cz?owiek, kt�ry je w?o?y, mo?e si? znale?? w takim czasie i w takim miejscu, w jakim pragnie si? znajdowa?. Ka?de ?yczenie w zakresie czasu i miejsca b?dzie natychmiast spe?nione. Raz w ?yciu b?dzie naprawd? szcz??liwy.

� Szcz??liwy! I ty wierzysz temu! � powiedzia?a Troska. � Jestem pewna, ?e b?dzie nieszcz??liwy i ?e b?dzie b?ogos?awi? t? chwil?, kiedy pozb?dzie si? kaloszy.

� Co te? ty m�wisz � zaprzeczy?a tamta. � Stawiam kalosze tu pod drzwiami. Kto? zamieni je ze swoimi i zostanie uszcz??liwiony. Oto o czym rozmawia?y wr�?ki.

(more…)




poniedziałek, styczeń 30th 2006


Królowa ?niegu - Hans Christian Andersen
posted @ 11:11 pm in [ Dla dzieci - Baśnie ]

Królowa ?niegu
Ba?? w siedmiu opowiadaniach

Opowiadanie pierwsze
W którym jest mowa o lustrze i okruchach

Pos?uchajcie! Zaczynamy. Kiedy bajka si? sko?czy, b?dziemy wiedzieli wi?cej, ni? wiemy teraz, bo to by? z?y czarownik! Jeden z najgorszych, sam diabe?. Pewnego dnia wpad? w ?wietny humor, zrobi? bowiem lustro, które posiada?o t? w?a?ciwo??, ?e wszystko dobre i ?adne, co si? w nim odbija?o, rozp?ywa?o si? na nic, a to, co nie mia?o ?adnej warto?ci i by?o brzydkie, wyst?powa?o wyra?nie i stawa?o si? jeszcze brzydsze. Najpi?kniejsze krajobrazy wygl?da?y w tym lustrze jak gotowany szpinak, najlepsi ludzie byli szkaradni albo stali na g?owach bez tu?owia. Twarze w tym lustrze by?y tak wykrzywione, ?e nie mo?na ich by?o rozpozna?; ten, kto mia? piegi, móg? by? pewien, ?e pokryj? mu ca?y nos i policzki.
Diabe? za? uwa?a?, ?e to by?o ogromnie zabawne. Skoro tylko przez g?ow? cz?owieka przelecia?a jaka? zacna, dobra my?l, ju? twarz w lustrze wykrzywia?a si?, a diabe?-czarownik ?mia? si? ze swego sprytnego wynalazku. Wszyscy, którzy chodzili do szko?y diab?a, gdy? za?o?y? czarci? szko??, opowiadali na prawo i lewo, ?e sta? si? cud; uwa?ali, ?e dopiero teraz b?dzie mo?na dowiedzie? si?, jak naprawd? wygl?da ?wiat i ludzie. Biegali wsz?dzie z lustrem i w ko?cu nie by?o ani jednego cz?owieka, ani jednego kraju, który by nie zosta? w nim opacznie odbity. Przysz?o im do g?owy, by polecie? do nieba i zabawi? si? kosztem anio?ów i Pana Boga. Im wy?ej lecieli z lustrem, tym bardziej wszystko si? wykrzywia?o, zaledwie mogli je utrzyma?, lecieli wy?ej i wy?ej, coraz bli?ej anio?ów i Boga; wtedy lustro zadr?a?o tak strasznie, ?e wypad?o im z r?k na ziemi?, gdzie rozprys?o si? na tysi?ce milionów, bilionów i jeszcze wi?cej okruchów. Teraz dopiero wyrz?dzili o wiele wi?ksz? krzywd? ni? przedtem, gdy? niektóre kawa?ki by?y mniejsze od ziarnka piasku i pofrun??y daleko w ?wiat; gdy wpad?y komu? do oka, tkwi?y w nim, i wtedy cz?owiek ten widzia? wszystko na odwrót albo spostrzega? tylko to, co by?o w danym przedmiocie z?e, gdy? ka?dy od?amek lustra mia? t? w?a?ciwo?? co ca?e lustro; byli ludzie, którym taki od?amek wpad? do serca, i wtedy dzia?o si? co? okropnego: serce stawa?o si? jak kawa?ek lodu. Niektóre kawa?ki szk?a by?y takie du?e, ?e zrobiono z nich szyby okienne, ale nie warto by?o patrze? przez nie na przyjació?; inne kawa?ki dosta?y si? do okularów i ?le si? dzia?o, kiedy ludzie nak?adali te okulary, aby dobrze widzie? i dobrze s?dzi?; a Z?y ?mia? si?, a? mu si? brzuch trz?s?, i to go przyjemnie ?askota?o.
A w powietrzu unosi?y si? wci?? male?kie okruchy lustra. I s?uchajcie, co si? sta?o!

(more…)




poniedziałek, styczeń 30th 2006


Lataj?cy Kufer - Hans Christian Andersen
posted @ 10:50 pm in [ Dla dzieci - Baśnie ]

By? raz kupiec tak bogaty, ?e móg? wybrukowa? talarami ca?? ulic?. Ale nie zrobi? tego, bo u?ywa? pieni?dzy w inny sposób. Ile razy da? talara, dostawa? z powrotem trzy. By? to w istocie dobry kupiec, ale mimo to musia? umrze?.

Jego syn odziedziczy? du?o pieni?dzy i ?y? weso?o, po ca?ych nocach ta?czy? na maskaradach, a puszczaj?c po wodzie kaczki, u?ywa? talarów zamiast kamieni.

Wkrótce zosta?o mu ledwo kilka groszy, para butów i stary kubrak. Przyjaciele go opu?cili, nie mog?c si? z nim pokaza? na ulicy; ale jeden z nich podarowa? mu stary kufer z napisem: “Pakuj si?!”. By?a to bardzo ?yczliwa rada, ale nie do wykonania z powodu braku rzeczy do spakowania.

Kufer ten posiada? dziwn? w?a?ciwo??. Gdy si? nacisn??o zamek, lecia? na o?lep w ka?dym ??danym kierunku, przy czym trzeszcza? tak, jakby si? mia? zaraz rozpa?? na drobne kawa?ki. Ch?opiec siad? w kufer i pofrun?? do kraju Turków. Ukry? kufer w lesie, a sam wyruszy? do pobliskiego miasta.

(more…)




poniedziałek, styczeń 30th 2006


?winiopas - Hans Christian Andersen
posted @ 10:35 pm in [ Dla dzieci - Baśnie ]

By? sobie pewnego razu bardzo ubogi ksi???. Mia? ksi?stwo ma?e, ale do?? du?e na to, by móg? si? o?eni?; a chcia? si? w?a?nie ?eni?!
By?o to co prawda zuchwalstwo, ?e odwa?y? si? spyta? córk? cesarza:
„Czy chcesz mnie mie? za m??a?”, ale jednak o?mieli? si? to uczyni?, bo imi? jego by?o s?awne na ca?y ?wiat. Tysi?c ksi??niczek zgodzi?oby si? ch?tnie, ale dowiecie si? zaraz, co uczyni?a córka cesarza.
Zatem s?uchajcie.
Na grobie ojca ksi?cia rós? krzak ró?y, cudny krzak ró?y. Zakwita? tylko raz na pi?? lat, i to jedn? jedyn? ró??. Ale ta ró?a pachnia?a tak s?odko, ?e w?chaj?c j? zapomina?o si? o wszystkich zmartwieniach i troskach. Mia? te? ksi??? s?owika, który tak pi?knie ?piewa?, jak gdyby w jego gardzio?ku mie?ci?y si? wszystkie niebia?skie melodie. T? ró?? i tego s?owika mia?a dosta? ksi??niczka; w tym celu ró?? i s?owika w?o?ono do srebrnych szkatu?ek i tak pos?ano je ksi??niczce.
Cesarz kaza? przynie?? dary do wielkiej sali, gdzie ksi??niczka bawi?a si? z damami dworu w „go?ci”; przez ca?y Bo?y dzie? nie robi?y nic innego. Gdy zobaczy?a du?e szkatu?ki z darami, klasn??a z rado?ci w r?ce i zawo?a?a:

(more…)




piątek, styczeń 27th 2006


Brzydkie Kacz?tko - Hans Christian Andersen
posted @ 5:19 pm in [ Dla dzieci - Baśnie ]

Prze?licznie by?o na wsi. Lato gor?ce, pogodne, ?ó?te zbo?e na polach, owies jeszcze zielony, na ??kach stogi pachn?cego siana. Bociany przechadza?y si? powoli na wysokich, czerwonych nogach, klekoc?c po egipsku, bo takim j?zykiem nauczy?y si? mówi? od matek. Doko?a wielkie lasy, cieniste, szumi?ce, a w nich g??bokie i ciche jeziora. Prze?licznie, cudownie by?o na wsi.
Jasne s?o?ce o?wietla?o stary dwór na pochy?o?ci wzgórza, otoczony murem i szerok? wst?g? wolno p?yn?cej wody. Z muru zwiesza?y si? pn?ce ro?liny, a li?cie ?opianu schyla?y si? a? do wody. I by?o pod nimi cicho i ciemno jak w cienistym lesie.
Pod jednym z takich li?ci m?oda kaczka us?a?a sobie gniazdo i siedzia?a na jajach. Nudzi?o si? jej bardzo, bo ?adna z s?siadek nie mia?a ch?ci w tak pi?kn? pogod? rozmawia? z ni? o tym, co s?ycha? na ?wiecie. Ka?da wola?a p?ywa? po przejrzystej wodzie, pluska? si? i schn?? na ciep?ym s?oneczku, a ona tylko jedna jak przykuta siedzi w cieniu na gnie?dzie.
Sko?czy?o si? wreszcie jej udr?czenie, jajka zacz??y p?ka? i co chwila wysuwa?a si? z innej skorupki g?ówka piskl?cia, oznajmiaj?c cienkim g?osikiem, ?e ?yje.
— Pip, pip! — wo?a?y wszystkie.
— Kwa, kwa! — odpowiada?a im powa?nie matka, a male?stwa zacz??y na?ladowa? jej g?os opowiadaj?c sobie, co widz? doko?a, i rozgl?daj?c si? na wszystkie strony.
Matka pozwala?a mówi? i patrze?, ile im si? podoba, bo kolor zielony jest bardzo zdrowy dla oczu.
— Ach, jaki ten ?wiat du?y! — wo?a?y kacz?ta dobywaj?c si? z cienkiej skorupy i prostuj?c z przyjemno?ci? nó?ki i skrzyde?ka.
— Nie my?lcie, ?e z tego gniazda wida? ca?y ?wiat — rzek?a matka. — Ho, ho! Ci?gnie si? on ogromnie daleko, jeszcze za tym ogrodem, za ??k? proboszcza, het, het! Ale nigdy tam nie by?am.

(more…)




piątek, styczeń 27th 2006


S?owik- Hans Christian Andersen
posted @ 3:15 pm in [ Dla dzieci - Baśnie ]

W Chinach, wiesz pewnie o tym, cesarz jest Chi?czykiem i wszyscy, którzy go otaczaj?, s? równie? Chi?czykami. Historia, któr? opowiem, dzia?a si? przed wielu laty, ale w?a?nie dlatego trzeba jej wys?ucha?, zanim o niej nie zapomn?.

Zamek cesarza by? najwspanialszym zamkiem na ?wiecie, ca?y zrobiony z delikatnej porcelany, niezwykle kosztownej, a tak kruchej, ze lada dotkniecie mog?o ja st?uc, wiec trzeba by?o bardzo uwa?a?. W ogrodzie ros?y najdziwniejsze kwiaty, a do najwspanialszych przywi?zano srebrne dzwonki, które dzwoni?y po to, aby nikt nie min?? ich nie zwróciwszy na nie uwagi.

Niezwyk?y by? ogród cesarski, a tak wielki, ze nawet ogrodnik nie wiedzia?, gdzie si? ko?czy. Za ogrodem zaczyna? si? pi?kny las z wysokimi drzewami i g??bokimi jeziorami. Las schodzi? a? do morza, które by?o niebieskie i g??bokie; wielkie okr?ty mog?y wje?d?a? a? pod zwisaj?ce ga??zie, a na jednej z takich ga??zi mieszka? s?owik. S?owik ?piewa? tak pi?knie, ze nawet biedny rybak, który ma przecie? tyle innej roboty, k?ad? si? i s?ucha? jego ?piewu, gdy noc? wychodzi? wyci?ga? sieci.

(more…)




piątek, styczeń 27th 2006


Dzieci? Elfów [Calineczka]- Hans Christian Andersen
posted @ 3:12 pm in [ Dla dzieci - Baśnie ]

ma?a_dziewczynka

Pewna kobieta bardzo pragn??a mie? male?kie dziecko, ale nie wiedzia?a, sk?d by je wzi??. Posz?a wi?c do czarownicy i rzek?a:

- Tak bym chcia?a mie? malutkie dziecko. Powiedz mi, co tu zrobi?, ?ebym je mia?a?

- O, to nietrudno! - odpowiedzia?a czarownica. - Znajdziemy na to rad?. Masz tu ziarnko j?czmienia, ale to nie jest takie zwyczajne ziarnko, które siej? w polu albo sypi? kurom na pokarm - zasad? je starannie w doniczce od kwiatów, a zobaczysz, co z tego b?dzie.

- Dzi?kuj? - rzek?a kobieta i zap?aci?a czarownicy dziesi?? groszy, bo tyle to ziarnko kosztowa?o.

Po powrocie do domu zasadzi?a je starannie w doniczce od kwiatów i zaraz pokaza?a si? ma?a ro?linka, okry?a si? pi?knymi listkami, a w ?rodku wyrós? kwiat z?oto-purpurowy, podobny do tulipana, tylko zamkni?ty w p?czek.

- Có? to za prze?liczny kwiat! - rzek?a kobieta i tak by?a zachwycona, ?e ca?owa?a z?ote i czerwone p?atki. W tej samej chwili kwiat z wielkim ?oskotem otworzy? si? i w ?rodku, na zielonym dnie kielicha, gdzie zwykle mie?ci si? s?upek kwiatowy, sta?a sobie prze?liczna ma?a dziewczynka.

Nazwali j? Odrobink?, gdy? by?a ma-luchna jak m?oda pszczó?ka, tylko daleko zgrabniejsza.

Kobieta wzi??a zaraz ?upink? orzecha, a?eby w niej urz?dzi? kolebk? dla swego dzieci?tka. Fio?kowe p?atki pos?u?y?y za sienniczek, a jeden p?atek ró?y - za ko?derk?.

W nocy Odrobinka spa?a wybornie, a w dzie? bawi?a si? na stole. Kobieta postawi?a na nim talerz z wod?, otoczony wiankiem kwiatów, których ?ody?ki by?y zanurzone w wodzie. Listek tulipana zast?powa? ?ódk?, dwa pr?ciki kwiatowe stanowi?y wios?a i Odrobinka p?ywa?a sobie po talerzu od jednego brzegu do drugiego. ?licznie to wygl?da?o!

(more…)




piątek, styczeń 27th 2006


BAJKA O KURCE I KOGUTKU- Józef Ignacy Kraszewski
posted @ 2:33 pm in [ Dla dzieci - Baśnie ]

Nie wiem, gdzie i kiedy by? sobie dawniej kogutek i kurka, oboje m?odzi i pi?kni oboje. Nie dziw te?, ?e si? serdecznie kochali. A cho? kogut tyle mia? ?on, ile widzia? kur przed sob?, jednak na jaki? czas przywi?za? si? do tej tylko srokatej kurki. Pi?kna by?a kurka, ale jak niejedna z kobiet pokrywa?a ?licznymi po?yskuj?cymi piórkami brzydkie wewn?trz serce i dusz?. By?a ona tak ?ywa i p?ocha, jakby dzisiejsza mieszczka, pop?dliwa jak wiele ?on, g?upia i szczebiotliwa jak wiele dziewczyn, które kwoczkami nazywamy, a co najwi?cej: ?ar?oczna i ?akoma.

Kogut staraj?c si?, aby go polubi?a, nie odst?powa? jej na krok i ca?y dzie? musia? znosi? dla niej, co tylko móg? do jedzenia znale?? gdzie i porwa? smacznego. G?odnia? i sech? biedny kogut z mi?o?ci i trudu, a kura t?u?cia?a coraz okr?g?ej, szczebiota?a coraz g?o?niej. Jednego pi?knego ranka, kiedy s?o?ce ?wieci?o, a niebo by?o czyste, poprosi?a kurka koguta, aby jej towarzyszy? do lasku na orzechy.

Jak przyszli do lasu, kogut wlaz? na leszczyn?, zacz?? trz??? drzewem i wiele natrz?s? pi?knych i dojrza?ych orzechów.

G?odny by? i sam chcia? si? tak?e po?ywi? przy tym zdarzeniu, ale jejmo?? pani kurka, co tylko upad?o, chwyta?a pr?dko i ?yka?a, ?yka?a ?akoma, ?eby si? kogutowi nic nie zosta?o. A kogut trz?s? ci?gle, s?dz?c, ?e jak si? naje, zostawi przecie na ziemi i dla niego kilka orzechów. Na pró?no si? nieborak mordowa? i potnia?. Kura jad?a i nic nie zostawia?a. Wtem orzech jeden wi?kszy, gdy ?yka?a, uwi?z? jej w gardle w?ziuchnym, zakrztusi?a si?, ud?awi?a i pad?a, o ziemi? trzepiocz?c skrzyde?kami. Kogut piorunem zlecia? z drzewa i przypad? do niej. Le?a?a bez ducha, wyci?gni?te mia?a ?liczne ?ó?te nó?ki i zdycha? si? zdawa?a. ?al chwyci? koguta za serce, chcia? ratowa? j? — nie mo?na by?o inaczej jak wod?. Wody nie by?o w lasku ani kropli, trzeba i?? by?o do morza. Poczciwy kogut pobieg? do morza, bieg?, bieg? i przyby?.

(more…)




piątek, styczeń 27th 2006


Ma?a Syrena - Hans Christian Andersen
posted @ 2:27 pm in [ Dla dzieci - Baśnie ]

Daleko na morzu woda jest tak b??kitna jak p?atki najpi?kniejszych b?awatków i tak przezroczysta jak najczystsze szk?o, ale jest bardzo g??boka, tak g??boka, ?e jej dna nie si?ga ?adna kotwica; trzeba by ustawi? wiele wie? ko?cielnych jedne na drugich, aby si?gn??y od dna a? ponad wod?. Tam na dole mieszka lud morski.


Ale nie my?lcie, ?e jest tam tylko nagie, piaszczyste dno, nie rosn? tam najpi?kniejsze drzewa i ro?liny o ?odygach i li?ciach tak gi?tkich, ?e poruszaj? si? przy najl?ejszym ruchu wody tak jak ?ywe stworzenia. Wszystkie ryby ma?e i du?e przemykaj? pomi?dzy ga??ziami jak ptaki w powietrzu. W najg??bszym miejscu stoi zamek króla mórz mury ma z koralu, wysokie spiczaste okna z najczystszego bursztynu, a dach tworz? muszle, które otwieraj? si? i zamykaj?, w miar? jak faluje woda; wygl?da to prze?licznie, bo w ka?dej muszli znajduj? si? promienne per?y, jedna jedyna by?aby ju? skarbem w koronie królewskiej. Król mórz, tam na dole, by? od wielu lat wdowcem, a jego stara matka zajmowa?a si? gospodarstwem; by?a to m?dra kobieta, ale dumna ze swego pochodzenia i dlatego nosi?a w ogonie dwana?cie ostryg, gdy inne wykwintne damy mog?y nosi? tylko sze??. Lecz poza tym by?a godna szacunku, gdy? kocha?a bardzo ma?e morskie ksi??niczki, swoje wnuczki. By?o ich sze??, wszystkie by?y ?adne, ale najm?odsza by?a naj?adniejsza ze wszystkich, cer? mia?a tak przezroczyst? i delikatn? jak p?atek ró?y, oczy tak b??kitne jak najg??bsze morze, ale tak samo jak inne nie mia?a nóg, jej cia?o ko?czy?o si? rybim ogonem.

Przez ca?y d?ugi dzie? dzieci mog?y si? bawi? na dole w zamku, gdzie ?ywe kwiaty wyrasta?y wsz?dzie ze ?cian. Otwierano wielkie, bursztynowe okna i wtedy podp?ywa?y do nich ryby, tak jak do nas przylatuj? jaskó?ki, kiedy otwieramy okna, ale ryby przyp?ywa?y zupe?nie blisko do ma?ych ksi??niczek, jad?y z ich r?ki i dawa?y si? g?aska?.

Przed zamkiem by? du?y ogród z p?omiennoczerwonymi i ciemnob??kitnymi drzewami, owoce b?yszcza?y jak z?oto, a kwiaty jak p?on?cy ogie? i ci?gle porusza?y ?odygami i listkami.

Grunt tworzy? najdelikatniejszy piasek, niebieski jak p?omie? siarki. Nad wszystkim za? unosi? si? cudowny, b??kitny blask, wydawa? si? mog?o raczej, ?e jeste?my wysoko w powietrzu i ?e mamy pod sob? i nad sob? tylko niebo, a nie, ?e to dno morza. Kiedy nie by?o wiatru, wida? by?o s?o?ce; wygl?da?o ono jak purpurowy kwiat, z którego kielicha la?o si? ?wiat?o.

(more…)




piątek, styczeń 27th 2006


DZIEWCZYNKA Z ZAPA?KAMI - Hans Christian Andersen
posted @ 2:22 pm in [ Dla dzieci - Baśnie - Bajki ]

By?o bardzo zimno; ?nieg pada? i zaczyna?o si? ju? ?ciemnia?; by? to ostatni dzie? w roku, wigilia Nowego Roku. W tym ch?odzie i w tej ciemno?ci sz?a ulicami biedna dziewczynka z go?? g?ow? i boso; mia?a wprawdzie trzewiki na nogach, kiedy wychodzi?a z domu, ale co to znaczy?o! To by?y bardzo du?e trzewiki, nawet jej matka ostatnio je wk?ada?a, tak by?y du?e; i ma?a zgubi?a je zaraz, przebiegaj?c ulic?, któr? p?dem przeje?d?a?y dwa wozy; jednego trzewika nie mog?a wcale znale??, a z drugim uciek? jaki? urwis; wo?a?, ?e przyda mu si? on na ko?ysk?, kiedy ju? b?dzie mia? dziecko. Sz?a wi?c dziewczynka boso, st?pa?a nó?kami, które poczerwienia?y i zsinia?y z zimna; w starym fartuchu nios?a zawini?t? ca?? mas? zapa?ek, a jedn? wi?zk? trzyma?a w r?ku; przez ca?y dzie? nie sprzeda?a ani jednej; nikt jej nie da? przez ca?y dzie? ani grosika; sz?a taka g?odna i zmarzni?ta i wygl?da?a taka smutna, biedactwo! P?atki ?niegu pada?y na jej d?ugie, jasne w?osy, które tak pi?knie zwija?y si? na karku, ale ona nie my?la?a wcale o tej ozdobie. Ze wszystkich okien naoko?o po?yskiwa?y ?wiat?a i tak mi?o pachnia?o na ulicy pieczonymi g??mi.

“To przecie? jest wigilia Nowego Roku” - pomy?la?a dziewczynka. W k?cie mi?dzy dwoma domami, z których jeden bardziej wysuwa? si? na ulic?, usiad?a i skurczy?a si? ca?a; ma?e no?yny podci?gn??a pod siebie, ale marz?a coraz bardziej, a w domu nie mog?a si? pokaza?, bo przecie? nie sprzeda?a ani jednej zapa?ki, nie dosta?a ani grosza, ojciec by j? zbi?, a w domu by?o tak samo zimno, mieszkali na strychu pod samym dachem i wiatr hula? po izbie, chocia? najwi?ksze szpary w dachu zatkane by?y s?om? i ga?ganami. Jej ma?e r?ce prawie ca?kiem zamarz?y z tego ch?odu. Ach, jedna ma?a zapa?ka, jakby to dobrze by?o! ?eby tak wyci?gn?? jedn? zapa?k? z wi?zki, potrze? j? o ?cian? i tylko ogrza? paluszki! Wyci?gn??a jedn? i “trzask”, jak si? iskrzy, jak p?onie! ma?y ciep?y, jasny p?omyczek, niby ma?a ?wieczka otoczona d?o?mi! Dziwna to by?a ?wieca; dziewczynce zdawa?o si?, ?e siedzi przed wielkim, ?elaznym piecem o mosi??nych drzwiczkach i ozdobach; ogie? pali? si? w nim tak ?askawie i grza? tak przyjemnie; ach, jakie? to by?o rozkoszne! Dziewczynka wyci?gn??a przed siebie nó?ki, aby je rozgrza? tak?e - a tu p?omie? zagas?. Piec znik? - a ona siedzia?a z niedopa?kiem siarnika w d?oni.

Zapali?a nowy, pali? si? i b?yszcza?, a gdzie cie? pad? na ?cian?, sta?a si? ona przejrzysta jak mu?lin; ujrza?a wn?trze pokoju, gdzie sta? stó? przykryty bia?ym, b?yszcz?cym obrusem, nakryty pi?kn? porcelan?, a na pó?misku smacznie dymi?a pieczona g??, nadziana ?liwkami i jab?kami; a co jeszcze by?o wspanialsze, g?? zeskoczy?a z pó?miska i zacz??a si? czo?ga? po pod?odze, z widelcem i no?em wbitym w grzbiet; doczo?ga?a si? a? do biednej dziewczynki; a? tu nagle zgas?a zapa?ka i wida? tylko by?o nieprzejrzyst?, zimn? ?cian?.

Zapali?a nowy siarnik. I oto siedzia?a pod najpi?kniejsz? choink?; by?a ona jeszcze wspanialsza i pi?kniej ubrana ni? choinka u bogatego kupca, któr? ujrza?a przez szklane drzwi podczas ostatnich ?wi?t; tysi?ce ?wieczek p?on??o na zielonych ga??ziach, a kolorowe obrazki, takie, jakie zdobi?y okna sklepów, spoziera?y ku niej. Dziewczynka wyci?gn??a do nich obie r?czki - ale tu zgas?a zapa?ka; mnóstwo ?wiate?ek choinki wznosi?o si? ku górze, coraz wy?ej i wy?ej, i oto ujrza?a ona, ?e by?y to tylko jasne gwiazdy, a jedna z nich spad?a w?a?nie i zakre?li?a na niebie d?ugi, b?yszcz?cy ?lad. - Kto? umar?! - powiedzia?a malutka, gdy? jej stara babka, która jedyna okazywa?a jej serce, ale ju? umar?a, powiada?a zawsze, ?e kiedy gwiazdka spada, dusza ludzka wst?puje do Boga.

Dziewczynka znowu potar?a siarnikiem o ?cian?, zaja?nia?o dooko?a i w tym blasku stan??a przed ni? stara babunia, taka ?agodna, taka jasna, taka b?yszcz?ca i taka kochana.

- Babuniu! - zawo?a?a dziewczynka - o, zabierz mnie z sob?! Kiedy zapa?ka zga?nie, znikniesz jak ciep?y piec, jak g?ska pieczona i jak wspania?a olbrzymia choinka! - i szybko potar?a wszystkie zapa?ki, jakie zosta?y w wi?zce, chcia?a jak najd?u?ej zatrzyma? przy sobie babk?, i zapa?ki zab?ys?y takim blaskiem, i? sta?o si? ja?niej ni? za dnia. Babunia nigdy przedtem nie by?a taka pi?kna i taka wielka; chwyci?a dziewczynk? w ramiona i polecia?y w blasku i w rado?ci wysoko, wysoko; a tam ju? nie by?o ani ch?odu, ani g?odu, ani strachu - bowiem by?y u Boga.

A kiedy nasta? zimny ranek, w k?ciku przy domu siedzia?a dziewczynka z czerwonymi policzkami, z u?miechem na twarzy - nie?ywa: zamarz?a na ?mier? ostatniego wieczora minionego roku. Ranek noworoczny o?wietli? ma?ego trupka trzymaj?cego w r?ku zapa?ki, z których gar?? by?a spalona. Chcia?a si? ogrza?, powiadano; ale nikt nie mia? poj?cia o tym, jak pi?kne rzeczy widzia?a dziewczynka i w jakim blasku wst?pi?a ona razem ze star? babk? w szcz??liwo?? Nowego Roku.

dziewczynka z zapalkami