<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Bajki Opowiadania &#187; BaÅ›nie</title>
	<atom:link href="http://www.bajkiopowiadania.com/Bajki_Opowiadania/basnie/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.bajkiopowiadania.com</link>
	<description>Bajki Opowiadania</description>
	<lastBuildDate>Sun, 06 Mar 2011 01:12:18 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1.3</generator>
		<item>
		<title>Kalosze szczÄ™Å›cia &#8211; Hans Christian Andersen</title>
		<link>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/02/21/kalosze-szczescia-hans-christian-andersen/</link>
		<comments>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/02/21/kalosze-szczescia-hans-christian-andersen/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 21 Feb 2006 21:01:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bajkiopowiadania</dc:creator>
				<category><![CDATA[BaÅ›nie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.bajkiopowiadania.com/basnie/kalosze-szczescia-hans-christian-andersen/</guid>
		<description><![CDATA[1. PoczÄ…tek W Kopenhadze, w jednym z domï¿½w na ï¿½stergade, niedaleko od centrum placu Kongens Nytorv, by?o wielkie przyj?cie. Takie przyj?cia nale?y co pewien czas wyprawia?, ?eby si? pozby? tego obowi?zku i ?eby w zamian by? zapraszanym na podobne przyj?cia przez innych. Cz??? go?ci siedzia?a ju? przy kartach, a druga cz??? czeka?a, co wyniknie z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-indent: 25pt"><strong><span style="color: #996633">1. PoczÄ…tek</span></strong><span style="color: #996633"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt; color: #993300">W Kopenhadze, w jednym z domï¿½w na ï¿½stergade, niedaleko od centrum placu Kongens Nytorv, by?o wielkie przyj?cie. Takie przyj?cia nale?y co pewien czas wyprawia?, ?eby si? pozby? tego obowi?zku i ?eby w zamian by? zapraszanym na podobne przyj?cia przez innych. Cz??? go?ci siedzia?a ju? przy kartach, a druga cz??? czeka?a, co wyniknie z pytania gospodyni: ï¿½No, i w co si? teraz zabawimy?ï¿½ Rozmowa toczy?a si? tak, jak zwykle tocz? si? podobne rozmowy. Mi?dzy innymi zacz?to mï¿½wi? o ?redniowieczu i niektï¿½rzy go?cie uwa?ali t? epok? za daleko lepsz? od naszych czasï¿½w. A radca Knap broni? nawet tak zawzi?cie tego pogl?du, ?e gospodyni zgodzi?a si? z jego wywodami i oboje zacz?li zwalcza? pogl?d ï¿½rsteda, ktï¿½ry w Almanachu o starych i nowych czasach wynosi? nasze czasy ponad tamte. Radca uwa?a?, ?e najszcz??liwsza by?a epoka krï¿½la Jana.</span></strong><span style="font-size: 10pt; color: #993300"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt; color: #993300">Podczas gdy si? tak plecie ta rozmowa, przerwana jedynie na chwil? przyniesieniem gazety, w ktï¿½rej, nawiasem mï¿½wi?c, nic nie by?o do czytania, zajrzyjmy do pokoju, gdzie pozostawiono p?aszcze, laski, parasole i kalosze. W przedpokoju tym siedzia?y dwie dziewczyny: jedna m?oda, druga starsza. Mo?na by?o s?dzi?, ?e to dwie s?u??ce, ktï¿½re przysz?y, aby towarzyszy? swoim paniom, jakiej? starej pannie lub wdowie, ale gdy si? uwa?niej im przyjrza?o, wida? by?o od razu, ?e nie by?y to zwyk?e s?u??ce. Na to d?onie ich by?y za delikatne, postawy i ruchy i?cie krï¿½lewskie, a nawet szaty mia?y ?mia?y krï¿½j. By?y to dwie wrï¿½?ki. M?odsza nie by?a co prawda samym Szcz??ciem, ale jedn? z pokojï¿½wek u jednej z dam dworu samego Szcz??cia, i obnosi?a drobniejsze jego dary po ?wiecie. Starsza wygl?da?a ogromnie powa?nie i surowo, by?a to bowiem Troska, ta zawsze osobi?cie za?atwia swoje sprawy nie polegaj?c na nikim; tylko wtedy wie, ?e za?atwione s? ?ci?le i sumiennie.</span></strong><span style="font-size: 10pt; color: #993300"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt; color: #993300">Wrï¿½?ki opowiada?y sobie nawzajem, gdzie by?y tego dnia. Ta, ktï¿½ra by?a s?u?ebn? damy dworu Szcz??cia, spe?ni?a kilka drobnych zada?: ochroni?a nowy kapelusz przed ulew?, sprawi?a, ?e wytworny nicpo? uk?oni? si? uczciwemu, skromnemu cz?owiekowi, i tym podobne, ale teraz mia?a przed sob? powa?niejsze zadanie, co?, co by?o zupe?nie niezwyk?e.</span></strong><span style="font-size: 10pt; color: #993300"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt; color: #993300">ï¿½ Musz? powiedzie?, ?e dzisiaj przypadaj? moje urodziny ï¿½ rzek?a. ï¿½ Powierzono mi wi?c w celu uczczenia tego ?wi?ta par? kaloszy, ktï¿½re mam wr?cza? ludziom. Kalosze maj? t? cudown? w?asno??, ?e cz?owiek, ktï¿½ry je w?o?y, mo?e si? znale?? w takim czasie i w takim miejscu, w jakim pragnie si? znajdowa?. Ka?de ?yczenie w zakresie czasu i miejsca b?dzie natychmiast spe?nione. Raz w ?yciu b?dzie naprawd? szcz??liwy.</span></strong><span style="font-size: 10pt; color: #993300"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt; color: #993300">ï¿½ Szcz??liwy! I ty wierzysz temu! ï¿½ powiedzia?a Troska. ï¿½ Jestem pewna, ?e b?dzie nieszcz??liwy i ?e b?dzie b?ogos?awi? t? chwil?, kiedy pozb?dzie si? kaloszy.</span></strong><span style="font-size: 10pt; color: #993300"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt; color: #993300">ï¿½ Co te? ty mï¿½wisz ï¿½ zaprzeczy?a tamta. ï¿½ Stawiam kalosze tu pod drzwiami. Kto? zamieni je ze swoimi i zostanie uszcz??liwiony. Oto o czym rozmawia?y wrï¿½?ki.</span></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><span id="more-82"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><span style="font-size: 10pt; color: #993300"> </span></p>
<p style="text-indent: 25pt"><strong><span style="color: #996633">2.Co si? przydarzy?o panu Radcy?</span></strong><span style="color: #996633"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">By?o ju? pï¿½?no. Radca Knap, zag??biony w my?lach o czasach krï¿½la Jana, wybra? si? do domu i oto los chcia?, ?e zamiast swoich kaloszy w?o?y? na nogi kalosze szcz??cia, po czym wyszed? na ï¿½stergade. Ale poniewa? czarodziejska si?a kaloszy przenios?a go w czasy krï¿½la Jana, wi?c nogi jego natychmiast ugrz?z?y w b?ocie, bo za czasï¿½w krï¿½la Jana ulice nie by?y brukowane.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ To okropne! Dlaczego tu jest tak brudno? ï¿½ powiedzia? radca. ï¿½ Chodnik gdzie? si? zapodzia? i wszystkie latarnie pogas?y!</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Ksi??yc nie wzeszed? jeszcze wysoko, a poza tym by?a g?sta mg?a, tak ?e wszystko ton??o w ciemno?ciach. Na najbli?szym rogu pali?a si?, co prawda, lampka przed obrazem Matki Boskiej, ale ?wiat?o by?o prawie ?e ?adne; radca spostrzeg? je dopiero, gdy by? ca?kiem blisko, i wzrok jego pad? na malowid?o przedstawiaj?ce Matk? z Dzieci?tkiem. ï¿½Z pewno?ci? ï¿½ pomy?la? ï¿½ mie?ci si? tu antykwariat i zapomniano schowa? na noc szyld.ï¿½</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Przesz?o ko?o niego paru ludzi w strojach z tamtej epoki.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Cï¿½? to za ubranie? Pewnie wracaj? z maskarady!</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Nagle rozleg?y si? d?wi?ki tr?b i piszcza?ek, mroki ulicy roz?wietli? blask pochodni. Radca zatrzyma? si? i przygl?da? dziwnemu pochodowi, ktï¿½ry przeci?ga? ?rodkiem ulicy. Na przedzie kroczyli dobosze wal?c w b?bny, za nimi trabanci uzbrojeni w ?uki i kusze. Najwa?niejszym w pochodzie by? jaki? duchowny. Zdumiony tym widokiem radca spyta?, co to wszystko znaczy i kim jest ten cz?owiek.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ To biskup Zelandii ï¿½ odpowiedziano mu.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Mï¿½j Bo?e, co te? si? sta?o temu biskupowi? ï¿½ westchn?? trz?s?c g?ow? radca. ï¿½ Nie, to niemo?liwe!</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">I rozmy?laj?c nad tym, nie patrz?c ani na prawo, ani na lewo, szed? radca ulic? ï¿½stergade a? do placu Hï¿½ibro. Ale nie mï¿½g? nigdzie znale?? mostu wiod?cego do Kongens Nytorv z placu Zamkowego. Przystan?? na brzegu kana?u i natkn?? si? tu na dwu ludzi siedz?cych przy ?odzi.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Chce pan na wysp? Holm? ï¿½ spytali go.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Na wysp? Holm? ï¿½ powtï¿½rzy? radca, ktï¿½ry wci?? nie wiedzia?, w jakim jest stuleciu. ï¿½ Chc? si? dosta? do Christianshavn, a stamt?d na Lilletorvegade.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Ludzie spojrzeli po sobie.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Powiedzcie mi tylko, gdzie jest most? To skandal, ?e nie zapalono latarni. I cï¿½? tu za b?oto? Zupe?nie jak gdyby si? chodzi?o po bagnie.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Im d?u?ej mï¿½wi? z przewo?nikiem, tym mniej rozumia?, co ci ludzie mï¿½wi?.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Nie rozumiem waszej bornholmszczyzny ï¿½ powiedzia? wreszcie ze z?o?ci?, odwrï¿½ci? si? od nich i poszed? dalej. Ale wci?? nie mï¿½g? znale?? mostu, nie by?o nawet bariery oddzielaj?cej wod?.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ To skandal, jak tu wygl?da ï¿½ oburza? si?. Jeszcze nigdy tak nie pogardza? swoj? epok? jak tego wieczora.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½Zdaje si?, ?e b?d? musia? wzi?? doro?k? ï¿½ pomy?la?. ï¿½ Ale jak tu znale?? doro?k?? B?d? musia? chyba wrï¿½ci? na Kongens Nytorv. Tam z pewno?ci? jest postï¿½j doro?ek. Inaczej nigdy nie dostan? si? do Christianshavn.ï¿½</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Wrï¿½ci? wi?c do ï¿½stergade i w?a?nie w chwili gdy tam dotar?, na niebie ukaza? si? ksi??yc.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Mï¿½j Bo?e, cï¿½? to za rusztowanie tam ustawili! ï¿½ powiedzia?, patrz?c na bram?, ktï¿½ra wï¿½wczas znajdowa?a si? u wylotu ï¿½stergade.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Wreszcie przez furtk? w bramie wydosta? si? na plac Nytorv, ale plac ten okaza? si? obszern? ??k?; rzadkie krzaki stercza?y tu i ï¿½wdzie, a ?rodkiem ??ki p?yn?? kana? czy te? potok. Par? n?dznych lepianek na drugim brzegu s?u?y?o tu za schronienie hallandzkim rybakom, od ktï¿½rych miejsce to wzi??o nazw? Strugi Hallandzkiej.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Albo ujrza?em, jak to mï¿½wi?, fatamorgan?, albo jestem pijany ï¿½ j?kn?? radca. ï¿½ Cï¿½? to jest? Cï¿½? to jest?</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Zawrï¿½ci?, ?wi?cie przekonany, ?e jest chory. Gdy znalaz? si? znowu na ulicy, przyjrza? si? uwa?niej domom i spostrzeg?, ?e wi?kszo?? z nich by?a zbudowana z drewnianych wi?zade?, a wiele mia?o dachy kryte s?om?.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Nie, nie, stanowczo nie czuj? si? dobrze! ï¿½ wzdycha?. ï¿½ A wypi?em przecie? tylko jedn? szklank? ponczu. Ale widocznie i tego nie jestem w stanie znie??. Te? pomys?, ?eby podawa? do ponczu gor?cego ?ososia. Musz? to powiedzie? gospodyni. Mo?e by tak wrï¿½ci? i powiedzie?, jak ja si? teraz ?le czuj?. G?upstwo! Nie wiadomo, czy nie poszli ju? spa?.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Zacz?? szuka? znajomego domu, ale nie mï¿½g? go znale??.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ To straszne! Nie poznaj? wcale ï¿½stergade! Nie widz? tu ani jednego sklepu. Same jakie? stare, zapad?e cha?upy, jak gdybym by? w Roskilde albo w Ringsted. Ach, zachorowa?em. Nie powinienem si? kr?powa?. Ale gdzie? podzia? si? dom agenta? Wygl?da zupe?nie inaczej ni? zawsze. W ka?dym razie s? tam wewn?trz ludzie, wejd? do ?rodka. Ach, z pewno?ci? jestem bardzo chory!</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Natrafi? na uchylone drzwi, zza ktï¿½rych pada?o przez szpar? ?wiat?o. By?a to jedna z gospod, rodzaj piwiarni, ktï¿½rych tak wiele by?o w mie?cie w owych czasach.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Izba wygl?da?a jak wn?trze holszty?skiej chaty. Towarzystwo, sk?adaj?ce si? z ?eglarzy i obywateli kopenhaskich oraz z paru uczonych ludzi, siedzia?o zatopione w ?ywej rozmowie przy dzbanku i ma?o zwrï¿½ci?o uwagi na wchodz?cego.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Przepraszam bardzo! ï¿½ powiedzia? radca do gospodyni, ktï¿½ra podesz?a do niego. ï¿½ Ale zrobi?o mi si? s?abo i chcia?em prosi? o znalezienie mi doro?ki, ktï¿½ra by mnie zawioz?a do Christianshavn.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Kobieta spojrza?a na niego i potrz?sn??a g?ow?. Potem przemï¿½wi?a do niego po niemiecku. Radca zrozumia?, ?e kobieta nie zna du?skiego, i dlatego powtï¿½rzy? swoj? pro?b? po niemiecku. To w po??czeniu z jego niezwyk?ym strojem utwierdzi?o kobiet? w mniemaniu, ?e ma przed sob? cudzoziemca. Zrozumia?a jednak, ?e czuje si? on niedobrze, i przynios?a mu dzban m?tnej wody, ktï¿½r? wida? zaczerpn??a z pobliskiej studni.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Radca podpar? g?ow? r?k?, odetchn?? g??boko i zacz?? rozmy?la? nad wszystkimi dziwami, ktï¿½re go otacza?y.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Czy to dzisiejszy ï¿½Dzie?ï¿½ ï¿½ spyta?, ?eby co? powiedzie? widz?c, ?e kobieta odk?ada jaki? du?y arkusz papieru.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Kobieta nie zrozumia?a, o co pyta, ale poda?a mu trzymany w r?ku papier. By? to drzeworyt przedstawiaj?cy zjawisko powietrzne, obserwowane w mie?cie Kolonii.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ To bardzo stare! ï¿½ powiedzia? radca, ogromnie podniecony znalezieniem czego? tak staro?ytnego. ï¿½ W jaki sposï¿½b dosta? si? tak rzadki sztych w pani r?ce? Bardzo ciekawe, chocia? tre?? ilustracji jest wierutn? bajk?. Przekonano si?, ?e to by?a zorza pï¿½?nocna i ?e podobne zjawiska prawdopodobnie wywo?uje elektryczno??!</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Najbli?ej siedz?cy biesiadnicy s?ysz?c jego s?owa spojrzeli na? zdziwieni, a jeden z nich powsta? z miejsca, zdj?? kapelusz z g?owy i powiedzia? z najpowa?niejsz? min?:</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Musicie by? bardzo uczony, monsieur!</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ O, wcale nie! ï¿½ zaprzeczy? radca. ï¿½ Tyle tylko, ?e umiem o tym czy o owym pomï¿½wi? jak ka?dy inny.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Modestia<sup><!--[if gte vml 1]><v:shapetype id="_x0000_t75"  coordsize="21600,21600" o:spt="75" o:preferrelative="t" path="m@4@5l@4@11@9@11@9@5xe"  filled="f" stroked="f">  <v:stroke joinstyle="miter"/>  <v:formulas>   <v:f eqn="if lineDrawn pixelLineWidth 0"/>   <v:f eqn="sum @0 1 0"/>   <v:f eqn="sum 0 0 @1"/>   <v:f eqn="prod @2 1 2"/>   <v:f eqn="prod @3 21600 pixelWidth"/>   <v:f eqn="prod @3 21600 pixelHeight"/>   <v:f eqn="sum @0 0 1"/>   <v:f eqn="prod @6 1 2"/>   <v:f eqn="prod @7 21600 pixelWidth"/>   <v:f eqn="sum @8 21600 0"/>   <v:f eqn="prod @7 21600 pixelHeight"/>   <v:f eqn="sum @10 21600 0"/>  </v:formulas>  <v:path o:extrusionok="f" gradientshapeok="t" o:connecttype="rect"/>  <o:lock v:ext="edit" aspectratio="t"/> </v:shapetype><v:shape id="_x0000_i1025" type="#_x0000_t75" alt="skromno?? (?ac.)"  style='width:6.75pt;height:6pt'/><![endif]--><!--[if !vml]--><img src="file:///D:/Temp/msohtml1/01/clip_image001.gif" alt="skromno?? (?ac.)" border="0" height="8" width="9" /><!--[endif]--></sup> to pi?kna cnota! ï¿½ powiedzia? nieznajomy. ï¿½ A zreszt? chcia?bym doda? do pa?skiego zdania: mihi secus videtur<sup><!--[if gte vml 1]><v:shape id="_x0000_i1026"  type="#_x0000_t75" alt="tak mi si? to wydaje (?ac.)" style='width:6.75pt;  height:6pt'/><![endif]--><!--[if !vml]--><img src="file:///D:/Temp/msohtml1/01/clip_image001.gif" alt="tak mi si? to wydaje (?ac.)" border="0" height="8" width="9" /><!--[endif]--></sup>, ch?tnie jednak wstrzymam si? tu od mego w?asnego judicium<sup><!--[if gte vml 1]><v:shape  id="_x0000_i1027" type="#_x0000_t75" alt="s?du (?ac.)" style='width:6.75pt;  height:6pt'/><![endif]--><!--[if !vml]--><img src="file:///D:/Temp/msohtml1/01/clip_image001.gif" alt="s?du (?ac.)" border="0" height="8" width="9" /><!--[endif]--></sup>!</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Czy wolno mi spyta?, z kim mam przyjemno??? ï¿½ spyta? radca.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Jestem baka?arzem uczonym w Pi?mie! ï¿½ odpowiedzia? nieznajomy.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Ta odpowied? wystarczy?a radcy. Zreszt? strï¿½j odpowiada? takiemu zawodowi. ï¿½Musi by? starym nauczycielem wiejskim ï¿½ pomy?la?. ï¿½ Dziwak, jakich mo?na jeszcze niekiedy spotka? w zakamarkach Jutlandii.ï¿½</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Nie jest tu co prawda locus docendi<sup><!--[if gte vml 1]><v:shape  id="_x0000_i1028" type="#_x0000_t75" alt="miejsce do nauczania (?ac.)"  style='width:6.75pt;height:6pt'/><![endif]--><!--[if !vml]--><img src="file:///D:/Temp/msohtml1/01/clip_image001.gif" alt="miejsce do nauczania (?ac.)" border="0" height="8" width="9" /><!--[endif]--></sup>! ï¿½ ci?gn?? dalej baka?arz. ï¿½ Ale prosz?, mï¿½wcie, panie. Musicie by? bieg?ym w sprawach staro?ytnych.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Ach, tak, istotnie, znam si? na staro?ytnej literaturze, ale lubi? tak?e nowoczesn?. Tylko nie te powie?ci z ?ycia codziennego. Mamy ich do?? w rzeczywisto?ci.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Z ?ycia codziennego? ï¿½ spyta? baka?arz.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Tak. Mam na my?li te modne obecnie powie?ci.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ O! ï¿½ u?miechn?? si? nieznajomy. ï¿½ A jednak jest w nich wiele ukrytej m?dro?ci. Czytaj? je przecie? i na dworze. Krï¿½l lubi zw?aszcza powie?? o panu Ivenie i panu Gaudianie, w ktï¿½rej czyta si? o krï¿½lu Arturze i rycerzach Okr?g?ego Sto?u, ?artuje cz?sto na ich temat z dworskimi panami.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Tego jeszcze nie czyta?em. To musia? ?wie?o dopiero wyda? Heiberg ï¿½ powiedzia? radca.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Nie ï¿½ odpowiedzia? tamten. ï¿½ Wydawc? nie jest Heiberg, tylko Godfred von Gehmen.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Ach, to on jest wydawc?! ï¿½ wykrzykn?? radca. ï¿½ To bardzo stare nazwisko. Tak przecie? nazywa? si? najstarszy drukarz w Danii.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Tak, to jest nasz pierwszy drukarz ï¿½ odpar? cz?owiek. Rozmowa wi?c toczy?a si? g?adko. Potem jeden z obywateli zacz?? mï¿½wi? o strasznej zarazie, ktï¿½ra nawiedzi?a Dani? na par? lat przedtem, przy czym mia? na my?li epidemi? z roku 1484, radca jednak zrozumia?, ?e mowa jest o niedawnej cholerze, i rozprawiano w dalszym ci?gu. Nast?pnie musiano poruszy? wojn? pirack? z roku 1490. Narzekano na piratï¿½w angielskich, ktï¿½rzy pozabierali okr?ty z portu, a radca, ktï¿½remu ?ywo sta?y w pami?ci wypadki roku 1801<sup><!--[if gte vml 1]><v:shape  id="_x0000_i1029" type="#_x0000_t75" alt="Andersen ma tu na my?li wojn? mi?dzy Dani? i Angli?."  style='width:6.75pt;height:6pt'/><![endif]--><!--[if !vml]--><img src="file:///D:/Temp/msohtml1/01/clip_image001.gif" alt="Andersen ma tu na my?li wojn? mi?dzy Dani? i Angli?." border="0" height="8" width="9" /><!--[endif]--></sup>, narzeka? wraz z nimi na Anglikï¿½w. Dalsza rozmowa nie sz?a ju? tak sk?adnie. Przestano si? wzajemnie rozumie?. Uczony baka?arz wydawa? si? radcy bardzo naiwnym, a nawet najprostsze sprawy, ktï¿½re porusza? radca, brzmia?y dla baka?arza jak zuchwale fantastyczne przypuszczenia. Spogl?dali na siebie, a baka?arz w najkrytyczniejszych chwilach mï¿½wi? po ?acinie, bo my?la?, ?e tak b?dzie lepiej zrozumiany, ale to nie pomaga?o.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Jak?e teraz czujecie si?, panie? ï¿½ spyta?a gospodyni ci?gn?c radc? za r?kaw. Radca nagle przypomnia? sobie, co mu si? przytrafi?o, gdy? podczas rozmowy wypad?o mu to z pami?ci.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½Wielki Bo?e, gdzie? ja si? w?a?ciwie znajduj??ï¿½ ï¿½ pomy?la? i a? mu si? w g?owie zakr?ci?o.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Napijemy si? na zdrowie! Mieszanka z miodu i breme?skiego piwa! ï¿½ zawo?a? jeden z go?ci. ï¿½ A wy napijecie si? z nami, panie!</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Wesz?y dwie dziewczyny, jedna z nich mia?a na g?owie dwubarwny czepiec<sup><!--[if gte vml 1]><v:shape id="_x0000_i1030" type="#_x0000_t75"  alt="Krï¿½l Jan wyda? rozporz?dzenie, moc? ktï¿½rego dziewcz?ta uliczne nosi?y dwubarwne czepki."  style='width:6.75pt;height:6pt'/><![endif]--><!--[if !vml]--><img src="file:///D:/Temp/msohtml1/01/clip_image001.gif" alt="Krï¿½l Jan wyda? rozporz?dzenie, moc? ktï¿½rego dziewcz?ta uliczne nosi?y dwubarwne czepki." border="0" height="8" width="9" /><!--[endif]--></sup>. Nape?ni?y kieliszki i uk?oni?y si? pi?knie. Radc? przeszed? lodowaty dreszcz.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Cï¿½? to si? dzieje? Cï¿½? to si? dzieje? ï¿½ powiedzia?, ale musia? pi? z innymi. Wszyscy byli dla niego zreszt? bardzo uprzejmi, a? wreszcie jeden z nich powiedzia?, ?e radca jest pijany. Radca uwierzy? i prosi?, aby mu sprowadzono doro?k?. Ale oni my?leli, ?e mï¿½wi po moskiewsku.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Radca jeszcze nigdy w ?yciu nie przebywa? w tak prostackim i ordynarnym towarzystwie. ï¿½Prze?ywam najokropniejsze momenty mego ?ycia! ï¿½ my?la?. ï¿½ Pomy?la?by kto, ?e kraj si? cofn?? do czasï¿½w poga?skich.ï¿½ I nagle przysz?o mu do g?owy, ?e mï¿½g?by przykucn?? pod sto?em i na czworakach nieznacznie wysun?? si? z izby. Ale gdy znalaz? si? ju? blisko drzwi, biesiadnicy spostrzegli, co si? ?wi?ci, i schwytali go za nogi. Na szcz??cie dla radcy ?ci?gn?li mu<br />
przy tym kalosze, a wraz z tym prysn?? ca?y czar.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Radca zobaczy?, ?e znajduje si? pod jasno p?on?c? latarni?, a obok wznosi si? wysoka kamienica. Zna? j? doskonale, tak samo jak i wszystkie s?siednie. By? na ï¿½stergade, wygl?daj?cej tak, jak j? wszyscy znamy. Radca le?a? zwrï¿½cony nogami ku bramie jakiego? domu, a naprzeciw niego siedzia? strï¿½? nocny i spa?.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Stwï¿½rco kochany, widocznie usn??em na ulicy i wszystko to mi si? ?ni?o ï¿½ powiedzia?. ï¿½ Tak, jestem na ulicy ï¿½stergade, jak tu pi?knie, jasno, jak czysto! To okropne, ?eby jedna szklanka ponczu mog?a mie? takie skutki.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">W dwie minuty pï¿½?niej siedzia? ju? w doro?ce, ktï¿½ra wioz?a go do Christianshavn, rozmy?la? o tym, ile si? najad? strachu, i dzi?kowa? w duszy szcz??liwej rzeczywisto?ci. S?awi? nasze czasy, o wiele przewy?szaj?ce mimo swych brakï¿½w tamte, w ktï¿½rych dopiero co przebywa?.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Bardzo to by?o rozs?dne ze strony pana radcy.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><span style="font-size: 10pt"> </span></p>
<p style="text-indent: 25pt"><strong><span style="color: #996633">3. Przygoda nocnego strï¿½?a</span></strong><span style="color: #996633"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Cï¿½? to za para kaloszy le?y przed progiem domu? ï¿½ powiedzia? strï¿½?. ï¿½ Na pewno nale?? do porucznika z pierwszego pi?tra. Le?? akurat przed bram?!</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Uczciwy strï¿½? mia? ochot? zadzwoni? i odda? kalosze w?a?cicielowi, bo jeszcze si? tam pali?o ?wiat?o, ale ba? si?, ?e obudzi innych mieszka?cï¿½w domu; i dlatego da? spokï¿½j.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Jak?e to musi by? ciep?o w takich kaloszach na nogach! ï¿½ westchn??. ï¿½ Jak?e s? mi?ciutkie! ï¿½ Akurat pasowa?y na jego nogi. ï¿½ Jak to dziwnie dzieje si? na tym ?wiecie. Porucznik mï¿½g?by dawno po?o?y? si? do ciep?ego ?ï¿½?ka, a zamiast tego biega tam i na powrï¿½t po pokoju. Szcz??liwy cz?owiek! Nie ma ani ?ony, ani dzieci! Co wieczï¿½r chodzi na wizyty. Ach, gdybym by? na jego miejscu, by?bym szcz??liwym cz?owiekiem.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Zaledwie wymï¿½wi? to ?yczenie, kalosze zacz??y dzia?a?, mia? je przecie? na nogach. I strï¿½? wcieli? si? w porucznika. Sta? na gï¿½rze po?rodku o?wietlonego pokoju i trzyma? w palcach rï¿½?owy arkusik papieru. Na arkusiku wypisane by?y wiersze, a wiersze te u?o?y? sam porucznik. Ktï¿½? bowiem nie bywa raz w ?yciu w poetycznym usposobieniu. A kiedy zapisze si? swe my?li, wtedy powstaje wiersz.<br />
Na kartce by?y napisane te zwrotki:<br />
</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><em><span style="font-size: 10pt">Gdybym by? mo?ny, gdybym by? bogaty ï¿½<br />
Marzy?em o tym w dzieci?stwie, przed laty ï¿½<br />
Wtedy bym zosta? dzielnym oficerem,<br />
Chodzi?bym z szabl?, w mundurze, z orderem.<br />
Min??y lata, jestem oficerem,<br />
Lecz na ubï¿½stwo nic to nie pomo?e.<br />
Wspieraj mnie, Bo?e.</span></em></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><em><span style="font-size: 10pt">Nadszed? raz wieczï¿½r, ?wiat?o dnia poblad?o<br />
I na kolanach dzieci? mi usiad?o,<br />
Dla niego snu?em ba?ni barwne prz?dze,<br />
Mo?ny w skarb ba?ni, nie dba?em o n?dz?,<br />
Dziewczynka chcia?a ba?ni, nie pieni?dzy.<br />
Lecz na ubï¿½stwo nic to nie pomo?e.<br />
Ty wiesz, o Bo?e.</span></em></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><em><span style="font-size: 10pt">ï¿½Ach, by? bogatymï¿½ ï¿½ modlitwa ma brzmia?a,<br />
Dziewczynka z czasem w dziewic? dojrza?a,<br />
Jest taka pi?kna, tak m?dra, tak mi?a,<br />
Ach, gdyby w sercu mym mi?o?? odkry?a,<br />
T? ba?? tak wielk?, ach, gdyby odkry?a!<br />
Lecz biedny jestem, nic mi nie pomo?e.<br />
Ty wiesz, o Bo?e.</span></em></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><em><span style="font-size: 10pt">O, gdybym znalaz? cisz?, ukojenie<br />
I precz odp?dzi? od siebie cierpienie&#8230;<br />
Ty, ktï¿½rej serce me nios? w ofierze,<br />
Przeczytaj, com tu skre?li? na papierze,<br />
T? smutn? ba??, co nios? w ofierze.<br />
Smutek przede mn?, nic mi nie pomo?e,<br />
I ciebie tylko b?ogos?awi?, Bo?e.</span></em></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Tak wiersze pisz? tylko zakochani, ale rozs?dny cz?owiek ich nie drukuje. Porucznik, mi?o?? i bieda to trï¿½jk?t, a raczej po?ï¿½wka prze?amanej kostki szcz??cia. Porucznik czu? to doskonale i dlatego, opar?szy g?ow? o ram? okna, wzdycha? g??boko.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½Ubogi strï¿½? na ulicy szcz??liwszy jest ode mnie! Nie wie on, co to t?sknota! Ma dom, ?on?, dzieci, ktï¿½re podziela z nim troski i rado?ci! O ile? by?bym szcz??liwszy, gdybym si? mï¿½g? sta? strï¿½?em!ï¿½</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">I w tej?e chwili strï¿½? sta? si? na nowo strï¿½?em, bo kalosze szcz??cia zrobi?y go porucznikiem, a jak widzimy, czu? si? on o wiele gorzej w ciele porucznika i wola? zosta? tym, czym by? w istocie. A wi?c strï¿½? by? na nowo nocnym strï¿½?em.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½Niedobry to by? sen ï¿½ powiedzia? wtedy ï¿½ ale zabawny! ?ni?o mi si?, ?e by?em porucznikiem w mieszkaniu na gï¿½rze i ?e to wcale nie by?o przyjemne! T?skni?em do starej i do bachorï¿½w, ktï¿½re zaca?owuj? mnie na ?mier?!ï¿½</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Strï¿½? usiad? znï¿½w i kiwa? g?ow?; sen nie chcia? go opu?ci?, kalosze mia? wci?? jeszcze na nogach. Po niebie przelecia?a padaj?ca gwiazda.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½Ju? jej nie ma! ï¿½ pomy?la?. ï¿½ Ale jeszcze ich do?? zosta?o na niebie. Chcia?bym z bliska przypatrzy? si? tym rzeczom, szczegï¿½lnie ksi??ycowi, bo ten tak pr?dko nie znika. Student, ktï¿½remu moja ?ona pierze bielizn?, opowiada, ?e po ?mierci w?drujemy z jednej planety na drug?. Naturalnie, to wymys?, ale to mog?oby by? wcale mi?e. Pragn??bym, na przyk?ad, ?eby moja dusza teraz mog?a zrobi? tak? ma?? wycieczk?. Cia?o mog?oby zosta? tymczasem tu na schodkach.ï¿½</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Cz?sto w ?yciu trzeba si? dobrze namy?li?, zanim si? co? powie. Ale szczegï¿½lnie powinien pomy?le? ten, co wypowiada ?yczenie maj?c na nogach kalosze szcz??cia. Pos?uchajcie tylko, co si? sta?o ze strï¿½?em!</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">My, ludzie, znamy prawie wszyscy szybko?? komunikacji za pomoc? pary, wyprï¿½bowali?my j? albo w kolei, albo na statku p?yn?c po morzu, ale szybko?? ta jest przechadzk? leniwca czy marszem ?limaka w porï¿½wnaniu z szybko?ci? ?wiat?a; jest ono dziewi?tna?cie milionï¿½w razy szybsze ni? tamta szybko??, a elektryczno?? jest jeszcze pr?dsza. ?mier? jest elektrycznym ciosem, ktï¿½ry otrzymujemy w serce, a dusza wyzwolona wyfruwa na skrzyd?ach elektryczno?ci w przestrze?. W ci?gu o?miu minut i jednej sekundy promie? ?wietlny przebywa przestrze? przesz?o dwudziestu milionï¿½w mil; dusza ludzka za pomoc? po?piesznej poczty elektrycznej zu?ywa jeszcze znacznie mniej czasu na przebycie tej samej drogi. Przestrze? mi?dzy cia?ami niebieskimi nie wydaje jej si? wi?ksz? ni? nam w mie?cie przestrze? mi?dzy domami naszych przyjaciï¿½?, ale za to ten elektryczny cios w serce dzieje si? kosztem naszego ?ycia tu na ziemi. Chyba ?e mamy kalosze szcz??cia na nogach, tak jak ten strï¿½? nocny.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">W ci?gu paru sekund strï¿½? przeby? pi??dziesi?t dwa tysi?ce mil dziel?cych ziemi? od ksi??yca, ktï¿½ry, jak wiadomo, zrobiony jest z materia?u o wiele l?ejszego ni? ziemia i jest mi?kki jakby ?wie?o spad?y ?nieg. Znalaz? si? on na jednym z tych niezliczonych kraterï¿½w, ktï¿½re znamy z mapy ksi??ycowej doktora Madlera; chyba j? znacie wszyscy? Gï¿½ra spad?a stromo w kotlin?, na d?ugo?? ca?ej du?skiej mili. Tu znajdowa?o si? miasto. Wygl?da?o ono ze szczytu jak bia?ko jajka w szklance wody. Kopu?y, wie?e, balkony w kszta?cie ?agli by?y przezroczyste; chwia?y si? w rzadkim powietrzu; nasza ziemia, jako wielka purpurowa kula, unosi?a si? nad jego g?ow?.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">By?y tam te? jakie? istoty w rodzaju ludzi, ale wygl?daj?ce ca?kiem inaczej ni? my na ziemi. Mï¿½wi?y one jakim? j?zykiem. Trudno doprawdy wymaga? od duszy strï¿½?a nocnego, by ten j?zyk rozumia?a; a jednak rozumia?a ona ka?de s?owo.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Rozumia?a wi?c, ?e mieszka?cy ksi??yca rozprawiaj? o naszej ziemi i w?tpi? w to, czy jest zamieszka?a, bo powietrze, ktï¿½re j? otacza, musi by? zbyt g?ste na to, by jakikolwiek rozs?dny mieszkaniec ksi??yca by? w stanie nim oddycha?. Uwa?ali oni, ?e tylko ksi??yc jest zamieszka?y i ?e on jest o?rodkiem wszech?wiata, gdzie mieszkaj? jedyne w ?wiecie ?ywe istoty.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Ale wrï¿½?my teraz na ï¿½stergade i zobaczmy, co si? sta?o z cia?em strï¿½?a. Siedzia?o ono martwe na schodach, z r?ki wypad? mu kij strï¿½?owski, oczy utkwione mia?o w ksi??yc, gdzie w?a?nie jego uczciwa dusza rozpocz??a w?drï¿½wk?.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Ktï¿½ra godzina, strï¿½?u! ï¿½ spyta? jaki? przechodzie?, a nie otrzymawszy odpowiedzi, da? mu lekkiego szczutka w nos i wï¿½wczas strï¿½? straci? rï¿½wnowag?, cia?o przewrï¿½ci?o si? na wznak. Cz?owiek ten przecie? by? martwy. Wielki strach przej?? przechodnia, ktï¿½ry tak za?artowa?. Otï¿½? strï¿½? umar? i le?a? nie?ywy. Dano zna?, gdzie trzeba, zbadano spraw? i nad ranem przeniesiono cia?o do szpitala.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">?adny to by?by figiel dla duszy, gdyby wrï¿½ciwszy z ksi??yca nie znalaz?a cia?a na swoim dawnym miejscu na ulicy ï¿½stergade. Musia?aby zapewne wpierw polecie? na policj?, potem do biura znalezionych rzeczy, by zobaczy?, czy nie znajdzie czasem swego cia?a mi?dzy zaginionymi przedmiotami: a potem pop?dzi?aby do szpitala. Ale pocieszmy si? tym, ?e dusza jest najm?drzejsza wï¿½wczas, gdy dzia?a na w?asn? r?k?, to tylko cia?o tak j? og?upia.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Jak to ju? powiedzieli?my, cia?o strï¿½?a zaniesiono do szpitala. Tu po?o?ono je w sali przyj?? i przede wszystkim ?ci?gni?to z niego kalosze. Wtedy dusza musia?a wrï¿½ci? do cia?a i skierowa?a si? pro?ciute?ko na swoje miejsce. Strï¿½? zaraz o?y?.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Zapewnia? wszystkich, ?e by?a to najokropniejsza noc w jego ?yciu, nie chcia?by jeszcze raz prze?y? czego? podobnego! Nawet za dwie marki. Na szcz??cie by?o ju? po wszystkim.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Wypisano go tego samego dnia, ale kalosze zosta?y w szpitalu.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><span style="font-size: 10pt"> </span></p>
<p style="text-indent: 25pt"><strong><span style="color: #996633">4. Kulminacyjny moment</span></strong><span style="color: #996633"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Numer deklamacji. Wysoce niezwyk?a podrï¿½?.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Ka?dy mieszkaniec Kopenhagi wie doskonale, jak wygl?da brama szpitala Fryderyka, ale poniewa? histori? t? b?d? czytali mo?e i ci, ktï¿½rzy Kopenhagi nie znaj?, wi?c musz? j? na wszelki wypadek pokrï¿½tce opisa?.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Szpital oddzielony jest od ulicy wysok? krat? ?elazn?, ktï¿½rej pr?ty s? tak szeroko jeden od drugiego rozstawione, ?e bardzo szczupli m?odzi asystenci lekarscy wykradaj? si? pomi?dzy nimi na rï¿½?ne krï¿½tkie wizyty. Najtrudniej by?o przecisn?? na drug? stron? g?ow?, tak ?e i tu, jak w ogï¿½le cz?sto na ?wiecie, ma?e g?owy s? najszcz??liwsze. Tych par? s?ï¿½w wystarczy zamiast wst?pu.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Tego wieczora mia? dy?ur jeden z m?odych praktykantï¿½w. Mo?na by?o o nim powiedzie? jedynie w fizycznym znaczeniu tego s?owa, ?e mia? t?g? g?ow?. Na dworze deszcz la? strumieniami, ale pomimo tych dwï¿½ch przeszkï¿½d lekarz postanowi? wyj??, przynajmniej na kwadrans. Uwa?a? przy tym, ?e nie op?aca si? na tak krï¿½tki przeci?g czasu wtajemnicza? w ca?? spraw? wo?nego, gdy mo?na si? by?o prze?lizn?? pomi?dzy pr?tami ogrodzenia.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Sta?y tam kalosze zapomniane przez strï¿½?a; m?ody lekarz wcale nie my?la?, ?e to kalosze szcz??cia, ale s?dzi?, ?e przydadz? mu si? na tak? pogod?, w?o?y? je wi?c i chcia? prze?lizn?? si? przez ogrodzenie, czego jeszcze nigdy dotychczas nie prï¿½bowa?. No i ju? jest przy ogrodzeniu!</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Daj Bo?e, aby przesun?? g?ow?! ï¿½ powiedzia? asystent i zaraz (chocia? g?ow? mia? du?? i grub?) szcz??liwie przesun?? j? pomi?dzy pr?tami, ju? to kalosze potrafi?y zrobi?! Teraz trzeba by?o przecisn?? ca?e cia?o, ale tu sprawa utkn??a.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Ha, jestem za gruby ï¿½ powiedzia? asystent ï¿½ my?la?em, ?e z g?ow? b?dzie najtrudniej! Nie przeliz?, to darmo!</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Chcia? pr?dko cofn?? g?ow?, ale nie mï¿½g?. Mï¿½g? ?atwo porusza? szyj?, ale to wszystko. Z pocz?tku si? rozgniewa?, a potem humor zupe?nie go opu?ci?. Kalosze szcz??cia postawi?y go w strasznej sytuacji, a na nieszcz??cie nie przysz?o mu do g?owy powiedzie?, ?e chce wyzwolenia z tej pozycji. Deszcz la?, nikogo nie by?o na ulicy. Nie mï¿½g? dosi?gn?? dzwonka do bramy, jak?e si? mï¿½g? wyzwoli? z takiego po?o?enia? My?la?, ?e b?dzie musia? tak przesta? do rana i ?e trzeba b?dzie pos?a? kogo? po kowala, aby przepi?owa? ?elazne pr?ty, ale to przecie nie b?dzie tak szybko, a tymczasem ca?a szko?a ch?opcï¿½w w b??kitnych mundurkach z przeciwka stanie na nogi, przybiegn? weterani marynarze ze swoich domkï¿½w, ?eby przygl?da? si?, jak stoi niczym pod pr?gierzem. Wi?kszy zbierze si? t?um ni? w zesz?ym roku, kiedy to podziwiano kwitn?c?, olbrzymi? agaw?. ï¿½Ha, krew uderza mi do g?owy, ja oszalej?! Ju? szalej?! Ach, ?ebym si? tylko mï¿½g? wydosta?, zaraz mi wszystko przejdzie!ï¿½</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Widzicie, tak powinien by? od razu powiedzie?; w jednej chwili mia? ju? g?ow? woln? i skoczy? z powrotem do szpitala, nieprzytomny ze strachu, ktï¿½rego mu nap?dzi?y kalosze szcz??cia.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Ale niech si? nam nie zdaje, ?e ju? si? wszystko sko?czy?o. Dzia?y si? jeszcze gorsze rzeczy.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Noc min??a i ca?y nast?pny dzie?, a nikt nie przys?a? po kalosze.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Wieczorem mia?o si? odby? przedstawienie w ma?ym teatrze przy ulicy Kannikestraede. Sala by?a pe?na; przeczytano nowy wiersz. Zaraz go pos?yszymy. Tytu? by? nast?puj?cy:</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p><strong><span style="font-size: 10pt">Okulary babuni</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p><strong><em><span style="font-size: 10pt">M?dro?? mej babki uznana jest wsz?dzie,<br />
Wie ona ?wietnie, co jest i co b?dzie;<br />
Gdyby przed laty w dawnych czasach ?y?a,<br />
Jak czarownica ?ycie by sko?czy?a,<br />
Nie lubi chwali? si? sw? sztuk? wcale,<br />
Nie zawsze mï¿½wi. co wie doskonale.<br />
Pragn??bym nieraz wiedzie?, co si? w kraju stanie,<br />
I o me losy zada? jej pytanie;<br />
Lecz cho? nie lubi zgadywa? przysz?o?ci,<br />
Mï¿½wi mi czasem w swej dla mnie mi?o?ci.<br />
By mi dogodzi?, gdym prosi? o czary,<br />
Da?a mi babka swoje okulary.<br />
ï¿½Id? w takie miejsce, gdzie jest ludzi wiele<br />
I poprzez szkie?ka ogl?daj ich ?miele,<br />
My?li ich stan? przed tob? jak karty.<br />
Z ?atwo?ci? poznasz, co ka?dy z nich warty.ï¿½<br />
Z?o?y?em dzi?ki i ruszy?em w drog?;<br />
Gdzie? ich najwi?cej zobaczy? te? mog??<br />
Na Langelinje? Zbyt mocny wiatr ch?odzi,<br />
Na ï¿½stergade? Fe, w ?mieciach si? brodzi.<br />
Wi?c do teatru? To mnie bardzo n?ci.<br />
Wieczorem wiele osï¿½b tam si? kr?ci.<br />
A wi?c mnie tutaj obecnie widzicie,<br />
Jak przez szk?a babci obserwuj? ?ycie.<br />
Nie uciekajcie, zosta?cie chwileczk?,<br />
Za to podziel? si? z wami troszeczk?<br />
Tym, co zobacz? przez te okulary,<br />
Ktï¿½re dosta?em od me) babki starej;<br />
Tak, to jest prawda ï¿½ jak?e mi weso?o!<br />
Ile? to cudï¿½w poka?? wam wko?o.<br />
Jakie przedziwne widz? tu figury,<br />
Kierowe damy, s? ich ca?e sznury,<br />
A dalej czarne, to trefle i piki.<br />
Od razu widz? bada? mych wyniki.<br />
Dama pikowa, jak ?ywa kobieta,<br />
Za cel swych uczu? wybra?a waleta.<br />
S?ysza?em wiele o du?ym maj?tku,<br />
Lecz fakt ten psu? mi nie b?dzie dzi? w?tku.<br />
Nie chc? gazecie wchodzi? ja w parad?,<br />
Bo tym przeszkody karierze mej k?ad?.</span></em></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p><strong><span style="font-size: 10pt">(wk?ada okulary)</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p><strong><em><span style="font-size: 10pt">Teatry tyka?? Premiery? Prelekcje?<br />
Nie! Mï¿½g?bym tylko rozgniewa? dyrekcj?.<br />
A moje losy? Dobrze o tym wiecie,<br />
?e s? najbli?sze mi na ca?ym ?wiecie,<br />
Wi?c o nich milcz?, nie powiem wyrazu,<br />
Bo mï¿½g?bym popsu? me sprawy od razu.<br />
Kto z was szcz??liwy, o tym milcze? wol?<br />
I o tym mï¿½wi? sobie nie pozwol?.<br />
Kto b?dzie d?ugo ?y?: ten pan? ta pani?<br />
Nie powiem, cho? mi z nazwiska s? znani.<br />
A wi?c, cï¿½? mï¿½wi? mam wam, moi drodzy?<br />
O tym? O tamtym? Nie, to jeszcze gorzej.<br />
Na co spogl?da?? O czym mï¿½wi? mam?<br />
Do was, panowie, i do pi?knych dam?<br />
Lepiej ju? zamkn? si? ca?kiem w milczeniu<br />
I pi?kne dzi?ki z?o?? zgromadzeniu.</span></em></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Wiersz ten zosta? ?wietnie wypowiedziany i recytatorowi podzi?kowano g?o?nymi oklaskami. Mi?dzy widzami znajdowa? si? tez asystent ze szpitala, ktï¿½ry, zdawa?o si?, ju? zapomnia? o swojej nocnej przygodzie. Na nogach mia? kalosze szcz??cia. Nikt si? o nie nie upomnia?, a poniewa? by?o b?oto na ulicy; wi?c mu si? przyda?y.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Wiersz ten spodoba? si? asystentowi.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">My?l w nim zawarta zaj??a go bardzo; gdyby mia? takie okulary, wiedzia?by wszystko o ludziach, mo?na by im na przyk?ad zagl?da? do serc, by?oby to o wiele bardziej zajmuj?ce ni? przepowiadanie tego, co b?dzie na przysz?y rok, bo o tym i tak si? dowiemy, a tego, co kto ma w sercu ï¿½ nigdy. We?my na przyk?ad tych wszystkich panï¿½w i panie w pierwszym rz?dzie, ?eby im mo?na by?o zajrze? do serc, musi tam przecie? by? jakie? wej?cie jak do magazynï¿½w, jak?ebym si? rozgl?da? w tych sklepach. Tamta pani ma z pewno?ci? serce jak magazyn mï¿½d, tamta druga ma puste, lecz ?le wyprz?tni?te, ale z pewno?ci? istniej? tak?e i powa?ne, solidne sklepy.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½Ach tak ï¿½ westchn??. ï¿½ Znam nawet jeden taki solidny sklep, jedyn? jego wad? jest to, ?e posiada ju? swego subiekta; to jedyna z?a strona sklepu. Do niektï¿½rych sklepï¿½w z pewno?ci? by mnie zapraszano: ï¿½Prosimy bli?ej!ï¿½ ï¿½ ach, ?ebym mï¿½g? w?lizn?? si? tam pod postaci? mi?ego, przelotnego wzruszenia.ï¿½</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">To wystarczy?o kaloszom szcz??cia. Asystent skurczy? si? ca?y i rozpocz??a si? jego niezwyk?a podrï¿½? poprzez serca ludzi siedz?cych w pierwszym rz?dzie.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Pierwsze serce by?o sercem pewnej damy. Zrazu lekarz my?la?, ?e znajduje si? w instytucie ortopedycznym, jak zwyk?o si? nazywa? dom, w ktï¿½rym doktor usuwa wyko?lawienia i wyprostowuje r?ce i nogi, tyle wisia?o tam na ?cianach odlewï¿½w gipsowych rozmaitych zniekszta?conych ludzkich cz??ci cia?a. Rï¿½?nica jednak pomi?dzy zak?adem ortopedycznym a sercem polega na tym, ?e w zak?adzie robi si? odlewy gipsowe, gdy pacjent jest obecny, w sercu damy za? odlewy te powsta?y dopiero po wyj?ciu ludzi. By?y to odlewy cielesnych i duchowych brakï¿½w przyjaciï¿½?ek, starannie tutaj przechowywane.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Przeniï¿½s? si? wi?c szybko do innego kobiecego serca. Wyda?o mu si? ono obszernym ko?cio?em, nad g?ï¿½wnym o?tarzem lata?a bia?a go??bica niewinno?ci. Jak?e ch?tnie pad?by tam na kolana, ale musia? w?drowa? dalej. Jeszcze s?ysza? d?wi?k organï¿½w i z uczuciem, jak gdyby sta? si? lepszym cz?owiekiem, poczu? si? godnym tego, aby przekroczy? prï¿½g nast?pnej ?wi?to?ci. By?a to izdebka na poddaszu, le?a?a tam chora matka, ale okno izdebki by?o otwarte, zagl?da?y przeze? rï¿½?e rosn?ce w skrzynkach i Bo?e s?onko ?wieci?o; dwa b??kitne jak niebo ptaszki ?piewa?y o rado?ci dzieci?cej, a matka b?ogos?awi?a sw? dobr? cï¿½rk?.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Potem przeczo?ga? si? na czworakach przez serce, ktï¿½re by?o, jak jatki rze?nika, pe?ne mi?sa i tylko mi?sa. By?o to serce pewnego bogacza, bardzo godnego cz?owieka, ktï¿½rego nazwisko z pewno?ci? figurowa?o w ksi?dze adresowej.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Teraz znalaz? si? z kolei w sercu ma??onki tego bogacza. By?o ono jak stary, rozwalaj?cy si? go??bnik: portret m??a s?u?y? tam za chor?giewk? na dachu; by? on po??czony automatycznie z drzwiami, ktï¿½re otwiera?y si? i zamyka?y, ilekro? m?? si? obrï¿½ci?.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Potem znalaz? si? w lustrzanym gabinecie podobnym do tego, jaki jest w zamku Rosenborg. Tylko ?e tu lustra powi?ksza?y w niezwyk?ym stopniu, a po?rodku pod?ogi siedzia?o, jak Dalaj Lama, nic nie znacz?ce Ja osoby, do ktï¿½rej nale?a?o serce, i dziwi?o si? w?asnej wielko?ci.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Nagle dozna? wra?enia, jak gdyby si? dosta? do igielniczki pe?nej k?uj?cych igie? i szpilek. ï¿½To zapewne serce starej pannyï¿½ ï¿½ pomy?la?, ale okaza?o si?, ?e si? myli: by?o to serce m?odego wojskowego nagrodzonego wieloma ju? orderami, jak to si? mï¿½wi, cz?owieka z sercem i rozumem.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">M?ody asystent opu?ci? ostatnie z rz?du serce zupe?nie oszo?omiony. Trudno mu by?o zebra? my?li, ale przypuszcza?, ?e to jego zbyt bujna fantazja ponios?a go w ten sposï¿½b.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½Mï¿½j Bo?e ï¿½ my?la? ï¿½ z pewno?ci? mam sk?onno?ci do pomieszania zmys?ï¿½w. Jak tu gor?co. Krew uderza mi do g?owy.ï¿½ I nagle przypomnia? sobie swoj? przygod? z poprzedniego wieczora, kiedy mu g?owi? utkwi?a mi?dzy ?elaznymi pr?tami szpitalnego ogrodzenia.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½To z pewno?ci? skutki mojej wczorajszej przygody ï¿½ westchn??. ï¿½ Musz? czym pr?dzej co? na to poradzi?. My?l?, ?e pomog?aby mi ?a?nia parowa. Ach, gdybym ju? le?a? na najwy?szej desce.ï¿½</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Ledwo to pomy?la?, ju? le?a? na najwy?szej desce w ?a?ni. By? jednak ca?kowicie ubrany, w p?aszczu i kaloszach, a gor?ce krople spada?y mu na twarz z sufitu.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Och! ï¿½ krzykn?? i zeskoczy? na pod?og?, a pos?ugacz wrzasn?? ze strachu, widz?c ubranego cz?owieka w ?a?ni.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Asystent mia? jeszcze tyle przytomno?ci umys?u, ?e zd??y? szepn?? pos?ugaczowi: ï¿½Tu chodzi o zak?ad.ï¿½ A gdy przyszed? do domu, przylepi? sobie na plecach i na karku dwa wielkie plastry z wezykatorii<sup><!--[if gte vml 1]><v:shape  id="_x0000_i1031" type="#_x0000_t75" alt="Plaster sporz?dzony z owadï¿½w, tzw. much hiszpa?skich, stosowany jako ?rodek leczniczy."  style='width:6.75pt;height:6pt'/><![endif]--><!--[if !vml]--><img src="file:///D:/Temp/msohtml1/01/clip_image001.gif" alt="Plaster sporz?dzony z owadï¿½w, tzw. much hiszpa?skich, stosowany jako ?rodek leczniczy." border="0" height="8" width="9" /><!--[endif]--></sup>, aby wyci?gn??y z niego szale?stwo.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Nazajutrz rano mia? pokrwawione plecy i to by?o wszystko, co mu da?y kalosze szcz??cia.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><span style="font-size: 10pt"> </span></p>
<p style="text-indent: 25pt"><strong><span style="color: #996633">5. Przemiana kopisty</span></strong><span style="color: #996633"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Strï¿½? nocny, o ktï¿½rym z pewno?ci? jeszcze?cie nie zapomnieli, przypomnia? sobie tymczasem<br />
o kaloszach, ktï¿½re znalaz?, i zabra? z sob? do szpitala. Zg?osi? si? po nie, ale ?e ani porucznik, ani nikt na ca?ej ulicy nie chcia? si? do nich przyzna?, strï¿½? zaniï¿½s? je na policj?.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Wygl?daj? zupe?nie jak moje kalosze ï¿½ powiedzia? jeden z panï¿½w kopistï¿½w i obejrzawszy uwa?nie znaleziony przedmiot postawi? go ko?o swoich w?asnych. ï¿½ Nawet oko szewca nie potrafi?oby rozrï¿½?ni? jednych od drugich.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Panie pisarzu! ï¿½ zwrï¿½ci? si? do niego w tej chwili urz?dnik, ktï¿½ry wszed? z papierami.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Kopista odwrï¿½ci? si?, rozmï¿½wi? z urz?dnikiem, ale gdy sko?czy? rozmow?, sam ju? nie by? pewien, ktï¿½re kalosze nale?? do niego: te z lewej czy te z prawej strony.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½To pewno b?d? z pewno?ci? te mokreï¿½ ï¿½ pomy?la? i w?a?nie si? omyli?, bo to by?y kalosze szcz??cia. My?licie, ?e urz?dnik policji nie mo?e si? omyli?? W?o?y? kalosze, do kieszeni wsadzi? paczk? papierosï¿½w, pod pach? wzi?? drug? paczk?, ktï¿½r? mia? w domu odczyta? i przepisa?, i wyszed?. By?a to niedziela przed po?udniem, pogoda by?a ?liczna.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½Przechadzka do Frederiksberg dobrze by mi zrobi?aï¿½ ï¿½ pomy?la? i ruszy? w t? stron?.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Nie by?o chyba pilniejszego, staranniejszego m?odzie?ca ni? ï¿½w kopista. U?yczamy mu z ca?ego serca tej przechadzki, ktï¿½ra z pewno?ci? doskonale podzia?a na niego po d?ugim siedzeniu bez ruchu. Z pocz?tku szed? nie my?l?c o niczym, wi?c kalosze szcz??cia nie mia?y okazji do pokazania swej czarodziejskiej si?y.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">W alei wiod?cej do Zamku spotka? znajomego, m?odego poet?, ktï¿½ry opowiedzia? mu, ?e nazajutrz wyje?d?a w podrï¿½? wakacyjn?.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Wi?c pan znowu wyje?d?a? ï¿½ spyta? kopista. ï¿½ Wolny i szcz??liwy z pana cz?owiek. Mo?e pan sobie fruwa?, dok?d si? panu podoba, a my mamy ?a?cuch u nogi.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Ale ?a?cuch ten jest przymocowany do drzewa, ktï¿½re daje chleb! ï¿½ odpar? poeta. ï¿½ Nie ma pan za to potrzeby troszczy? si? o jutro, a staro?? zabezpieczy panu emerytura.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ A jednak panu jest lepiej! ï¿½ odpar? kopista. ï¿½ Siedzie? i uk?ada? sobie wiersze to przecie? przyjemnie. Wszyscy mï¿½wi? o panu mi?e rzeczy, a przy tym jest si? panem siebie. Ach, gdyby pan raz sprï¿½bowa? siedzie?, tak jak ja, dzie? w dzie? w?rï¿½d tych przyziemnych spraw.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Poeta potrz?sn?? g?ow?, pisarz tak?e potrz?sn?? g?ow?. Ka?dy z nich pozosta? przy swoim zdaniu i rozstali si?.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Cï¿½? to za dziwny narï¿½d ci poeci! ï¿½ powiedzia? pisarz. ï¿½ Chcia?bym kiedy? sprï¿½bowa?, jak to si? jest poet?, z pewno?ci? nie pisa?bym wï¿½wczas tak jak inni. Dzi? taki prawdziwie wiosenny dzie?, akurat dla poety. Powietrze jest takie przezroczyste, ob?oki takie pi?kne, a ziele? tak pachnie! Od wielu ju? lat nie odczuwa?em tego pi?kna tak jak w tej chwili.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Spostrzegli?cie ju? zapewne, ?e pisarz zamieni? si? w poet?. Nie by?o to mo?e tak bardzo widoczne, bo g?upio jest s?dzi?, ?e poeci s? rï¿½?ni od innych ludzi: w?rï¿½d zwyk?ych ludzi spotyka si? cz?sto bardziej poetyczne natury ni? w?rï¿½d uznanych poetï¿½w. Rï¿½?nica pomi?dzy zwyk?ymi lud?mi a poetami polega tylko na tym, ?e poeci maj? lepsz? pami?? duchow?: potrafi? zachowa? tak d?ugo my?l i uczucie, a? przejdzie ono jasno i wyra?nie w s?owo, a tamci tego nie potrafi?. Istnieje jednak przej?cie od zwyk?ego cz?owieka do obdarzonego talentem, i to przej?cie w?a?nie przekroczy? kopista.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Jaki? to pi?kny zapach! ï¿½ powiedzia?. ï¿½ Jak?e przypomina mi fio?ki u ciotki Lony. Tak, by?em wtedy ma?ym ch?opcem. Mï¿½j Bo?e, jak?e dawno o tym nie my?la?em. Poczciwa stara panna. Mieszka?a w tamtej uliczce za gie?d?. Zawsze mia?a w wazonie ga??zk? lub dwie nawet podczas najsro?szej zimy. Fio?ki pachnia?y w jej pokoiku, gdy ja przyciska?em do zamarzni?tej szyby gor?ce miedziaki i robi?em otwory, aby wygl?da? na ulic?. Jaki? to by? pi?kny widok! Na kanale sta?y skute lodem zamarzni?te, opuszczone statki. Kracz?ca wrona stanowi?a jedyn? za?og?, ale gdy powia? ciep?y wiatr wiosenny, na kanale robi? si? ruch. Przy d?wi?kach piosenek i weso?ych okrzykï¿½w r?bano lï¿½d, okr?ty uszczelniano smo?? i rusza?y w dalekie kraje. A ja zosta?em i musz? zosta? na zawsze, zawsze siedzie? w dusznym biurze policyjnym i patrze? na to, jak inni wyrabiaj? sobie paszporty, ?eby wyjecha? za granic?. Taki mï¿½j los. Tak. ï¿½ Westchn?? ci??ko, ale potem nagle urwa?. ï¿½ Mï¿½j Bo?e, co si? ze mn? sta?o? Nigdy jeszcze tak nie my?la?em ani nie czu?em. To z pewno?ci? z powodu wiosennego powietrza. To jednocze?nie przyjemne i niepokoj?ce uczucie. ï¿½ Si?gn?? do kieszeni, do ktï¿½rej schowa? papiery. ï¿½Przejrz? je, mo?e zaczn? my?le? o czym? innymï¿½ ï¿½ pomy?la?. Spojrza? na pierwszy arkusz i przeczyta?: ï¿½ï¿½Zygbryda, oryginalna tragedia w pi?ciu aktach.ï¿½ Co to jest? To przecie? moje pismo? Czy to ja napisa?em tragedi?? ï¿½Intryga na wa?ach, czyli Dzie? pokuty, wielki wodewil.ï¿½ Ale sk?d ja to wzi??em? Musia? mi kto? w?o?y? do kieszeni, a oto jaki? list.ï¿½ List by? od dyrektora teatru. Sztuki zosta?y odrzucone, a list wcale nie by? grzeczny. ï¿½Hm, hmï¿½ ï¿½ pomy?la? kopista i usiad? na ?awce. My?li mia? tak ?ywe, a serce tak rzewne. Mimo woli zerwa? kwiatek rosn?cy niedaleko w trawie. By?a to male?ka stokrotka. To, co botanik opowiada nam w ci?gu wielu wyk?adï¿½w, stokrotka potrafi?a opowiedzie? w ci?gu jednej chwali. Opowiada?a ba?? o swym narodzeniu, opowiada?a o wielkiej mocy s?o?ca, ktï¿½re rozwin??o jej delikatne listki i kaza?o im pachnie?. Wï¿½wczas kopista pomy?la? o walkach naszego ?ycia, ktï¿½re tak samo budz? uczucia w naszych sercach. Powietrze i ?wiat?o, oto kochankowie stokrotki, ale najbardziej kocha?a ?wiat?o i za nim obraca?a g?ï¿½wk?. Dopiero gdy ?wiat?o znika?o, zwija?a listki i k?ad?a si? spa? w obj?ciach powietrza.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ ?wiat?o mnie ozdabia ï¿½ powiedzia?a stokrotka.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Ale powietrzem oddychasz ï¿½ szepn?? g?os poety. Tu? obok sta? ch?opiec i uderza? kijem w b?otnisty rï¿½w: krople wody tryska?y w gï¿½r? ku zielonym ga??ziom. Kopista pomy?la? o tych milionach istot, ?yj?cych w ka?dej kropelce wody, i o tym, ?e dla nich takie wytry?ni?cie w gï¿½r? by?o tym, czym dla nas lot ponad chmury.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Gdy pisarz my?la? o tym i o ca?ej zmianie, ktï¿½ra w nim zasz?a, rzek? z u?miechem:</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ ?pi? i marz?. Jakie to dziwne! Jak to mo?na tak ?ni?, a jednocze?nie wiedzie?, ?e to wszystko tytko marzenie. Obym tylko jutro, budz?c si?, pami?ta? to wszystko. Teraz jestem w wyj?tkowo dobrej formie, mam takie jasne spojrzenie na wszystko, taki jestem trze?wy, ale pewny jestem, ?e jutro, je?eli co z tego b?d? pami?ta?, b?dzie mi si? to wszystko wydawa?o g?upstwem bez sensu. Prze?ywa?em ju? nieraz podobne rzeczy. Ze wszystkim, co m?dre i pi?kne, o czym si? s?yszy i mï¿½wi w snach, dzieje si? tak jak ze z?otem pod ziemi?, ktï¿½rym obdarzaj? nas w ba?niach. Pod ziemi? wydaje si? ono pi?kne i b?yszcz?ce, ale wyniesione na ?wiat?o okazuje si? kamieniami lub zwi?d?ymi li??mi. ï¿½ Ach! ï¿½ westchn?? ?a?o?nie i spojrza? na ?piewaj?ce ptaszki, ktï¿½re skaka?y z ga??zki na ga???. ï¿½ Tym ptakom jest lepiej ni? mnie. Jak to musi by? uroczo fruwa?. Szcz??liwy, kto si? z t? sztuk? urodzi?. Gdybym si? chcia? w cokolwiek zamieni?, to tylko w takiego ma?ego skowronka.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">W tej?e chwili po?y jego surduta i r?kawy zamieni?y si? w skrzyd?a, ubranie sta?o si? pierzem, a kalosze pazurkami. Pisarz spostrzeg? to i roze?mia? si? w duchu. ï¿½Teraz mam najlepszy dowï¿½d, ?e to naprawd? sen, ale jeszcze nigdy mi si? nic tak g?upiego nie ?ni?o.ï¿½ I pofrun?? na zielon? ga??zk?, ?piewaj?c. W ?piewie jego nie by?o jednak nic poetycznego, przesta? by? poet?. Kalosze, tak jak ka?dy, kto chce zrobi? co? po?ytecznego. robi?y tylko jedn? rzecz naraz. Chcia? by? poet?, zosta? poet?, chcia? si? zamieni? w ptaszka, zamieni? si? w ptaszka, ale poprzednia w?a?ciwo?? przez to znikn??a.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ To wspaniale! ï¿½ powiedzia?. ï¿½ W dzie? siedz? w biurze policyjnym w?rï¿½d najpowa?niejszych spraw, a w nocy mog? ?ni?, ?e jestem skowronkiem i fruwam w ogrodzie Frederiksbergu. Doprawdy, mo?na by o tym napisa? ca?? komedi?.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Sfrun?? na traw?, kr?ci? g?ï¿½wk? na wszystkie strony i stuka? dziobkiem w gi?tkie ?d?b?a trawy, ktï¿½re wydawa?y mu si? tak wielkie jak palmy afryka?skie w stosunku do jego obecnych rozmiarï¿½w.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Nagle ogarn??a go czarna noc, rzucono na niego jaki? przedmiot, ktï¿½ry mu si? wyda? olbrzymi. By?a to czapka, ktï¿½r? ch?opak z kolonii marynarskiej przykry? ptaszka. Jaka? r?ka wsun??a si? pod czapk? i schwyci?a kopist? za skrzyde?ka i grzbiet tak mocno, ?e pisn??. W pierwszym strachu zawo?a? g?o?no:</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Ty bezwstydny smarkaczu! Jestem pisarzem w biurze policyjnym! Ale ch?opiec us?ysza? tylko cichutkie: ï¿½?wir, ?wirï¿½. ?cisn?? dziï¿½b ptaszkowi i pow?drowa?.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">W alei parku spotka? ch?opak dwï¿½ch uczniï¿½w z wy?szej klasy, ale duchowo byli oni w najni?szej klasie. Ch?opcy ci kupili ptaka za osiem szylingï¿½w i w ten sposï¿½b kopista wrï¿½ci? do Kopenhagi i zamieszka? w domu pewnej rodziny na Gothersgade.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Dobrze, ?e to tylko sen! ï¿½ powiedzia? kopista. ï¿½ Inaczej by?bym doprawdy w?ciek?y. Najpierw by?em poet?, teraz znowu jestem skowronkiem. Widocznie to moja poetycka natura przemieni?a mnie w to stworzonko. To przykra sprawa, szczegï¿½lnie gdy si? wpadnie w r?ce ch?opakï¿½w. Ciekawa jestem, jak to si? sko?czy.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Ch?opcy przynie?li ptaka do bardzo eleganckiego pokoju, gdzie przyj??a ich jaka? roze?miana, gruba pani. Nie chcia?a jednak s?ysze? o tym, aby taki ï¿½polny ptaszekï¿½, jak nazywa?a skowronka, pozosta? w jej mieszkaniu.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Dzisiaj jeszcze niech tu zostanie! ï¿½ zgodzi?a si? wreszcie, wsadzaj?c ptaszka do pustej klatki stoj?cej przy oknie. ï¿½ Mo?e sprawi to przyjemno?? Lorci! ï¿½ doda?a patrz?c z u?miechem na du?? papug?, ko?ysz?c? si? wynio?le na obr?czy w swojej wspania?ej, mosi??nej klatce.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Dzi? s? urodziny Lorci! ï¿½ doda?a jeszcze z niem?drym u?miechem. ï¿½ Niech ten polny ptaszek jej powinszuje.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Lorcia nie odpowiedzia?a ani s?owa, tylko dalej hu?ta?a si? wytwornie na obr?czy tam i z powrotem. Za to kanarek, ktï¿½rego zesz?ego lata przywieziono z jego ciep?ej i winnej ojczyzny, zacz?? g?o?no ?piewa?.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Krzykacz! ï¿½ zawo?a?a pani i rzuci?a bia?? chusteczk? na klatk?.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ ?wir, ?wir! ï¿½ j?kn??. ï¿½ Cï¿½? to za zawieja ?nie?na! ï¿½ I zamilk?. Kopista albo ï¿½ jak dama mï¿½wi?a ï¿½ polny ptak siedzia? w malutkiej klatce tu? ko?o kanarka, niedaleko papugi. Jedyne ludzkie s?owa, jakie Lorcia umia?a wymawia?, a ktï¿½re robi?y do?? ?mieszne wra?enie, by?y;</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½Ach, b?d?my lud?mi!ï¿½ Wszystko inne by?o rï¿½wnie niezrozumia?e jak ?wierkanie kanarka. Pisarz jednak, ktï¿½ry teraz sam by? ptakiem, rozumia? doskonale swych towarzyszy.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Lata?em pod zielonymi palmami i kwitn?cymi migda?ami ï¿½ ?piewa? kanarek. ï¿½ Lata?em z moimi siostrami i bra?mi ponad wspania?ymi kwiatami, nad przejrzystymi jak szk?o jeziorami, gdzie na dnie widzia?em poruszaj?ce si? ro?liny. Widzia?em wiele papug, ktï¿½re opowiada?y mi tyle weso?ych i d?ugich historii.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ To by?y dzikie ptaki! ï¿½ odpar?a papuga. ï¿½ Bez ?adnego wykszta?cenia. Ach, b?d?my lud?mi. Czemu si? nie ?miejesz? Je?eli pani i jej wszyscy go?cie mog? si? z tego ?mia?, to i ty chyba mo?esz. To ogromna wada nie mie? poczucia humoru. Ach, b?d?my lud?mi!</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Och, czy pami?tasz jeszcze te urocze dziewczyny, ktï¿½re ta?czy?y przed namiotem pod kwitn?cymi drzewami? Czy pami?tasz s?odkie owoce i orze?wiaj?cy sok dzikich ro?lin?</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ O tak! ï¿½ odpar?a papuga. ï¿½ Ale tutaj jest mi o wiele lepiej. Mam dobre jedzenie, traktuj? mnie jak kogo? lepszego. Wiem, ?e mam m?dr? g?ow?, a wi?cej nie wymagam. Ach, b?d?my lud?mi! Ty masz, jak to mï¿½wi?, dusz? poety. Ja posiadam gruntowne wiadomo?ci i dowcip, ty masz talent, ale nie przejawiasz rozs?dku w twoich pie?niach i dlatego przykrywaj? ci? bia?? chusteczk?. Ze mn? sobie tak nie pozwalaj?, bo za mnie wi?cej zap?acili. Imponuj? im moim dziobem i ceni? mï¿½j ï¿½?art, ?art, ?artï¿½. Ach, b?d?my lud?mi!</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ O moja upalna, kwitn?ca ojczyzno! ï¿½ ?piewa? kanarek. ï¿½ Chc? ?piewa? o twoich ciemnozielonych drzewach, o cichych morskich zatokach, gdzie ga??zie ca?uj? przejrzyst? powierzchni? wody, chc? ?piewa? o rado?ci braci moich i siï¿½str tam daleko, gdzie rosn? kaktusy, ï¿½?rï¿½d?a pustyniï¿½.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Przesta? ju? raz narzeka?! ï¿½ powiedzia?a papuga. ï¿½ Za?piewaj lepiej co? dowcipnego. ?miech jest oznak? najwy?szego poziomu duchowego. Powiedz sam, czy pies albo ko? mo?e si? ?mia?? Mog? tylko p?aka?. Ale ?miech to w?a?ciwo?? tylko ludzka. Ho-ho-ho-! ï¿½ za?mia?a si? papuga i zako?czy?a swym ?artem: ï¿½ Ach, b?d?my lud?mi!</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Szary, du?ski ptaszku! ï¿½ powiedzia? kanarek. ï¿½ I ciebie uwi?ziono. W twoich lasach jest co prawda zimno, ale i tam panuje swoboda. Wyle? z klatki. Zapomnieli j? zamkn??, a gï¿½rne okno jest otwarte. Uciekaj, uciekaj! ï¿½ Kopista pos?ucha?. Frr, i wylecia? z klatki. W tej samej chwili skrzypn??y wpï¿½?otwarte drzwi; z s?siedniego pokoju zwinnie w?lizn?? si? kot domowy. Mia? zielone, b?yszcz?ce oczy i natychmiast rozpocz?? pogo? za skowronkiem. Kanarek zaniepokoi? si? w klatce, papuga bi?a skrzyd?ami i wo?a?a: ï¿½ Ach, b?d?my lud?mi! ï¿½ Kopista uczu? ?miertelne przera?enie i wyfrun?? na o?lep przez okno ponad domy i ulice; by? tak zm?czony, ?e zapragn?? spoczynku.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Dom naprzeciwko wyda? mu si? znajomy, okno by?o otwarte, wlecia? do niego. By? to jego w?asny pokï¿½j; usiad? na stole.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Ach. b?d?my lud?mi! ï¿½ powtï¿½rzy? bezmy?lnie s?owa papugi i w tej?e chwili zamieni? si? z powrotem w kopist?. Tylko ?e siedzia? na stole.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Na Boga ï¿½ powiedzia?. ï¿½ W jaki sposï¿½b si? tu dosta?em i tak zasn??em? Co za niespokojny sen! Co za idiotyczna historia!</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><span style="font-size: 10pt"> </span></p>
<p style="text-indent: 25pt"><strong><span style="color: #996633">6. Co kalosze sprawi?y najlepszego</span></strong><span style="color: #996633"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Nazajutrz wczesnym rankiem, gdy pisarz le?a? jeszcze w ?ï¿½?ku, zapukano do jego drzwi. By? to s?siad z tego samego pi?tra, student, ktï¿½ry uczy? si? na pastora. Wszed? do pokoju.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Po?ycz mi twoich kaloszy! ï¿½ powiedzia?. ï¿½ W ogrodzie jest mokro, ale s?o?ce ?wieci tak pi?knie, ?e chcia?bym tam wypali? fajeczk?!</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">W?o?y? kalosze i zszed? do ogrodu. Ros?a tam jedna ?liwa i jedna grusza, ale nawet tak ma?y ogrï¿½dek jak ten jest w ?rodku Kopenhagi czym? wspania?ym.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Student spacerowa? ?cie?k? tam i z powrotem. By?a dopiero szï¿½sta rano, z ulicy dolecia?y d?wi?ki tr?bki pocztowej.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½Ach podrï¿½?owa?, podrï¿½?owa?! ï¿½ pomy?la? student. ï¿½ Czy? mo?e by? wi?ksze szcz??cie na ?wiecie. Tak bardzo mocno tego pragn?! Podrï¿½? uciszy?aby z pewno?ci? niepokï¿½j, ktï¿½ry odczuwam. Chcia?bym by? daleko, daleko w uroczej Szwajcarii, pojecha? do W?och!ï¿½</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Dobrze, ?e kalosze podzia?a?y od razu. Inaczej student zap?dzi?by si? za daleko, zarï¿½wno dla siebie, jak dla nas. A tak ju? jecha?. By? w Szwajcarii. Siedzia? wraz z wieloma innymi osobami w samym ?rodku dyli?ansu. Bola?a go g?owi?, zdr?twia? mu kark, a nogi, uwi?zione ciasno w butach, piek?y i nabrzmia?y. Ani spa?, ani nie spa?. W prawej kieszeni mia? czek, w lewej paszport, a na piersi par? luidorï¿½w zaszytych w woreczku. Co chwila ?ni?o mu si?, ?e zgubi? jedn? z tych cennych rzeczy, dlatego budzi? si? gor?czkowa i pierwszym ruchem r?ki zakre?la? trï¿½jk?t z prawej ku lewej i ku piersi, aby upewni? si?, czy wszystko w porz?dku. Nad jego g?ow? w siatce ko?ysa?y si? parasole, laski i kapelusze, zas?aniaj?c mu widok, ktï¿½ry by? rzeczywi?cie wspania?y. Spogl?da? ukradkiem ku oknu, a w sercu brzmia?a mu pie??, ktï¿½r? napisa? pewien znany poeta o Szwajcarii, ale ktï¿½rej dot?d jeszcze nie wydrukowano:</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p><strong><em><span style="font-size: 10pt">Ach, jaki? pi?kny jest ?wiat w podrï¿½?y;<br />
Widz? Mont Blanc tam w dali,<br />
Zosta?bym ch?tnie jeszcze d?u?ej,<br />
Gdyby pieni?dzy mi dali.</span></em></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Ca?a przyroda woko?o wygl?da?a powa?nie, surowo i mrocznie. Lasy iglaste na wysokich ska?ach robi?y wra?enie wrzosï¿½w, szczyty ton??y w chmurach. Zacz?? pada? ?nieg. Wia? zimny wiatr.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Ach! ï¿½ westchn??. ï¿½ Gdyby?my byli po tamtej, stronie Alp, by?oby ju? ciep?o i mia?bym w r?ku pieni?dze za mï¿½j czek. Ten ci?g?y strach o pieni?dze przeszkadza mi cieszy? si? Szwajcari?. Ach, gdybym by? ju? po tamtej stronie!</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">I oto by? ju? po tamtej stronie ï¿½ g??boko we W?oszech, mi?dzy Florencj? a Rzymem. Po?rï¿½d b??kitnych gï¿½r w blasku zachodz?cego s?o?ca le?a?o Jezioro Trazyme?skie jak roztopione z?oto. Tu, gdzie niegdy? Hannibal pobi? Flaminiusza, pn?cza winne trzyma?y si? zgodnie za zielone palce, rozkoszne, pï¿½?nagie dzieci pas?y stado czarnych ?wi? pod pachn?cymi laurowymi drzewami przy drodze. Gdyby?my potrafili wiernie odda? ten obraz na malowidle, wszyscy powiedzieliby z zachwytem:</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½Pi?kna Italia!ï¿½ Ale student teologii nie mï¿½wi? tak, nie mï¿½wi? te? tego ?aden z towarzyszï¿½w podrï¿½?y w dyli?ansie.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Zjadliwe muchy i komary tysi?cami unosi?y si? nad podrï¿½?nymi, nie pomaga?o machanie ga??zkami mirtowymi, wszyscy ludzie w powozie mieli twarze popuchni?te od uk?u?. Biedne konie wygl?da?y jak padlina, tak obsiad?y je ca?e placki much, tylko na chwil? pomaga?o, gdy wo?nica schodzi? z koz?a i zdrapywa? owady. S?o?ce zasz?o i natychmiast lodowate zimno przenikn??o ca?? natur?. Nie by?o to wcale przyjemne. Ale za to gï¿½ry i ob?oki stan??y w najcudowniejszym, zielonym blasku, by?y przezroczyste, jasne ï¿½ zreszt?, podejd? tam sam i zobacz, to ci? lepiej przekona ni? opis. By?o niewypowiedzianie pi?knie. Podrï¿½?ni rï¿½wnie? tak uwa?ali, ale ?o??dki ich by?y puste, cia?a zm?czone, i wszyscy pragn?li znale?? dobry nocleg. Jaki? on b?dzie? O wiele t?skniej ogl?dano si? za noclegiem ni? za pi?kn? przyrod?.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Drog? prowadzi?a przez oliwny lasek. Wygl?da?a jak wysadzana s?katymi wierzbami droga tam, w domu. Tu sta?a samotna gospoda. Pï¿½? tuzina ?ebrz?cych kalek roz?o?y?o si? przed ni? obozem. Najzdrowszy spo?rï¿½d nich wygl?da? jak ï¿½najstarszy syn G?odu, ktï¿½ry w?a?nie doszed? do pe?noletno?ciï¿½. Inni byli albo ?lepi, ale pe?zali na czworakach, albo te? mieli uschni?te r?ce i d?onie bez palcï¿½w. By?a to prawdziwa n?dza w ?achmanach.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Eccellenza, miserabili!<sup><!--[if gte vml 1]><v:shape  id="_x0000_i1032" type="#_x0000_t75" alt="Ekscelencjo, nieszcz??liwi! (w?.)"  style='width:6.75pt;height:6pt'/><![endif]--><!--[if !vml]--><img src="file:///D:/Temp/msohtml1/01/clip_image001.gif" alt="Ekscelencjo, nieszcz??liwi! (w?.)" border="0" height="8" width="9" /><!--[endif]--></sup> ï¿½ j?czeli pokazuj?c chore cz?onki.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Gospodyni, bosa i rozczochrana, w brudnej bluzce, wysz?a naprzeciw go?ci, drzwi w gospodzie zwi?zane by?y sznurem, pod?ogi w pokojach wygl?da?y jak na wpï¿½? rozkopany bruk, nietoperze fruwa?y pod sufitem, a smrï¿½d&#8230;</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Prosz? mi po?o?y? po?ciel w stajni! ï¿½ powiedzia? jeden z podrï¿½?nych. ï¿½ Tam przynajmniej wiadomo, czym si? oddycha!</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Otwarto okna, aby wpu?ci? troch? ?wie?ego powietrza, ale szybciej ni? ?wie?e powietrze wtargn??y do ?rodka pokr?cone cz?onki i ?a?osne j?ki ?ebrakï¿½w:</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Miserabili, eccellenza! ï¿½ Na ?cianach widnia?y najrozmaitsze napisy, po?owa z nich by?a wymierzona przeciwko ï¿½pi?knej Italiiï¿½.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Przyniesiono jedzenie. Zupa by?a to woda posypana pieprzem i okraszona st?ch?? oliw?, potem podano sa?at? te? z t? sam? oliw?; poza tym podano jako g?ï¿½wne danie nie?wie?e jajka i popieczone kogucie grzebienie. Nawet wino by?o niedobre i mia?o smak lekarstwa. Na noc postawiono przed drzwiami kufry, a jeden z podrï¿½?nych musia? pe?ni? wart?, podczas gdy inni spali. Warta przypad?a teologowi. O, jaka? to by?a noc! Gor?co dokucza?o, komary brz?cza?y i gryz?y, a ?ebracy na dworze j?czeli przez sen.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Tak, podrï¿½?owa? by?oby pi?knie! ï¿½ westchn?? student. ï¿½ Gdyby mo?na by?o podrï¿½?owa? bez cia?a, gdyby tylko duch nasz w?drowa?, a cia?o spoczywa?o. Wsz?dzie, gdzie si? znajd?, gniecie moje serce t?sknota. Pragn? czego? lepszego ni? to, co w tej chwili posiadam, czego? najlepszego&#8230; Ale czego? Gdzie tego szuka?? Nie, w?a?ciwie wiem, czego chc?. T?skni? do ostatecznego, najszcz??liwszego celu.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">Ledwo to pomy?la?, znalaz? si? w swoim w?asnym pokoju. Bia?e, d?ugie firanki zwiesza?y si? z okien, a na ?rodku pokoju sta?a trumna. On sam spoczywa? w tej trumnie w ?miertelnym ?nie. Spe?ni?o si? jego marzenie: cia?o spoczywa?o, duch w?drowa?. ï¿½Nie mï¿½w o nikim, ?e jest szcz??liwy, dopï¿½ki nie umar?ï¿½ ï¿½ powiedzia? Solon. S?owa te sprawdza?y si? tutaj raz jeszcze. Ka?dy umar?y jest sfinksem nie?miertelno?ci. Ale sfinks le??cy w czarnej trumnie nie dawa? odpowiedzi na pytanie, ktï¿½re sam zada? sobie za ?ycia par? dni temu w nast?puj?cym wierszu:</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p><strong><em><span style="font-size: 10pt">O ?mierci, twe milczenie groz? tylko budzi,<br />
?lad twï¿½j w grobowcach cmentarnych jedynie,<br />
Czy? nic prï¿½cz trawy nie zostaje z ludzi?<br />
Czy wszystko na ?wiecie przejdzie i przeminie?<br />
Najgorszych cierpie? ?wiat nie widzi stary.<br />
Ciebie, co by?e? sam i niekochany,<br />
Mocniej dr?czy?y za ?ycia ci??ary,<br />
Ni? ziemia t?oczy trumny cztery ?ciany.</span></em></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">W pokoju znajdowa?y si? dwie postacie. Znamy je dobrze. Jedna by?a wrï¿½?k? Trosk?, druga pos?ank? Szcz??cia. Pochyli?y si? nad umar?ym.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Widzisz teraz ï¿½ powiedzia?a Troska ï¿½ jakie to szcz??cie przynios?y twe kalosze ludziom?</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ Temu, ktï¿½ry tu ?pi, przynios?y przynajmniej wieczne ukojenie ï¿½ powiedzia?a Rado??.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">ï¿½ O nie! ï¿½ powiedzia?a Troska. ï¿½ Nie powo?ano go, sam poszed?. Nie mia? do?? si?y, by podj?? tu na ziemi wszystkie dary, ktï¿½re s? dla niego przeznaczone. Ale ja wy?wiadcz? mu dobrodziejstwo.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 25pt"><strong><span style="font-size: 10pt">I zdj??a mu z nï¿½g kalosze. Min?? sen ?mierci, przywrï¿½cony do ?ycia wsta?. Troska znikn??a, a wraz z ni? znikn??y kalosze. Widocznie uwa?a?a je za swoj? w?asno??.</span></strong><span style="font-size: 10pt"></span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size: 10pt"> </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/02/21/kalosze-szczescia-hans-christian-andersen/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Królowa ?niegu &#8211; Hans Christian Andersen</title>
		<link>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/30/krolowa-sniegu-hans-christian-andersen/</link>
		<comments>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/30/krolowa-sniegu-hans-christian-andersen/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Jan 2006 22:11:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bajkiopowiadania</dc:creator>
				<category><![CDATA[BaÅ›nie]]></category>
		<category><![CDATA[Dla dzieci]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.bajkiopowiadania.com/basnie/krolowa-sniegu-hans-christian-andersen/</guid>
		<description><![CDATA[Królowa ?niegu Ba?? w siedmiu opowiadaniach Opowiadanie pierwsze W którym jest mowa o lustrze i okruchach Pos?uchajcie! Zaczynamy. Kiedy bajka si? sko?czy, b?dziemy wiedzieli wi?cej, ni? wiemy teraz, bo to by? z?y czarownik! Jeden z najgorszych, sam diabe?. Pewnego dnia wpad? w ?wietny humor, zrobi? bowiem lustro, które posiada?o t? w?a?ciwo??, ?e wszystko dobre i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="center" style="text-align: center">
<p align="center" style="text-align: center"><span style="font-size: 18pt; color: #33ccff">Królowa ?niegu<em><br />
</em></span><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #33ccff">Ba?? w siedmiu opowiadaniach<strong><br />
</strong></span><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #865e39"> </span></strong></p>
<p align="center" style="text-align: center"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Opowiadanie pierwsze<br />
W którym jest mowa o lustrze i okruchach</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">   Pos?uchajcie! Zaczynamy. Kiedy bajka si? sko?czy, b?dziemy wiedzieli wi?cej, ni? wiemy teraz, bo to by? z?y czarownik! Jeden z najgorszych, sam diabe?. Pewnego dnia wpad? w ?wietny humor, zrobi? bowiem lustro, które posiada?o t? w?a?ciwo??, ?e wszystko dobre i ?adne, co si? w nim odbija?o, rozp?ywa?o si? na nic, a to, co nie mia?o ?adnej warto?ci i by?o brzydkie, wyst?powa?o wyra?nie i stawa?o si? jeszcze brzydsze. Najpi?kniejsze krajobrazy wygl?da?y w tym lustrze jak gotowany szpinak, najlepsi ludzie byli szkaradni albo stali na g?owach bez tu?owia. Twarze w tym lustrze by?y tak wykrzywione, ?e nie mo?na ich by?o rozpozna?; ten, kto mia? piegi, móg? by? pewien, ?e pokryj? mu ca?y nos i policzki.<br />
Diabe? za? uwa?a?, ?e to by?o ogromnie zabawne. Skoro tylko przez g?ow? cz?owieka przelecia?a jaka? zacna, dobra my?l, ju? twarz w lustrze wykrzywia?a si?, a diabe?-czarownik ?mia? si? ze swego sprytnego wynalazku. Wszyscy, którzy chodzili do szko?y diab?a, gdy? za?o?y? czarci? szko??, opowiadali na prawo i lewo, ?e sta? si? cud; uwa?ali, ?e dopiero teraz b?dzie mo?na dowiedzie? si?, jak naprawd? wygl?da ?wiat i ludzie. Biegali wsz?dzie z lustrem i w ko?cu nie by?o ani jednego cz?owieka, ani jednego kraju, który by nie zosta? w nim opacznie odbity. Przysz?o im do g?owy, by polecie? do nieba i zabawi? si? kosztem anio?ów i Pana Boga. Im wy?ej lecieli z lustrem, tym bardziej wszystko si? wykrzywia?o, zaledwie mogli je utrzyma?, lecieli wy?ej i wy?ej, coraz bli?ej anio?ów i Boga; wtedy lustro zadr?a?o tak strasznie, ?e wypad?o im z r?k na ziemi?, gdzie rozprys?o si? na tysi?ce milionów, bilionów i jeszcze wi?cej okruchów. Teraz dopiero wyrz?dzili o wiele wi?ksz? krzywd? ni? przedtem, gdy? niektóre kawa?ki by?y mniejsze od ziarnka piasku i pofrun??y daleko w ?wiat; gdy wpad?y komu? do oka, tkwi?y w nim, i wtedy cz?owiek ten widzia? wszystko na odwrót albo spostrzega? tylko to, co by?o w danym przedmiocie z?e, gdy? ka?dy od?amek lustra mia? t? w?a?ciwo?? co ca?e lustro; byli ludzie, którym taki od?amek wpad? do serca, i wtedy dzia?o si? co? okropnego: serce stawa?o si? jak kawa?ek lodu. Niektóre kawa?ki szk?a by?y takie du?e, ?e zrobiono z nich szyby okienne, ale nie warto by?o patrze? przez nie na przyjació?; inne kawa?ki dosta?y si? do okularów i ?le si? dzia?o, kiedy ludzie nak?adali te okulary, aby dobrze widzie? i dobrze s?dzi?; a Z?y ?mia? si?, a? mu si? brzuch trz?s?, i to go przyjemnie ?askota?o.<br />
A w powietrzu unosi?y si? wci?? male?kie okruchy lustra. I s?uchajcie, co si? sta?o!</span></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><span id="more-80"></span></p>
<p align="center" style="text-align: center"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Opowiadanie drugie<br />
Ch?opczyk i dziewczynka</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Po?ród wielkiego miasta, gdzie jest tyle domów i tyle ludzi, ?e nie ma do?? miejsca, aby ka?dy mia? swój ma?y ogródek, i dlatego wi?kszo?ci ludzi musi wystarczy? doniczka z kwiatami, mieszka?o dwoje biednych dzieci, które mia?y jednak ogród troch? wi?kszy ni? doniczka. Nie byli bratem i siostr?, ale kochali si? jak rodze?stwo. Ich rodzice mieszkali w dwóch domach, przedzielonych w?sk? uliczk?, w dwóch izdebkach na poddaszu; dachy domów styka?y si? prawie ze sob?; tu? obok rynny w ka?dym domu widnia?o ma?e okienko, wystarczy?o tylko przeskoczy? przez rynn? i ju? mo?na by?o przej?? z jednego okna do drugiego.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Rodzice mieli przed oknem drewnian? skrzynk?, w której sadzili po?yteczne warzywa i ma?e ró?ane krzewy. Raz wpad?o rodzicom na my?l, ?eby postawi? skrzynki w poprzek rynny, tak ?e si?ga?y prawie od jednego okna do drugiego i wygl?da?y jak dwie grz?dki. P?dy grochu zwiesza?y si? ze skrzynek, a ró?ane krzewy wypuszcza?y d?ugie ga??zki, wi?y si? dooko?a okien i pochyla?y ku sobie; wygl?da?o to prawie jak brama triumfalna, pe?na zieleni i kwiatów. Poniewa? skrzynki by?y bardzo wysoko, a nie wolno tam by?o si? wdrapywa? dzieciom, pozwolono im cz?sto wychodzi? do siebie i siedzie? na ma?ych sto?eczkach pod ró?ami; bawi?y si? tam ?wietnie.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">W zimie ko?czy?a si? ta przyjemno??, okna by?y cz?sto zupe?nie zamarzni?te; ale wtedy dzieci ogrzewa?y przy piecu miedziaki i przyk?ada?y je do zamarzni?tych szyb, tak ?e robi?a si? ?wietna dziurka do patrzenia, taka okr?g?a, okr?g?a; przez t? dziurk? patrza?o kochane, mi?e oko, przy ka?dym oknie jedno; byli to ch?opczyk i dziewczynka. Ch?opczyk nazywa? si? Kay, a dziewczynka Gerda. W lecie wystarczy? jeden krok, i ju? byli razem, ale w zimie musieli wchodzi? na tyle schodów i schodzi? z tylu schodów, a na dworze pada? ?nieg.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– To roje bia?ych pszczó?! – powiedzia?a stara babka.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Czy maj? tak?e królow?? – spyta? ch?opczyk, bo wiedzia?, ?e prawdziwe pszczo?y maj? królow?.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Naturalnie, ?e maj?! – powiedzia?a babka. – Fruwa tam, gdzie si? najg??ciej roj?.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Jest wi?ksza od innych i nigdy nie odpoczywa na ziemi, odlatuje z powrotem w czarne chmury. Czasami w zimowe noce przelatuje przez ulice miasta i zagl?da do wszystkich okien, a wtedy okna te zamarzaj? tak dziwnie, jak gdyby si? pokrywa?y kwiatami.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Tak, to?my widzieli! – wo?a?y dzieci i teraz uwierzy?y, ?e to by?a prawda.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Czy Królowa ?niegu mo?e tutaj przyj??? – spyta?a ma?a dziewczynka.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Niech tylko spróbuje! – powiedzia? ch?opiec. – Wtedy posadz? j? na gor?cym piecu i roztopi si?.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Ale babka pog?adzi?a go po g?owie i zacz??a opowiada? inne bajki.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Wieczorem, kiedy ma?y Kay k?ad? si? ju? spa?, wdrapa? si? na krzes?o przy oknie i spojrza? przez ma?? dziurk?; w?a?nie spad?o par? p?atków ?niegu i jeden z nich, najwi?kszy, zawis? na brzegu skrzynki z kwiatami; rós? coraz bardziej i bardziej i w ko?cu przemieni? si? w kobiet? ubran? w najdelikatniejsz? bia?? gaz?, utkan? jakby z miliona gwia?dzistych p?atków. By?a pi?kna i zgrabna, ale ca?a z lodu, z ol?niewaj?cego, b?yszcz?cego lodu, a jednak ?y?a: oczy patrza?y jak dwie jasne gwiazdy, ale nie by?o w nich spokoju ani wytchnienia. Sk?oni?a si? do okna i skin??a r?k?. Ch?opczyk przestraszy? si? i zeskoczy? z krzes?a; a wtedy zdawa?o mu si?, ?e wielki ptak przelecia? obok okna.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Nast?pnego dnia by? silny mróz, a potem zrobi?a si? odwil?, a potem przysz?a wiosna, s?o?ce ?wieci?o, ukaza?a si? ziele?, jaskó?ki budowa?y gniazda, otworzono okna i dzieci siedzia?y znowu w swoim ogródku przy rynnie, wysoko ponad wszystkimi pi?trami.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Tego lata ró?e kwit?y niezwykle obficie; dziewczynka nauczy?a si? psalmu, w którym by?a mowa tak?e i o ró?ach, i wtedy pomy?la?a o swoich w?asnych kwiatkach; za?piewa?a ten psalm ch?opczykowi, a on nuci? razem z ni?:</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p><strong><em><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Ró?a przekwit?a i mienie,<br />
Pójd?, pok?o?my si? dziecinie.</span></em></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Dzieci trzyma?y si? za r?ce, ca?owa?y ró?e, patrza?y w jasne s?o?ce i mówi?y do s?o?ca jak do Dzieci?tka Jezus. Có? to by?y za cudne, letnie dni, jak?e przyjemnie by?o siedzie? pomi?dzy ?wie?ymi krzewami ró?, które, zdawa?o si?, nigdy nie przestan? kwitn??!</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Kay i Gerda siedzieli i ogl?dali ksi??k? z obrazkami, w której by?y malowane zwierz?ta i ptaki. Wtem, gdy zegar na wielkiej wie?y ko?cielnej wybi? w?a?nie pi?t?, Kay zawo?a?:</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Co? mnie uk?u?o w serce! O, a teraz co? mi wpad?o do oka! Dziewczynka obj??a go za szyj?, ch?opczyk mruga? oczami: nie, nic nie by?o wida?!</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Pewnie ju? wylecia?o! – powiedzia?, ale nie wylecia?o. By? to w?a?nie jeden z tych od?amków szk?a, na które rozpad?o si? lustro, czarodziejskie lustro, wiemy przecie?, to wstr?tne lustro, które wszystko, co wielkie i ?adne, odbija?o jako ma?e i brzydkie, podczas gdy to, co by?o brzydkie i z?e, wyst?powa?o wyra?nie i ka?d? wad? mo?na by?o od razu zauwa?y?. Biedny Kay! Do jego serca wpad? tak?e taki od?amek. Za chwil? to serce przemieni si? w grudk? lodu. Teraz ju? przesta?o bole?, ale od?amek tkwi? jeszcze w sercu.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Dlaczego p?aczesz? – spyta?. – Tak brzydko wygl?dasz! Nic mi przecie? nie jest! Fe! – zawo?a? nagle. – T? ró?? toczy robak! A patrz, tamta jest zupe?nie krzywa. W?a?ciwie te ró?e s? brzydkie. Tak samo jak te skrzynie, w których stoj?! – Kopn?? nog? skrzyni? i zerwa? obie ró?e.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Kay, co ty robisz? – zawo?a?a dziewczynka, a on, widz?c jej przera?enie, zerwa? jeszcze jedn? ró?? i pobieg? do swego okna zostawiaj?c ma??, milutk? Gerd? sam?.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Kiedy potem przysz?a do niego z ksi??k? z obrazkami, powiedzia?, ?e to dobre dla niemowl?t; a kiedy babka opowiada?a bajki, mia? im zawsze co? do zarzucenia albo stawa? za babk?, k?ad? okulary i przedrze?nia? j?; a udawa?o mu si? to tak dobrze, ?e ludzie ?miali si? z tego. Wkrótce nauczy? si? na?ladowa? mow? i chód wszystkich ludzi na ca?ej ulicy. Potrafi? pokazywa? wszystko, co w nich by?o niezwyk?ego i brzydkiego, a ludzie mówili: „Ten ch?opiec jest bardzo zdolny!” Ale sprawi?o to szk?o, które mu wpad?o do oka, szk?o tkwi?ce w jego sercu, i dlatego dokucza? nawet ma?ej Gerdzie, która by?a do niego przywi?zana ca?? dusz?.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Jego zabawy zmieni?y si? teraz ca?kowicie; sta?y si? takie m?dre. Pewnego zimowego dnia, kiedy prószy? ?nieg, przyniós? sobie wielkie powi?kszaj?ce szk?o, rozpostar? po?ow? swego granatowego p?aszczyka i zgarn?? na ni? p?atki ?niegu.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Spójrz no w szk?o, Gerda! – powiedzia?. Ka?dy p?atek ?niegu powi?ksza? si? w szkle i wygl?da? jak pi?kny kwiat lub sze?ciok?tna gwiazda; by? to wspania?y widok.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Widzisz, jakie to artystyczne! – mówi? Kay – to o wiele ciekawsze od prawdziwych kwiatów! Te kwiaty nie maj? ?adnych wad, s? doskona?e, o ile tylko si? nie roztopi?.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Po chwili zjawi? si? z wielkimi r?kawicami i ma?ymi saneczkami na plecach; krzykn?? Gerdzie w samo ucho:</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Id? na wielki plac, gdzie inni ch?opcy si? bawi? – i poszed?.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Na placu naj?mielsi ch?opcy przywi?zywali cz?sto swoje saneczki do ch?opskiego wozu i jechali w ten sposób spory kawa? drogi. By?o to bardzo weso?e. Kiedy si? w najlepsze bawili, nadjecha?y jakie? wielkie sanie; by?y pomalowane ca?e na bia?o, a w ?rodku siedzia? kto? otulony w bia?e futro i w bia?ej, futrzanej czapce; sanie objecha?y plac dwa razy dooko?a. Kay przywi?za? do nich szybko swoje saneczki i jecha? za du?ymi saniami; jechali coraz pr?dzej i pr?dzej, prosto przed siebie w najbli?sz? ulic?; osoba, która siedzia?a w saniach, odwróci?a si?, kiwn??a przyja?nie do Kaya g?ow?, zupe?nie tak, jakby si? znali od dawna; za ka?dym razem, kiedy Kay chcia? odwi?za? swoje saneczki, osoba znowu do niego kiwa?a i Kay zostawa?; wyjechali za bram? miasta, wtedy ?nieg zacz?? tak sypa?, ?e ch?opiec, jad?c dalej, nie widzia? nawet r?ki, któr? trzyma? przed oczami; pu?ci? pr?dko sznur od saneczek, by si? uwolni? od wielkich sa?, ale to nie pomog?o, jego ma?e saneczki przywi?zane by?y mocno i jak wiatr p?dzi?y naprzód. Wtedy zacz?? g?o?no wo?a?, ale nikt go nie s?ysza?, ?nieg pada?, saneczki mkn??y szybko; od czasu do czasu podskakiwa?y, tak jakby jecha?y przez rowy i p?oty. Kay by? bardzo przestraszony, chcia? zmówi? Ojcze nasz, ale móg? sobie przypomnie? tylko tabliczk? mno?enia.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">P?atki ?niegu stawa?y si? coraz wi?ksze i wi?ksze i w ko?cu wygl?da?y jak du?e bia?e kury; nagle odskoczy?y na bok, wielkie sanie zatrzyma?y si? i osoba, która w nich jecha?a, wyprostowa?a si?, jej futro i czapka by?y ca?e ze ?niegu a ona sama by?a dam? smuk?? i wysok?, ja?niej?c? biel? – Królowa ?niegu!</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Zrobili?my ?adny kawa? drogi – powiedzia?a – ale po co marzn??? Otul si? moim nied?wiedzim futrem. – Posadzi?a go obok siebie w saniach i otuli?a go futrem; by?o mu tak, jakby pogr??y? si? w ?nie?nej zaspie.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Czy zimno ci jeszcze? – spyta?a i poca?owa?a go w czo?o. Poca?unek by? zimniejszy od lodu, dotar? prosto do serca, które ju? i tak na pó? zlodowacia?o; by?o mu tak, jak gdyby mia? umrze?; ale tylko przez chwil?, potem zrobi?o mu si? dobrze; nie czu? ju? zimna.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Moje saneczki! Nie zapomnij o moich saneczkach! – o tym pomy?la? przede wszystkim; saneczki przywi?zano do jednej z bia?ych kur, która pofrun??a nios?c je na grzbiecie. Królowa ?niegu poca?owa?a Kaya jeszcze raz, i wtedy zapomnia? o ma?ej Gerdzie, o babce i o wszystkich w domu.</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Teraz ju? ci? wi?cej nie poca?uj?! – powiedzia?a – bo zaca?owa?abym ci? na ?mier?!</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Kay spojrza? na ni?; by?a bardzo ?adna; nie móg? sobie wyobrazi? m?drzejszej i pi?kniejszej twarzy; teraz nie wydawa?a mu si? ju? z lodu jak przedtem, kiedy j? widzia? za oknem, gdy kiwa?a do niego; w jego oczach by?a doskona?o?ci?, nie ba? si? wcale, opowiedzia? jej, ?e potrafi rachowa? z pami?ci i nawet z u?amkami, ?e wie, ile kwadratowych mil liczy kraj i ile ma kraj mieszka?ców; a ona u?miecha?a si? bez przerwy; wtedy pomy?la? sobie, ?e wie jeszcze za ma?o, i spojrza? w wielk?, wielk? przestrze?, a ona lecia?a z nim wysoko ponad czarnymi chmurami, wicher szumia? i wy?, tak jakby ?piewa? stare pie?ni. Lecieli ponad lasem i jeziorami, nad morzem i l?dem; daleko pod nimi gwizda? zimny wiatr, wy?y wilki, ?nieg iskrzy? si?, wy?ej lecia?y czarne, kracz?ce wrony, a nad wszystkim wysoko w górze ksi??yc ?wieci? jasno i Kay patrzy? na? przez ca?? d?ug? zimow? noc; w dzie? za? spa? u stóp Królowej ?niegu.<br />
</span></strong><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial"> </span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial" /></p>
<p align="center" style="text-align: center"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Opowiadanie trzecie<br />
Kwietny ogród kobiety, która umia?a czarowa?</span></strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">   Ale co si? dzia?o z ma?? Gerd?, gdy Kay nie wraca?? Co si? z nim sta?o? Nikt nie wiedzia?. Nikt nie umia? tego wyja?ni?. Ch?opcy opowiedzieli tylko, ?e widzieli jak przywi?za? swoje saneczki do du?ych, wspania?ych sa?, które pojecha?y ulic? i wyjecha?y za bram? miasta. Nikt nie wiedzia?, gdzie Kay si? podzia?. Pop?yn??o wiele ?ez, ma?a Gerda p?aka?a gor?co i d?ugo. Potem powiedziano, ?e umar?, ?e uton?? w rzece, która przep?ywa?a tu? obok miasta; o, có? to by?y za d?ugie, ciemne zimowe dni. A? wreszcie przysz?a wiosna i ciep?e promienie s?o?ca.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Kay umar? i nie ma go! – powiedzia?a ma?a Gerda.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Nie wierz? temu – odrzek? s?oneczny promie?.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Umar? i nie ma go – powiedzia?a Gerda do jaskó?ek. </span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Nie wierzymy temu – odrzek?y ptaki. I w ko?cu ma?a Gerda sama przesta?a w to wierzy?.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– W?o?? moje nowe, czerwone buciki – powiedzia?a jednego ranka. – Kay nie widzia? ich jeszcze; pójd? do rzeki i spytam o niego. </span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">By? bardzo wczesny ranek; poca?owa?a star? babk?, która jeszcze spa?a, w?o?y?a czerwone buciki i posz?a zupe?nie sama za bram? miasta, a? na brzeg rzeki.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Czy to prawda, ?e zabra?a? mi mojego ma?ego towarzysza zabaw? Podaruj? ci moje czerwone trzewiki, o ile mi go oddasz!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">I wydawa?o jej si?, ?e fale patrzy?y na ni? tak dziwnie, wtedy zdj??a swoje czerwone trzewiki, to, co mia?a najmilszego, i rzuci?a je do rzeki; ale upad?y tu? obok brzegu i fale zanios?y je z powrotem na l?d tak, jak gdyby rzeka nie mog?c zwróci? Gerdzie Kaya nie chcia?a jej zabra? tego, co najbardziej lubi?a; dziewczynce zdawa?o si?, ?e za blisko brzegu rzuci?a trzewiki, wi?c wesz?a do ?ódki, która sta?a w sitowiu, posz?a na najdalszy jej koniec i wrzuci?a raz jeszcze trzewiki do wody, ale ?ódka nie by?a mocno przywi?zana i na skutek ruchów dziewczynki zako?ysa?a si? i odbi?a od brzegu. Gerda spostrzeg?a to i chcia?a szybko wysi???, ale nie zd??y?a, ?ódka oddali?a si? od brzegu i pop?yn??a szybko naprzód.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Wtedy ma?a Gerda przestraszy?a si? bardzo i zacz??a p?aka?, ale nikt jej nie s?ysza? prócz wróbli, a te nie mog?y jej zanie?? na l?d, lecia?y tylko wzd?u? brzegu i ?wierka?y tak, jakby j? chcia?y pocieszy?: „Oto jeste?my my.” ?ódka gna?a z pr?dem; ma?a Gerda siedzia?a zupe?nie spokojnie w po?czoszkach, czerwone trzewiki p?yn??y za ni?, ale nie mog?y dogoni? ?ódki, któr? pr?d szybko unosi?.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Na obu brzegach by?o ?licznie, ros?y tam pi?kne kwiaty, stare drzewa i ci?gn??y si? zbocza, na których pas?y si? owce i krowy, ale nigdzie nie by?o wida? cz?owieka.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">„Mo?e rzeka zaniesie mnie do ma?ego Kaya” – my?la?a Gerda i ta my?l j? pocieszy?a, wyprostowa?a si? i przez d?ugie godziny patrza?a na zielony brzeg; potem przyp?yn??a do du?ego wi?niowego sadu, w?ród którego wida? by?o ma?y domek z dziwnymi, czerwonymi i niebieskimi oknami i s?omianym dachem; przed domkiem sta?o dwóch drewnianych ?o?nierzy, prezentuj?cych bro? przed ka?dym, kto przep?ywa? obok.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Gerda zawo?a?a do nich; my?la?a, ?e s? ?ywi, ale oni rozumie si?, nic nie odpowiedzieli; podp?yn??a do nich zupe?nie blisko, pr?d rzeki zaniós? ?ódk? do samego brzegu.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Gerda krzykn??a jeszcze g?o?niej, wtedy z domku wysz?a stara, stara kobieta, opieraj?ca si? na zakrzywionym kosturze; mia?a du?y kapelusz, pomalowany w najpi?kniejsze kwiaty.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Biedna dziecino! – powiedzia?a staruszka. – Jak?e si? dosta?a? na t? du??, bystr? rzek?, w tak daleki ?wiat? – I potem staruszka wesz?a a? do wody, zaczepi?a kostur o ?ódk?, przyci?gn??a j? na brzeg i wynios?a z niej ma?? Gerd?.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">A Gerda by?a zadowolona, ?e jest znowu na l?dzie, tylko ?e ba?a si? trochej tej obcej, starej kobiety.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Chod?, opowiedz mi, kim jeste? i jak si? tu dosta?a?! – powiedzia?a kobieta.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">I Gerda opowiedzia?a jej wszystko; a staruszka kr?ci?a g?ow? i mówi?a: „Hm! Hm!” A kiedy Gerda sko?czy?a opowiada? i spyta?a j?, czy nie widzia?a ma?ego Kaya, kobieta odpar?a, ?e nie przechodzi? jeszcze t?dy, ale ?e na pewno przyjdzie. Gerda nie powinna si? smuci?, tylko skosztowa? jej wisienek i obejrze? jej kwiaty, s? pi?kniejsze od wszystkich ksi??ek z obrazkami, ka?dy z nich potrafi opowiedzie? bajk?. Wzi??a Gerd? za r?k? i posz?y do ma?ego domku, a staruszka zamkn??a drzwi.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Okna by?y wysoko, w górze, a szyby mia?y czerwone, niebieskie i ?ó?te; ?wiat?o dzienne prze?wieca?o przez te szyby tak cudnie i mieni?o si? wszystkimi barwami, a na stole sta?y najpi?kniejsze wi?nie i Gerda jad?a tyle, ile chcia?a, bo jej by?o wolno. Podczas gdy jad?a, staruszka czesa?a jej w?osy z?otym grzebieniem i w?osy kr?ci?y si? w pier?cienie, otaczaj?c z?ot? aureol? ma??, mi?? twarzyczk?, okr?g?? i ?wie?? jak ró?a.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Ju? od dawna t?skni?am do takiej uroczej, ma?ej dziewczynki! – powiedzia?a staruszka. – Zobaczysz, jak nam b?dzie dobrze razem!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– I podczas gdy czesa?a w?osy ma?ej Gerdy, dziewczynka zapomina?a coraz bardziej o swoim przybranym braciszku; bo staruszka umia?a czarowa?, ale nie by?a z?? czarownic?, czarowa?a tylko troszeczk?, dla w?asnej przyjemno?ci; i tak bardzo chcia?a zatrzyma? ma?? Gerd?. Dlatego posz?a do ogrodu i dotkn??a kijem wszystkich ró?anych krzewów; nawet tych, które najpi?kniej kwit?y, a one zapad?y si? g??boko w czarn? ziemi? i nikt nie móg? si? domy?li?, ?e tu ros?y. Staruszka ba?a si?, ?e kiedy Gerda zobaczy ró?e, pomy?li o swoich ró?ach, a wtedy przypomni sobie ma?ego Kaya i ucieknie od niej.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Potem zaprowadzi?a Gerd? do ogrodu. Jak?e? tam pachnia?o i jak tam by?o pi?knie! Wszystkie kwiaty, jakie tylko rosn? o ka?dej porze roku, rozkwita?y tu wspaniale; ?adna ksi??ka z obrazkami nie mog?a by? barwniejsza i pi?kniejsza. Gerda skaka?a z rado?ci i bawi?a si?, dopóki s?o?ce nie zasz?o pomi?dzy wysokimi wi?niami, potem u?o?y?a si? w ?licznym ?ó?ku z czerwonymi, jedwabnymi poduszkami, haftowanymi w fio?ki, zasn??a i ?ni?a jak królowa w dniu wesela.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Nast?pnego dnia mog?a znowu bawi? si? kwiatami w ciep?ych promieniach s?o?ca; tak przesz?o wiele dni. Gerda zna?a ka?dy kwiat, ale chocia? tyle ich by?o, jednak wydawa?o jej si?, ?e jednego brak, nie wiedzia?a tylko jakiego. Pewnego dnia siedzia?a i ogl?da?a kapelusz staruszki z wymalowanymi kwiatami. Najpi?kniejszym z nich by?a ró?a. Staruszka zapomnia?a usun?? j? z kapelusza, podczas gdy inne ?ywe ró?e zagrzeba?a w ziemi. Tak zwykle bywa, gdy si? jest roztargnionym.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Co? – zawo?a?a Gerda – czy? tu nie ma wcale ró??</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">I skoczy?a pomi?dzy grz?dki; szuka?a, szuka?a, ale ró?y nie znalaz?a, wi?c usiad?a i rozp?aka?a si?; jej gor?ce ?zy upad?y w?a?nie na to miejsce, gdzie zakopane by?o ró?ane drzewko, i kiedy ?zy zrosi?y ziemi?, drzewko wystrzeli?o kwitn?ce tak samo jak wówczas, gdy zapad?o si? w ziemi?; Gerda obj??a je, ca?owa?a ró?e i potem przypomnia?a sobie pi?kne ró?e w domu, a wraz z nimi i ma?ego Kaya.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Ach, jak?e? si? tu zasiedzia?am! – powiedzia?a dziewczynka. – Chcia?am przecie? szuka? Kaya. Czy nie wiecie, gdzie on jest? – spyta?a ró?. – Czy my?licie, ?e umar? i ?e go ju? nie ma?</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Nie umar?! – odpowiedzia?y ró?e. – By?y?my przecie? w ziemi, tam s? wszyscy umarli, ale Kaya nie by?o!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Dzi?kuj? wam bardzo! – powiedzia?a ma?a Gerda i posz?a do innych kwiatów, zajrza?a w ich kielichy i spyta?a: – Czy nie wiecie, gdzie jest ma?y Kay?</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Ale kwiaty sta?y sobie w s?o?cu i ka?dy z nich ?ni? swoj? ba?? lub histori?, ma?a Gerda wys?ucha?a ich du?o, ale w ?adnej z nich nie by?o mowy o Kayu.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Co opowiedzia?a p?omienna lilia?</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Czy s?yszysz b?ben: bum, bum! Tylko dwa tony, zawsze bum, bum! S?uchaj ?a?obnej pie?ni kobiety, s?uchaj wo?ania kap?ana. ?ona Hindusa stoi w d?ugiej czerwonej szacie na stosie, p?omienie obejmuj? j? i jej umar?ego m??a; ale ?ona Hindusa my?li o ?ywym tu w orszaku, o nim, którego oczy gor?cej pal? ni? p?omie?, o tym, którego ?ar oczu bardziej dosi?ga jej serca ni? p?omienie, co wkrótce spal? jej cia?o na popió?. Czy? p?omie? serca mo?e umrze? w p?omieniach na stosie?</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Nie rozumiem tego wcale! – powiedzia?a ma?a Gerda.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– To moja ba??! – odrzek?a p?omienna lilia. Co opowiedzia? powój?</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Nad w?sk?, górsk? ?cie?k? wznosi si? stary zamek. G?sty bluszcz obrasta czerwone mury, li?? przy li?ciu oplata balkon; stoi tam ?liczna dziewczyna, wychyla si? poza sztachety i patrzy na drog?. Ró?a, zwieszaj?ca si? z ga??zi, nie jest od niej ?wie?sza. Kwiat jab?oni, strz??ni?ty przez wiatr z drzewa, nie jest tak lekki jak ona; jak?e szumi jej wspania?a, jedwabna szata! Czy? on nie przyjdzie?</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Czy my?lisz o Kayu? – spyta?a ma?a Gerda.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Opowiadam tylko moj? ba??, mój sen! – odrzek? powój. Co opowiedzia? ma?y pierwiosnek?</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Pomi?dzy drzewami wisi na sznurach d?uga deska; to hu?tawka; dwie ?liczne, ma?e dziewczynki, w sukniach bia?ych jak ?nieg i d?ugich, powiewaj?cych, zielonych wst??kach przy kapeluszach, siedz? i bujaj? si?; brat jest starszy od nich, stoi wyprostowany na hu?tawce, rami? owin?? sobie sznurem, aby si? utrzyma?, bo w jednej r?ce trzyma ma?? miseczk?, a w drugiej bia?? rurk? i puszcza ba?ki mydlane, hu?tawka si? buja, ba?ki mydlane lec?, ostatnia o cudnych t?czowych barwach wisi jeszcze na rurce i ko?ysze si? na wietrze; hu?tawka buja si?; ma?y czarny piesek, lekki jak mydlana ba?ka, podnosi si? na tylne ?apki i chce wej?? na hu?tawk?; hu?tawka wznosi si?, pies upada, szczeka i z?o?ci si?; dra?ni? go rozpryskuj?ce si? ba?ki, ko?ysz?ca si? deska, piana – oto moja pie??!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Mo?e to jest ?adne, co opowiadasz, ale mówisz to tak smutno i nie wspominasz wcale o Kayu! Co mówi? hiacynty?</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Pewnego razu by?y trzy siostry, przezroczyste i delikatne; jedna mia?a sukni? czerwon?, druga niebiesk?, a trzecia – bia??! ta?czy?y, trzymaj?c si? za r?ce, nad jeziorem przy blasku ksi??yca. Nie by?y to elfy, ale dzieci. Pachnia?o tak s?odko i dziewczynki znikn??y w lesie – zapach stawa? si? coraz silniejszy – trzy trumny, w których le?a?y trzy pi?kne dziewczynki, wysun??y si? z g?stwiny na brzeg jeziora; ?wi?toja?skie robaczki kr??y?y, b?yszcz?c jak ma?e, ko?ysz?ce si? ?wiate?ka. Czy te ta?cz?ce dziewczynki zasn??y, czy te? umar?y? Zapach kwiatów mówi, ?e nie ?yj?; wieczorny dzwon wydzwania im pogrzebowy ?piew!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Strasznie mnie zasmucacie! – powiedzia?a ma?a Gerda. – Pachniecie tak mocno, ?e musz? my?le? o umar?ych dziewczynkach: ach, czy naprawd? ma?y Kay nie ?yje? Ró?e by?y pod ziemi? i mówi?y, ?e go tam nie ma!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Bim, bam! – dzwoni?y dzwoneczki hiacyntów. – Nie dzwonimy dla ma?ego Kaya, nie znamy go przecie?. ?piewamy tylko nasz? piosenk?, jedyn?, jak? znamy!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Gerda podesz?a do kacze?ca, który ?wieci? w?ród zielonych, b?yszcz?cych li?ci.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Jeste? ma?ym, jasnym s?oneczkiem – rzek?a Gerda. – Powiedz mi, czy wiesz, gdzie mog?abym znale?? mego towarzysza zabaw?</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">A kaczeniec b?yszcza? tak ?adnie i tak?e patrza? na Gerd?. A potem za?piewa? swoj? pie??. Ale i ta pie?? nie by?a o Kayu.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– W ma?ym podwórku pierwszego dnia wiosny ?wieci?o gor?co kochane s?o?ce; promienie ze?lizgiwa?y si? po bia?ym murze s?siedniego domu, tu? obok ros?y pierwsze ?ó?te kwiaty, po?yskuj?ce jak z?oto w blasku ciep?ego s?o?ca, stara babka siedzia?a na dworze w fotelu, wnuczka, uboga ?liczna dziewczynka, przysz?a do domu, poca?owa?a babk?. W jej serdecznym poca?unku by?o z?oto, szczere z?oto. „Z?ote usta, z?ota dziewczyna i z?ota poranku godzina!” Oto moja krótka ba?? – powiedzia? kaczeniec.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Moja biedna stara babcia – westchn??a Gerda. – Na pewno za mn? t?skni i martwi si? o mnie i o ma?ego Kaya. Ale wróc? wkrótce znowu do domu i przyprowadz? go ze sob?. Nie mam po co pyta? kwiatów, ka?dy z nich zna tylko swoj? w?asn? ba??, nie dadz? mi ?adnych wskazówek. – I podwi?za?a sukienk?, aby móc pr?dzej biega?; ale narcyz uderzy? j? po nodze, kiedy przez niego przeskakiwa?a, wi?c zatrzyma?a si?, spojrza?a na wysmuk?y kwiat i spyta?a, pochylaj?c si? nad nim:</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Czy powiesz mi co? wreszcie? Có? powiedzia? narcyz?</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Widz? samego siebie! Widz? samego siebie! O, jak?e pachn?! Wysoko w ma?ym pokoiku na poddaszu stoi na pó? ubrana ma?a tancerka, stoi to na jednej nodze, to na dwóch, depcze nogami ca?y ?wiat i tyle ?e wszystkich ol?niewa. Z imbryczka do herbaty nalewa wody na gorsecik, który trzyma w r?ku. Czysto?? jest pi?kn? rzecz?! Bia?a suknia wisi na wieszadle, i ona te? zosta?a uprana w imbryczku, i wisi, schnie na dachu. K?adzie j? na siebie, szafranowym szalem owi?zuje szyj?, wtedy suknia po?yskuje jeszcze ?nie?niejsz? biel?. Noga podniesiona. Patrz, jak ona kr??y na jednej nodze! Widz? samego siebie. Widz? samego siebie!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Nic mnie to nie obchodzi – powiedzia?a Gerda. – Po co mi to opowiadasz? – I pobieg?a na kraniec ogrodu.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Furtka by?a zamkni?ta, ale dziewczynka potrz?sn??a zardzewia?ym zamkiem, a wtedy furtka odskoczy?a i ma?a Gerda pobieg?a boso w daleki ?wiat. Obejrza?a si? trzy razy, ale nikogo za ni? nie by?o; w ko?cu nie mog?a ju? d?u?ej biec, usiad?a na du?ym kamieniu. Kiedy si? rozejrza?a, zobaczy?a, ?e lato ju? przesz?o, by?a pó?na jesie?, nie spostrzeg?a tego wcale tam, w wielkim ogrodzie, gdzie by?o tyle s?o?ca i kwiaty kwit?y o wszystkich porach roku.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Mój Bo?e, jak?e si? zasiedzia?am – powiedzia?a ma?a Gerda. – Przecie? ju? jest jesie?. Teraz nie wolno mi odpoczywa?. – Wsta?a, aby pój?? dalej.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">O, jak?e obola?e i zm?czone by?y jej nó?ki! Naoko?o by?o tak zimno i pusto. Pod?u?ne wierzbowe listki po?ó?k?y zupe?nie, mg?a sp?ywa?a z nich kroplami wody, jeden listek za drugim opada?y na ziemi?, tylko tarnina by?a pokryta owocami, i to takimi kwa?nymi, ?e cierp?y od nich usta. O, jak?e szaro i smutno by?o na dalekim ?wiecie!<br />
</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p align="center" style="text-align: center"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Opowiadanie czwarte<br />
Ksi??? i ksi??niczka</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Gerda musia?a znowu odpocz??. Naprzeciw miejsca, gdzie siedzia?a, sfrun??a na ?nieg du?a wrona; przygl?da?a si? dziewczynce i kr?ci?a g?ow?.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Kra, kra – powiedzia?a. – D? dobr. D? dobr!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Lepiej nie umia?a wymawia?, ale odnios?a si? ?yczliwie do ma?ej dziewczynki i spyta?a j?, dok?d to idzie taka sama w daleki ?wiat. S?owo „sama” zrozumia?a bardzo dobrze ma?a Gerda i czu?a, ile w tym si? zawiera?o tre?ci, opowiedzia?a wronie swoje ca?e ?ycie, wszystko, co prze?y?a, i spyta?a, czy nie widzia?a Kaya. A wrona kiwn??a w zamy?leniu g?ow? i powiedzia?a:</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– To mo?liwe, to bardzo mo?liwe, to bardzo mo?liwe!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Naprawd?? – pyta?a ma?a dziewczynka i ca?owa?a wron? tak, ?e o ma?o nie zadusi?a jej na ?mier?.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Spokojnie, spokojnie – powiedzia?a wrona. – My?l?, ?e to móg? by? ma?y Kay! Ale na pewno zapomnia? o tobie przy ksi??niczce.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Czy on mieszka u ksi??niczki? – spyta?a Gerda.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Tak, pos?uchaj – powiedzia?a wrona. – Ale b?dzie mi trudno mówi? twoim j?zykiem. Czy rozumiesz wroni j?zyk? By?oby mi ?atwiej opowiada?.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Nie, nie uczy?am si? go – powiedzia?a Gerda – ale babka zna ten j?zyk i j?zyk innych ptaków te?. Gdybym to ja si? go by?a nauczy?a!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Nic nie szkodzi – rzek?a wrona. – Opowiem, jak potrafi?, ale nie b?dzie to dobrze<br />
opowiedziane! – I zacz??a mówi? to, co wiedzia?a.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– W pa?stwie, w którym teraz jeste?my, mieszka ksi??niczka; jest tak niebywale m?dra, ?e przeczyta?a wszystkie gazety ?wiata, a potem zapomnia?a to, co przeczyta?a, taka jest m?dra.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Teraz siedzi na tronie, ale podobno to wcale nie jest takie przyjemne; wi?c zacz??a ?piewa? tak? piosenk?! „Dlaczegó? bym nie mia?a wyj?? za m??! Naprawd?, to dobra my?l.” Tak, postanowi?a wyj?? za m??, ale za takiego, który potrafi?by odpowiedzie? na zadane mu pytania, nie takiego, co tylko stoi i wytwornie wygl?da, bo to jest nudne. I ksi??niczka zawo?a?a wszystkie damy dworu, a kiedy us?ysza?y, o co chodzi, by?y bardzo zadowolone. „To si? nam nadzwyczajnie podoba – powiedzia?y – my?la?y?my o tym niedawno! „ Mo?esz mi wierzy?, ?e ka?de s?owo, które mówi?, jest prawd? – doda?a wrona. – Mam oswojon? narzeczon?, która wchodzi swobodnie do zamku, i ona mi to wszystko opowiedzia?a!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Narzeczona by?a naturalnie tak?e wron?, gdy? swój ci?gnie do swego, czyli wrona do wrony!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Tego dnia gazety wysz?y z obwódk? w kszta?cie serc i z podpisem ksi??niczki, mo?na w nich by?o przeczyta?, ?e ka?dy dobrze prezentuj?cy si? m?odzieniec mo?e przyj?? na zamek i rozmawia? z ksi??niczk?, a ten, który b?dzie si? tam zachowywa? tak jak u siebie w domu i b?dzie najm?drzej mówi?, zostanie m??em ksi??niczki.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Tak, tak – powiedzia?a wrona – wszystko, co mówi?, to ?wi?ta prawda. Wi?c ludzie ci?gn?li gromadnie, by? t?ok i ?cisk, ale nikomu nie poszcz??ci?o si? ani pierwszego dnia ani drugiego.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Kiedy wszyscy razem stali na ulicy, rozmawiali swobodnie, ale gdy tylko wchodzili w bram? zamkow?, tracili g?owy na widok gwardii w srebrze, lokajów w z?ocie na schodach, wielkich o?wietlonych sal; stali przed tronem, na którym siedzia?a ksi??niczka, i nie umieli nic powiedzie? prócz ostatniego s?owa przez ni? wymówionego, a jej nie zale?a?o przecie? na tym, aby us?ysze? powtórzone w?asne s?owa. Mia?o si? wra?enie, ?e ci ludzie za?yli tabaki na czczy ?o??dek i zapadli w sen, dopóki nie znale?li si? znowu na ulicy, gdzie odzyskiwali mow?. Od bram miasta a? do zamku sta? d?ugi ogon. Ja sam tam by?em, aby si? im przyjrze? – doda?a wrona. – Czuli ju? g?ód i pragnienie, ale na zamku nie dostali nawet szklanki wody. Wprawdzie niektórzy m?drzejsi zabrali ze sob? zapasy, ale nie dzielili si? ze swym s?siadem; my?leli sobie:</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">„Niech wygl?da na g?odomora, to wtedy ksi??niczka go nie we?mie!”</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– A Kay! Ma?y Kay! – spyta?a Gerda. – Kiedy on przyszed?? Czy by? mi?dzy nimi<br />
wszystkimi?</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Miej cierpliwo??! – powiedzia?a wrona. – Zaraz do niego dojdziemy. By?o to trzeciego dnia, na zamek przyszed? ma?y ch?opiec bez konia i bez pojazdu, szed? weso?o, oczy b?yszcza?y mu jak twoje, mia? prze?liczne d?ugie w?osy, ale by? ubogo ubrany.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– To by? Kay! – cieszy?a si? Gerda. – Ach, nareszcie go znalaz?am! – I klasn??a w r?ce.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Na plecach mia? ma?y tornister – opowiada?a wrona.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Nie, to by?y pewnie jego sanki – zauwa?y?a Gerda – znikn?? z sankami!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– To mo?liwe! – powiedzia?a wrona. – Tak dok?adnie nie widzia?em. Ale wiem od mojej oswojonej narzeczonej, ?e kiedy przechodzi? przez zamkowe wrota i zobaczy? srebrn? gwardi? i lokajów w z?ocie na schodach, zupe?nie si? nie zmiesza?, skin?? do nich g?ow? i mówi?: „Jak?e to musi by? nudno tak sta? na schodach, lepiej wejd? do ?rodka”.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Sale b?yszcza?y od ?wiate?, radcy i ministrowie chodzili boso i roznosili z?ote pó?miski; nastrój by? uroczysty. Buciki tego ch?opca skrzypia?y okropnie, ale on nic sobie z tego nie robi?.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– To na pewno by? Kay! – zawo?a?a Gerda. – Wiem, ?e ma nowe buciki; s?ysza?am w pokoju babci, jak skrzypia?y!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Tak, skrzypia?y porz?dnie – powiedzia?a wrona. – Ch?opiec z uradowan? min? poszed? wprost do ksi??niczki, która siedzia?a na perle tak wielkiej jak ko?owrotek; wszystkie damy dworu ze swymi s?u?ebnymi i s?u?ebne s?u?ebnych, i wszyscy marsza?kowie dworu ze swymi paziami i s?u??cymi paziów, którzy mieli swoich ch?opców na posy?ki, wszyscy stali dooko?a i im który sta? bli?ej drzwi, tym dumniej wygl?da?. Twarz pacho?ka s?ugi s?u??cego zaledwie mo?na by?o dojrze?, tak dumnie sta? w drzwiach!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– To musia?o by? straszne! – powiedzia?a ma?? Gerda. – A jednak Kay zdoby? ksi??niczk??</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Gdybym nie by? wron?, zdoby?bym j? równie?, nie bacz?c na to, ?e jestem zar?czony. On mówi? równie dobrze jak ja, kiedy mówi? wronim j?zykiem, wiem to od mojej oswojonej narzeczonej. By? swobodny i mi?y i wcale nie przyszed? po to, aby stara? si? o jej r?k?, przyszed? jedynie, aby pos?ucha? m?dro?ci ksi??niczki; spodoba?a mu si? i on jej spodoba? si? tak?e!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Tak, to by? na pewno Kay – powiedzia?a Gerda. – By? taki m?dry, ?e potrafi? rachowa? z pami?ci, i to z u?amkami. Ach, czy zaprowadzisz mnie na zamek?</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– To ?atwo powiedzie? – powiedzia?a wrona – ale jak to zrobimy? – Pomówi? o tym z moj? oswojon? narzeczon?; na pewno nam poradzi; bo musz? ci powiedzie?, ?e takiej ma?ej dziewczynki jak ty nie przepuszcz? nigdy do pa?acu!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– A jednak si? tam dostan? – powiedzia?a Gerda. – Gdy Kay us?yszy, ?e ja tu jestem, zaraz przyjdzie i zabierze mnie!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Czekaj na mnie przy sztachetkach! – powiedzia?a wrona, pokiwa?a g?ow? i odlecia?a.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Dopiero kiedy nadszed? wieczór, wrona wróci?a z powrotem.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Kra, kra! – powiedzia?a. – Du?o pozdrowie? od mojej narzeczonej, a oto bu?eczka dla ciebie, wzi??em j? z kuchni, tam jest do?? chleba, a ty jeste? na pewno g?odna. To zupe?nie niemo?liwe, aby? wesz?a do pa?acu, jeste? przecie? bosa, srebrna gwardia i lokaje w z?ocie nie pozwalaj? na to, ale nie p?acz, jako? wejdziemy. Moja narzeczona zna pewne tylne schody, prowadz?ce do sypialnych pokojów, i wie, gdzie mo?na znale?? klucze!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Wesz?y wi?c do ogrodu, w wielk? alej?, gdzie z drzew spada?y li?cie; kiedy w pa?acu jedne za drugimi pogas?y ?wiat?a, wrona zaprowadzi?a ma?? Gerd? do tylnych drzwi, które by?y uchylone.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">O, jak?e bi?o serce Gerdy ze strachu i t?sknoty! Zupe?nie tak, jakby chcia?a zrobi? co? z?ego, a przecie? pragn??a tylko wiedzie?, czy tu by? ma?y Kay: tak, musi tam by?; my?la?a z takim przej?ciem o jego m?drych oczach, o jego d?ugich w?osach, widzia?a wyra?nie jego u?miech, kiedy siedzia? z ni? w domu pod ró?ami. Ucieszy si? na pewno, gdy j? zobaczy i us?yszy, jak? d?ug? drog? odby?a do niego, kiedy si? dowie, jak martwili si? wszyscy w domu, gdy on nie wróci?! O, jak?e si? ba?a i cieszy?a zarazem!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Oto weszli ju? na schody; na szafie pali?a si? ma?a lampa; po?rodku na pod?odze sta?a oswojona wrona, kr?ci?a g?ow? na wszystkie strony i patrza?a na Gerd?, która dygn??a tak, jak j? uczy?a babcia.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Mój narzeczony opowiada? mi tyle dobrego o pani, mi?a panieneczko! – powiedzia?a oswojona wrona. – Dzieje pani ?ycia, jak to mówi?, s? równie? bardzo wzruszaj?ce. Niech pani we?mie lamp?. Wtedy ja pójd? przodem. Gdy pójdziemy prosto przed siebie, to nie spotkamy nikogo!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Wydaje mi si?, ?e kto? idzie tu? za nami! – powiedzia?a Gerda; rzeczywi?cie co? obok zaszele?ci?o; zupe?nie jakby cienie prze?lizgiwa?y si? po ?cianie, konie o rozwichrzonych grzywach i smuk?ych nogach, my?liwi, panowie i damy na koniach.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– To s? tylko sny! – powiedzia?a wrona – przychodz? i zapraszaj? my?li ksi?cia i ksi??niczki na polowanie; to dobrze, bo potem mo?e im si? pani w ?ó?ku lepiej przyjrze?. Ale spodziewam si?, ?e kiedy pani dojdzie do zaszczytów i godno?ci, oka?e mi pani wdzi?czno??!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– To si? samo przez si? rozumie – wtr?ci?a druga wrona. Wesz?y do pierwszej sali o ?cianach z ró?owego at?asu w kwiaty; obok nich zaszele?ci?y sny, ale przelecia?y tak pr?dko, ?e Gerda nie zd??y?a obejrze? tego czcigodnego towarzystwa. Jedna sala by?a wspanialsza od drugiej; by?o tam co podziwia?. Wreszcie znale?li si? w sypialni. Sufit przypomina? wielk? palm?, o li?ciach ze szk?a, z kosztownego szk?a, a po?rodku pokoju na grubym sznurze ze z?ota wisia?y dwa ?o?a, ka?de wygl?da?o jak lilia; jedno by?o bia?e, le?a?a na nim ksi??niczka, drugie by?o czerwone i tam Gerda mia?a szuka? ma?ego Kaya; uchyli?a jeden czerwony p?atek i zobaczy?a br?zow? szyj?. Tak, to by? Kay! Krzykn??a g?o?no jego imi? trzymaj?c lamp? tu? nad nim – sny znowu wtargn??y konno do pokoju, ksi??? obudzi? si?, odwróci? g?ow? i – to nie by? ma?y Kay.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Mia? tylko podobny do niego kark; by? m?ody i pi?kny. Z ?ó?ka, które wygl?da?o jak bia?a lilia, wyjrza?a ksi??niczka i spyta?a, co si? sta?o. Wtedy ma?a Gerda zap?aka?a i opowiedzia?a ca?? swoj? histori? i wszystko, co zrobi?y dla niej wrony.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Biedna dziewczynka! – powiedzieli ksi??? i ksi??niczka, a potem pochwalili wrony, zapewnili je, ?e nie gniewaj? si? wcale, ale ?eby tego cz??ciej nie robi?y. Tym razem zostan? wynagrodzone.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Czy chcecie lata? na wolno?ci – spyta?a ksi??niczka – czy wolicie mie? sta?e miejsce jako dworskie wrony i korzysta? ze wszystkich odpadków z kuchni?</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Obie wrony dygn??y nisko i poprosi?y o sta?e miejsce; my?la?y o staro?ci i powiedzia?y:</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– To dobrze, kiedy cz?owiek – tak powiedzia?y – ma spokój na stare lata!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Ksi??? wsta? z ?ó?ka i ust?pi? je Gerdzie, taki by? dla niej dobry. Dziewczynka splot?a swoje ma?e r?czki i my?la?a: „I ludzie, i zwierz?ta s? dobrzy” – a potem zamkn??a oczy i zasn??a s?odko. Przylecia?y znowu wszystkie sny w postaci anio?ów, przynios?y ma?e sanki, na których siedzia? Kay i kiwa? na ni?; ale to by? tylko sen i dlatego znik?, gdy tylko si? obudzi?a.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Na drugi dzie? ubrano j? od stóp do g?ów w jedwab i aksamit; pozwolono jej zosta? w pa?acu i sp?dza? przyjemnie czas, ale Gerda poprosi?a, aby jej dali tylko wózek z koniem i par? ma?ych trzewiczków, bo chcia?a jecha? znowu w daleki ?wiat odszuka? Kaya.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Dosta?a i buciki, i mufk?; ubrano j? ?licznie, a kiedy mia?a odjecha?, czeka?a na ni? przed bram? kareta z czystego z?ota, herb ksi?cia i ksi??niczki b?yszcza? na drzwiczkach jak gwiazda, stangret, s?u?ba i forysie, gdy? byli tam tak?e i forysie, mieli z?ote korony na g?owie. Ksi??? i ksi??niczka pomagali jej sami wsi??? do karety i ?yczyli wiele szcz??cia. Le?na wrona, która w?a?nie pobra?a si? z oswojon?, odprowadzi?a Gerd? trzy mile; siedzia?a obok niej, bo nie znosi?a jazdy ty?em do konia; druga wrona sta?a we wrotach i bi?a skrzyd?ami, nie odprowadza?a Gerdy, bo cierpia?a na bóle g?owy, od czasu kiedy mia?a sta?e miejsce i przejada?a si?. Kareta wysadzana by?a w ?rodku obwarzankami z cukru, a siedzenie napchane by?o owocami i piernikami.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– ?egnaj, ?egnaj! – wo?ali ksi??? i ksi??niczka, a ma?a Gerda p?aka?a i wrona tak?e; tak przesz?a pierwsza mila podró?y. Potem i wrona musia?a si? po?egna? i to by?o najci??sze rozstanie. Pofrun??a na drzewo i trzepota?a czarnymi skrzyd?ami, dopóki kareta, b?yszcz?ca jak jasny promie? s?o?ca, nie znikn??a jej z oczu.<br />
</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p align="center" style="text-align: center"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Opowiadanie pi?te<br />
Ma?a rozbójniczka</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Jechali przez ciemny las, ale kareta b?yszcza?a jak pochodnia; k?u?o to rozbójników w oczy, nie mogli tego znie??.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Z?oto, z?oto! – wo?ali, pchali si? naprzód, schwycili konie za uzdy, zabili ma?ych forysiów, stangreta i s?u??cych i wyci?gn?li ma?? Gerd? z karety.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Jest t?usta, ?liczna i karmiona orzechami – powiedzia?a stara rozbójniczka, która mia?a d?ug?, stercz?c? brod? i brwi opadaj?ce na oczy. – Jest taka smaczna jak ma?e, t?uste jagni?tko, to dopiero b?dzie uczta! – I wyci?gn??a nó?, który b?ysn?? tak, ?e a? ciarki po ciele przesz?y.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Ach! – zawo?a?a nagle stara; jej w?asna ma?a, dzika i niezno?na córeczka, któr? nios?a na plecach, ugryz?a j? w ucho. – Ty przekl?ty bachorze – zawo?a?a matka i nie zd??y?a zamordowa? Gerdy.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Ona b?dzie si? ze mn? bawi?a – powiedzia?a ma?a rozbójniczka. – Niech mi odda swoj? mufk? i ?liczn? sukienk? i niech ?pi ze mn? w ?ó?ku. – I ugryz?a matk? par? razy tak, ?e ?ona rozbójnika a? skoczy?a do góry i zacz??a si? kr?ci? w kó?ko; wszyscy rozbójnicy ?mieli si? i mówili:</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Patrzcie, jak to ta?czy ze swym bachorem!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Ja chc? siedzie? w karecie – powiedzia?a ma?a rozbójniczka – chcia?a i musia?a postawi? na swoim, bo by?a rozpieszczona i uparta. Usiad?a obok Gerdy w karecie i potem pojecha?y przez pnie i krzaki coraz g??biej w las. Ma?a rozbójniczka by?a taka du?a jak Gerda, ale silniejsza, o szerszych ramionach i ciemniejszej cerze. Jej oczy by?y czarne i patrza?y prawie smutno. Obj??a ramieniem ma?? Gerd? i powiedzia?a:</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Nie powinni ci? zabija?, dopóki si? na ciebie nie pogniewam. Jeste? pewnie ksi??niczk??</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Nie – odrzek?a ma?a Gerda i opowiedzia?a jej wszystko, co prze?y?a, i jak bardzo kocha ma?ego Kaya.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Córeczka rozbójników patrza?a na ni? zupe?nie powa?nie, pokiwa?a troch? g?ow? i odezwa?a si?:</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Nie powinni ci? zabija?, nawet gdybym by?a na ciebie z?a; sama to wtedy zrobi?!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Otar?a Gerdzie oczy i w?o?y?a obie swoje r?ce do ?licznej mufki, która by?a taka ciep?a i mi?kka. Wtem kareta si? zatrzyma?a; znajdowali si? w ?rodku podwórza starego, zbójeckiego zamku, by? on p?kni?ty od góry do do?u. Kruki i wrony wyfruwa?y z otwartych szczelin, a wielkie buldogi, które wygl?da?y tak, jakby mia?y po?kn?? cz?owieka, skaka?y wysoko do góry, ale nie szczeka?y, bo to by?o zabronione.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">W wielkiej, starej, zadymionej sali pali? si? na ?rodku kamiennej pod?ogi du?y ogie?, dym wznosi? si? a? do sufitu i musia? sobie sam szuka? wyj?cia; gotowa? si? du?y kocio? z zup?, a na ro?nie piek?y si? zaj?ce i króliki.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Musisz przespa? si? w nocy tu, obok mnie, razem ze wszystkimi moimi zwierz?tkami – powiedzia?a ma?a rozbójniczka. Dano im je?? i pi? i posz?y potem w k?t, gdzie le?a?a s?oma i koce. Wysoko na ?erdziach i belkach siedzia?o prawie sto go??bi, zdawa?o si?, ?e ?pi?, ale gdy obie dziewczynki wesz?y, poruszy?y si? troch?.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Wszystkie s? moje – powiedzia?a ma?a rozbójniczka i schwyci?a pr?dko jednego z najbli?ej siedz?cych go??bi; z?apa?a go za nog? i potrz?sn??a nim tak, ?e zatrzepota? skrzyd?ami. – Poca?uj go – zawo?a?a i uderzy?a Gerd? ptakiem po twarzy. – Tam siedz? le?ne dzikusy – mówi?a dalej i pokaza?a ca?y szereg ?elaznych pr?tów, wbitych wysoko w murze, nad otworem. – Musimy ich pilnowa?, to s? kanalie z lasu, uciekaj?, gdy tylko nie s? dobrze zamkni?te, a tutaj stoi mój stary, kochany Ba. – I przyci?gn??a za rogi rena, naoko?o szyi mia? b?yszcz?cy, miedziany pier?cie? i by? przywi?zany. – Tego te? musimy trzyma? na uwi?zi, bo inaczej by uciek?. Co wieczór ?echc? go w szyj? moim ostrym no?em, bo si? tego bardzo boi. – I dziewczynka wyci?gn??a d?ugi nó? ze szpary w murze i przesun??a go po szyi rena; biedne zwierz? kopa?o tylnymi nogami, a ma?a rozbójniczka ?mia?a si? i wci?gn??a Gerd? do ?ó?ka.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Czy b?dziesz mia?a nó? przy sobie w czasie snu? – spyta?a Gerda i spojrza?a z przestrachem na nó?.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Ja zawsze ?pi? z no?em – powiedzia?a ma?a rozbójniczka. – Nigdy nie wiadomo, co si? mo?e przytrafi?. Ale powtórz jeszcze raz to, co mi opowiada?a? o ma?ym Kayu, i dlaczego posz?a? w daleki ?wiat. – I Gerda opowiedzia?a od pocz?tku, a dzikie go??bie w klatce grucha?y, inne go??bie spa?y. Ma?a rozbójniczka obj??a ramieniem Gerd? za szyj?, w drugiej r?ce trzyma?a nó? i zasn??a, tak ?e by?o s?ycha? jej oddech; ale Gerda nie mog?a zamkn?? oczu, nie wiedzia?a, czy b?dzie ?y?a czy te? umrze. Rozbójnicy siedzieli naoko?o ognia, ?piewali i pili, a ?ona rozbójnika fika?a kozio?ki. O, jak?e strasznie by?o ma?ej dziewczynce na to patrze?!<br />
Wtem go??bie le?ne powiedzia?y:</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Gurr, grr! Widzia?y?my ma?ego Kaya. Bia?a kura nios?a saneczki, on siedzia? w saniach Królowej ?niegu, które unosi?y si? nad lasem, podczas gdy my siedzia?y?my w naszym gnie?dzie; dmuchn??a na nas i prócz nas dwóch umar?y wszystkie piskl?ta. Grr, grr!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Co wy tam w górze mówicie? – zawo?a?a Gerda. – Dok?d pojecha?a Królowa ?niegu? Czy wiecie co? o tym?</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Pewnie pojecha?a do Laponii, bo tam jest zawsze ?nieg i lód. Spytaj rena, co stoi na postronku.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Tam jest lód i ?nieg, tam jest dobrze i pi?knie – powiedzia? ren. – Skacze si? swobodnie po wielkich, b?yszcz?cych dolinach. Królowa ?niegu ma tam swój letni namiot, ale jej stary zamek stoi wysoko nad biegunem pó?nocnym, na wyspie, która si? nazywa Szpicberg!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Ach, Kay, kochany Kay! – westchn??a Gerda.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Le? teraz spokojnie – powiedzia?a ma?a rozbójniczka – inaczej zak?uj? ci? no?em!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Rano opowiedzia?a jej Gerda wszystko, co mówi?y dzikie go??bie, a ma?a rozbójniczka s?ucha?a uwa?nie, ale potem pokr?ci?a g?ow? i powiedzia?a:</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– W?a?nie! W?a?nie! Czy wiesz, gdzie le?y Laponia? – spyta?a rena.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Któ? ma lepiej wiedzie? ode mnie? – powiedzia?o zwierz?, a oczy mu zab?ys?y. – Tam si? urodzi?em i wyros?em, tam skaka?em po polach.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– S?uchaj no! – powiedzia?a ma?a rozbójniczka do Gerdy. – Widzisz, ?e wszyscy nasi m??czy?ni ju? wyszli, ale matka jest jeszcze tutaj i zostanie; pó?niej, rano, pije zawsze z du?ej butelki i ucina sobie drzemk?; wtedy b?d? mog?a co? zrobi? dla ciebie! – Wyskoczy?a z ?ó?ka, rzuci?a si? matce na szyj?, skubn??a j? w brod? i powiedzia?a: – Mój najs?odszy kozio?ku, dzie? dobry! – A matka da?a jej szczutka w nos, tak ?e jej nos poczerwienia? i posinia?, ale to wszystko jedynie z mi?o?ci.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Kiedy potem matka napi?a si? z du?ej flaszki i uci??a sobie drzemk?, ma?a rozbójniczka zbli?y?a si? do rena i powiedzia?a:</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Mia?abym straszn? ochot? po?echta? ci? jeszcze kilka razy ostrym no?em, bo jeste? taki zabawny, ale trudno, odwi??? twój sznur i pomog? ci dosta? si? do Laponii, tylko nie wolno ci oszcz?dza? nóg, musisz zaprowadzi? t? ma?? dziewczynk? do pa?acu Królowej ?niegu, gdzie jest jej towarzysz zabaw. S?ysza?e? pewnie to, co ona opowiada?a, bo mówi?a dosy? g?o?no, a ty zawsze pods?uchujesz!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Ren wysoko podskoczy? z rado?ci. Dziewczynka rozbójników podnios?a do góry ma?? Gerd? i by?a na tyle przezorna, ?e j? mocno przywi?za?a, a nawet da?a jej ma?? poduszeczk?, aby mia?a na czym siedzie?.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– W?a?nie! – powiedzia?a. – Masz z powrotem twoje futrzane trzewiki, bo b?dzie ci zimno, ale mufk? zatrzymam sobie, bo jest za ?adna! Chyba nie zmarzniesz! Masz tu wielkie r?kawice mojej matki, si?gaj? a? do ?okci; k?ad? je! Twoje r?ce wygl?daj? teraz jak r?ce mojej wstr?tnej matki!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">A Gerda p?aka?a z rado?ci.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Nie mog? znie?? tego, ?e beczysz! – powiedzia?a ma?a rozbójniczka. – Teraz w?a?nie powinna? mie? zadowolon? min?! Masz tu dwa bochenki chleba i szynk?, nie b?dziesz g?odna! – Wszystkie zapasy przywi?zano renowi za siod?em; ma?a rozbójniczka otworzy?a drzwi, zawo?a?a do ?rodka wszystkie wielkie psy, potem przeci??a no?em postronek i powiedzia?a do rena: </span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Teraz p?d?, ale uwa?aj na dziewczynk?!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">A Gerda wyci?gn??a r?ce w wielkich r?kawicach do ma?ej dziewczynki rozbójników i<br />
powiedzia?a:</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Do widzenia – a potem ren pu?ci? si? przez krzaki i kamienie, przez wielki las, przez b?ota i stepy tak pr?dko, jak tylko móg?. Wilki wy?y, a kruki kraka?y.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Fut, fut! – d?wi?cza?o w powietrzu. Brzmia?o to tak, jakby kto? plu? czerwonym ogniem.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– To moja stara zorza pó?nocna! – powiedzia? ren. – Patrz, jak b?yszczy! – I potem bieg? jeszcze pr?dzej, coraz dalej, dniem i noc?; Gerda zjad?a chleby, szynk? tak?e, i ju? byli w Laponii.<br />
</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p align="center" style="text-align: center"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Opowiadanie szóste<br />
Laponka i Finka</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Zatrzymali si? przed ma?ym, bardzo n?dznym domkiem; dach pochyla? si? a? do ziemi, a drzwi by?y takie niskie, ?e mieszka?cy musieli pe?za? na czworakach chc?c wej?? lub wyj??. W domu nie by?o nikogo prócz starej Laponki, która, stoj?c przy lampie z tranu, sma?y?a ryb?. Ren opowiedzia? ca?? histori? Gerdy, ale najpierw swoj? w?asn?, bo uwa?a?, ?e ta jest o wiele wa?niejsza, a Gerda by?a tak zmarzni?ta, ?e nie mog?a wcale mówi?.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Ach, wy biedacy! – powiedzia?a Laponka. – Macie jeszcze dalek? drog? przed sob?.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Musicie przebiec jeszcze przesz?o sto mil równin? finmarku, a? tam, gdzie rozsiad?a si? Królowa ?niegu i puszcza co wieczór bengalskie ognie. Napisz? par? s?ów na wysuszonym dorszu, nie mam papieru, a chc? napisa? do Finki, tam na Pó?nocy, ona da wam lepsze wskazówki ni? ja!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Kiedy Gerda ogrza?a si?, najad?a i napi?a, Laponka napisa?a na wysuszonym dorszu par? s?ów, kaza?a Gerdzie dobrze tego pilnowa?, przywi?za?a j? znowu do rena, który pop?dzi? razem z ni?.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">„Fut, fut!”, zabrzmia?o wysoko w powietrzu, przez ca?? noc p?on??a najpi?kniejsza niebieska zorza polarna i potem przyjechali do Finmarku, i zapukali do komina Finki, bo w chacie nie by?o nawet drzwi wej?ciowych.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Wewn?trz by? tak straszny upa?, ?e Finka sama chodzi?a prawie zupe?nie nago; by?a ma?a i bardzo brudna; zaraz rozebra?a ma?? Gerd?, zdj??a z niej r?kawice i buciki, aby nie by?o jej za gor?co; renowi po?o?y?a na g?owie kawa?ek lodu i potem przeczyta?a to, co by?o napisane na skórze dorsza; przeczyta?a trzy razy, tak ?e nauczy?a si? tego na pami??, i wrzuci?a ryb? do gotuj?cego si? garnka, bo nadawa?a si? do jedzenia, a ona nigdy niczego nie marnowa?a.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Ren opowiedzia? jej najpierw swoj? histori?, a potem dzieje ma?ej Gerdy, a Finka b?yska?a m?drymi oczami, ale nic nie mówi?a.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Jeste? taka m?dra! – powiedzia? ren. – Wiem, ?e potrafisz zwi?za? wszystkie wiatry ?wiata jedn? nitk?; kiedy ?eglarz rozpl?tuje jeden w?ze?, wieje przyjazny wiatr, kiedy rozlu?nia drugi, wieje ostry wicher, a kiedy rozwi?zuje trzeci i czwarty, zrywa si? taka burza, ?e lasy si? przewracaj?. Czy zechcia?aby? da? ma?ej dziewczynce do wypicia taki napój, aby zrobi?a si? silna jak dwunastu m??czyzn i aby zwyci??y?a Królow? ?niegu?</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Silna jak dwunastu m??czyzn? – zapyta?a Finka. – Na có? to si? mo?e jej przyda?? – Potem podesz?a do ?ó?ka, wzi??a du??, zwini?t? skór? i rozwin??a j?; by?y tam napisane dziwaczne litery. Finka zacz??a czyta?, a? jej pot sp?ywa? z czo?a.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Ale ren wstawia? si? tak gor?co za ma?? Gerd?, a Gerda patrza?a takimi b?agalnymi, pe?nymi ?ez oczami, ?e Finka zacz??a znowu b?yska? spojrzeniem, zaci?gn??a rena w k?t pokoju i szepta?a co? k?ad?c mu na g?ow? ?wie?y lód.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Ma?y Kay jest co prawda u Królowej ?niegu, ma tam wszystko, czego tylko dusza<br />
zapragnie, i jest pewien, ?e to najlepsze miejsce na ?wiecie, ale dzieje si? to dlatego, ?e ma w sercu od?amek szk?a i okruszyn? szk?a w oku; trzeba mu to wyj??, inaczej nie stanie si? nigdy prawdziwym cz?owiekiem, i Królowa ?niegu zachowa nad nim sw? moc.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Ale czy nie mog?aby? da? ma?ej Gerdzie czego? takiego, ?eby sta?a si? mocniejsza od wszystkich?</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Nie mog? jej u?yczy? wi?cej mocy od tej, któr? posiada. Czy? nie widzisz, jaka jest pot??na? Czy nie widzisz, jak jej musz? s?u?y? ludzie i zwierz?ta, jak uda?o jej si? przej?? przez ?wiat na bosych nó?kach? Nie powinna my?le?, ?e to my?my u?yczyli jej tej pot?gi, ona tkwi w jej sercu, pochodzi st?d, ?e Gerda jest dobrym, niewinnym dzieckiem. Skoro jej samej nie uda si? dosta? do Królowej ?niegu i uwolni? Kaya od od?amków szk?a, to my jej nic nie pomo?emy.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">O dwie mile st?d zaczyna si? ogród Królowej ?niegu, tam mo?esz zanie?? ma?? dziewczynk?; posad? j? na ?niegu ko?o wielkiego krzaka, pe?nego czerwonych jagód; nie marud? d?ugo, tylko po?piesz si? i wró? tu znowu. – Potem Finka unios?a ma?? Gerd?, posadzi?a j? na grzbiecie rena, a ren pop?dzi?, jak tylko móg? najpr?dzej.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">– Ach, nie zabra?am moich trzewików, nie mam r?kawic! – zawo?a?a ma?a Gerda; spostrzeg?a to, bo by?o przera?liwie zimno, ale ren nie odwa?y? si? zatrzyma?, p?dzi?, a? przybieg? do du?ego krzaka z czerwonymi jagodami; tam posadzi? Gerd?, poca?owa? j? w usta, a wielkie, jasne ?zy pop?yn??y z oczu po policzkach zwierz?cia; potem pobieg? z powrotem tak pr?dko jak tylko mog?y go unie?? nogi. A ma?a Gerda sta?a bez trzewików i bez r?kawiczek po?rodku straszliwego, lodowato zimnego pola Finmarku.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Bieg?a przed siebie, jak tylko mog?a najszybciej; nagle nadci?gn?? ca?y pu?k ?nie?nych p?atków; ale nie pada?y z nieba, niebo by?o zupe?nie jasne i b?yszcz?ce od zorzy pó?nocnej; p?atki ?niegu bieg?y tu? przy ziemi i im si? bardziej zbli?a?y, tym by?y wi?ksze. Gerda pami?ta?a jeszcze, jakie wielkie i kunsztowne wydawa?y jej si? p?atki wtedy, gdy je ogl?da?a przez powi?kszaj?ce szk?o, ale tu by?y jeszcze o wiele wi?ksze i bardziej przera?aj?ce; by?y ?ywe, stanowi?y przedni? stra? Królowej ?niegu; mia?y najdziwniejsze kszta?ty; niektóre wygl?da?y jak szkaradne, wielkie je?ozwierze, inne jak sploty w??ów, wysuwaj?cych g?owy, a znowu inne –<br />
jak ma?e, grube nied?wiedzie o nastroszonej sier?ci, wszystkie by?y o?lepiaj?co bia?e, wszystkie by?y ?ywymi p?atkami ?niegu.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">Ma?a Gerda zmówi?a Ojcze nasz; a mróz by? tak wielki, ?e widzia?a swój w?asny oddech; parowa? z jej ust jak g?sty dym; oddech ten stawa? si? coraz g?stszy i g?stszy i u?o?y? si? w kszta?t jasnych anio?ów, które w miar? zbli?ania si? do ziemi, stawa?y si? coraz wi?ksze; wszystkie mia?y na g?owach he?my, a w r?kach dzidy i tarcze; by?o ich coraz wi?cej, i kiedy Gerda sko?czy?a mówi? Ojcze nasz, sta? naoko?o niej ca?y legion; uderza?y swymi mieczami w szkaradne p?atki ?niegu, tak ?e te rozpada?y si? na tysi?czne kawa?ki, a ma?a Gerda sz?a pewnie i rado?nie naprzód. Anio?ki g?adzi?y jej nogi i r?ce; wtedy nie czu?a wcale zimna i sz?a pr?dko naprzód do pa?acu Królowej ?niegu.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #0099cc">A teraz zobaczymy, co si? dzia?o z Kayem. Nie my?la? on wprawdzie o ma?ej Gerdzie, a ju? najmniej o tym, ?e sta?a na dworze</span></strong><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial"> <span style="color: #0099cc">przed pa?acem.</span></span></strong><span style="font-family: Arial; color: #0099cc" /></p>
<p align="center" style="text-align: center"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial"><br />
<span style="color: #3366ff">Opowiadanie siódme<br />
Co si? dzia?o w pa?acu Królowej ?niegu<br />
i co si? pó?niej sta?o</span></span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">?ciany pa?acu by?y zrobione ze ?nie?nej zawiei, a okna i drzwi z ostrych wiatrów; by?o tam przesz?o sto sal, zale?nie od tego, jak zawia? ?nieg; najwi?ksza sala rozci?ga?a si? na wiele mil, wszystkie o?wietla?o silne ?wiat?o zorzy polarnej; by?y wielkie, puste, lodowato zimne i b?yszcz?ce! Nie panowa?a tu nigdy rado??, nie odby? si? tu nawet ani razu balik nied?wiedzi, na którym móg?by zagra? wicher i gdzie by bia?e nied?wiedzie mog?y chodzi? na tylnych nogach i popisa? si? swoimi dobrymi manierami; nie by?o tu nigdy towarzyskich zabaw ani otwierania paszcz i bicia ?apami; bia?e li?cie nie plotkowa?y tu nigdy przy herbatce; puste, wielkie i zimne by?y sale Królowej ?niegu. Zorza pó?nocna pali?a si? tak równomiernie, ?e mo?na by?o wed?ug jej ?wiat?a oznaczy?, kiedy znajdowa?a si? na najwy?szym punkcie, a kiedy na najni?szym.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Po?rodku pustej, niesko?czonej, ?nie?nej sali le?a?o zamarzni?te jezioro, które pop?ka?o na tysi?ce kawa?ków, ale jeden kawa?ek by? podobny do drugiego, by?o to prawdziwe dzie?o sztuki; po?rodku tego jeziora siadywa?a Królowa ?niegu, wtedy gdy by?a w domu, i wówczas mówi?a, ?e siedzi na zwierciadle rozs?dku i ?e to jest jedyne i najlepsze zwierciad?o na ?wiecie.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Ma?y Kay by? zupe?nie siny z mrozu, prawie czarny, ale nie spostrzeg? tego wcale, gdy? Królowa ?niegu odj??a mu swym poca?unkiem wra?liwo?? na zimno, a jego serce sta?o si? kawa?kiem lodu. Chodzi? i zbiera? p?askie, ostre kawa?ki lodu, które sk?ada? w ten sposób, aby co? z nich wysz?o, zupe?nie tak samo jak my, kiedy z kawa?ków drzewa sk?adamy figury, co si? nazywa chi?sk? gr?. Kay uk?ada? najkunsztowniejsze wzory, by?a to lodowa ?amig?ówka, w jego oczach figury te by?y nadzwyczajne i niezwyk?ej wagi, przyczynia? si? do tego okruch szk?a, który Kay mia? w oku. Kay sk?ada? ca?e figury, które tworzy?y napis, ale nie udawa?o mu si? u?o?y? s?owa, na którym mu w?a?nie zale?a?o. S?owem tym by?a „Wieczno??”, a Królowa ?niegu o?wiadczy?a:</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Je?eli uda ci si? u?o?y? to s?owo, staniesz si? zupe?nie niezale?ny, podaruj? ci ca?y ?wiat i na dodatek par? nowych ?y?ew. – Ale Kay nie móg? w ?aden sposób u?o?y? tego w?a?nie s?owa.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Teraz pomkn? sobie daleko, do ciep?ych krajów – powiedzia?a Królowa ?niegu – chc? zajrze? raz do tych czarnych garnków. – Mia?a na my?li góry ziej?ce ogniem, które si? nazywaj? Etna i Wezuwiusz. – Pobiel? je troch?. To im si? nale?y, zreszt? wyjdzie to na dobre cytrynom i winogronom! – I Królowa ?niegu odfrun??a, a Kay zosta? zupe?nie sam w olbrzymiej lodowej sali, przygl?da? si? kawa?kom lodu i my?la?, my?la?, a? co? w nim zatrzeszcza?o, siedzia? zupe?nie sztywno i cicho, mog?o si? zdawa?, ?e zamarz?.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">I wtedy w?a?nie ma?a Gerda wesz?a przez wielkie wrota do pa?acu; wia?y w?a?nie ostre wichry, ale dziewczynka odmówi?a wieczorn? modlitw? i wtedy wiatry u?o?y?y si?, jak gdyby chcia?y spa?, a dziewczynka wesz?a do wielkiej, pustej, zimnej sali. Zobaczy?a Kaya, pozna?a go, rzuci?a mu si? na szyj?, obj??a go mocno i wo?a?a:</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Kay, drogi, ma?y Kay! Nareszcie ci? odnalaz?am!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Ale on siedzia? zupe?nie cicho, sztywny i zimny.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Wtedy zap?aka?a ma?a Gerda gor?cymi ?zami, które sp?yn??y na jego pier?, dosta?y si? a? do jego serca, roztopi?y kawa?ki lodu i wch?on??y okruszyn? szk?a; Kay spojrza? na ni?, ona za?piewa?a mu pie??:</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p><strong><em><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Ró?a przekwita i minie,<br />
Pójd?, pok?o?my si? Dziecinie.</span></em></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Wtedy Kay wybuchn?? p?aczem i od?amek szk?a wypad? mu z oka, pozna? Gerd? i zawo?a? rado?nie:</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Gerdo, kochana, ma?a Gerdo! Gdzie? by?a tak d?ugo? I gdzie ja by?em? – Rozejrza? si? woko?o. – Jak?e tu zimno! Jak pusto i rozlegle!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">I przytuli? si? mocno do Gerdy, a ona ?mia?a si? i p?aka?a z rado?ci; by?o to takie pi?kne, ?e nawet kawa?ki lodu zacz??y ta?czy? z rado?ci, a kiedy si? zm?czy?y i po?o?y?y, utworzy?y w?a?nie te litery, o których mówi?a Królowa ?niegu, ?e je?eli Kay je u?o?y, stanie si? niezale?nym panem, a ona podaruje mu ca?y ?wiat i par? nowych ?y?ew.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Gerda poca?owa?a go w policzki, które zaró?owi?y si?; ca?owa?a jego oczy, które zab?ys?y tak jak jej oczy; ca?owa?a jego r?ce i nogi, które sta?y si? mocne i zdrowe. Gdyby Królowa ?niegu nawet teraz wróci?a, to i tak s?owo wyzwalaj?ce Kaya wypisane by?o b?yszcz?cymi kawa?kami lodu.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">A oni wzi?li si? za r?ce i wyw?drowali z wielkiego pa?acu, rozmawiali o babce i o ró?ach kwitn?cych wysoko na dachu; wsz?dzie, gdzie przechodzili, uk?ada?y si? wiatry do spoczynku i uk?ada?o si? s?o?ce; kiedy przyszli do krzaka z czerwonymi jagodami, sta? tam ren i czeka?; obok niego sta? drugi m?ody ren, o pe?nych wymionach, da? dzieciom ciep?ego mleka i uca?owa? je.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Potem reny zawioz?y Gerd? i Kaya najpierw do Finki, gdzie ogrzali si? w ciep?ej izbie i otrzymali wskazówki na drog? powrotn?, potem do Laponki, która uszy?a im nowe ubrania i przygotowa?a swoje sanki do drogi.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Oba reny skaka?y obok sa? i dotrzymywa?y im towarzystwa a? do granic kraju; kie?kowa?a tam pierwsza ziele?. Wtedy po?egnali si? z renami i z Laponk?.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– B?d?cie zdrowi! – powiedzieli wszyscy. Pierwsze ma?e ptaszki zacz??y ?wierka?, drzewa mia?y zielone p?czki i z lasu wyjecha?a na wspania?ym koniu, którego Gerda zna?a (by? to jeden z koni zaprz?gni?tych do z?otej karety), dziewczynka w jaskrawoczerwonej czapeczce na g?owie i z pistoletami za pasem; by?a to ma?a rozbójniczka, której znudzi?o si? w domu i chcia?a pojecha? na pó?noc, a w razie gdyby jej si? tam nie spodoba?o, wybra?aby si? w innym kierunku.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Pozna?a od razu Gerd? i Gerda j? równie? pozna?a; ucieszy?y si? bardzo.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– ?adny z ciebie nicpo?, ?e si? tak po ?wiecie w?óczysz – powiedzia?a do Kaya – chcia?abym wiedzie?, czy zas?ugujesz na to, ?eby z twojego powodu p?dzi? na koniec ?wiata!</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Ale Gerda pog?aska?a j? po twarzy i spyta?a o ksi?cia i ksi??niczk?.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Pojechali do obcych krajów! – powiedzia?a rozbójniczka.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– A wrona? – spyta?a ma?a Gerda.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Wrona umar?a! – odpowiedzia?a dziewczynka. – Oswojona ma??onka zosta?a wdow?, nosi opask? z czarnej krepy na nodze i skar?y si? ?a?o?nie! Ale opowiedz lepiej, jak tobie si? powiod?o i jak go odnalaz?a?!<br />
Wtedy Gerda i Kay opowiedzieli wszystko.</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">– Ta-ra-ra, ta-ra-ra! – zawo?a?a ma?a rozbójniczka, schwyci?a oboje za r?ce i obieca?a, ?e je?eli kiedy? b?dzie przeje?d?a?a przez ich miasto, przyjedzie do nich w odwiedziny; potem pojecha?a w daleki ?wiat, a Kay i Gerda poszli trzymaj?c si? za r?ce, a gdy tak szli, zrobi?a si? cudna wiosna; wszystko kwit?o i zielenia?o; dzwony bi?y w ko?cio?ach i dzieci pozna?y wysokie wie?e i wielkie miasto; by?o to miasto, w którym mieszkali; poszli przez ulice a? do drzwi babki, weszli na schody i znale?li si? w pokoju, gdzie wszystko sta?o na tym samym miejscu co dawniej, a zegar mówi?: tik, tak! i wskazówki porusza?y si?, ale, przechodz?c przez drzwi, spostrzegli, ?e byli ju? doros?ymi lud?mi. Ró?e w rynnie na dachu kwit?y i zagl?da?y w otwarte okna – sta?y tam ma?e, dziecinne krzese?ka; Kay i Gerda usiedli na nich i wzi?li si? za r?ce; zapomnieli jak o z?ym ?nie o zimnej, pustej wspania?o?ci u Królowej ?niegu. Babka siedzia?a w jasnym blasku s?o?ca i czyta?a z Biblii: „A je?li nie staniecie si? jako dzieci, nie osi?gniecie Królestwa Bo?ego!”</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">A Kay i Gerda spojrzeli sobie w oczy i nagle zrozumieli star? pie??:</span></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p><strong><em><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Ró?a przekwita i minie,<br />
Pójd?, pok?o?my si? Dziecinie.</span></em></strong><span style="font-family: Arial; color: #3366ff" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Arial; color: #3366ff">Siedzieli wi?c oboje, doro?li, a jednak dzieci, dzieci w sercach, i by?o lato, gor?ce<br />
b?ogos?awione lato.</span></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/30/krolowa-sniegu-hans-christian-andersen/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Lataj?cy Kufer &#8211; Hans Christian Andersen</title>
		<link>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/30/latajacy-kufer-hans-christian-andersen/</link>
		<comments>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/30/latajacy-kufer-hans-christian-andersen/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Jan 2006 21:50:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bajkiopowiadania</dc:creator>
				<category><![CDATA[BaÅ›nie]]></category>
		<category><![CDATA[Dla dzieci]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.bajkiopowiadania.com/basnie/latajacy-kufer-hans-christian-andersen/</guid>
		<description><![CDATA[By? raz kupiec tak bogaty, ?e móg? wybrukowa? talarami ca?? ulic?. Ale nie zrobi? tego, bo u?ywa? pieni?dzy w inny sposób. Ile razy da? talara, dostawa? z powrotem trzy. By? to w istocie dobry kupiec, ale mimo to musia? umrze?. Jego syn odziedziczy? du?o pieni?dzy i ?y? weso?o, po ca?ych nocach ta?czy? na maskaradach, a [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">By? raz kupiec tak bogaty, ?e móg? wybrukowa? talarami ca?? ulic?. Ale nie zrobi? tego, bo u?ywa? pieni?dzy w inny sposób. Ile razy da? talara, dostawa? z powrotem trzy. By? to w istocie dobry kupiec, ale mimo to musia? umrze?.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">Jego syn odziedziczy? du?o pieni?dzy i ?y? weso?o, po ca?ych nocach ta?czy? na maskaradach, a puszczaj?c po wodzie kaczki, u?ywa? talarów zamiast kamieni.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">Wkrótce zosta?o mu ledwo kilka groszy, para butów i stary kubrak. Przyjaciele go opu?cili, nie mog?c si? z nim pokaza? na ulicy; ale jeden z nich podarowa? mu stary kufer z napisem: &#8220;Pakuj si?!&#8221;. By?a to bardzo ?yczliwa rada, ale nie do wykonania z powodu braku rzeczy do spakowania.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">Kufer ten posiada? dziwn? w?a?ciwo??. Gdy si? nacisn??o zamek, lecia? na o?lep w ka?dym ??danym kierunku, przy czym trzeszcza? tak, jakby si? mia? zaraz rozpa?? na drobne kawa?ki. Ch?opiec siad? w kufer i pofrun?? do kraju Turków. Ukry? kufer w lesie, a sam wyruszy? do pobliskiego miasta.</span></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><span id="more-79"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">Po pewnym czasie spotka? kobiet? z ma?ym dzieckiem.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- Przepraszam bardzo, có? to za wielki pa?ac, z oknami tak wysoko umieszczonymi?</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- Tam mieszka królewna! &#8211; odrzek?a kobieta &#8211; Wyprorokowano jej, ?e b?dzie nieszcz??liwa z winy narzeczonego, dlatego pod nieobecno?? króla i królowej nie wolno si? nikomu do niej zbli?a?.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- Dzi?kuj?! &#8211; powiedzia? syn kupca, wsiad? do kufra, osiad? na dachu pa?acu i wszed? oknem do komnaty królewny.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">Królewna spa?a na sofie, a by?a tak pi?kna, ?e j? poca?owa?. Zbudzi?a si? bardzo przestraszona, ale ch?opiec powiedzia? jej, ?e jest bogiem tureckim i to jej bardzo pochlebi?o. Usiedli obok siebie, a on wychwala? jej oczy, podobne ciemnym jeziorom, po których p?ywaj? my?li. Mówi?, ?e jej czo?o jest pi?kne i bia?e jak góra ?nie?na. Opowiedzia? jej te? bajk? o bocianie, który przynosi ma?e dzieci i wiele innych bajek. Potem o?wiadczy? si? jej i zosta? przyj?ty.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- Musisz przyj?? w sobot? na herbat? &#8211; powiedzia?a &#8211; Ojciec i matka b?d? bardzo radzi, ?e wychodz? za boga. Tylko pami?taj, ?eby opowiedzie? pi?kn? bajk?.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">Matka lubi tematy podnios?e i pouczaj?ce, a ojciec weso?e, z których mo?na si? ?mia?.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- Tak, tak! Bajki to mój jedyny podarunek ?lubny! &#8211; odpar?. Potem rozstali si?, a królewna podarowa?a mu szabl? wysadzan? dukatami.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">Ch?opiec odlecia?, kupi? sobie nowe ubranie, siad? w lesie i zacz?? pisa? bajk?. Mia?a by? gotowa do soboty.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">Na dworze przyj?to go na uroczystej herbacie bardzo go?cinnie, a królowa rzek?a:</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- Opowiedz nam, prosz?, bajk? o tre?ci podnios?ej i pouczaj?cej wielce.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- A jednocze?nie ?mieszn? &#8211; doda? król.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- I owszem &#8211; odpar? syn kupca i zaraz zacz?? opowiadanie:</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">By?a sobie raz paczka zapa?ek, dumna wielce ze swego pochodzenia. Jej prababk? by?a ogromna, stara jod?a. Kiedy zapa?ki by?y jeszcze zielonymi ga??zkami, pi?y brylantow? ros?, k?pa?y si? w promieniach s?o?ca i kaza?y ptakom opowiada? bajki. By?y bogatsze od innych drzew, gdy? sta? je by?o nawet zim? na zielon? szat?. Pewnego dnia przyszli drwale i nasta?o wielkie zamieszanie. Wódz rodu zosta? jako maszt ustawiony na wielkim okr?cie, grubsze konary sta?y si? belkami, a drobne ga??zki &#8211; zapa?kami.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">Wszystko to opowiada?y zapa?ki staremu, ?elaznemu garnkowi i krzesiwu, z którymi le?a?y razem na pó?ce.</span></strong><strong><span style="color: teal"> </span></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- Moja historia jest ca?kiem inna &#8211; o?wiadczy? garnek. Od chwili urodzenia czyszczono mnie niezliczon? ilo?? razy i do dzi? lubi?, gdy po jedzeniu stan? sobie czysty na pó?ce, by pogwarzy? rozs?dnie z s?siadami. Bardzo lubi? kube?, z którym si? czasem spotykam, a kosz targowy przynosi mi z miasta nowiny.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- Gadu?a z ciebie &#8211; rzek?o krzesiwo i uderzy?o tak stal? w krzemie?, ?e sypn?? iskrami &#8211; Urz?d?my sobie weso?y wieczór. &#8211; Tak, pomówmy o tym, kto z nas jest najdostojniejszy!</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- Nie! Musia?bym mówi? o sobie &#8211; rzuci? gliniany garnek &#8211; a tego nie lubi?. Niech ka?dy z nas opowie, co prze?y? w ?wiecie. A wi?c zaczynam. Nad morzem, w pobli?u du?skich zatok&#8230;</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- Prze?liczny pocz?tek! &#8211; zabrz?cza?y talerze &#8211; To si? na pewno wszystkim spodoba.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- Tak! Tam prze??em m?odo?? u pewnej skromnej rodziny. Meble ci?gle polerowano, czyszczono posadzki, a co dwa tygodnie zawieszano ?wie?e firanki.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- Jak przejrzyste i barwne jest to opowiadanie! &#8211; powiedzia?a szczotka do zamiatania &#8211; Czu? w tym kobiece zami?owanie do porz?dku.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- To prawda &#8211; przyzna?o wiadro i podskoczy?o z brz?kiem.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">Garnek ci?gn?? dalej, a koniec by? ca?kiem podobny do pocz?tku. Talerze zaszcz?ka?y z rado?ci, a szczotka doby?a z k?ta ga??zk? pietruszki i uwie?czy?a garnek w nadziei na rewan?. Krzesiwo postanowi?o ta?czy? i huka?o, podnosz?c ci?gle jedn? nog?, tak ?e ze strachu p?k?o obicie na starym fotelu.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- Czy tak?e zostan? uwie?czone? &#8211; spyta?o po sko?czeniu. I tak te? si? sta?o.<br />
- Ach, có? za ho?ota! &#8211; mrukn??y do siebie zapa?ki.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">Potem poproszono maszynk? do kawy, ?eby za?piewa?a. Odmówi?a jednak, t?umacz?c si? chrypk? oraz tym, ?e mo?e ?piewa? tylko w gor?cym stanie. By?y to tylko wykr?ty, bo wola?a ?piewa? przy go?ciach, w jadalni&#8230;</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">Na oknie le?a?o stare pióro s?u??cej. Nie posiada?o innej zalety nad to, ?e tkwi?o zbyt g??boko w atramencie.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- Je?li maszynka do kawy nie chce ?piewa? &#8211; odezwa?o si? pióro &#8211; to mo?na zaprosi? s?owika.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- Rzecz nies?ychana, mieliby?my s?ucha? jakiego? przyb??dy spoza kuchni! &#8211; zawo?a? czajnik, krewny maszynki.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- Jestem oburzony! &#8211; zawo?a? kosz targowy &#8211; Nudzimy si?, zamiast si? bawi?. Dalej, nich ka?dy robi, co chce!</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- Tak, ha?asujmy! &#8211; zawo?a?y wszystkie sprz?ty.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">Ale nagle wesz?a s?u??ca. Ca?e zebranie zmartwia?o. Ka?dy sprz?t by? pewny, ?e gdyby jego pos?uchano, wieczór wypad?by wspaniale.</span></strong><strong><span style="color: teal"> </span></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">S?u??ca za?wieci?a zapa?k? i roznieci?a ogie?. Ach, jak?e trzaska? i ?wieci?!</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- Ka?dy widzi teraz, ?e jeste?my pierwsze w ca?ej kuchni &#8211; rzek?y z dum? zapa?ki i zgas?y.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- Prze?liczna to bajka &#8211; powiedzia?a królowa &#8211; Duchem jestem po stronie zapa?ek. Tak, dostaniesz nasz? córk?!</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- Tak, dostaniesz królewn? &#8211; doda? król.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">Ustalono dzie? ?lubu i o?wietlono uroczy?cie ca?e miasto. Mieszka?cy dostali cukierki i ciasteczka, a ulicznicy gwizdali rado?nie na palcach.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- Musz? i ja si? przyczyni? do u?wietnienia tego dnia! &#8211; rzek? syn kupca, nakupi? rakiet i najrozmaitszych sztucznych ogni, potem za? wylecia? w powietrze swoim kufrem.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">Zrobi? si? nies?ychany zam?t. Ognie bengalskie nape?ni?y powietrze hukiem i ?wiat?em, jakiego dot?d nie widziano. Wszyscy byli pewni, ?e królewna po?lubia boga.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">Wysiad?szy w lesie ze swego kufra, ch?opak chcia? zasi?gn?? wie?ci, co o nim mówi? w mie?cie.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">Ka?dy g?osi? co innego, ale wszyscy byli zachwyceni.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- Widzia?em samego boga! &#8211; wo?a? jeden &#8211; Oczy jego b?yszcza?y jak gwiazdy, a broda przypomina?a spieniony górski potok!</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">- Lecia? okryty p?aszczem z p?omieni, a po?ród zwojów widnia?y g?owy anio?ów!</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">Nazajutrz mia?o si? odby? wesele.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="color: teal">Syn kupca wróci? do lasu chc?c zabra? kufer&#8230; ale có? si? okaza?o? Oto ma?a iskierka zatli?a stare, suche drzewo i cudowny kufer doszcz?tnie sp?on??! Nie móg? ju? lata? i udawa? boga! Nie móg? si? pokaza? na oczy narzeczonej! Ona za? sta?a przez ca?y dzie? na dachu, czekaj?c na niego. Stoi tam jeszcze pewnie do dzi?. A ch?opak w?druje po ?wiecie i opowiada bajki, ale ?adna nie jest ju? tak weso?a, jak bajka o zapa?kach.</span></strong><strong><span style="color: teal" /></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/30/latajacy-kufer-hans-christian-andersen/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>?winiopas &#8211; Hans Christian Andersen</title>
		<link>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/30/swiniopas-hans-christain-andersen/</link>
		<comments>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/30/swiniopas-hans-christain-andersen/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Jan 2006 21:35:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bajkiopowiadania</dc:creator>
				<category><![CDATA[BaÅ›nie]]></category>
		<category><![CDATA[Dla dzieci]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.bajkiopowiadania.com/basnie/swiniopas-hans-christain-andersen/</guid>
		<description><![CDATA[By? sobie pewnego razu bardzo ubogi ksi???. Mia? ksi?stwo ma?e, ale do?? du?e na to, by móg? si? o?eni?; a chcia? si? w?a?nie ?eni?! By?o to co prawda zuchwalstwo, ?e odwa?y? si? spyta? córk? cesarza: „Czy chcesz mnie mie? za m??a?”, ale jednak o?mieli? si? to uczyni?, bo imi? jego by?o s?awne na ca?y ?wiat. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p><strong><span style="font-family: Verdana; color: #cc0000">   By? sobie pewnego razu bardzo ubogi ksi???. Mia? ksi?stwo ma?e, ale do?? du?e na to, by móg? si? o?eni?; a chcia? si? w?a?nie ?eni?!<br />
By?o to co prawda zuchwalstwo, ?e odwa?y? si? spyta? córk? cesarza:<br />
„Czy chcesz mnie mie? za m??a?”, ale jednak o?mieli? si? to uczyni?, bo imi? jego by?o s?awne na ca?y ?wiat. Tysi?c ksi??niczek zgodzi?oby si? ch?tnie, ale dowiecie si? zaraz, co uczyni?a córka cesarza.<br />
Zatem s?uchajcie.<br />
Na grobie ojca ksi?cia rós? krzak ró?y, cudny krzak ró?y. Zakwita? tylko raz na pi?? lat, i to jedn? jedyn? ró??. Ale ta ró?a pachnia?a tak s?odko, ?e w?chaj?c j? zapomina?o si? o wszystkich zmartwieniach i troskach. Mia? te? ksi??? s?owika, który tak pi?knie ?piewa?, jak gdyby w jego gardzio?ku mie?ci?y si? wszystkie niebia?skie melodie. T? ró?? i tego s?owika mia?a dosta? ksi??niczka; w tym celu ró?? i s?owika w?o?ono do srebrnych szkatu?ek i tak pos?ano je ksi??niczce.<br />
Cesarz kaza? przynie?? dary do wielkiej sali, gdzie ksi??niczka bawi?a si? z damami dworu w „go?ci”; przez ca?y Bo?y dzie? nie robi?y nic innego. Gdy zobaczy?a du?e szkatu?ki z darami, klasn??a z rado?ci w r?ce i zawo?a?a:</span></strong></p>
<p><span id="more-78"></span></p>
<p><strong><span style="font-family: Verdana; color: #cc0000"> – Ach, gdyby to by? male?ki kotek! – Ale w szkatu?ce by?a cudna ró?a.<br />
– Jak?e ?adnie zrobiona! – powiedzia?y wszystkie damy dworu.<br />
– Jest wi?cej ni? ?adna – powiedzia? cesarz. – Jest pi?kna. Lecz ksi??niczka pow?cha?a ró?? i by?a bliska p?aczu.<br />
– Fe, ojczulku – powiedzia?a – to nie jest sztuczna ró?a, tylko prawdziwa.<br />
– Fe – powiedzia?y wszystkie damy dworu – prawdziwa!<br />
– Zanim si? zaczniemy gniewa?, zobaczmy, co jest w drugim pudle – powiedzia? cesarz; wyj?to s?owika, który zacz?? tak pi?knie ?piewa?, ?e nie mo?na mu by?o nic zarzuci?!<br />
– Superbe! Charmant!</span></strong><span style="font-family: Verdana; color: #cc0000"><!--[if gte vml 1]><v:shapetype id="_x0000_t75" coordsize="21600,21600"  o:spt="75" o:preferrelative="t" path="m@4@5l@4@11@9@11@9@5xe" filled="f"  stroked="f">  <v:stroke joinstyle="miter"/>  <v:formulas>   <v:f eqn="if lineDrawn pixelLineWidth 0"/>   <v:f eqn="sum @0 1 0"/>   <v:f eqn="sum 0 0 @1"/>   <v:f eqn="prod @2 1 2"/>   <v:f eqn="prod @3 21600 pixelWidth"/>   <v:f eqn="prod @3 21600 pixelHeight"/>   <v:f eqn="sum @0 0 1"/>   <v:f eqn="prod @6 1 2"/>   <v:f eqn="prod @7 21600 pixelWidth"/>   <v:f eqn="sum @8 21600 0"/>   <v:f eqn="prod @7 21600 pixelHeight"/>   <v:f eqn="sum @10 21600 0"/>  </v:formulas>  <v:path o:extrusionok="f" gradientshapeok="t" o:connecttype="rect"/>  <o:lock v:ext="edit" aspectratio="t"/> </v:shapetype><v:shape id="_x0000_i1025" type="#_x0000_t75" alt="Wspania?y! Zachwycaj?cy! (fr.)"  style='width:6.75pt;height:6pt'/><![endif]--><!--[if !vml]--><img width="9" height="8" alt="Wspania?y! Zachwycaj?cy! (fr.)" src="file:///D:/Temp/msohtml1/01/clip_image001.gif" /><!--[endif]--><strong> – zawo?a?y damy dworu, gdy? papla?y wszystkie po francusku, jedna gorzej od drugiej.<br />
– Jak?e? ten ptak przypomina mi pozytywk? ?wi?tej pami?ci cesarzowej – powiedzia? stary marsza?ek dworu – zupe?nie ten sam ton, ten sam wyraz!<br />
– Tak – powiedzia? cesarz i rozp?aka? si? jak dziecko.<br />
– Chyba to nie jest ?ywy s?owik! – powiedzia?a ksi??niczka.<br />
– To ?ywy ptak – powiedzieli ci, którzy przynie?li dary.<br />
– W takim razie wypu??cie go! – zawo?a?a ksi??niczka i w ?aden sposób nie chcia?a widzie? ksi?cia.<br />
Ale on nie traci? nadziei; posmarowa? sobie twarz na br?zowo i czarno, wcisn?? g??boko na oczy czapk? i zapuka? do drzwi.<br />
– Dzie? dobry, cesarzu – powiedzia? – czy móg?bym dosta? jak?? s?u?b? na dworze?<br />
– Wielu ludzi szuka tu pracy – odpowiedzia? cesarz – ale zobaczymy, potrzebuj? kogo?, kto by mi pilnowa? ?wi?, których mamy bardzo du?o. W ten sposób ksi??? zosta? cesarskim ?winiopasem. Dosta? na mieszkanie ciasn?, brzydk? komórk? obok ?wi?skich chlewów i mia? w niej pozosta?; ca?y dzie? pracowa?, a kiedy nadszed? wieczór, zrobi? prze?liczny, ma?y garnuszek z dzwoneczkami woko?o; kiedy w garnku gotowa?o si?, dzwoneczki dzwoni?y ?licznie i gra?y star? melodi?:</strong></span><span style="color: #cc0000" /></p>
<p><strong><em><span style="font-family: Verdana; color: #cc0000">Ach, kochany Augustynie,<br />
Wszystko minie, mnie, minie!</span></em></strong><span style="color: #cc0000" /></p>
<p><strong><span style="font-family: Verdana; color: #cc0000">   Ale najwi?ksza sztuka polega?a na tym, ?e kiedy si? trzyma?o palce nad par? wydobywaj?c? si? z garnka, mo?na by?o natychmiast poczu? zapach wszystkich potraw, jakie gotowa?y si? we wszystkich kuchniach miasta; no, to by?o przecie co? zupe?nie innego ni? jaka? tam ró?a.<br />
– Ksi??niczka posz?a ze wszystkimi damami dworu na spacer i us?yszawszy melodi? uradowa?a si? niezwykle, bo w?a?nie to potrafi?a gra?. „Ach, kochany Augustynie”, by?a to jedyna melodia, któr? umia?a zagra?, i to tylko jednym palcem.<br />
– To w?a?nie tylko umiem! – powiedzia?a. – Musi to by? wykszta?cony ?winiopas! S?uchaj, id? do niego i spytaj, ile kosztuje ten instrument!<br />
Jedna z dam dworu musia?a pój??, ale przedtem w?o?y?a drewniaki na nogi.<br />
– Ile chcesz za ten garnek? – spyta?a dama.<br />
– Chc? dziesi?? poca?unków ksi??niczki! – powiedzia? ?winiopas.<br />
– Na lito?? bosk?! – zawo?a?a dama dworu.<br />
– Ani jednego mniej! – odpowiedzia? ?winiopas.<br />
– Co on mówi?? – spyta?a ksi??niczka.<br />
– Nie mog? tego powtórzy?! – odezwa?a si? dama dworu. – To potworne!<br />
– Mo?esz mi szepn?? do ucha! – Wi?c szepn??a.<br />
– Jaki niegrzeczny! – powiedzia?a ksi??niczka i szybko odesz?a, ale gdy przesz?a kawa?ek drogi, dzwoneczki zadzwoni?y cudnie:</span></strong><span style="color: #cc0000" /></p>
<p><strong><em><span style="font-family: Verdana; color: #cc0000">Ach, kochany Augustynie,<br />
Wszystko minie, minie, minie!</span></em></strong><span style="color: #cc0000" /></p>
<p><strong><span style="font-family: Verdana; color: #cc0000">   – Poczekaj! – powiedzia?a ksi??niczka. – Spytaj go, czy nie wystarczy mu dziesi?? poca?unków dam dworu!<br />
– Dzi?kuj?! – odrzek? ?winiopas. – Dziesi?? poca?unków ksi??niczki albo nic z garnka!<br />
– Có? to za uparte stworzenie! – powiedzia?a ksi??niczka. – Musicie mnie zas?oni?, ?eby nikt tego nie widzia?!<br />
I damy dworu ustawi?y si? naoko?o, rozpostar?y swoje suknie i ?winiopas otrzyma? swoje dziesi?? poca?unków, a ksi??niczka dosta?a garnek.<br />
Co to by?a za rado??! Przez ca?y wieczór i przez ca?y dzie? musia?o si? gotowa? w garnku; nie by?o w ca?ym mie?cie ani jednej kuchni, o której nie wiedziano by, co si? w niej gotuje, pocz?wszy od kuchni marsza?ka dworu, a sko?czywszy na szewcu. Damy dworu ta?czy?y i klaska?y w r?ce.<br />
– Wiemy, kto b?dzie jad? s?odk? zup? i p?czki. Wiemy, kto b?dzie mia? kasz? i piecze?. Jakie to ciekawe!<br />
– Niezmiernie ciekawe! – powiedzia?a ochmistrzyni dworu.<br />
– Nie gadajcie za du?o, zapominacie, ?e jestem córk? cesarza!<br />
– Rozumie si?! – powiedzia?y wszystkie.<br />
?winiopas, to jest ksi??? (ale nikt nie wiedzia?, ?e nie jest prawdziwym ?winiopasem), nie traci? czasu i coraz to robi? co? innego; teraz zmajstrowa? grzechotk?, która przy potrz?saniu gra?a najpi?kniejsze walce, polki, oberki, jakie wymy?lono od pocz?tku ?wiata.<br />
– To jest superbe! – powiedzia?a ksi??niczka id?c ko?o chlewów.<br />
– Nigdy jeszcze nie s?ysza?am pi?kniejszej kompozycji! S?uchaj no, id? do niego i spytaj, ile ten instrument kosztuje; o poca?unkach nie ma mowy!<br />
– Chce sto ca?usów ksi??niczki! – powiedzia?a dama dworu wróciwszy od ?winiopasa.<br />
– Oszala? chyba! – powiedzia?a ksi??niczka i odesz?a; ale kiedy usz?a ma?y kawa?ek, zatrzyma?a si?. – Trzeba popiera? sztuk?! – powiedzia?a.<br />
– Jestem córk? cesarza! Powiedz mu, ?e dostanie jak wczoraj dziesi?? poca?unków, a reszt? od dam dworu!<br />
– Ach, nie bardzo si? nam chce! – powiedzia?y damy dworu.<br />
– To pró?ne gadanie! – powiedzia?a ksi??niczka. – Skoro ja go ca?owa?am, wy mo?ecie te? si? po?wi?ci?. Pomy?lcie tylko, daj? wam utrzymanie i pensj?! – Wobec tego dama dworu musia?a znowu pój?? do ?winiopasa.<br />
– Sto ca?usów ksi??niczki – odpowiedzia? – lub ka?dy zostaje przy swoim!<br />
– Ustawi? si?! – powiedzia?a ksi??niczka. I wszystkie damy dworu ustawi?y si? naoko?o, by j? zas?oni?, a on zacz?? ca?owa?.<br />
– Co to mo?e by? za zbiegowisko tam obok chlewów? – powiedzia? cesarz, który si? zjawi? na balkonie; przetar? oczy i na?o?y? okulary. – To jaka? sprawka dam dworu; musz? zej?? na dó?! – Wsun?? g??biej pantofle, bo by?y bardzo przydeptane.<br />
Jak?e si? ?pieszy?!<br />
Zszed? na podwórze i skrada? si? po cichu, a damy dworu by?y tak zaj?te liczeniem poca?unków i pilnowaniem, aby wszystko odby?o si? uczciwie i aby ?winiopas nie dosta? ich ani za du?o, ani za ma?o, ?e nie zauwa?y?y go wcale. Cesarz wspi?? si? na palcach.<br />
– Co to jest? – zawo?a?, zobaczywszy ca?uj?c? si? par?, i rzuci? w nich pantoflem akurat w chwili, gdy ?winiopas otrzymywa? osiemdziesi?ty szósty poca?unek. – Precz! – powiedzia? cesarz, bo by? bardzo z?y. I kaza? ksi??niczk? i ?winiopasa wyrzuci? z granic cesarstwa.<br />
Wtedy ksi??niczka zacz??a p?aka?, ?winiopas ?artowa?, a deszcz la? strumieniami.<br />
– Ach, ja nieszcz?sna! – powiedzia?a ksi??niczka. – Dlaczego nie zgodzi?am si? by? ?on? pi?knego ksi?cia. Ach, jak?e jestem nieszcz??liwa!<br />
?winiopas skry? si? za drzewem, star? br?zow? i czarn? farb? z twarzy, zrzuci? n?dzne ubranie i wyst?pi? w ca?ym ksi???cym przepychu, tak pi?kny, ?e ksi??niczka mu si? uk?oni?a.<br />
– Ukaza?em si?, by ci wyrazi? m? pogard?! – powiedzia?. – Nie chcia?a? prawdziwego ksi?cia; nie pozna?a? si? na ró?y i s?owiku; a ?winiopasa ca?owa?a?, aby dosta? graj?c? zabawk?! Masz teraz za to!<br />
I poszed? sobie do swojego królestwa, zatrzasn?wszy i zaryglowawszy jej drzwi przed nosem; mog?a sobie teraz sta? na dworze i ?piewa?:</span></strong><span style="color: #cc0000" /></p>
<p><strong><em><span style="font-family: Verdana; color: #cc0000">Ach, kochany Augustynie,<br />
Wszystko minie, minie, minie!</span></em></strong><span style="color: #cc0000" /></p></blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/30/swiniopas-hans-christain-andersen/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Brzydkie Kacz?tko &#8211; Hans Christian Andersen</title>
		<link>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/27/brzydkie-kaczatko-hans-christian-andersen/</link>
		<comments>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/27/brzydkie-kaczatko-hans-christian-andersen/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Jan 2006 16:19:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bajkiopowiadania</dc:creator>
				<category><![CDATA[BaÅ›nie]]></category>
		<category><![CDATA[Dla dzieci]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.bajkiopowiadania.com/basnie/brzydkie-kaczatko-hans-christian-andersen/</guid>
		<description><![CDATA[Prze?licznie by?o na wsi. Lato gor?ce, pogodne, ?ó?te zbo?e na polach, owies jeszcze zielony, na ??kach stogi pachn?cego siana. Bociany przechadza?y si? powoli na wysokich, czerwonych nogach, klekoc?c po egipsku, bo takim j?zykiem nauczy?y si? mówi? od matek. Doko?a wielkie lasy, cieniste, szumi?ce, a w nich g??bokie i ciche jeziora. Prze?licznie, cudownie by?o na wsi. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #990033">     Prze?licznie by?o na wsi. Lato gor?ce, pogodne, ?ó?te zbo?e na polach, owies jeszcze zielony, na ??kach stogi pachn?cego siana. Bociany przechadza?y si? powoli na wysokich, czerwonych nogach, klekoc?c po egipsku, bo takim j?zykiem nauczy?y si? mówi? od matek. Doko?a wielkie lasy, cieniste, szumi?ce, a w nich g??bokie i ciche jeziora. Prze?licznie, cudownie by?o na wsi.<br />
Jasne s?o?ce o?wietla?o stary dwór na pochy?o?ci wzgórza, otoczony murem i szerok? wst?g? wolno p?yn?cej wody. Z muru zwiesza?y si? pn?ce ro?liny, a li?cie ?opianu schyla?y si? a? do wody. I by?o pod nimi cicho i ciemno jak w cienistym lesie.<br />
Pod jednym z takich li?ci m?oda kaczka us?a?a sobie gniazdo i siedzia?a na jajach. Nudzi?o si? jej bardzo, bo ?adna z s?siadek nie mia?a ch?ci w tak pi?kn? pogod? rozmawia? z ni? o tym, co s?ycha? na ?wiecie. Ka?da wola?a p?ywa? po przejrzystej wodzie, pluska? si? i schn?? na ciep?ym s?oneczku, a ona tylko jedna jak przykuta siedzi w cieniu na gnie?dzie.<br />
Sko?czy?o si? wreszcie jej udr?czenie, jajka zacz??y p?ka? i co chwila wysuwa?a si? z innej skorupki g?ówka piskl?cia, oznajmiaj?c cienkim g?osikiem, ?e ?yje.<br />
— Pip, pip! — wo?a?y wszystkie.<br />
— Kwa, kwa! — odpowiada?a im powa?nie matka, a male?stwa zacz??y na?ladowa? jej g?os opowiadaj?c sobie, co widz? doko?a, i rozgl?daj?c si? na wszystkie strony.<br />
Matka pozwala?a mówi? i patrze?, ile im si? podoba, bo kolor zielony jest bardzo zdrowy dla oczu.<br />
— Ach, jaki ten ?wiat du?y! — wo?a?y kacz?ta dobywaj?c si? z cienkiej skorupy i prostuj?c z przyjemno?ci? nó?ki i skrzyde?ka.<br />
— Nie my?lcie, ?e z tego gniazda wida? ca?y ?wiat — rzek?a matka. — Ho, ho! Ci?gnie si? on ogromnie daleko, jeszcze za tym ogrodem, za ??k? proboszcza, het, het! Ale nigdy tam nie by?am.</span></strong></p>
<p><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #990033"><span id="more-76"></span><br />
Czy?cie ju? wszystkie wysz?y ze skorupek? — doda?a wstaj?c. — Jeszcze nie! Najwi?ksze ani my?li p?kn??. Ciekawam bardzo, jak d?ugo b?d? tu na nim pokutowa?a. Przyznam si?, ?e mam ju? tego zupe?nie dosy?.<br />
I usiad?a z gniewem na upartym jajku.<br />
— A có? tam s?ycha? u was, kochana s?siadko? — spyta?a stara kaczka, która wybra?a si? wreszcie w odwiedziny do m?odej matki.<br />
— Z jednym jajkiem mam k?opot: ani my?li p?kn??. A taka jestem zm?czona! A inne dzieci ?licznie si? wyklu?y, zdrowe, ?wawe, ?ó?ciutkie, a? przyjemnie patrze?. ?adniejszych kacz?t w ?yciu nie widzia?am.<br />
— Poka? mi to jajko, które nie chce p?kn?? — rzek?a s?siadka. — Ho, ho! Takie du?e. To indycze jajko. Znam si? na tym, bo mi si? niegdy? zdarzy?o wysiedzie? takie. Nie ma z tego pociechy; wody si? obawia, p?ywa? nie umie. Nam?czy?am si? i na-martwi?am nad nim. Wszystko na pró?no; niczego nauczy? go nie mo?na. Poka? no jeszcze to jajko. Tak, tak, to indycze. Zostaw je i zajmij si? lepiej swoimi. Czas pu?ci? dzieciaki na wod?.<br />
— Nie — odpar?a kaczka. — Posiedz? jeszcze; tak d?ugo siedzia?am, wytrwam par? dni d?u?ej.<br />
— Jak chcesz, moja kochana!<br />
I kaczka siedzia?a cierpliwie, a? p?k?o i wielkie jajo.<br />
— Pip, pip! — odezwa?o si? piskl? i pr?dko zacz??o wydostawa? si? ze skorupki. By?o bardzo du?e i brzydkie. Kaczka patrzy?a na nie z ciekawo?ci? i uwag?.<br />
— Ogromne piskl? — rzek?a wreszcie — i niepodobne do ?adnego z moich. Czy?by to rzeczywi?cie by?o indycze jajko? No, przekonamy si? o tym: musi i?? do wody, cho?bym je mia?a wci?gn?? za ?eb w?asnym dziobem.<br />
Nazajutrz by?a prze?liczna pogoda. G?adka powierzchnia wody b?yszcza?a jak lustro i prawie ?e zaprasza?a do p?ywania. Kaczka z ca?? rodzin? wybra?a si? do k?pieli i na dalsz? wycieczk?. Plusk!&#8230; i skoczy?a w wod?.<br />
— Kwa, kwa! — zawo?a?a i dzieci zacz??y skaka? za ni? jedno po drugim. Na chwil? kry?y si? w wodzie z ?ebkami, lecz zaraz wyp?ywa?y, porusza?y zgrabnie i szybko nó?kami i radzi?y sobie tak dobrze, ?e przyjemnie by?o patrze?.<br />
Brzydkie kacz?tko p?ywa?o razem z innymi.<br />
„To nie indycze — rzek?a do siebie kaczka. — Umie p?ywa?, i jak jeszcze! Mo?e najlepiej ze wszystkich. Jak prosto si? trzyma, a jak doskonale przebiera nogami. To moje w?asne dziecko. Nie jest ono nawet takie brzydkie, je?li si? dobrze przypatrzy?, tylko za du?e troch?, no, bardzo du?e&#8221;.<br />
— Kwa, kwa! — odezwa?a si? znowu g?o?no. — Za mn?, dzieci! Musz? was wprowadzi? w ?wiat, przedstawi? na kaczym dworze, tylko trzymajcie si? blisko mnie, ?eby was kto nie zadepta?; a najbardziej strze?cie si? kota.<br />
Przep?yn?wszy kawa?ek drogi, kaczki wysz?y znów na l?d i dosta?y si? na kacze podwórko. Ha?as tu by? nies?ychany, gdy? dwie rodziny k?óci?y si? zapami?tale o g?ówk? w?gorza, któr? tymczasem w zamieszaniu kot rozbójnik pochwyci?.<br />
— Tak to bywa na ?wiecie — rzek?a kaczka i obtar?a dziób o piasek, bo sama mia?a apetyt na g?ówk?.<br />
— A teraz naprzód! Równo porusza? nogami, a tej starszej kaczce uk?o?cie si? grzecznie, tak, g?ow?, to bardzo znakomita osoba, jest Hiszpank? i dlatego taka t?usta. Widzicie na jej nodze ten czerwony znaczek? To najwi?ksze odznaczenie, jakie kaczk? spotka? mo?e u ludzi: oznacza ono, ?e nie wolno jej wyrz?dzi? ?adnej krzywdy, wi?c j? wszyscy szanuj?. No, dalej, nogi rozstawia? szeroko, nie do ?rodka, kaczka dobrze wychowana powinna umie? chodzi?. Patrzcie zreszt? na mnie. A teraz uk?o?cie si? i powiedzcie: kwa! kwa!<br />
Kacz?tka wype?nia?y rozkaz matki. Inne kaczki otoczy?y je doko?a i przypatrywa?y si? nowym przybyszom.<br />
— Jeszcze nas wida? ma?o! — rzek?a wreszcie jedna. — Nied?ugo miejsca zabraknie. Ach, pfe! A có? to znowu? Patrzcie tylko, patrzcie, jak to kacz? wygl?da! Nie mog? znie?? widoku takiego brzydactwa.<br />
Podbieg?a do brzydkiego kacz?cia i ze z?o?ci? uszczypn??a je z ca?ej si?y w szyj?.<br />
— Daj mu spokój! — zawo?a?a gniewnie matka. — Przecie? nikomu nic z?ego nie robi.<br />
— Ale jest takie wielkie i takie dziwaczne, ?e nie mo?na na nie patrze?. Po co takie stworzenie mi?dzy nami ? Ka?dy ma prawo da? mu pozna?, co o nim my?li.<br />
— ?adne masz dzieci — rzek?a starsza kaczka z czerwonym strz?pkiem na nodze. — Mo?na ci powinszowa?. Tylko to du?e jako? ci si? nie uda?o. Czy nie mo?na by go troch? przerobi??<br />
— Zdaje si?, ?e nie mo?na, prosz? ja?nie pani! — odrzek?a kaczka skromnie. — Nie jest ono ?adne, ale pos?uszne, dobre i doskonale p?ywa. Mam nadziej?, ?e wyro?nie z tej brzydoty i b?dzie z czasem mniejsze. Za d?ugo siedzia?o w jajku i dlatego j takie niezgrabne.<br />
Dziobn??a je po szyi, wyprostowa?a piórka, przyg?adzi?a. Niewiele to jednak pomog?o.<br />
— To kaczor — rzek?a wreszcie — wi?c da sobie rad?, zw?aszcza ?e b?dzie silny. — Inne dzieci bardzo ?adne, bardzo ?adne. No, mo?ecie ju? i??. B?d?cie tu jak u siebie, moje ma?e. A je?li wam si? zdarzy znale?? g?ówk? w?gorza, mo?ecie mi j? przynie??.<br />
I kacz?ta by?y jak u siebie w domu.<br />
Tylko jedno brzydkie kacz? popychano, szczypano, odp?dzano, a zn?ca?y si? nad nim nie tylko kaczki, ale nawet i kury. „Za du?e jest&#8221; — powtarzali wszyscy bez wyj?tku, a stary indyk, który przyszed? na ?wiat z ostrogami i wyobra?a? sobie, ?e jest królem, nastroszy? wszystkie pióra niby ?agle, poczerwienia? na szyi i g?owie a? po oczy i patrzy? na nie z gro?nym oburzeniem. Biedne kacz?tko samo nie wiedzia?o, czy ma przed nim ucieka?, czy zosta? na miejscu. By?o mu bardzo smutno, ?e jest takie brzydkie, lecz có? na to poradzi?<br />
Tak up?yn?? pierwszy dzie?, a nast?pne by?y jeszcze gorsze. Brzydkie kacz?tko zewsz?d odp?dzano, nawet w?asne rodze?stwo stroni?o od niego i ?yczy?o mu nieraz, ?eby je kot porwa?. Matka zacz??a wstydzi? si? go tak?e. „Id??e sobie ode mnie — powtarza?a coraz cz??ciej. — Czego si? przy mnie pl?czesz?&#8221;<br />
Kaczki je bi?y, kury dzioba?y, nawet dziewczyna, która ptactwu dawa?a je??, odtr?ca?a je nog?.<br />
Uciek?o wreszcie i przedosta?o si? przez p?ot na drug? stron?, w krzaki. Gdy upad?o na ziemi?, przestraszone ptaki frun??y i uciek?y.<br />
„To dlatego, ?e jestem takie brzydkie&#8221; — pomy?la?o kacz?tko i zamkn??o oczy, aby nic nie widzie? przez jedn? chwil?. Lecz skoro odpocz??o, zerwa?o si? znowu i bieg?o dalej, dalej, a? do wielkiego b?ota, gdzie mieszka?y dzikie kaczki. Tutaj przep?dzi?o noc.<br />
Nazajutrz dzikie kaczki zacz??y mu si? przypatrywa?.<br />
— Co? ty za jedno? — pyta?y zdziwione. A kacz?tko k?ania?o si? na wszystkie strony, jak umia?o i mog?o.<br />
— Jeste? potwornie brzydkie — rzek?y dzikie kaczki — ale có? nam do tego? Byleby? nie zechcia?o ?eni? si? w naszej rodzinie, nic nam do twej urody.<br />
Rozumie si?, ?e biedne piskl? nie my?la?o o ma??e?stwie. Chodzi?o mu tylko o to, aby si? mog?o przespa? w g?stej trzcinie i napi? wody z b?ota.<br />
Tego mu nie broni?y dzikie kaczki. Przebywa?o dni par? w tym cichym ukryciu.<br />
Razu pewnego z s?siedniego stawu przylecia?y dwa g?siory jeszcze bardzo m?ode, gdy? niedawno wyklu?y si? z jajek, ale w?a?nie dlatego do?? zarozumia?e. Popatrzy?y na kacz?tko ciekawie, a jeden odezwa? si?:<br />
— Jeste? taki brzydki, kochany kolego, ?e nie potrzebujemy obawia? si? o ciebie, wi?c je?li zechcesz, mo?esz lecie? z nami na nasze b?ota. Tam dopiero ?ycie! Nie brak i m?odych, ?licznych, bia?ych g?sek. A wszystkie weso?e, rozmowne, jak pi?knie ?piewa? umiej?! Mój drogi, zakochasz si? z pewno?ci? i cho? jeste? taki brzydki, kto wie, czy si? której nie spodobasz.<br />
— A ja my?l?&#8230; — zacz?? drugi.<br />
Wtem — pif, paf! i obaj dorodni m?odzie?cy padli nie?ywi w b?oto, które si? zaczerwieni?o od krwi rozlanej.<br />
— Pif, paf! — rozleg?o si? znowu. — Pif, paf! — i ca?e stado dzikich g?si unios?o si? w powietrzu ponad trzcin?. Ale teraz dopiero zacz??a si? strzelanina. By?o to wielkie polowanie: strzelcy otoczyli b?oto, niektórzy nawet siedzieli na drzewach rosn?cych na wybrze?u. Smugi dymu rozci?ga?y si? nad wod? i zas?ania?y wszystko. Plusk, plusk, i psy my?liwskie zacz??y przebiega? w?ród trzciny, chwytaj?c nieszcz??liwych zbiegów. Okropny dzie?!<br />
Biedne kacz?tko odwróci?o g?ow?, aby z wielkiego strachu schowa? j? pod skrzyd?o, ale w tej chwili ujrza?o przed sob? paszcz? z wisz?cym j?zykiem i z?e oczy, niby dwa ognie. Pies rzuci? si? na kacz?tko, z?by mu b?ysn??y, wtem — plusk, plusk: poszed? sobie w inn? stron?.<br />
— O, dzi?ki Bogu, ?e jestem takie brzydkie! — zawo?a?o kacz?tko. — Pies mnie nawet tkn?? nie chcia?.<br />
I zamkn?wszy oczy, le?a?o cichutko, przytulone do trzciny, po?ród huku wystrza?ów, dusz?cego dymu i ?wiszcz?cego ?rutu, który ?mier? roznosi?.<br />
Pó?no uciszy?o si? na krwawym stawie, lecz wystraszone kacz?tko jeszcze przez kilka godzin nie ?mia?o ruszy? si? z miejsca. Na koniec cisza je uspokoi?a, podnios?o g?ow?, otworzy?o oczy, a nie widz?c nikogo, zacz??o ucieka?, ile mu si? starczy?o, dalej, dalej, dalej!<br />
W drodze zaskoczy?a je okropna burza. Pioruny bi?y, deszcz la? strumieniami, a wicher miota? biednym piskl?ciem jak listkiem. Nigdy w ?yciu nic podobnego nie widzia?o i zdawa?o mu si?, ?e to koniec ?wiata.<br />
Co pocz??? Gdzie si? schroni??<br />
Wieczór ju? zapad?. Brzydkie kacz?tko upada?o ze znu?enia, kiedy ujrza?o wreszcie ma?? chatk?. By?a ona tak stara, pochylona, i? dlatego tylko sta?a, ?e nie wiedzia?a, w któr? stron? si? przewróci?. Kacz?tko przytuli?o si? do ?ciany chatki, ale wiatr uderza? z tak? gwa?towno?ci?, i? wydawa?o si?, ?e lada chwila je zabije.<br />
Wi?c ma tu zgin???<br />
Wtem spostrzeg?o, ?e drzwi chaty ledwo wisia?y na zawiasach, skutkiem czego pod spodem utworzy?a si? szpara, przez któr? mo?na by?o wsun?? si? do ?rodka. Uczyni?o to spiesznie, cho? z niema?ym trudem.<br />
W chatce mieszka?a stara kobiecina z kotem i kur?. Kot umia? mrucze?, wygina? grzbiet w pa??k, a nawet sypa? iskry trzaskaj?ce, lecz na to trzeba by?o pod w?os go pog?aska?. Staruszka go kocha?a i nazywa?a wnukiem. Kocha?a te? kur?, bo znosi?a jajka, a ?e mia?a nogi nadzwyczaj krótkie, staruszka przezywa?a j? swoj? córk? Krótkonó?k?.<br />
Z rana zauwa?ono zaraz obecno?? kacz?tka i kura zagdaka?a, a kot zacz?? mrucze?.<br />
— Co to jest? — rzek?a stara patrz?c na nowego go?cia.<br />
Wzrok mia?a bardzo s?aby, wi?c wyda?o jej si?, ?e to jest du?a kaczka, która si? przyb??ka?a podczas burzy.<br />
— A to szcz??liwie! — rzek?a. — B?dziemy mieli teraz i kacze jaja. ?eby to tylko nie by? kaczor. Ha, trzeba si? przekona?, poczekajmy.<br />
Min??y trzy tygodnie, a kaczych jaj nie ma. Staruszka ju? przesta?a si? ich spodziewa?. Kot by? w tej chatce panem, kura pani? i oni tu rz?dzili. My i ?wiat&#8221; — mówili, co mia?o oznacza?, ?e si? uwa?aj? za co? lepszego od ca?ego ?wiata. Kacz?tko by?o innego zdania, lecz kura si? rozgniewa?a.<br />
— Umiesz znosi? jajka? — rzek?a.<br />
— Nie.<br />
— No, to si? nie odzywaj, z ?aski swojej.<br />
— Umiesz mrucze?, grzbiet wygina?, iskry sypa?? — zapyta? kot z kolei.<br />
— Nie.<br />
— No, to sied? cicho, kiedy mówi? rozumniejsi od ciebie.<br />
I kacz?tko usiad?o w k?cie, smutne i zawstydzone.<br />
Wtem przez otwarte drzwi wpad?a smuga ?wiat?a, wiatr przyniós? zapach wody, trzciny, tataraku i kacz?tko opanowa?a taka ch?? p?ywania, ?e zwierzy?o si? z tym kurze.<br />
— A to co? — rzek?a kura. — Nic nie robisz i dlatego ci takie g?upstwa przychodz? do g?owy. Zno? jajka albo mrucz sobie, a zaraz wywietrzej? ci fantazje.<br />
— Kiedy to tak przyjemnie — zapewnia?o kacz?tko — zanurzy? si?, wyp?ywa?, pluska? w czystej wodzie, a potem skry? si? g??boko i widzie?, jak woda zamyka si? nad g?ow?.<br />
— O tak, to wielka rozkosz! — za?mia?a si? kura. — Co za niem?dre pomys?y? Zapytaj kota — przecie? m?drzejszego stworzenia nie ma na ?wiecie — zapytaj, czy lubi p?ywa? albo zanurza? si? w wodzie. O sobie ju? nie mówi?, ale mo?esz spyta? naszej pani. ?yje tak d?ugo na ?wiecie i jest bardzo rozumna. Nie znam rozumniejszej od niej. Wi?c zapytaj, czy to przyjemnie zanurzy? si? z g?ow? w wodzie i czy ma ochot? p?ywa?.<br />
— Nie rozumiecie mnie — rzek?o kacz?tko.<br />
— My ciebie nie rozumiemy? Doprawdy? Wi?c któ? ci? mo?e rozumie?? Czy sobie nie wyobra?asz czasem, ty g?uptasie, ?e jeste? m?drzejszy od kota albo ód naszej pani? O sobie ju? nie mówi?. Nie b?d? tak zarozumia?y, moje dziecko, dzi?kuj Bogu za te dobrodziejstwa, które ci tu wy?wiadczono. Mieszkasz w ciep?ej izbie i masz towarzystwo, w którym móg?by? skorzysta? bardzo wiele. Ale na to trzeba s?ucha? i rozwa?a?, a nie baja? bez sensu. Powiem ci otwarcie, ?e niezbyt przyjemnie ?y? z tob? pod jednym dachem. Mo?esz mi wierzy?. Zreszt? mówi? ci o tym przez ?yczliwo??. Przyjaciel ma obowi?zek mówi? prawd? w oczy, chocia?by by?a przykra. Radz? ci te? szczerze: naucz si? znosi? jajka albo mrucze?, albo sypa? iskry. Inaczej nic z ciebie nie b?dzie.<br />
— Chyba pójd? sobie w ?wiat — rzek?o kacz?tko.<br />
— Otwarta droga, nikt ci? nie zatrzymuje!<br />
I posz?o sobie kacz?tko. P?ywa?o po wodzie, pluska?o, zanurza?o si? g??boko, ale zawsze by?o samo — inne p?ywaj?ce ptaki unika?y go z powodu brzydoty.<br />
Tymczasem nast?pi?a jesie?. Li?cie na drzewach po?ó?k?y, ?ciemnia?y i pocz??y opada?; wiatr kr?ci? nimi w powietrzu i niós? gdzie? daleko, aby znowu porzuci?. Powietrze stawa?o si? ch?odne, wilgotne, ci??kie, chmury przesuwa?y si? nisko po niebie nios?c deszcze i ?niegi, zas?aniaj?c s?o?ce. Wrony kraka?y z zimna. Dreszcz przebiega na sam? my?l o takiej pogodzie!<br />
I brzydkiemu kacz?tku by?o coraz gorzej. Ch?odno, g?odno i nikogo, kto by polubi? je szczerze. Bo takie brzydkie! A nie tylko brzydkie, lecz takie du?e i takie odmienne od wszystkich ptaków. Do nikogo, do nikogo niepodobne.<br />
A ka?dy szuka podobnych do siebie.<br />
Razu jednego p?ywa?o po wodzie. S?o?ce chyli?o si? ku zachodowi, niebo by?o czerwone niby w ogniu. Wtem spoza lasu podnios?o si? stado wielkich, wspania?ych ptaków. Podobnie pi?knych kacz?tko nie widzia?o dot?d: lecia?y niby chmurki ?nie?nobia?e, spokojnie, wdzi?cznie i majestatycznie. By?y to odlatuj?ce ?ab?dzie. Nagle wyda?y ton d?ugi, przeci?g?y, taki dziwny! Porusza?y spokojnie silnymi skrzyd?ami i wznios?y si? wysoko a? pod chmury, i p?yn??y tak dalej, dalej w niesko?czono??&#8230;<br />
?ab?dzie opuszcza?y ch?odny kraj przed zim? i spieszy?y za s?o?cem, tam gdzie ono ?wieci jasno i ciep?o, gdzie b??kitne wody nie zamarzaj? nigdy. Kacz?tko patrzy?o za nimi z zachwytem, z uczuciem nieopisanej t?sknoty, a gdy znik?y, wyda?o okrzyk silny i przenikliwy, a? samo si? przestraszy?o swego g?osu.<br />
I zacz??o si? kr?ci? w kó?ko, jak szalone, wyci?gaj?c szyj? i podnosz?c krótkie, niezgrabne skrzyd?a. O, co za m?ka! Nigdy nie zapomni tych wspania?ych ptaków — a nigdy ich wi?cej nie ujrzy! Znikn??y, znikn??y!<br />
Z rozpaczy zanurzy?o si? do samego dna, a kiedy wyp?yn??o znowu na powierzchni?, nie wiedzia?o, co si? z nim dzieje. Ptaki, królewskie ptaki, pi?kne ptaki! Nie wiedzia?o, jak si? nazywaj? ani dok?d lec?, a jednak pragn??o z??czy? si? z nimi i lecie? razem, daleko i wysoko!&#8230;<br />
By?o to ?mieszne i g?upie pragnienie, bo jakim prawem ono, takie brzydkie, które si? cieszy? powinno, gdy kaczki chc? z nim przestawa?&#8230;<br />
Ale tamte ptaki!&#8230;<br />
Nadesz?a zima surowa i mro?na. Zamarz?y wody. Na ma?ym kawa?ku, który zosta? wolny, musia?o kacz?tko p?ywa? bezustannie, aby nie pozwoli? mu zamarzn??. Mimo to przestrze? wolna zmniejsza?a si? po ka?dej nocy. Bo co dzie? by?o zimniej, mróz si? wzmaga?, lód trzaska? doko?a na male?kim otworze, który pozosta? jeszcze. Kacz?tko bez odpoczynku porusza? musia?o nó?kami, ?eby nie przymarzn??. Lecz i to nie pomog?o; zm?czone usta?o, a wówczas lód uwi?zi? je jak w kleszczach.<br />
Zobaczy? to nazajutrz z rana jaki? wie?niak, rozbi? lód butem o drewnianej podeszwie, a ptaka zabra? do chaty.<br />
Kacz?tko w cieple przysz?o do siebie i dzieci zaraz chcia?y si? z nim bawi?; ale ono my?la?o, ?e mu chc? zrobi? co z?ego, i zacz??o ucieka?; przewróci?o garnek z mlekiem i rozla?o je na pod?og?. Gospodyni z rozpaczy r?ce za?ama?a, chcia?a z?apa? szkodnika, aby go ukara?. Przestraszone kacz?tko wpad?o w kube? z wod?, a potem w naczynie z m?k?, wytar?o si? o sadze w okopconym piecu. Gospodyni krzycza?a i goni?a za nim, dzieci ze ?miechem przewraca?y si? jedno przez drugie, kacz?tko skaka?o po pó?kach, po garnkach, podfruwa?o a? do pu?apu, wreszcie przez otwarte drzwi wypad?o do sieni, a stamt?d na dwór.<br />
Mo?na sobie wyobrazi?, jak wygl?da?o. Um?czone, mokre, powalane sadzami, o nastroszonych piórach, a przy tym upadaj?ce ze znu?enia. Lecz nie my?la?o o tym; ostatnim wysi?kiem dosta?o si? pomi?dzy krzaki, rosn?ce niedaleko, i jak nie?ywe upad?o na ?nieg.<br />
Za smutno by?oby opisywa? wam to wszystko, co nieszcz??liwe kacz?tko wycierpia?o podczas mro?nej i d?ugiej zimy. G?ód, ch?ód, ani ciep?ego schronienia, ani ?ywno?ci, ani przyjaciela&#8230;<br />
Le?a?o po?ród trzciny, kiedy s?o?ce zacz??o ja?niej i cieplej przy?wieca?.<br />
Zanuci?y skowronki, powraca?a wiosna.<br />
I kacz?tko od?y?o; z ka?dym dniem powraca?y mu stracone si?y, a? rozpostar?o skrzyd?a jakie? wielkie, jakby nie swoje, zaszumia?o nimi i polecia?o wysoko, daleko, prowadzone jak?? t?sknot? nieznan? do ?wiata, do wszystkiego, co na nim jest pi?kne.<br />
I nie spocz??o a? na wielkim stawie, w du?ym ogrodzie, gdzie ptaki ?piewa?y weso?o, drzewa ja?nia?y ?wie?? zielono?ci?, bia?a czeremcha rozlewa?a zapach i zwiesza?a tak nisko swe cienkie ga??zki, i? zanurza?y si? w wodzie przejrzystej.<br />
?licznie tu by?o. Ka?da trawyka, kwiatek, ka?dy listek na drzewie zdawa? si? ?piewa? rado?nie: „Wiosna powraca. Wiosna! Wiosna! Wiosna!&#8221;<br />
Wtem spoza g?stych krzaków naprzeciwko wyp?yn??y trzy wielkie, wspania?e ?ab?dzie. Rozpostar?y bia?e skrzyd?a niby ?agle i p?yn??y lekko po b??kitnej wodzie, z szyj? wygi?t? wdzi?cznie i wzniesion? g?ow?, spokojne, dumne i majestatyczne.<br />
Na ten widok dziwny smutek i t?sknota ogarn??y biedne kacz?tko. Oto królewskie ptaki, które raz widzia?o i ukocha?o tak od razu, tak mocno.<br />
„Pop?yn? do nich — pomy?la?o nagle. — Niech mnie zabij? za moje zuchwalstwo, za to, ?e ?miem zbli?y? si? do nich&#8230; Niech mnie zabij?. Wszystko mi jedno. Lepiej by? zabitym przez te cudne ptaki, które kocha? musz?, ni? szarpanym przez kaczki, dziobanym przez kury, potr?canym i odpychanym przez wszystkie zwierz?ta i ludzi. O lepiej, lepiej umrze?!&#8221;<br />
I pop?yn??o naprzeciw ?ab?dziom, które, ujrzawszy przybysza, zaszumia?y skrzyd?ami i skierowa?y si? prosto ku niemu.<br />
— Zabijcie mnie! — zawo?a?o brzydkie kacz?tko i pochyli?o g?ow? oczekuj?c ?mierci.<br />
Ale có? to? Có? widzi w zwierciadlanej fali? Wszak?e to jego obraz! Jego w?asny! Jego!<br />
To ju? nie brudnoszare, brzydkie i niezgrabne kacz?tko, to ?ab?d? bia?y! Kacz?tko sta?o si? ?ab?dziem!<br />
Chocia? si? urodzi?o pomi?dzy kaczkami, lecz z ?ab?dziego jaja, wi?c i ono tak?e ?ab?dziem si? sta?o.<br />
W tej jednej chwili zapomnia?o nagle o n?dzy, o cierpieniach;, czu?o si? tylko niezmiernie szcz??liwe i po raz pierwszy rado?nie wita?o pi?kny ?wiat, ?ycie i braci-?ab?dzi, które p?ywa?y woko?o, ogl?daj?c towarzysza i pieszczotliwie g?aszcz?c go dziobami.<br />
Kilkoro dzieci wbieg?o do ogrodu i zacz??o z brzegu rzuca? do wody bu?ki i smaczne ziarenka. Wtem jeden ch?opczyk zawo?a? :<br />
— Nowy ?ab?d? nam przyby?! Nowy ?ab?d?!<br />
Inne dzieci zacz??y klaska? w r?ce i skaka?, powtarzaj?c:<br />
— ?ab?d? nam przyby?! ?ab?d?! Jaki ?liczny! Najpi?kniejszy! Najpi?kniejszy!<br />
I rzuca?y do wody ciastka i bu?k?, sprowadzi?y rodziców i wszyscy przyznali, ?e nowy ?ab?d? by? najpi?kniejszy ze wszystkich.<br />
Stare ?ab?dzie pok?oni?y mu si? z dobroci? i uznaniem.<br />
Wtedy zawstydzony i wzruszony, ukry? g?ow? pod skrzyd?em nie wiedz?c, co pocz??. Czu? si? tak bardzo, tak bardzo szcz??liwy ! My?la? o tym, jak niedawno i jak d?ugo cierpia? z powodu swojej brzydoty, jak nie mia? nikogo, kto by chcia? by? jego bratem, przyjacielem, a teraz — bratem jest królewskich ptaków, jak one pi?kny, mo?e najpi?kniejszy! ?wiat ca?y zdaje si? ?piewa? pochwa?y jego pi?kno?ci, czeremcha przesy?a mu s?odki zapach, s?o?ce — promienie z?ote, woda go pie?ci dotkni?ciem i przyja?nie odbija jego obraz.<br />
O, jak wspania?e jest ?ycie!<br />
Rozpostar? skrzyd?a, które zaszumia?y g?o?no, podniós? do góry szyj? wdzi?cznym ruchem i z g??bi serca zawo?a? rado?nie:<br />
— Nie marzy?em o takim szcz??ciu! Nie marzy?em!</span></strong><span style="color: #990033" /></p>
<p class="MsoNormal"><span style="color: #990033"> </span></p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/27/brzydkie-kaczatko-hans-christian-andersen/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>S?owik- Hans Christian Andersen</title>
		<link>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/27/slowik-hans-christian-andersen/</link>
		<comments>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/27/slowik-hans-christian-andersen/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Jan 2006 14:15:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bajkiopowiadania</dc:creator>
				<category><![CDATA[BaÅ›nie]]></category>
		<category><![CDATA[Dla dzieci]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.bajkiopowiadania.com/basnie/slowik-hans-christian-andersen/</guid>
		<description><![CDATA[W Chinach, wiesz pewnie o tym, cesarz jest Chi?czykiem i wszyscy, którzy go otaczaj?, s? równie? Chi?czykami. Historia, któr? opowiem, dzia?a si? przed wielu laty, ale w?a?nie dlatego trzeba jej wys?ucha?, zanim o niej nie zapomn?. Zamek cesarza by? najwspanialszym zamkiem na ?wiecie, ca?y zrobiony z delikatnej porcelany, niezwykle kosztownej, a tak kruchej, ze lada [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote>
<p class="MsoNormal"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">W Chinach, wiesz pewnie o tym, cesarz jest Chi?czykiem i wszyscy, którzy go otaczaj?, s? równie? Chi?czykami. Historia, któr? opowiem, dzia?a si? przed wielu laty, ale w?a?nie dlatego trzeba jej wys?ucha?, zanim o niej nie zapomn?.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Zamek cesarza by? najwspanialszym zamkiem na ?wiecie, ca?y zrobiony z delikatnej porcelany, niezwykle kosztownej, a tak kruchej, ze lada dotkniecie mog?o ja st?uc, wiec trzeba by?o bardzo uwa?a?. W ogrodzie ros?y najdziwniejsze kwiaty, a do najwspanialszych przywi?zano srebrne dzwonki, które dzwoni?y po to, aby nikt nie min?? ich nie zwróciwszy na nie uwagi.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Niezwyk?y by? ogród cesarski, a tak wielki, ze nawet ogrodnik nie wiedzia?, gdzie si? ko?czy. Za ogrodem zaczyna? si? pi?kny las z wysokimi drzewami i g??bokimi jeziorami. Las schodzi? a? do morza, które by?o niebieskie i g??bokie; wielkie okr?ty mog?y wje?d?a? a? pod zwisaj?ce ga??zie, a na jednej z takich ga??zi mieszka? s?owik. S?owik ?piewa? tak pi?knie, ze nawet biedny rybak, który ma przecie? tyle innej roboty, k?ad? si? i s?ucha? jego ?piewu, gdy noc? wychodzi? wyci?ga? sieci.</span></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><span id="more-74"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Mój Bo?e, jakie to pi?kne! &#8211; mówi?, lecz potem musia? ju? pilnowa? swojej roboty i zapomina? o ptaszku; ale nast?pnej nocy, kiedy ptak znowu ?piewa?, a on wychodzi?, powtarza? to samo:</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Mój Bo?e, jakie? to pi?kne!</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Ze wszystkich stron ?wiata zje?d?ali do cesarskiego miasta podró?ni, podziwiali zamek i ogród, ale gdy s?yszeli ?piew s?owika, mówili:</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- To jest jednak najpi?kniejsze!</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Podró?ni po powrocie do domu opowiadali, co widzieli, uczeni pisali wiele ksi??ek o mie?cie, zamku i ogrodzie; nie zapominali tez o s?owiku i chwalili go najbardziej, a ci, którzy byli poetami, pisali pi?kne wiersze, wszystkie o s?owiku ?piewaj?cym nad g??bokim jeziorem w lesie.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Ksi??ki te czytano na ca?ym ?wiecie i niektóre z nich dosta?y si? do rak cesarza. Cesarz siedzia? na z?otym tronie, czyta? i czyta?, a co pewien czas kiwa? z zadowoleniem g?ow?, kiedy opisywano miasto, zamek i ogród. &#8220;Ale s?owik jest najpi?kniejszy!&#8221;, pisano w ksi??kach.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Co to jest? &#8211; powiedzia? cesarz. &#8211; Nie znam wcale tego s?owika! Czy naprawd? taki ptak ?yje w moim cesarstwie, i w dodatku w moim ogrodzie? Nigdy o tym nie s?ysza?em! Dowiaduje si? o tym dopiero z ksi??ek!</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">I natychmiast zawo?a? swego marsza?ka; by? on tak wytworny, ze kiedy ludzie ni?si od niego pochodzeniem o?mielili si? zada? mu jakie? pytanie, odpowiada? im tylko &#8220;p!&#8221;, a to przecie? nic nie znaczy.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Podobno jest tu jaki? niezwyk?y ptak, który nazywa si? s?owik! &#8211; powiedzia? cesarz &#8211; podobno jest on najpi?kniejsz? rzecz? z ca?ego mego wielkiego pa?stwa!</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Dlaczego nikt mi nigdy o nim nic nie mówi?? </span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Nigdy o nim nie s?ysza?em! &#8211; odpowiedzia? marsza?ek. &#8211; Nie przedstawiono go nigdy u dworu!</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Chce, ?eby przyszed? dzi? wieczorem i ?piewa? przede mn?! &#8211; powiedzia? cesarz.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Ca?y ?wiat wie, co posiadam, tylko ja o tym nie wiem!</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Nigdy o nim nie s?ysza?em! &#8211; powiedzia? marsza?ek. &#8211; B?d? go szuka? i znajd?!</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Ale gdzie go znale??? Marsza?ek biega? w gore i na dó? po wszystkich schodach, przebiega? wszystkie sale i kru?ganki, ale nikt z napotkanych nie s?ysza? o s?owiku.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Wróci? wiec marsza?ek do cesarza i powiedzia?, ze to z pewno?ci? bajka wymy?lona przez tych, co napisali ksi??ki.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Wasza cesarska mo?? niechaj nie wierzy temu, co pisz?, bo to wszystko wymys?y, po prostu czarna magia!</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Ale? kiedy ksi??k?, w której to przeczyta?em, przys?a? mi pot??ny cesarz Japonii, wiec musi zawiera? prawd?. Chce s?ysze? s?owika. Ma tu by? dzisiaj wieczorem!</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Obdarzam go moja laska! Musi przyj??! A je?eli si? nie zjawi; to ka?e moim ludziom depta? po brzuchach wszystkich dworzan, i to zaraz po kolacji!</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Tsing pe! &#8211; powiedzia? marsza?ek i zacz?? znowu biega? po schodach na dó? i w gor?, i po wszystkich salach i kru?gankach, a polowa dworzan biega?a za nim, bo bynajmniej nie mieli ochoty, by im deptano po brzuchach. Wiec wsz?dzie pytano o s?owika, którego znal ca?y ?wiat, ale nikt nie znal na dworze.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Wreszcie w kuchni znale?li ma??, biedna dziewczynk?, która powiedzia?a:</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Mój Bo?e, s?owik! Znam go doskonale! Jak?e cudnie ?piewa! Co wieczór wolno mi zabiera? z kuchni troch? resztek, zanosz? je mojej biednej, chorej matce, która mieszka na wybrze?u; a kiedy w nocy wracam od niej i zm?cz? si?, to k?ad? si? w lesie i s?ucham s?owika! ?zy p?yn? mi wówczas z oczu i jest mi tak, jak gdyby mnie matka ca?owa?a!</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Ma?a pomywaczko! &#8211; powiedzia? marsza?ek. &#8211; Dam ci sta?? posad? w kuchni i pozwol? ci przygl?da? si?, jak cesarz jada, je?li zaprowadzisz nas do s?owika, bo dzi? wieczorem musze go tu mie?!</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Poszli wiec wszyscy do lasu, gdzie zwykle ?piewa? s?owik; pó? dworu im towarzyszy?o; po drodze us?yszeli ryk krowy.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- O! &#8211; powiedzia? jeden z dworzan. &#8211; Macie s?owika! Ile? to si?y w tak ma?ym stworzeniu! S?ysza?em go &#8211; ca?? pewno?ci? ju? dawniej!</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Nie, to krowy rycz?! &#8211; powiedzia?a ma?a pomywaczka. &#8211; Jeszcze?my daleko od s?owika!</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Teraz ?aby zarechota?y w bagnisku.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Cudownie! &#8211; powiedzia? chi?ski kapelan. &#8211; Nareszcie go s?ysz?. ?piew jego brzmi jak dzwonki ko?cielne.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Nie, to ?aby! &#8211; powiedzia?a ma?a pomywaczka. &#8211; Ale my?l?, ?e ju? wkrótce go us?yszymy!</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">W tej chwili s?owik zacz?? kl?ska?.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- To on! &#8211; powiedzia?a dziewczynka. &#8211; S?uchajcie! S?uchajcie! Oto tam siedzi! &#8211; I pokaza?a ma?ego, szarego ptaszka wysoko na ga??zi.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Czy? to mo?liwe! &#8211; zawo?a? marsza?ek. &#8211; Inaczej go sobie wyobra?a?em! Jak?e pospolicie wygl?da! A mo?e straci? sw? barw? na widok tylu wytwornych osób?</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- S?owiczku! &#8211; zawo?a?a g?o?no dziewczynka. &#8211; Nasz ?askawy cesarz ?yczy sobie, aby? przed nim za?piewa?!</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Z najwi?ksz? przyjemno?ci? &#8211; powiedzia? s?owik i za?piewa? tak pi?knie, ?e a? rozkosz? by?o go s?ucha?.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Zupe?nie szklane dzwoneczki! &#8211; powiedzia? marsza?ek. &#8211; A jak pracuje to ma?e gardzio?ko! To dziwne, ?e?my go nigdy przedtem nie s?yszeli! B?dzie mia? wielki sukces na dworze!</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Czy mam raz jeszcze za?piewa? dla cesarza? &#8211; spyta? s?owik, który my?la?, ze cesarz jest obecny.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Mój cudny s?owiczku! &#8211; powiedzia? marsza?ek. &#8211; Mam zaszczyt zaprosi? ci? na uroczysto?? dworska, na której oczarujesz jego cesarska mo?? twym zachwycaj?cym ?piewem.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Brzmi on co prawda najlepiej na tle drzew! &#8211; powiedzia? s?owik, ale polecia? ch?tnie za nimi, gdy? s?ysza?, ze taka jest wola cesarza.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Na zamku wszystko porz?dnie wyszorowano. Porcelanowe ?ciany i pod?ogi l?ni?y w blasku tysi?cy z?otych lamp; najpi?kniejsze kwiaty, które umia?y dzwoni?, ustawiono w kru?gankach i by?o tyle bieganiny i przeci?gów, a dzwonki tak g?o?no dzwoni?y, ?e t?umi?o to wszelkie rozmowy. Po?rodku du?ej sali, w której znajdowa? si? cesarz, umieszczono zloty pr?t i na nim mia? siedzie? s?owik. Ca?y dwór zebra? si? w sali, a malej pomywaczce pozwolono sta? pod drzwiami, bo teraz by?a ju? kuchark? nadworn?.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Wszyscy w swych najwspanialszych szatach przygl?dali si? ma?emu, szaremu ptaszkowi, a cesarz skin?? mu g?ow?.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">A s?owik ?piewa? tak pi?knie, ze cesarzowi ?zy stan??y w oczach, a gdy sp?yn??y mu po policzkach, s?owik za?piewa? jeszcze ?adniej, tak ze ?piew ten si?ga? prosto do serca; cesarz cieszy? si? bardzo i powiedzia?, ze zawiesi s?owikowi swój zloty pantofel na szyi. Ale s?owik podzi?kowa? i powiedzia?, ?e otrzyma? ju? dostateczne wynagrodzenie.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Widzia?em ?zy w oczach cesarza, a to jest dla mnie najdro?szy skarb! ?zy cesarskie maja cudowna moc! Bóg ?wiadkiem, ze jestem do?? nagrodzony! &#8211; I ?piewa? dalej swym s?odkim, cudownym g?osem.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Tak uroczej kokieterii nie spotka?y?my jeszcze nigdy w ?yciu! &#8211; mówi?y damy, a potem nabiera?y wody w usta i gdy kto? do nich mówi?, bulgota?y i my?la?y, ?e s? tez s?owikami. Có? tu mówi?! Nawet lokaje i pokojówki byli zadowoleni, a to du?o mówi, bo im najtrudniej dogodzi?. Tak, s?owik naprawd? zdoby? powodzenie.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Mia? zosta? na zawsze przy dworze, mieszka? we w?asnej klatce i dwa razy dziennie, a raz w nocy móg? wyfruwa? na dwór. Dwunastu s?u??cych trzyma?o wówczas ko?ce jedwabnych wst??ek przywi?zanych do jego nó?ki. Taki spacer nie nale?a? do przyjemno?ci.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Cale miasto mówi?o o niezwyk?ym ptaszku. Kiedy dwoje ludzi si? spotyka?o, jeden mówi?: &#8220;s?o&#8221;, a drugi &#8220;wik!&#8221;; potem obaj wzdychali; rozumieli si? doskonale.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Jedena?cioro dzieci w?a?cicieli sklepików z delikatesami nazwano jego imieniem! ale ?adne z nich nie umia?o wyda? ani jednej czystej nuty.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Pewnego dnia do cesarza nadesz?a du?a paczka, na której by?o napisane: &#8220;S?owik&#8221;.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Pewnie nowe dzie?o o naszym s?awnym ptaku! &#8211; powiedzia? cesarz; lecz nie by?a to ksi??ka, tylko ma?e arcydzie?o zamkni?te w pudelku. By? to sztuczny s?owik, podobny do prawdziwego, ale ca?y wysadzany brylantami, rubinami i szafirami; wystarczy?o go nakr?ci?, a ?piewa? te same piosenki co ?ywy ptak i przy tym porusza? ogonem w dó? i w gór? i b?yszcza? ca?y, i ?wieci? srebrem i zlotem, na szyi mia? wst??eczk?, a na niej napis: &#8220;S?owik cesarza Japonii jest niczym wobec s?owika cesarza Chin.&#8221;</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Ach, jakie to pi?kne! &#8211; zachwycali si? wszyscy, a ten, który przyniós? ptaka, otrzyma? natychmiast tytu?: &#8220;cesarskiego naddostawcy s?owików&#8221;.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Niech za?piewaj? razem! Có? to b?dzie za cudowny duet!</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Wiec ptaki ?piewa?y razem. Ale nie sz?o im dobrze, bo prawdziwy s?owik ?piewa? na swój sposób, a sztuczny ptak gwizda? pod?ug mechanizmu.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- To nie jego wina! &#8211; powiedzia? muzyk nadworny. &#8211; Ma ?wietne wyczucie taktu i ?piewa wed?ug mojej szko?y!</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Wiec sztuczny ptak mia? sam ?piewa?. ?piew jego podoba? si? równie? jak ?piew prawdziwego s?owika, a on sam o ile? pi?kniej wygl?da?! B?yszcza? przecie? ca?y jak bransolety i brosze. Trzydzie?ci trzy razy prze?piewa? ten sam kawa?ek i wcale si? nie zm?czy?; chciano go jeszcze s?ucha?, ale cesarz powiedzia?, ze i ?ywy s?owik musi co? za?piewa?&#8230; Lecz gdzie? on si? podzia?? Nikt nie zwróci? uwagi, ?e s?owik wyfrun?? przez otwarte okno i polecia? do swych zielonych drzew.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Có? to znaczy? &#8211; zapyta? cesarz; a wszyscy dworzanie ganili ptaka i mówili, ?e to niewdzi?czne stworzenie. &#8211; Mamy przecie? doskonalszego s?owika! &#8211; mówili. I kazali mu znowu ?piewa?; po raz trzydziesty czwarty us?yszeli te sama melodie, ale nie umieli jej jeszcze powtórzy?, bo by?a bardzo trudna, i muzyk nadworny chwali? sztucznego ptaka mówi?c, ?e przewy?sza ?ywego s?owika nie tylko swym ubiorem i brylantami, ale tak?e i swa wewn?trzn? warto?ci?.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Bo widzicie, moi pa?stwo, a przede wszystkim, cesarzu, u prawdziwego s?owika nigdy nie mo?na przewidzie?, co nast?pi, a u sztucznego wszystko jest z góry okre?lone! Tak b?dzie, a nie inaczej! Mo?na wszystko obja?ni?, mo?na otworzy? mechanizm i pokaza?, jak uczenie po?o?one s? walce, jak si? kr?c? spr??yny i jak co idzie za czym.</span></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><!--more--></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Jeste?my tego samego zdania! &#8211; zawo?ali wszyscy, a muzyk otrzyma? pozwolenie na to, aby najbli?szej niedzieli pokaza? sztucznego ptaka ludowi.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Niech tak?e us?ysz?, jak ?piewa! &#8211; rozkaza? cesarz. S?yszeli wiec i byli tak uszcz??liwieni, jak gdyby si? upili na weso?o herbat?, co jest prawdziwie chi?skim obyczajem. Mówili wszyscy: &#8220;Oh!&#8221;, i podnosili w gór? wskazuj?ce palce, i kiwali g?owami. Ale ubodzy rybacy, którzy s?yszeli prawdziwego s?owika, mówili:</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- To brzmi pi?knie, i nawet podobnie do tamtego, ale czego? tu brak, nie wiemy tylko czego.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Prawdziwego s?owika wygnano z kraju i z pa?stwa.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Sztucznego ptaka posadzono na jedwabnej poduszce tu? przy ?ó?ku cesarza, naoko?o niego u?o?ono wszystkie dary, które otrzyma?, z?oto i drogie kamienie, dano mu tytu?: &#8220;?piewaka cesarskiej sypialni&#8221;, i otrzyma? rang? pierwszego stopnia z lewej strony; lewa stron? bowiem uwa?a? cesarz za godniejsza, bo z lewej strony jest serce, nawet u cesarza. Muzyk nadworny napisa? dwadzie?cia pi?? tomów o sztucznym s?owiku; dzie?o by?o tak uczone i tak d?ugie, i tak pe?ne najtrudniejszych chi?skich wyrazów, ?e wszyscy ludzie mówili, i? przeczytali je i zrozumieli; inaczej nazwano by ich g?upcami i deptano by im po brzuchach.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Tak przeszed? ca?y rok. Cesarz, dwór i wszyscy Chi?czycy umieli na pami?? ka?dy najmniejszy d?wi?k ?piewu sztucznego ptaka, ale to im si? w?a?nie podoba?o, bo mogli ?piewa? z nim razem. Nawet ulicznicy nucili: &#8220;Zizizi! Gluk, gluk, gluk!&#8221; A cesarz ?piewa? tak samo. To by?o cudowne! Pewnego wieczora jednak, gdy sztuczny slowik spiewal w najlepsze, a cesarz le?a? w ?ó?ku i s?ucha?, co? w ptaku chrupn??o &#8220;trach!&#8221;, co? p?k?o &#8220;szurrrr!&#8221; i wszystkie kó?ka posypa?y si? woko?o, a muzyka umilk?a.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Cesarz wyskoczy? natychmiast z ?ó?ka i kaza? zawo?a? nadwornego lekarza; ale có? ten móg? pomoc! Wtedy zawo?ano zegarmistrza, który po d?ugiej gadaninie i d?ugim ogl?daniu doprowadzi? ptaka nieco do porz?dku, ale powiedzia?, ze trzeba go bardzo oszcz?dza?, bo tryby s? wytarte, a nowych, takich, ?eby dobrze gra?o, nie mo?na sfabrykowa?. By?o to wielkie zmartwienie. Raz tylko do roku nakr?cano ptaka, i to ju? by?o za du?o. Ale wówczas muzyk nadworny wyg?osi? ma?? mow?, pe?n? du?ych s?ów, o tym, ze wszystko jest jak dawniej &#8211; i wszystko by?o rzeczywi?cie jak dawniej.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Up?yn??o pi?? lat i ca?y kraj zasmuci? si? wielce, bo cesarz, którego Chi?czycy bardzo w gruncie rzeczy kochali, zachorowa? i powiadano, ze mia? umrze?; obrano ju? nowego cesarza, lud stal na ulicy przed pa?acem i pyta? marsza?ka, jak si? stary cesarz miewa. &#8220;P!&#8221;, odpowiada? marsza?ek i potrz?sa? g?ow?.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Zimny i blady le?a? cesarz w swym wspania?ym ?o?u, ca?y dwór my?la?, ?e ju? nie ?yje; i jeden dworzanin za drugim wymyka? si?, by pozdrowi? nowego cesarza; kamerdynerzy wyszli z sali na ploteczki, a pokojówki pa?acowe zaprasza?y znajomych na kaw?. Wszystkie komnaty i kru?ganki wy?o?ono suknem, a?eby st?umi? odg?osy kroków, i wsz?dzie by?o cicho, cicho! Ale cesarz jeszcze ?y?; le?a? sztywny i blady w swym wspania?ym ?o?u, przys?oni?tym kotarami z aksamitu z ci??kimi, z?otymi chwastami; wysoko pod sufitem jedno okno by?o otwarte i ksi??yc zagl?da? przez nie, o?wietlaj?c cesarza i sztucznego ptaka.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Biedny cesarz ledwie oddycha?, mia? uczucie, jak gdyby co? usiad?o mu na piersiach; otworzy? oczy i zobaczy?, ?e to by?a ?mier?; siedzia?a na jego piersiach, w?o?y?a na g?ow? jego z?ot? koron?, w jedn? r?k? wzi??a z?ot? szable cesarza, w druga jego wspania?? chor?giew, a naoko?o ze wszystkich fa?d kotary wygl?da?y ku cesarzowi dziwne twarze, niektóre brzydkie, inne znów mile i ?agodne; by?y to z?e i dobre uczynki cesarza, które patrzy?y na niego, podczas gdy ?mier? siedzia?a mu na sercu.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Pami?tasz? &#8211; szepta?y jedna za druga. &#8211; Pami?tasz? &#8211; I opowiada?y mu tyle, ?e a? pot sp?ywa? mu po czole.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- O tym nie wiedzia?em &#8211; mówi? cesarz. &#8211; Muzyka! Muzyka! Walcie w b?ben chi?ski!</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Zag?uszy? to, co one tu mówi?! &#8211; A one mówi?y dalej i ?mier? potakiwa?a g?ow?, jak Chi?czyk, na wszystko, co mówiono.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Muzyka, muzyka! &#8211; krzycza? cesarz. &#8211; Ma?y, zloty ptaszku! ?piewaj mi, ?piewaj! Podarowa?em ci tyle z?ota i kosztowno?ci; zawiesi?em ci nawet mój zloty pantofel na szyi; ?piewaj mi, ?piewaj!</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Ale ptak milcza?; nie by?o nikogo, kto by go nakr?ci?, a on sam nie umia? przecie? ?piewa?; ?mier? tymczasem spogl?da?a na cesarza wielkimi, pustymi oczodo?ami i by?o cicho, tak przera?liwie cicho.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Nagle tuz za oknem zabrzmia? najpi?kniejszy glos: to ma?y, ?ywy s?owik usiad? na ga??zce za oknem. Dowiedzia? si? o tym, ze jego cesarz potrzebuje pomocy, i przylecia?, by mu ?piewem doda? otuchy i nadziei. A gdy ?piewa?, blad?y coraz bardziej i bardziej straszne postacie; krew zaczyna?a ?ywiej kr??y? w s?abym ciele cesarza i nawet ?mier?, s?uchaj?c ?piewu powiedzia?a: &#8211; ?piewaj, s?owiczku, ?piewaj dalej.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- A dasz mi t? pi?kn?, z?ot? szabl?? Dasz mi wspania?? chor?giew? Dasz mi koron? cesarza? &#8211; I ?mier? po kolei oddawa?a ka?d? z kosztowno?ci za jedna pie??, a s?owik ?piewa? dalej o cichym cmentarzu, gdzie rosn? bia?e ró?e, gdzie pachnie dziki bez, a trawa rozwija si?, skraplana ?zami tych, którzy ?yj?; wtedy ?mier? poczu?a nagle t?sknot? za swoim ogrodem i w kszta?cie bia?ej, ch?odnej mg?y unios?a si? za okno.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Dzi?ki ci, dzi?ki! &#8211; powiedzia? cesarz &#8211; ma?y ptaszku z nieba! Znam ci? przecie? dobrze! Wygna?em ci? z mego pa?stwa! A jednak odp?dzi?e? twym ?piewem z?e moce od mego lo?a, a ?mier? z mego serca! Jak?e ci mam podzi?kowa??</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Wynagrodzi?e? mnie ju?, cesarzu! &#8211; powiedzia? s?owik. &#8211; Widzia?em ?zy w twoich oczach, kiedy ?piewa?em przed tob? po raz pierwszy, a tego nie zapomn? ci nigdy! To s? klejnoty, które raduj? serce ?piewaka; ale spij teraz, obud? si? silny i zdrów. Za?piewam ci cos jeszcze.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">Za?piewa?, a cesarz pogr??y? si? w s?odk? drzemk?. Ach, jaki ?agodny, pokrzepiaj?cy by? ten sen!</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">S?o?ce ?wieci?o przez okno, gdy obudzi? si? zdrów i pe?en sil. Z jego s?u?by nikt jeszcze nie wróci?, bo my?leli, ze cesarz nie ?yje, ale s?owik by? przy nim i wci?? jeszcze ?piewa?.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Musisz zosta? ze mn? na zawsze! &#8211; powiedzia? cesarz &#8211; b?dziesz ?piewa? wtedy tylko, gdy sam zechcesz, a sztucznego ptaka ka?e rozbi? na tysi?c kawa?ków.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Nie czyn tego! &#8211; powiedzia? s?owik &#8211; przecie? zrobi? tyle dobrego, ile móg?. Zatrzymaj go przy sobie jak dawniej! Nie mog? zbudowa? gniazdka mego i mieszka? w pa?acu, ale pozwól mi przylatywa? od czasu do czasu, gdy sam b?d? mia? ochot?; b?d? wieczorami siadywa? na ga??zce za oknem i ?piewa? ci pie??, która nape?ni ci? rado?ci? i dobrymi my?lami! B?d? ?piewa? o szcz??liwych i o tych, którzy cierpi?! B?d? ?piewa? o z?ym i dobrym, i o wszystkim, co ukryte jest przed twymi oczyma! Ma?y ptak zag?ada wsz?dzie: do biednych rybaków, pod dach wie?niaków, do wszystkich, którzy z dala s? od ciebie i twego dworu! Kocham twe serce wi?cej od twej korony, ale jednak korona ma w sobie czar ?wi?to?ci! B?d? przylatywa?, aby ci ?piewa?! Tylko jedno musisz mi przyrzec!</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Wszystko &#8211; powiedzia? cesarz i wyprostowa? si? w swych cesarskich szatach, w które sam si? oblók?, a do serca przyciska? szabl? okut? ci??kim zlotem.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- O jedno tylko ci? prosz?! Nie mów nikomu, ?e masz ma?ego ptaszka, który ci mówi o wszystkim. Tak b?dzie nam lepiej. &#8211; I s?owik wyfrun?? przez okno.</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">S?u?ba wesz?a do sypialni, by popatrze? na zmar?ego cesarza. Stan?li jak wryci, a cesarz powiedzia?:</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt; text-indent: 20pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: purple">- Jak si? macie?</span></strong><span style="color: purple" /></p>
<p class="MsoNormal"><span style="color: purple"> </span></p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/27/slowik-hans-christian-andersen/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dzieci? Elfów [Calineczka]- Hans Christian Andersen</title>
		<link>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/27/dziecie-elfow-calineczka-hans-christian-andersen/</link>
		<comments>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/27/dziecie-elfow-calineczka-hans-christian-andersen/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Jan 2006 14:12:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bajkiopowiadania</dc:creator>
				<category><![CDATA[BaÅ›nie]]></category>
		<category><![CDATA[Dla dzieci]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.bajkiopowiadania.com/basnie/dziecie-elfow-calineczka-hans-christian-andersen/</guid>
		<description><![CDATA[Pewna kobieta bardzo pragn??a mie? male?kie dziecko, ale nie wiedzia?a, sk?d by je wzi??. Posz?a wi?c do czarownicy i rzek?a: - Tak bym chcia?a mie? malutkie dziecko. Powiedz mi, co tu zrobi?, ?ebym je mia?a? - O, to nietrudno! &#8211; odpowiedzia?a czarownica. &#8211; Znajdziemy na to rad?. Masz tu ziarnko j?czmienia, ale to nie jest [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><img width="240" height="210" alt="ma?a_dziewczynka" src="http://www.parkigry.com/wp-content/dziewczynka_5.gif" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Pewna kobieta bardzo pragn??a mie? male?kie dziecko, ale nie wiedzia?a, sk?d by je wzi??. Posz?a wi?c do czarownicy i rzek?a:</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Tak bym chcia?a mie? malutkie dziecko. Powiedz mi, co tu zrobi?, ?ebym je mia?a?</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- O, to nietrudno! &#8211; odpowiedzia?a czarownica. &#8211; Znajdziemy na to rad?. Masz tu ziarnko j?czmienia, ale to nie jest takie zwyczajne ziarnko, które siej? w polu albo sypi? kurom na pokarm &#8211; zasad? je starannie w doniczce od kwiatów, a zobaczysz, co z tego b?dzie.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Dzi?kuj? &#8211; rzek?a kobieta i zap?aci?a czarownicy dziesi?? groszy, bo tyle to ziarnko kosztowa?o.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Po powrocie do domu zasadzi?a je starannie w doniczce od kwiatów i zaraz pokaza?a si? ma?a ro?linka, okry?a si? pi?knymi listkami, a w ?rodku wyrós? kwiat z?oto-purpurowy, podobny do tulipana, tylko zamkni?ty w p?czek.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Có? to za prze?liczny kwiat! &#8211; rzek?a kobieta i tak by?a zachwycona, ?e ca?owa?a z?ote i czerwone p?atki. W tej samej chwili kwiat z wielkim ?oskotem otworzy? si? i w ?rodku, na zielonym dnie kielicha, gdzie zwykle mie?ci si? s?upek kwiatowy, sta?a sobie prze?liczna ma?a dziewczynka.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Nazwali j? Odrobink?, gdy? by?a ma-luchna jak m?oda pszczó?ka, tylko daleko zgrabniejsza.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Kobieta wzi??a zaraz ?upink? orzecha, a?eby w niej urz?dzi? kolebk? dla swego dzieci?tka. Fio?kowe p?atki pos?u?y?y za sienniczek, a jeden p?atek ró?y &#8211; za ko?derk?.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">W nocy Odrobinka spa?a wybornie, a w dzie? bawi?a si? na stole. Kobieta postawi?a na nim talerz z wod?, otoczony wiankiem kwiatów, których ?ody?ki by?y zanurzone w wodzie. Listek tulipana zast?powa? ?ódk?, dwa pr?ciki kwiatowe stanowi?y wios?a i Odrobinka p?ywa?a sobie po talerzu od jednego brzegu do drugiego. ?licznie to wygl?da?o!</span></strong></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><span id="more-73"></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Umia?a te? ?piewa?, a tak ?adnie, ?e nie mo?na tego opisa?.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Jednego razu w nocy, kiedy Odrobinka spa?a spokojnie w ko?ysce na stole, przez wybit? szyb? wskoczy?a do pokoju ropucha. Szkaradne to by?o stworzenie: ci??kie, grube, mokre &#8211; i bardzo ciekawe.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Zaraz spostrzeg?a Odrobink?, ?pi?c? pod ró?anym p?atkiem.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Hm, hm! &#8211; mrukn??a. &#8211; Pi?kna by?aby z niej ?ona dla mojego synka!</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">I razem z ko?ysk? zabra?a, dziecin?, wyskoczy?a do ogrodu i zanios?a j? do swego mieszkania. Znajdowa?o si? ono w czarnym, g?stym b?ocie nad strumieniem. Syn ropuchy brzydszy by? jeszcze od matki, chocia? bardzo do niej podobny. &#8220;Koak, koak, breke-ke-ks!&#8221; &#8211; tyle tylko umia? powiedzie?, gdy ujrza? Odrobink?.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Nie mów tak g?o?no &#8211; szepn??a mu matka. &#8211; Obudzisz j? i mo?e nam uciec, bo jest lekka jak puszek ?ab?dzi. Trzeba j? przenie?? na li?? wodnej lilii, a? na ?rodek strumyka. Tam b?dzie jak na wyspie, a tymczasem przygotuj? dla was mieszkanie w g??bi b?ota.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Po powierzchni strumienia p?ywa?y zielone, okr?g?e li?cie wodnych lilii. Ropucha wybra?a najwi?kszy, który zarazem le?a? najdalej od brzegu, i na nim umie?ci?a ?upin? orzecha ze ?pi?c? Odrobink?.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Kiedy dziewczynka zbudzi?a si? rano i zobaczy?a, gdzie jest, zacz??a p?aka?. Woko?o by?a woda g??boka, ani sposób dosta? si? z listka do brzegu.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">A ropucha tymczasem urz?dza?a w g??bi b?ota mieszkanie dla m?odej pary. Przyozdobi?a ciemn?, szkaradn? jamk? trzcin? i wodnymi ro?linami, ?eby si? synowej podoba?a, i pop?yn??a z synem do listka, aby przenie?? kolebk? panny m?odej.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Ujrzawszy Odrobink?, uk?oni?a jej si? w wodzie bardzo g??boko i rzek?a chrapliwym g?osem:</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Oto mój syn, mo?cia panno. Zamierza o?eni? si? z tob? i w?a?nie urz?dzamy wam wspania?e mieszkanie w g??bi b?ota.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Kok, koak, breke-ke-keks &#8211; powiedzia? syn ropuchy.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Zabrali pi?kn? ko?yseczk? i odp?yn?li, a Odrobinka usiad?a na li?ciu i p?aka?a okropnie, bo nie chcia?a mieszka? u brzydkiej ropuchy i by? ?on? jej syna.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Ma?e rybki, co p?ywa?y w wodzie ko?o listka, s?ysza?y ca?? przemow? ropuchy i teraz przykro im by?o s?ucha? p?aczu dziecka. Wi?c wychyli?y g?ówki nad powierzchni? wody, aby zobaczy? m?od? narzeczon?, ale na widok prze?licznej dziewczynki tak im si? jej ?al zrobi?o, ?e postanowi?y j? obroni?.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Nie bój si? &#8211; powiedzia?y &#8211; nie dostanie ci? brzydka ropucha.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Zebra?y si? wszystkie razem dooko?a ?ody?ki, na której trzyma? si? listek, i przegryz?y j? ostrymi z?bkami. Listek pop?yn?? z pr?dem strumyka daleko i ropucha ju? go nie mog?a dogoni?.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Odrobinka cieszy?a si? bardzo z tej podró?y. Wszystko j? bawi?o: mija?a wsie i miasta, ??ki, pola, lasy, a ptaki na ga??zkach przygl?da?y jej si? i ?piewa?y weso?o:</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Patrzcie, patrzcie, jaka prze?liczna dziewczynka! A jaka malusie?ka!</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Odrobinka u?miecha?a si? do nich nawzajem, ale listek p?yn?? dalej, a? do innego kraju.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Prze?liczny bia?y motyl usiad? na listku lilii, aby si? lepiej przyjrze? male?kiej dziewczynce. S?o?ce ?wieci?o ?licznie, woda b?yszcza?a jak srebro, wszystko si? Odrobince podoba?o. Zdj??a swój pasek i przywi?za?a nim motyla do listeczka. Teraz pop?yn??a jeszcze pr?dzej.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Wtem &#8211; och, jak si? przel?k?a! Chrab?szcz ogromny porwa? j? z listka i uniós? het, wysoko, na drzewo.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Najbardziej ?al jej by?o pi?knego motyla, którego przywi?za?a do listeczka: je?li si? nie urwie, umrze chyba z g?odu.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Ale niedobry chrab?szcz nie troszczy? si? o to. Posadzi? j? wysoko na wygodnym li?ciu, przyniós? jej miodu z kwiatów i powiedzia?, ?e jest bardzo, bardzo ?adna, chocia? niepodobna wcale do chrab?szcza. </span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Wkrótce zacz??y schodzi? si? inne chrab?szcze mieszkaj?ce w pobli?u, aby zobaczy? Odrobink?. Gospodarz sadza? go?ci na najpi?kniejszych li?ciach.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Ach, jaka? ona biedna &#8211; ma tylko dwie nogi! -zawo?a?a jedna m?oda chrab?szczówna.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- A ro?ków wcale nie ma &#8211; dorzuci?a druga.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- A jaka cienka w pasie! Fe, podobna do cz?owieka!</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Szkaradna! &#8211; zdecydowa?y wszystkie razem.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Naprawd? Odrobinka by?a bardzo ?adna i tak? si? wyda?a chrab?szczowi, który porwa? j? z listka lilii. Ale gdy wszyscy zacz?li j? gani?, i on te? uwierzy?, ?e jest brzydka, i chcia? jej si? pozby?. Odniós? j? wi?c na ??k?, posadzi? na polnym kwiatku, ?eby tylko nie mie? jej w domu i ?eby s?siedzi nie ?miali si? z jego gustu.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Odrobinka p?aka?a bardzo, ?e jest taka brzydka, ?e nawet chrab?szcz nie chce patrze? na ni?. Ale có? mia?a robi?? Przecie? naprawd? by?a bardzo ?adna.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Ca?e lato prze?y?a ma?a dziewczynka sama jedna w wielkim lesie. Z trawy uplot?a sobie wygodne ?ó?eczko i zawiesi?a je pod listkiem koniczyny dla ochrony od deszczu. ?ywi?a si? sokiem kwiatów, a pi?a ros?, która sta?a co rano na trawie, li?ciach i kwiatach.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Tak up?yn??o jej lato i jesie?. Ale nadesz?a zima, d?uga, mro?na zima. Weso?e ptaszki odlecia?y sobie do ciep?ych krajów, kwiaty powi?d?y, drzewa sta?y nagie, ogo?ocone z li?ci, nawet listek koniczyny, pod którym uczepi?a swoje ?ó?eczko, zwi?d?, skruszy? si? i opad?. Zimno jej te? by?o strasznie, bo sukienki zupe?nie si? na niej podar?y, a sama by?a taka male?ka i drobna. Zmarznie chyba.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Wkrótce i ?nieg zacz?? pada?, a ka?dy p?atek ?niegu znaczy? dla niej tyle, co dla nas pe?na taczka, bo przecie? by?a tylko Odrobink?. Otuli?a si? w suchy listek, ale ten p?k? zaraz i znowu dr?a?a z zimna.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Tu? ko?o lasu rozci?ga?o si? pole rozleg?e, niegdy? zbo?em okryte. Teraz zbo?e z??to od dawna i spod ?niegu wygl?da?y tylko nagie, suche ?d?b?a twardej s?omy. Dla takiego male?stwa stanowi?y one las prawdziwy. Dziewczynka przesuwa?a si? pomi?dzy nimi, dr??c z zimna, potykaj?c si? o grudki ziemi lub zapadaj?c w ?nieg niewiele grubszy od ko?uszka na ?mietance.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Na koniec dosz?a do mieszkania bogatej myszy polnej, która mia?a tu, pod ziemi?, swoj? nork?. Ciep?o tam by?o i bardzo wygodnie: obszerna izba, kuchnia i spi?arnia pe?na zbo?a.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Odrobinka stan??a we drzwiach i cieniutkim g?osikiem poprosi?a o ziarnko ?yta lub j?czmienia, gdy? od dwóch dni nic nie jad?a.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Biedne stworzenie &#8211; rzek?a myszka lito?ciwie. &#8211; Chod??e do ciep?ej izby, zjemy razem podwieczorek.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Male?ka dziewczynka podoba?a si? jej bardzo, tote? powiedzia?a do niej przed wieczorem :</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Mo?esz zosta? u mnie przez zim?, tylko musisz mi za to utrzymywa? porz?dek i czysto?? w mieszkaniu, a w chwilach wolnych opowiada? ciekawe historie, które niezmiernie lubi?.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Odrobinka naturalnie zgodzi?a si? z najwi?ksz? ch?ci? i w ten sposób mia?a zapewniony byt przez ca?? zim?.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- B?dziemy mia?y dzisiaj odwiedziny &#8211; rzek?a mysz pewnego dnia. &#8211; Co tydzie? odwiedza mnie bogaty s?siad. Ho, ho, to pan! Mieszkanie ma wi?ksze od mojego. Co za salony! A chodzi w aksamitnym futrze. Gdyby si? z tob? o?eni?, mia?aby? zabezpieczon? przysz?o??, moja droga. Tylko ?e widzi ?le. Musisz mu opowiedzie? najpi?kniejsz? ze swych bajek.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Odrobinka nie troszczy?a si? o to jednak, czy si? spodoba s?siadowi, który by? zwyczajnym kretem.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Zjawi? si? wkrótce w swoim aksamitnym futrze, a mysz polna przyj??a go bardzo uprzejmie.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">By? niezmiernie bogaty i bardzo uczony. Mieszkanie mia? ogromne, dwadzie?cia razy wi?ksze od norki myszy polnej, i móg? mówi? o wszystkim. Nie lubi? tylko s?o?ca i kwiatów, których nie widzia? nigdy. Z?e te? mia? o nich zdanie.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Odrobinka ?piewa?a piosenk? o chrab?szczu, a potem o ch?opczyku, co gra? na fujarce, i kret si? w niej zakocha?. Nie móg? zapomnie? jej g?osu i my??a?, jak by to by?o przyjemnie mie? ?on?, która by mu tak ?piewa?a. Ale nic o tym wszystkim nie powiedzia?, gdy? by? bardzo przezorny.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Niedawno zbudowa? sobie w?a?nie nowy korytarz od swojego domu do mieszkania myszy i pozwoli? obu damom spacerowa? po nim do woli. Ostrzega? tylko, ?eby si? nie przestraszy?y martwego ptaka, który le?y na ?rodku. Musia? niedawno umrze?, bo jest jeszcze ca?y, z dziobem i z piórkami. I pochowano go w tym samym miejscu, gdzie kret przekopa? swój korytarz. </span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Zaraz nawet zapragn?? pokaza? to wszystko go?cinnej gospodyni i mi?ej ?piewaczce. Wzi?? wi?c w pyszczek kawa?ek spróchnia?ego drzewa i szed? naprzód, o?wiecaj?c im pos?pn? drog?.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Kiedy doszli do miejsca, gdzie le?a? martwy ptak, podniós? nos w gór? i odrzuci? ziemi?. Przez otwór, który powsta? w ten sposób, wpad? blady promyk s?o?ca i o?wietli? le??c? na ziemi jaskó?k?. Biedactwo przytuli?o do boków skrzyde?ka, nó?ki skurczy?o i schowa?o w piórka, g?ówk? przechyli?o gdzie? na bok, ?e nawet wida? jej prawie nie by?o, i le?a?o sztywne, bez ?ycia. Widocznie mróz j? zabi?.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Odrobince okropnie ?al si? zrobi?o ptaszyny. Wszystkie ptaszki lubi?a bardzo za to, ?e w lecie tak ?licznie ?piewaj?. Ale kret by? innego zdania.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Teraz ju? ?piewa? nie b?dzie &#8211; rzek? tr?caj?c j? nog? pogardliwie. &#8211; N?dzna i straszna to rzecz urodzi? si? ptakiem. Dzi?ki Bogu, z moich dzieci ?adne nim nie b?dzie. Có? posiada takie stworzenie oprócz swego &#8220;kiwit! kiwit&#8221;? Przyjdzie zima i z g?odu umiera.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Bardzo rozs?dne s?owa &#8211; potwierdzi?a mysz powa?nie. &#8211; I có? ptakowi z tego ?piewu i ?wiergotu, kiedy nadejdzie zima? Marznie i g?ód cierpi. To nic weso?ego.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Odrobinka nie wyrzek?a ani s?owa, ale kiedy si? tamci odwrócili, pochyli?a si? nad jaskó?k?, odgarn??a piórka i uca?owa?a j? w zamkni?te oczy.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">&#8220;Mo?e to ona w lecie tak ?licznie ?piewa?a nad moim listkiem koniczyny? &#8211; pomy?la?a sobie w duszy. &#8211; Tyle jej zawdzi?czam przyjemno?ci! Biedna, biedna ptaszyna!&#8221;</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Kret tymczasem zatka? otwór ziemi? i odprowadzi? damy do mieszkania.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Ale w nocy Odrobinka nie mog?a zasn??. Ci?gle my?la?a o nie?ywym ptaszku. Wydawa?o jej si?, ?e jest mu zimno. Podnios?a si? na koniec, uplot?a cichutko ciep?y dywanik z siana, wymkn??a si? na korytarz i okry?a nim jaskó?k?. Przynios?a potem suchych kwiatów, które znalaz?a w norce i podes?a?a je z boków ptaszkowi, aby mu cieplej by?o i wygodniej.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- ?egnam ci?, pi?kny ptaszku! &#8211; rzek?a ze ?zami w oczach. &#8211; Dzi?kuj? ci za wszystkie prze?liczne piosenki, których s?ucha?am w lecie, kiedy drzewa by?y zielone, a kochane s?onko tak jasno i ciep?o ?wieci?o. Och, ?egnam ci?!</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">I z p?aczem przytuli?a g?ówk? do martwego cia?ka zmarzni?tej jaskó?ki. Ale w tej samej chwili podnios?a si? przestraszona: ptaszek ?y? jeszcze! Uczu?a leciuchne bicie jego serca. Skostnia? wida? i zdr?twia? od ch?odu, a teraz pod wp?ywem ciep?a przychodzi do siebie.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Gdy w jesieni jaskó?ki odlatuj? do ciep?ych krajów, zdarza si?, i? niektóre s?absze lub zbyt m?ode nie mog? lecie?, si? nie maj?. Zostaj? wi?c, ale zesztywnia?e od ch?odu padaj? na ziemi?, potem ?nieg je okrywa i umieraj?.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Odrobinka dr?a?a ze wzruszenia i ze strachu. Co ona pocznie teraz z takim wielkim ptakiem? Jak mu poradzi? A ratowa? go trzeba! Nabra?a jednak odwagi.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Co tylko mog?, zrobi? dla niej &#8211; rzek?a. &#8211; Podziel? si? tym wszystkim, co dosta?am od lito?ciwej myszy. Ach, ?ebym tylko mog?a j? ocali?!</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Pobieg?a znów do norki i przynios?a ca?y p?k suchych kwiatów, mi?kkich niby wata, otuli?a ptaszyn?, jak mog?a najlepiej, i przykry?a j? li?ciem mi?towym, który jej samej dot?d s?u?y? za ko?derk?.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Nast?pnej nocy wymkn??a si? znowu. Jaskó?ka ju? o?y?a, ale by?a jeszcze bardzo os?abiona. Z trudem otworzy?a na chwilk? powieki i spojrza?a na Odrobink?, która sta?a z kawa?kiem spróchnia?ego drzewa, bo nie mia?a innej latarki.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Dzi?kuj? ci, ?liczne dzieci? &#8211; rzek?a s?abym g?osem. &#8211; Tak si? tutaj ogrza?am! Wkrótce powróc? mi si?y i wylec? znowu na jasne, ciep?e s?onko.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Och! &#8211; szepn??a Odrobinka. &#8211; Nie ma teraz jasnego s?onka! Zimno na ?wiecie, ?nieg okropny pada, nikt tam wy?y? nie mo?e. Zosta? wi?c lepiej w tym ciep?ym ?ó?eczku, a ja piel?gnowa? ci? b?d?, ile mi tylko si? stanie.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Przynios?a jaskó?ce wody na suchym listeczku, ptaszek si? napi? i opowiedzia? jej, jak si? sta?o, ?e z innymi do ciep?ych krajów nie odlecia?. Skrzyde?ko mia? zranione o ostry cier?, wi?c nie móg? tak dobrze lata? jak inne ptaki. Potem przysz?o zimno, nie móg? znale?? po?ywienia i upad? zm?czony na ziemi?. A co si? dalej sta?o, nie pami?ta? &#8211; nie wiedzia?, jakim sposobem dosta? si? pod ziemi?.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Przez ca?? zim? dziewczynka troskliwie opiekowa?a si? biedn? jaskó?k?, lecz musia?a ukrywa? swój dobry uczynek przed kretem i mysz? poln?, którzy nie lubili ptaszków.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Kiedy wróci?a wiosna i ciep?e s?onko za?wieci?o znowu, jaskó?ka po?egna?a Odrobink?, która otworzy?a jej otwór w sklepieniu, starannie zatkany przez kreta. Natychmiast jasne i ciep?e promienie w?lizgn??y si? do ?rodka i rozweseli?y pos?pne podziemie.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Le? ze mn? &#8211; rzek?a serdecznie jaskó?ka. &#8211; Usi?d? na mnie, a zanios? ci? daleko, do zielonego gaju. Tam b?dzie nam razem przyjemnie i weso?o.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Nie mog? &#8211; odpowiedzia?a Odrobinka &#8211; by?oby bardzo smutno myszy polnej, gdybym j? tak porzuci?a.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Wi?c b?d? zdrowa, kochana, dobra Odrobinko! &#8211; zaszczebiota?a weso?o jaskó?ka i przez s?oneczny otwór wzlecia?a ku górze i znikn??a w ciep?ym blasku.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Dziewczynka zosta?a sama i d?ugo patrzy?a za ni? ze ?zami w oczach. Tak polubi?a ptaszka!</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Kiwit, kiwit! &#8211; rozleg?o si? znów nad otworem, ale cie? tylko przemkn?? i znikn?? natychmiast.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Smutno teraz by?o male?kiej. Mysz nie pozwala?a jej oddala? si? z norki, a doko?a ros?o zbo?e takie g?ste i wysokie, ?e dla Odrobinki stanowi?o las prawdziwy, w którym nie wida? jasnego s?oneczka.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">T?skni?a wi?c do ?wiata i do s?o?ca.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Winszuj? ci, moja droga &#8211; rzek?a pewnego dnia stara mysz z zadowoleniem &#8211; kret o?wiadczy? si? o twoj? r?k? i b?dziesz pani? co si? zowie. Wielkie to szcz??cie dla takiej ubogiej dziewczyny! Trzeba tylko niezw?ocznie zaj?? si? wypraw?, bo wchodz?c do takiego domu musisz mie? bielizn? i wszelkie ubranie.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">I zasiad?a Odrobinka do wrzeciona, a mysz naj??a jeszcze cztery du?e paj?ki, a?eby prz?d?y dla niej dniem i noc?. Poczciwie si? zaj??a losem ubogiej sieroty.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Kret odwiedza? je ka?dego wieczora i codziennie narzeka? na pal?ce s?o?ce. Ono to zamieni?o ziemi? w py? i kamie?, a ludzie byli temu radzi i nazywali latem t? niezno?n? por? roku. Ale lato przeminie, przyjdzie ch?odna jesie? i wtedy dopiero wyprawi? wesele. Teraz o tym my?le? nie warto.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Dziewczynka okropnie si? ba?a tej jesieni, bo nie mia?a ochoty zosta? ?on? kreta. Taki nudny, niezgrabny. Nie lubi s?o?ca, kwiatów!</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Co dzie? o wschodzie i zachodzie s?o?ca stawa?a przed nork? myszy i z t?sknot? patrzy?a w gór?, gdzie szumia?y k?osy jak las g?stego zbo?a. A ile razy wietrzyk je rozdzieli? tak, ?e mog?a zobaczy? kawa?ek b??kitu, ogarnia? j? ?al niezmierny i my?la?a o szcz??liwej i weso?ej jaskó?ce. Jak ona buja swobodnie, daleko! ?eby j? znów zobaczy? na chwil?! Ale zapewne nigdy jej wi?cej nie spotka&#8230;</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Jesie? nadesz?a wreszcie i wyprawa by?a gotowa.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Za cztery tygodnie wesele! &#8211; powiedzia?a mysz polna z rado?ci?.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Wtedy Odrobinka rozp?aka?a si? na dobre i przyzna?a si? myszy, ?e nie chce by? ?on? takiego nudnego kreta.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Mysz rozgniewa?a si? strasznie.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- A to co za g?upota! &#8211; zawo?a?a. &#8211; S?ysza? kto co? podobnego! Radz? ci po dobremu, wybij sobie z g?owy taki ?mieszny upór, bo ci? sama uk?sz? bia?ymi z?bami. Takie grymasy! Taki bogacz, uczony, o wszystkim mówi? mo?e. A futro aksamitne? Sama królowa nie ma podobnego. Kuchnia, piwnica pe?na. Dzi?kuj Bogu za takie szcz??cie!</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Nast?pi? dzie? wesela. Kret wyszed? po narzeczon?, aby j? zabra? do siebie. Odt?d b?dzie mieszka?a g??boko pod ziemi? i nie zobaczy ju? nigdy s?o?ca, bo kret go znie?? nie mo?e. Biedna dziecina pochyli?a g?ówk? i wysz?a raz ostatni po?egna? ?wiat bo?y.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- ?egnaj mi, s?onko z?ote! &#8211; zawo?a?a i wyci?gn??a r?czki. &#8211; ?egnaj, s?onko mi?e!</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Z jednej strony ?wiat?o dziwnie przegl?da?o przez las ?ó?tych s?omek, wi?c posz?a w t? stron? kilka kroków i ujrza?a, ?e zbo?e tu ju? z??to i krótkie ?d?b?a tylko wygl?da?y z ziemi. Ale s?o?ce przy?wieca?o za to bez przeszkody i wida? by?o wszystko doko?a.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- ?egnaj mi, ?egnaj, s?onko! &#8211; powtarza?a.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Obj??a ma?y, czerwony kwiatuszek i szepta?a ze ?zami:</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Pozdrów ode mnie jaskó?k?. Mo?e zobaczysz j? kiedy. Po?egnaj j? ode mnie,</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Kiwit, kiwit! &#8211; rozleg?o si? nad jej g?ówk?.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Podnios?a oczy: jaskó?ka kr??y?a tu? nad ni?.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Ucieszy?a si? bardzo spostrzeg?szy dziewczynk? i natychmiast usiad?a przy niej. A Odrobinka zacz??a jej mówi?, ?e ma zosta? ?on? szkaradnego kreta i mieszka? odt?d g??boko pod ziemi?, gdzie s?o?ce nigdy nie dochodzi.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Przy tych s?owach rozp?aka?a si? serdecznie.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Nie p?acz &#8211; rzek?a jaskó?ka. &#8211; Zima ju? nadchodzi i wybieram si? w podró? do cieplejszych krajów. Le? ze mn?. Usi?dziesz mi na grzbiecie pomi?dzy skrzyd?ami i uciekniemy obie od brzydkiego kreta i jego ciemnego mieszkania. Uciekniemy daleko, za góry, za morza, gdzie s?o?ce ja?niej i cieplej ?wieci, gdzie kwitn? cudne kwiaty. Le? ze mn?. Ty? mi ocali?a ?ycie, gdy le?a?am zzi?bni?ta w ciemnym lochu, ja chcia?abym ciebie ocali? od kreta.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Dobrze, polec? z tob? &#8211; rzek?a Odrobinka.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Jaskó?ka przytuli?a si? do ziemi, dziewczynka wesz?a na ni? i przywi?za?a si? paskiem do najmocniejszego pióra. Potem ptaszek wzlecia? w powietrze i p?yn?? ponad lasami, morzami, wznosi? si? ponad góry, wiecznym okryte ?niegiem. Tam by?o zimno, lecz dziewczynka skry?a si? pod skrzyde?ka ptaszka i tylko ma?? g?ówk? wysun??a, aby widzie? te cuda, jakich pe?no na ?wiecie bo?ym.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Dolecia?y na koniec do cieplejszych krajów. Tutaj s?o?ce ?wieci?o ja?niej i gor?cej, niebo by?o wy?sze i dziwnie b??kitne, a po rowach i p?otach ros?y najpi?kniejsze zielone i granatowe winogrona. W lasach by?o pe?no cytryn i pomara?cz, w powietrzu zapach kwiatów, prze?liczne dzieci biega?y po drodze, goni?c si? z motylami.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Ale jaskó?ka lecia?a wci?? dalej, gdzie jeszcze pi?kniej by?o, jeszcze cieplej.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Zatrzyma?a si? wreszcie nad du?ym, b??kitnym jeziorem, otoczonym zielonymi drzewami, w?ród których wida? by?o bia?y pa?ac marmurowy. Wino oplata?o wysokie kolumny wko?o pa?acu, a w górze pod dachem kry?y si? gniazda jaskó?ek.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Oto mój dom &#8211; rzek? ptaszek. &#8211; Ale nie b?dziemy mieszka? razem. Gniazdo nie urz?dzone odpowiednio, by?oby ci w nim ciasno, niewygodnie i za wysoko. Wybierz sobie lepiej który z tych wspania?ych kwiatów, co tu rosn? na klombach, a od razu tam ci? zanios? i b?dzie ci dobrze jak w raju.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Odrobinka klasn??a w d?onie.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Ach, to b?dzie prze?licznie!</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">I wybra?a wielki, bia?y kwiat, rosn?cy mi?dzy od?amami skruszonej przez czas kolumny. Jaskó?ka podfrun??a i posadzi?a j? na b?yszcz?cym, zielonym listku.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Odrobinka natychmiast chcia?a wej?? do kwiatka, aby wypocz?? po d?ugiej podró?y, lecz jak?e si? przestraszy?a i zdziwi?a, kiedy ujrza?a wewn?trz ma?ego cz?owieczka, podobnego do siebie, w z?ocistej koronie i z przejrzystymi skrzyd?ami u ramion. Cia?o jego by?o tak?e przezroczyste, jak gdyby z najpi?kniejszego kryszta?u, oczy jak dwie iskierki, a strój tak wspania?y, jakiego dot?d nie widzia?a.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">By? to duch tego kwiatu, elf male?ki. Ka?dy kwiatek w tym kraju mia? takiego ducha, który w nim mieszka? &#8211; w jednych ch?opcy, w innych dziewczynki, ale ten by? królem elfów.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Ach, jaki on prze?liczny! &#8211; szepn??a Odrobinka do jaskó?ki.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Male?ki król przestraszy? si? wielkiego ptaka, lecz gdy ujrza? ?liczn? dziewczynk?, tak si? ucieszy?, ?e zapomnia? zupe?nie o strachu. Zdj?? natychmiast z g?owy z?ot? koron?, poda? j? Odrobince i zapyta?, czy chce by? jego ?on?, królow? wszystkich kwiatów.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">To przecie? co innego ni? szkaradny syn ropuchy lub kret w aksamitnym futrze.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Ach, czy ja jestem tego warta? &#8211; szepn??a zawstydzona Odrobinka.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Jeste? tego warta, bo jeste? dobra, ?liczne dzieci?, inaczej nie pokocha?by ci? ten wielki ptak i nie przyniós? a? tu na skrzyd?ach. Kto umia? zdoby? przyja?? jaskó?ki, ten godzien zosta? królow? elfów.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Có? to by?o za szcz??cie! Ze wszystkich kwiatów wyfruwa?y lekkie, przejrzyste duchy, pojedynczo lub parami, i spieszy?y z?o?y? królowej ?yczenia i cudne dary. Najbardziej ucieszy?a j? jednak para przezroczystych skrzyde? wielkiej muchy. Zaraz je przywi?zano do ramion dzieweczki i mog?a, jak inne elfy, przelatywa? z kwiatka na kwiatek. Cieszy?a si? tym niezmiernie.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">A jaskó?ka usiad?a w swoim gniazdeczku i ?piewa?a jej pie?? weseln?. ?piewa?a, jak tylko potrafi?a najpi?kniej, lecz smutno jej by?o, ?e si? musi rozsta? z Odrobink?.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Nie b?dziesz si? nazywa?a odt?d Odrobink? &#8211; przemówi? m?? do królowej.- Nie podoba mi si? to imi?. B?dziesz nazywa?a si? Maj?.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Przez ca?e lato jaskó?ka cieszy?a si? wielkim szcz??ciem m?odej pary i ?piewa?a jej cudne piosenki.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">Lecz przyszed? na ni? czas odlotu.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- B?d? szcz??liwa! B?d? zdrowa! &#8211; powtarza?a smutnie, wybieraj?c si? w dalek? podró?.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">I przylecia?a z powrotem do Danii, do swego gniazdka nad oknem cz?owieka, który wam opowiedzia? t? bajeczk?.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">- Kiwit, kiwit! &#8211; zawo?a?a. </span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p style="margin-bottom: 0.0001pt"><strong><span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana; color: #d60093">I st?d znamy ca?? histori?.</span></strong><span style="color: #d60093" /></p>
<p class="MsoNormal"><span style="color: #d60093"> </span></p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/27/dziecie-elfow-calineczka-hans-christian-andersen/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>BAJKA O KURCE I KOGUTKU- Józef Ignacy Kraszewski</title>
		<link>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/27/bajka-o-kurce-i-kogutku-jozef-ignacy-kraszewski/</link>
		<comments>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/27/bajka-o-kurce-i-kogutku-jozef-ignacy-kraszewski/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Jan 2006 13:33:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bajkiopowiadania</dc:creator>
				<category><![CDATA[BaÅ›nie]]></category>
		<category><![CDATA[Dla dzieci]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.bajkiopowiadania.com/bajki/bajka-o-kurce-i-kogutku-jozef-ignacy-kraszewski/</guid>
		<description><![CDATA[Nie wiem, gdzie i kiedy by? sobie dawniej kogutek i kurka, oboje m?odzi i pi?kni oboje. Nie dziw te?, ?e si? serdecznie kochali. A cho? kogut tyle mia? ?on, ile widzia? kur przed sob?, jednak na jaki? czas przywi?za? si? do tej tylko srokatej kurki. Pi?kna by?a kurka, ale jak niejedna z kobiet pokrywa?a ?licznymi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">Nie wiem, gdzie i kiedy by? sobie dawniej kogutek i kurka, oboje m?odzi i pi?kni oboje. Nie dziw te?, ?e si? serdecznie kochali. A cho? kogut tyle mia? ?on, ile widzia? kur przed sob?, jednak na jaki? czas przywi?za? si? do tej tylko srokatej kurki. Pi?kna by?a kurka, ale jak niejedna z kobiet pokrywa?a ?licznymi po?yskuj?cymi piórkami brzydkie wewn?trz serce i dusz?. By?a ona tak ?ywa i p?ocha, jakby dzisiejsza mieszczka, pop?dliwa jak wiele ?on, g?upia i szczebiotliwa jak wiele dziewczyn, które kwoczkami nazywamy, a co najwi?cej: ?ar?oczna i ?akoma.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">Kogut staraj?c si?, aby go polubi?a, nie odst?powa? jej na krok i ca?y dzie? musia? znosi? dla niej, co tylko móg? do jedzenia znale?? gdzie i porwa? smacznego. G?odnia? i sech? biedny kogut z mi?o?ci i trudu, a kura t?u?cia?a coraz okr?g?ej, szczebiota?a coraz g?o?niej. Jednego pi?knego ranka, kiedy s?o?ce ?wieci?o, a niebo by?o czyste, poprosi?a kurka koguta, aby jej towarzyszy? do lasku na orzechy.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">Jak przyszli do lasu, kogut wlaz? na leszczyn?, zacz?? trz??? drzewem i wiele natrz?s? pi?knych i dojrza?ych orzechów.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">G?odny by? i sam chcia? si? tak?e po?ywi? przy tym zdarzeniu, ale jejmo?? pani kurka, co tylko upad?o, chwyta?a pr?dko i ?yka?a, ?yka?a ?akoma, ?eby si? kogutowi nic nie zosta?o. A kogut trz?s? ci?gle, s?dz?c, ?e jak si? naje, zostawi przecie na ziemi i dla niego kilka orzechów. Na pró?no si? nieborak mordowa? i potnia?. Kura jad?a i nic nie zostawia?a. Wtem orzech jeden wi?kszy, gdy ?yka?a, uwi?z? jej w gardle w?ziuchnym, zakrztusi?a si?, ud?awi?a i pad?a, o ziemi? trzepiocz?c skrzyde?kami. Kogut piorunem zlecia? z drzewa i przypad? do niej. Le?a?a bez ducha, wyci?gni?te mia?a ?liczne ?ó?te nó?ki i zdycha? si? zdawa?a. ?al chwyci? koguta za serce, chcia? ratowa? j? — nie mo?na by?o inaczej jak wod?. Wody nie by?o w lasku ani kropli, trzeba i?? by?o do morza. Poczciwy kogut pobieg? do morza, bieg?, bieg? i przyby?.</span></span></p>
<p class="MsoNormal"><span id="more-72"></span></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— Morze, morze! &#8211; zawo?a? ?a?o?liwym g?osem, przyszed?szy. &#8211; Daj wody!</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— Komu wody? — odezwa?o si? morze zielone ogromnym g?osem.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— Mojej kurce wody, kurka le?y wedle drogi, ledwie tchnie.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— A w có? dam ci wody?</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— W co wody? — odezwa? si? zafrasowany kogut. — Dalipan, anim o tym pomy?la? biegn?c.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— Tak to wy zawsze, m?okosy, robicie — odezwa?o si? morze. — Sami nie wiedz?c, czego wam potrzeba. Id?, popro? wieprza, niech ci k?a po?yczy, nabierzesz w kie? wody i zaniesiesz.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">Kogut pobieg? znowu pr?dko. Przychodzi do wieprza. Wieprz wyl?ga? si? na bar?ogu do góry brzuchem, bo s?o?ce ?wieci?o mu i grza?o. Kogutek, przybieg?szy, uk?oni? mu si? po francusku i odezwa?:</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— B?d?, waszmo??, ?askaw po?yczy? mi k?a na par? minut.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— Ja, k?a? — odezwa? si? wieprz, ponuro mrucz?c. —Ja, k?a? Ja, k?a? Có? to znowu? Za co, na co, po co ja mam waszmo?ci k?a po?ycza?? Oto tak?e!</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— Ach, zmi?uj si?! &#8211; przerwa? kogutek k?aniaj?c si? jeszcze ni?ej. -Tylko sobie w nim wody przynios?.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— Komu wody? — odezwa? si? wieprz.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— Kurce wody &#8211; rzek? z westchnieniem przychodzie?. &#8211; Kura, ?ona moja najukocha?sza, le?y ud?awiona orzechem, ledwie tchnie.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— A na có? si? by?o d?awi?? &#8211; odezwa? si? wieprz. &#8211; Id? no wprzódy do d?bu i przynie? mi ?o??dzi, bo ja darmo k?a nie po?ycz?.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— Ach, zmi?uj si?!</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— Nic darmo &#8211; odezwa? si? wieprz. &#8211; Nogi za pas, je?eli chcesz mie? kie?, id? do d?bu po ?o??dzie.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">Kogut pobieg? pr?dko, pr?dko &#8211; przybieg? do d?bu. D?b szumia? sobie, stoj?c w?ród lasu, i nie widzia? nawet, patrz?c si? dumnie w niebo jak wojewoda, ?e jakie? ma?e stworzenie zbli?a?o si? ku niemu.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">Kogutek, wskoczywszy na najbli?sz? ga???, zacz?? go prosi? o ?o??dzie.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— Na co ci ?o??dzie? — rzek? d?b.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— Oj, to bardzo d?ugo gada? o tym! &#8211; rzek? kogut. &#8211; Ale prosz? o niewiele, czy mi po?a?ujesz?</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— Musz? naprzód wiedzie?, na co ci ich potrzeba.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— Mnie ?pieszno! &#8211; zawo?a? kogut. &#8211; ?ona moja zdycha. Wieprz nie chce da? k?a, póki mu ?o??dzi nie przynios?, a kie? potrzebny mi na wod?, któr? chc? j? ocuci?.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— Dam ci kilka ?o??dzi — odezwa? si? d?b — ale nic darmo. Pójd? st?d niedaleko do lipy i przynie? mi od niej ?yk.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— A na co waszmo?ci ?yka?</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— A tobie <em>co </em>do tego, drobne stworzenie? — ofukn?? si? d?b. — Tak chc? i koniec!</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">Kogutek reszty nie s?ysza?, bo ju? by? w drodze i zbli?a? si? do lipy. Skoczy? na <em>ga??? </em>i pokornie o ?yka prosi?.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">Lipa by?a w z?ym humorze, wiatr jej w nocy ze z?o?ci ga??zie po?ama?, skrzywiwszy si? wi?c odpowiedzia?a:</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— Na co ci ?yka?</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— Zmi?uj si?, nie pytaj o to! — rzek? kogut. — Strasznie bym wiele rzeczy musia? ci t?umaczy?, a mnie tak pilno.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— Musisz wprzódy opowiedzie? — odpowiedzia?a lipa i kogut znowu zacz?? swoj? opowie??.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— Kiedy tak &#8211; odezwa?a si? lipa &#8211; uwa?am, ?e nikt ci darmo nic nie daje. Id??e, wasze?, do krowy po mleko dla mnie, je?eli chcesz ?yk dosta?.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— Na có? jejmo?ci mleko?</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">— A d?b na co ?yk potrzebuje? &#8211; zawo?a?a lipa. &#8211; Nic darmo, nic darmo!</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span style="color: #3366ff"><!--[if gte vml 1]><v:shapetype id="_x0000_t75"  coordsize="21600,21600" o:spt="75" o:preferrelative="t" path="m@4@5l@4@11@9@11@9@5xe"  filled="f" stroked="f">  <v:stroke joinstyle="miter"/>  <v:formulas>   <v:f eqn="if lineDrawn pixelLineWidth 0"/>   <v:f eqn="sum @0 1 0"/>   <v:f eqn="sum 0 0 @1"/>   <v:f eqn="prod @2 1 2"/>   <v:f eqn="prod @3 21600 pixelWidth"/>   <v:f eqn="prod @3 21600 pixelHeight"/>   <v:f eqn="sum @0 0 1"/>   <v:f eqn="prod @6 1 2"/>   <v:f eqn="prod @7 21600 pixelWidth"/>   <v:f eqn="sum @8 21600 0"/>   <v:f eqn="prod @7 21600 pixelHeight"/>   <v:f eqn="sum @10 21600 0"/>  </v:formulas>  <v:path o:extrusionok="f" gradientshapeok="t" o:connecttype="rect"/>  <o:lock v:ext="edit" aspectratio="t"/> </v:shapetype><v:shape id="_x0000_i1025" type="#_x0000_t75" alt="" style='width:7.5pt;  height:15pt'/><![endif]--><!--[if !vml]--><img width="10" height="20" src="file:///D:/Temp/msohtml1/01/clip_image002.gif" /><!--[endif]--><span class="txt">Znowu lecia? kogutek pr?dko, pr?dko przez ??k?, przez p?ot, a? do obory, w której sta?a krowa depcz?c pod nogami s?om?. Kogut siad? na ??obie i zacz?? si? k?ania? nisko.</span></span></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">- Prosi?bym o odrobin? mleka — rzek? cicho.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">- Na co tobie mleka, wszak ty go nie pijesz? &#8211; zapyta?a krowa. Kogut rad nierad musia? znowu opowiada? z ko?ca w koniec ca??</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">swoj? histori? dr??c, aby si? z pomoc? kurze nie spó?ni?.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">- Nic darmo! — zawo?a?a krowa, &#8211; Przynie? mi wprzódy siana od kosiarzy.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">- Ach, na co ci to siano? &#8211; zawo?a? kogutek. &#8211; Na co ci to siano? Zaraz ci go pastuch przyniesie.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">- Nic darmo — powtórzy?a krowa. — Mia?a?bym by? g?upsz? od innych i nie korzysta? z tego zdarzenia? Przynie? siana. .</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">„Sk?d jej wzi?? tego siana?&#8221; — pomy?la? kogut i pobieg? zmordowany na ??k?. Na ??ce stali kosiarze i kosili siano; kogut zbli?y? si? do pierwszego prosz?c o odrobin? siana. </span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">- Na co ci siana? &#8211; odezwa? si? kosiarz stary.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">Kogutek trzepiocz?c skrzyd?ami wymawia? si? bardzo usilnie od opowiadania historii, bo wiedzia?, ?e coraz pó?niej si? robi, ?e s?o?ce po?ow? ju? drogi swojej ubieg?o &#8211; ale nie by?o ratunku. Cz?owiek od innych stworze? okrutniejszym by? jeszcze i ze ?miechem szyderskim s?ucha? opowiadania koguta, a nareszcie si? odezwa?.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">- Nic darmo, mój ma?y, id? do panny Ma?gorzaty, niech nam da sera, a my za to damy ci troch? siana.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">Kogutek zacz?? si? k?ania? i prosi?, ?eby go ju? dalej nie posy?ano, kosiarze ?mia? si? zacz?li, kogutek pobieg? do panny. Panna szy?a w krosnach, gdy przybieg?, a ko?o niej siedzia? jaki? wysoki drab, który si? jej u?miecha?. Przyszed?szy uk?oni? si? i zacz?? prosi? o kawa?ek sera. Panna spojrza?a na niego z politowaniem i uwa?aj?c, ?e by? na pozór do?? t?usty, prosi?a go, czy nie mo?e pozwoli? si? zar?n??. On w p?acz.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">Tymczasem panna zapatrzywszy si? na ch?opca upu?ci?a igie?k?, któr? szy?a, na ziemi?.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">Ch?opiec schyli? si? szuka?, ale nie móg? <em>znale?? </em>d?ugo, bo schyliwszy si? nie patrza? na ig??, ale na pann? Ma?gorzat?.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">-Je?li mi znajdziesz igie?k? &#8211; rzek?a panna do koguta &#8211; dam ci sera, ale na co ci ser?</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">Kogutek nie ?mia? si? nawet wymawia? i znowu zacz?? p?aczliwie ca?? powie?? opowiada?, a panna z ch?opcem s?uchaj?c ?mieli si? do rozpuku z jego mi?o?ci ku ?onie i z jego frasunku.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">Po d?ugiej m?ce znalaz? nareszcie kogut ig?? i uradowa? si?, jak gdyby go z ro?na zdj?to. Panna da?a kawa?eczek sera, zaniós? ser kosiarzom, dali mu siana. Siano zaniós? krowie, da?a mu mleka. Mleko zaniós? lipie, lipa da?a ?yka. ?yko z?o?y? u d?bu, d?b strz?sn?? kilka ?o??dzi. Z ?o??dziami poszed? do wieprza po kie?. Lecia? jak móg? nó?kami i skrzyd?ami, lecz ju? s?o?ce zni?a?o si? ku zachodowi. Wieprz k?a po?yczy?, przyszed? do morza, morze da?o wody i kogut, trzepiocz?c si? i podskakuj?c z niespokojno?ci, pobieg? do leszczyny.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><span style="color: #3366ff">Przyszed? z wod? — ale kurka ju? nie ?y?a.</span></span><span style="color: #3366ff" /></p>
<p class="MsoNormal"><span style="color: #3366ff"> </span></p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/27/bajka-o-kurce-i-kogutku-jozef-ignacy-kraszewski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ma?a Syrena &#8211; Hans Christian Andersen</title>
		<link>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/27/mala-syrena-hans-christian-andersen/</link>
		<comments>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/27/mala-syrena-hans-christian-andersen/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Jan 2006 13:27:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bajkiopowiadania</dc:creator>
				<category><![CDATA[BaÅ›nie]]></category>
		<category><![CDATA[Dla dzieci]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.bajkiopowiadania.com/bajki/mala-syrena-hans-christian-andersen/</guid>
		<description><![CDATA[Daleko na morzu woda jest tak b??kitna jak p?atki najpi?kniejszych b?awatków i tak przezroczysta jak najczystsze szk?o, ale jest bardzo g??boka, tak g??boka, ?e jej dna nie si?ga ?adna kotwica; trzeba by ustawi? wiele wie? ko?cielnych jedne na drugich, aby si?gn??y od dna a? ponad wod?. Tam na dole mieszka lud morski. Ale nie my?lcie, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Daleko na morzu woda jest tak b??kitna jak p?atki najpi?kniejszych b?awatków i tak przezroczysta jak najczystsze szk?o, ale jest bardzo g??boka, tak g??boka, ?e jej dna nie si?ga ?adna kotwica; trzeba by ustawi? wiele wie? ko?cielnych jedne na drugich, aby si?gn??y od dna a? ponad wod?. Tam na dole mieszka lud morski.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc"><br />
<span class="txt">Ale nie my?lcie, ?e jest tam tylko nagie, piaszczyste dno, nie rosn? tam najpi?kniejsze drzewa i ro?liny o ?odygach i li?ciach tak gi?tkich, ?e poruszaj? si? przy najl?ejszym ruchu wody tak jak ?ywe stworzenia. Wszystkie ryby ma?e i du?e przemykaj? pomi?dzy ga??ziami jak ptaki w powietrzu. W najg??bszym miejscu stoi zamek króla mórz mury ma z koralu, wysokie spiczaste okna z najczystszego bursztynu, a dach tworz? muszle, które otwieraj? si? i zamykaj?, w miar? jak faluje woda; wygl?da to prze?licznie, bo w ka?dej muszli znajduj? si? promienne per?y, jedna jedyna by?aby ju? skarbem w koronie królewskiej. Król mórz, tam na dole, by? od wielu lat wdowcem, a jego stara matka zajmowa?a si? gospodarstwem; by?a to m?dra kobieta, ale dumna ze swego pochodzenia i dlatego nosi?a w ogonie dwana?cie ostryg, gdy inne wykwintne damy mog?y nosi? tylko sze??. Lecz poza tym by?a godna szacunku, gdy? kocha?a bardzo ma?e morskie ksi??niczki, swoje wnuczki. By?o ich sze??, wszystkie by?y ?adne, ale najm?odsza by?a naj?adniejsza ze wszystkich, cer? mia?a tak przezroczyst? i delikatn? jak p?atek ró?y, oczy tak b??kitne jak najg??bsze morze, ale tak samo jak inne nie mia?a nóg, jej cia?o ko?czy?o si? rybim ogonem. </span></span></strong><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Przez ca?y d?ugi dzie? dzieci mog?y si? bawi? na dole w zamku, gdzie ?ywe kwiaty wyrasta?y wsz?dzie ze ?cian. Otwierano wielkie, bursztynowe okna i wtedy podp?ywa?y do nich ryby, tak jak do nas przylatuj? jaskó?ki, kiedy otwieramy okna, ale ryby przyp?ywa?y zupe?nie blisko do ma?ych ksi??niczek, jad?y z ich r?ki i dawa?y si? g?aska?. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Przed zamkiem by? du?y ogród z p?omiennoczerwonymi i ciemnob??kitnymi drzewami, owoce b?yszcza?y jak z?oto, a kwiaty jak p?on?cy ogie? i ci?gle porusza?y ?odygami i listkami. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Grunt tworzy? najdelikatniejszy piasek, niebieski jak p?omie? siarki. Nad wszystkim za? unosi? si? cudowny, b??kitny blask, wydawa? si? mog?o raczej, ?e jeste?my wysoko w powietrzu i ?e mamy pod sob? i nad sob? tylko niebo, a nie, ?e to dno morza. Kiedy nie by?o wiatru, wida? by?o s?o?ce; wygl?da?o ono jak purpurowy kwiat, z którego kielicha la?o si? ?wiat?o.</span></strong></span></p>
<p class="MsoNormal"><span id="more-71"></span></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Ka?da z ma?ych ksi??niczek mia?a w ogrodzie swoj? grz?dk?, na której mog?a sadzi? i kopa?, jak jej si? podoba?o; jedna nada?a swojej kszta?t wieloryba, inna wola?a, by jej grz?dka przypomina?a ma?? syren?, ale najm?odsza zrobi?a swoj? grz?dk? zupe?nie okr?g?? jak s?o?ce i zasadzi?a na niej tylko czerwone kwiaty, tak czerwone jak s?o?ce. By?a ona niezwyk?ym dzieckiem, cicha i zamy?lona; podczas gdy inne siostry ozdabia?y swoje grz?dki najdziwniejszymi przedmiotami, które znajdowa?y w zatopionych okr?tach, ona prócz czerwonych kwiatów, podobnych do s?o?ca tam w górze, wybra?a sobie tylko jeden pos?g. By? to przepi?kny ch?opiec, wyrze?biony z bia?ego marmuru, który spad? na dno morza przy zatoni?ciu okr?tu. Obok pos?gu syrenka zasadzi?a czerwon? wierzb? p?acz?c?, która ros?a pi?knie i zwiesza?a swoje gi?tkie ga??zie a? do piaszczystego, b??kitnego dna, gdzie cie? zdawa? si? fioletowy i ko?ysa? si? bezustannie, tak samo jak ga??zie; wygl?da?o to, jak gdyby wierzcho?ek i korzenie bawi?y si? w poca?unki. Nie by?o dla syrenki wi?kszej rado?ci, jak s?ucha? o ?wiecie ludzi mieszkaj?cych w górze; stara babka musia?a wszystko opowiada?, co wiedzia?a o statkach i miastach, ludziach i zwierz?tach, wydawa?o jej si? to cudownie pi?kne, ?e tam na górze, na ziemi, pachn? kwiaty; na dnie morza one nie pachnia?y &#8211; i ?e lasy s? zielone, i ?e ryby, które przep?ywa?y tu pomi?dzy drzewami, tam tak g?o?no i pi?knie ?piewaj?, a? rozkosz? jest s?ucha?; mia?y to by? ptaszki, ale babka nazywa?a je rybami, bo ksi??niczki inaczej nie zrozumia?yby, nie widzia?y przecie? nigdy ?adnego ptaka.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Kiedy sko?czycie pi?tna?cie lat &#8211; powiedzia?a babka &#8211; pozwol? wam wynurzy? si? z wody i b?dziecie mog?y usi??? na ska?ach i patrze? przy blasku ksi??yca na wielkie przep?ywaj?ce okr?ty, i zobaczycie lasy i miasto! Nast?pnego roku jedna z sióstr sko?czy pi?tna?cie lat, ale inne?&#8230; Ka?da z nich by?a o rok m?odsza od poprzedniej, a wi?c najm?odsza mia?a przed sob? jeszcze ca?e pi?? lat do czasu, kiedy b?dzie mog?a wyp?yn?? na powierzchni? i zobaczy? ?wiat. Ale jedna siostra obiecywa?a drugiej opowiedzie? o tym, co widzia?a pierwszego dnia i co uwa?a?a za naj?adniejsze, bo stara babka nie opowiedzia?a im jeszcze wszystkiego i pozosta?o jeszcze tyle rzeczy, o których chcia?y si? dowiedzie?.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">?adna nie by?a tak niecierpliwa jak najm?odsza, ta w?a?nie, która musia?a najd?u?ej czeka? i która by?a taka cicha i zamy?lona. Czasami w nocy stawa?a przy otwartym oknie i patrzy?a w gór? poprzez ciemnob??kitne morze, gdzie ryby pluska?y swymi p?etwami i ogonami. Widzia?a ksi??yc i gwiazdy, po?yskiwa?y wprawdzie bardzo s?abo, ale poprzez wod? wydawa?y si? blade i o wiele wi?ksze, ni? si? nam wydaj?; gdy prze?lizgiwa?a si? pod nimi czarna chmura, syrena wiedzia?a, ?e to jest albo wieloryb, albo statek z wieloma lud?mi, przep?ywaj?cy nad zamkiem; z pewno?ci? nie wiedzieli oni, ?e ?liczna, ma?a syrena sta?a tam na dole i wyci?ga?a bia?e r?ce do okr?tu. Wreszcie najstarsza ksi??niczka sko?czy?a pi?tna?cie lat i mog?a wyp?yn?? na powierzchni?. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Kiedy wróci?a, mia?a do opowiedzenia tysi?ce rzeczy, ale mówi?a, ?e najpi?kniej jest le?e? na piaszczystym brzegu w blasku ksi??yca, kiedy morze jest spokojne, w pobli?u zatoki i wielkiego miasta, gdzie ?wiat?a b?yszcz? jak tysi?ce gwiazd; s?ucha? muzyki, gwaru ludzi, turkotu pojazdów; patrze? na liczne wie?e i iglice, s?ucha?, jak bij? dzwony ko?cielne; w?a?nie dlatego ?e nie mog?a by? tam, podoba?o jej si? to najbardziej. Ach, jak?e przys?uchiwa?a si? tym opowiadaniom najm?odsza siostra! Kiedy potem wieczorem sta?a przy otwartym oknie i patrzy?a w ciemnob??kitn? wod?, my?la?a o wielkim mie?cie, o ruchu i gwarze, i wtedy wydawa?o jej si?, ?e a? tutaj dolatuje odg?os ko?cielnych dzwonów. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">W rok potem druga siostra otrzyma?a pozwolenie wydostania si? nad wod? i pop?yni?cia, dok?d b?dzie chcia?a. Wyp?yn??a w?a?nie wtedy, kiedy zachodzi?o s?o?ce, i t? chwil? uwa?a?a za najpi?kniejsz?. Ca?e niebo wygl?da?o jak z?oto, opowiada?a, a chmury &#8211; ich pi?kno?ci nie mog?a do?? opisa?; p?yn??y nad ni? czerwone i fioletowe, ale o wiele pr?dzej od nich p?yn??o, jak d?ugi bia?y welon, stado dzikich ?ab?dzi wprost w s?o?ce; i ona p?yn??a do s?o?ca, ale s?o?ce zasz?o, a ró?any odblask zgas? na powierzchni morza i w ob?okach. W rok pó?niej siostra wyp?yn??a w gór?, ta by?a najodwa?niejsza i dlatego pop?yn??a a? do wielkiej rzeki, która wpada?a do morza. Widzia?a ?liczne, zielone pagórki okryte winnicami, zamki, dwory w?ród wspania?ych lasów; s?ysza?a, jak ?piewa?y ptaki, a s?o?ce grza?o tak mocno, ?e musia?a cz?sto zanurza? si? w wodzie, aby och?odzi? rozpalon? twarz. W ma?ej zatoczce spotka?a ca?? gromad? ma?ych ludzkich dzieci; biega?y zupe?nie nago dooko?a i pluska?y si? w wodzie, chcia?a si? z nimi bawi?, ale uciek?y przera?one i wtedy przysz?o ma?e, czarne zwierz?tko, by? to pies, ale ona nigdy jeszcze nie widzia?a psa, a szczeka? tak strasznie, ?e przestraszy?a si? go i uciek?a na otwarte morze. Ale nigdy nie zapomni wspania?ych lasów, zielonych wzgórz i ?licznych dzieci, które p?ywa?y w wodzie, chocia? nie mia?y rybiego ogona.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Czwarta siostra nie by?a taka odwa?na, zosta?a na pe?nym morzu i mówi?a, ?e w?a?nie tam by?o najpi?kniej; widzi si? naoko?o siebie wielomilow? przestrze?, a niebo rozpo?ciera si? jak wielki szklany dzwon. Widzia?a okr?ty, ale z daleka wygl?da?y jak mewy; zabawne delfiny fika?y kozio?ki, a wielkie wieloryby parska?y wod? z dziurek od nosa. Wygl?da?o to jak tysi?ce fontann dooko?a.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Przysz?a kolej na pi?t? siostr?; jej urodziny wypada?y w?a?nie w zimie, i dlatego widzia?a to, czego inne nie widzia?y. Morze by?o zupe?nie zielone i naoko?o p?ywa?y wielkie lodowe góry.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Mówi?a, ?e ka?da z nich wygl?da?a jak per?a, a jednak by?y o wiele, o wiele wi?ksze ni? wie?e ko?cielne, które buduj? ludzie. Ukazywa?y si? w najdziwniejszych postaciach i b?yszcza?y jak diamenty. Usiad?a na najwi?kszej z nich, wszyscy ?eglarze okr??ali z przera?eniem gór? lodow?, na której siedzia?a, a wiatr bawi? si? jej d?ugimi w?osami. Pod wieczór niebo zaci?gn??o si? chmurami, b?yska?o i grzmia?o, góry lodowe na czarnym morzu wznosi?y si? i po?yskiwa?y w jaskrawym blasku b?yskawic. Na wszystkich okr?tach zwini?to ?agle, ogarn?? wszystkich strach i przera?enie, ale ona siedzia?a spokojnie na p?ywaj?cej górze lodowej i widzia?a niebiesk? b?yskawic?, spadaj?c? zygzakiem na b?yszcz?ce morze.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Gdy która z sióstr wyp?ywa?a po raz pierwszy na morze, zachwycona by?a nowo?ci? i pi?knem tego, co widzia?a, ale poniewa? teraz jako doros?e dziewczyny mog?y wyp?ywa? na morze, kiedy tylko chcia?y, by?o im to ju? zupe?nie oboj?tne, t?skni?y znowu do domu i po up?ywie miesi?ca mówi?y, ?e tam u nich na dole jest najpi?kniej i ?e w domu jest najlepiej.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Cz?sto o wieczornej godzinie wszystkie siostry bra?y si? za r?ce i wznosi?y si? rz?dem wysoko na wodzie; mia?y przepi?kne g?osy, pi?kniejsze ni? jakikolwiek cz?owiek, a kiedy zbiera?o si? na burz? i my?la?y, ?e okr?ty rozbij? si?, podp?ywa?y pod statek i ?piewa?y o tym, jak pi?knie jest na dnie morza, prosi?y marynarzy, aby nie bali si? zej?? na dno; ale ci nie rozumieli ich s?ów i my?leli, ?e to burza szumi, zreszt? nie ogl?daliby cudów dna morskiego, bo kiedy okr?t si? pogr??a?, ludzie ton?li i przybywali ju? tylko jako trupy do zamku morskiego króla. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Kiedy wieczorem siostry wyp?ywa?y r?ka w r?k? na powierzchni? morza, ich ma?a siostrzyczka zostawa?a zupe?nie sama i czu?a, ?e jej si? zbiera na p?acz, ale syreny nie znaj? ?ez i dlatego o wiele bardziej cierpi?. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Ach, kiedy ju? b?d? mia?a pi?tna?cie lat! &#8211; mówi?a. &#8211; Wiem, ?e pokocham ten ?wiat i ludzi, którzy tam mieszkaj?! </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Wreszcie sko?czy?a pi?tna?cie lat. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Oto i ty pójdziesz w?asnymi drogami &#8211; powiedzia?a babka, stara królowa-wdowa. &#8211; Chod?, niech ci? ubior? tak jak twoje siostry. &#8211; I w?o?y?a jej na w?osy wianek z bia?ych lilii, ka?dy p?atek kwiatu by? po?ow? per?y, potem przymocowa?a ksi??niczce do ogona osiem du?ych ostryg na znak jej wysokiego pochodzenia. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- To boli &#8211; powiedzia?a syrena. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Trzeba cierpie?, aby godnie wygl?da? &#8211; odpowiedzia?a babka. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Ach, jak?e ch?tnie ma?a syrena zrzuci?aby z siebie ten ca?y przepych i pozby?a si? ci??kiego wianka; czerwone kwiaty z jej ogródka ozdobi?yby j? o wiele ?adniej, ale nie odwa?y?a si? tego zrobi?. &#8211; Do widzenia &#8211; powiedzia?a i unios?a si? jasna i powiewna jak mydlana ba?ka nad powierzchni? wody. W chwili kiedy wynurzy?a g?ow? nad wod?, s?o?ce zasz?o, ale chmury po?yskiwa?y jeszcze jak ró?e i z?oto, a w ró?owym powietrzu b?yszcza?a wieczorna gwiazda, jasna i pi?kna; powietrze by?o ?agodne i ?wie?e, morze spokojne. W pobli?u sta? wielki statek z trzema masztami, tylko jeden ?agiel by? rozwini?ty, bo nie by?o najmniejszego wiatru, a na rejach siedzieli marynarze. Rozlega?a si? muzyka i ?piew, a w miar? jak si? ?ciemnia?o, zapalano setki kolorowych latarni; wygl?da?o tak, jakby w powietrzu powiewa?y flagi wszystkich narodów. Ma?a syrena podp?yn??a tu? do okienka i za ka?dym razem, kiedy woda podnosi?a j? do góry, mog?a zajrze? przez przejrzyste szyby do wn?trza, gdzie sta?o wiele pi?knie ubranych ludzi, ale najpi?kniejszy ze wszystkich by? m?ody ksi??? o du?ych, czarnych oczach; nie mia? na pewno wi?cej ni? szesna?cie lat, i to w?a?nie jego urodziny obchodzono z tak? parad?. Marynarze ta?czyli na pok?adzie, a kiedy m?ody ksi??? wyszed? do nich, wystrzeli?y w powietrze niezliczone rakiety, ?wieci?y jak jasny dzie?, tak ?e ma?a syrena przestraszy?a si? i schowa?a pod wod?, ale zaraz potem wysun??a znowu g?ow? i wtedy wydawa?o jej si?, ?e spadaj? na ni? wszystkie gwiazdy z nieba. Nigdy dot?d nie widzia?a sztucznych ogni. Wielkie s?o?ca obraca?y si? z sykiem, wspania?e, ogniste ryby wylatywa?y w b??kitne powietrze, a wszystko to odbija?o si? w pogodnym, cichym morzu. Na samym statku by?o tak jasno, ?e wida? by?o ka?d? kropl? rosy, nie mówi?c ju? o ludziach. A jak?e pi?kny by? m?ody ksi???, ?ciska? ludzi za r?ce, u?miecha? si? rado?nie, a muzyka rozbrzmiewa?a w?ród cudnej nocy.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">By?o ju? pó?no, ale ma?a syrena nie mog?a oderwa? oczu od statku i od pi?knego ksi?cia. Zgaszono kolorowe latarnie, rakiety przesta?y tryska? w gór?, nie s?ycha? by?o wystrza?ów, tylko w g??bi morza co? szumia?o i grzmia?o. Syrena siedzia?a na wodzie ko?ysz?c si? w gór? i na dó?, tak ?e mog?a zagl?da? do kajuty; statek pop?yn?? szybciej, rozwijano jeden ?agiel za drugim, fale stawa?y si? coraz to silniejsze, nadci?ga?y wielkie chmury i w oddali b?yska?o. Có? to b?dzie za straszna burza! Tote? marynarze zwin?li ?agle. Wielki statek ko?ysa? si?, szybowa? po rozhukanym morzu; fale podnosi?y si? jak wielkie, czarne góry usi?uj?c run?? na maszty, lecz statek zanurza? si? tylko mi?dzy wysokie ba?wany, jak ?ab?d?, i znowu wyp?ywa? na powierzchni? spi?trzonej wody. Syren? bawi? ten widok, ale ?eglarze byli innego zdania. Statek trzeszcza? i j?cza?, grube belki gi??y si? pod ci??kimi uderzeniami fal, maszt prze?ama? si? po?rodku jak trzcina, statek przechyli? si? na bok i woda zacz??a wlewa? si? do wn?trza. Dopiero teraz syrenka dostrzeg?a, ?e ludzie byli w niebezpiecze?stwie; sama musia?a si? mie? na baczno?ci przed belkami i deskami okr?tu, unosz?cymi si? na wodzie. Przez chwil? by?o zupe?nie ciemno, tak ?e nic nie by?o wida?, ale kiedy potem b?ysn??o, zrobi?o si? znowu jasno i mog?a rozpozna? wszystkich na statku. Ka?dy my?la? tylko o sobie, a syrenka szuka?a przede wszystkim ksi?cia i kiedy statek zacz?? ju? ton??, dostrzeg?a, jak si? pogr??a? w g??bokiej wodzie. W pierwszej chwili ucieszy?a si? bardzo, ?e oto pójdzie na dno, do niej, ale potem przysz?o jej na my?l, ?e przecie? ludzie nie mog? ?y? w wodzie i ?e ksi??? dostanie si? na zamek jej ojca jedynie jako trup. &#8220;Nie, on nie mo?e umrze?&#8221; &#8211; pomy?la?a. I przep?yn??a pomi?dzy belkami i deskami, unosz?cymi si? na wodzie, zapominaj?c zupe?nie, ?e mog? j? zmia?d?y?, zanurza?a si? g??boko w wod? i wznosi?a znowu na falach; w ten sposób uda?o si? jej dotrze? do m?odego ksi?cia, który nie móg? ju? utrzyma? si? na wzburzonym morzu; r?ce i nogi zaczyna?y mu omdlewa?, pi?kne oczy zamkn??y si?; gdyby ma?a syrena nie przyby?a do niego, musia?by umrze?. Trzyma?a jego g?ow? nad wod? i dawa?a si? unosi? falom, dok?d chcia?y. Nad ranem burza przesz?a; ze statku nie zosta?o ani ?ladu; s?o?ce wzesz?o czerwone i jarz?ce nad wod?. Wydawa?o si? przy jego ?wietle, ?e policzki ksi?cia nabieraj? ?ycia, ale oczy pozosta?y zamkni?te; syrena poca?owa?a go w wysokie, pi?kne czo?o i odgarn??a jego mokre w?osy; wydawa?o jej si?, ?e by? podobny do marmurowego pos?gu w jej ma?ym ogródku, poca?owa?a go jeszcze raz, ?ycz?c mu, aby odzyska? przytomno??. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">A wreszcie zobaczy?a przed sob? sta?y l?d, wysokie, b??kitne góry, na których wierzcho?kach l?ni? bia?y ?nieg, jak gdyby spoczywa?y tam ?ab?dzie; w dole na wybrze?u ci?gn??y si? ?liczne, zielone lasy, a w?ród nich sta? gmach &#8211; ko?ció? czy te? klasztor, co trudno by?o odró?ni?. W ogrodzie ros?y cytrynowe i pomara?czowe drzewa, a przed bram? sta?y wysokie palmy. Morze tworzy?o tu ma??, cich?, ale g??bok? zatok?, która b?yszcza?a jak zwierciad?o i ko?czy?a si? pod ska?? ?awic? ?licznego, bia?ego piasku; tutaj przyp?yn??a syrena z pi?knym ksi?ciem i u?o?y?a go na piasku tak, aby g?owa by?a wy?ej, w ciep?ym blasku s?o?ca.</span></strong></span><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc"> </span></strong><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">W du?ym, bia?ym gmachu zabrzmia?y dzwony i do ogrodu przysz?o du?o m?odych dziewcz?t. Wtedy syrena odp?yn??a znowu dalej, za wysokie kamienie wystaj?ce z wody, okry?a swe w?osy i piersi mokr? pian?, aby nikt nie zauwa?y? jej ma?ej twarzyczki, i patrzy?a uwa?nie, kto zbli?y si? do biednego ksi?cia.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Wkrótce podesz?a do niego jaka? m?oda dziewczyna; z pocz?tku wydawa?a si? </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">przera?ona, ale tylko przez chwil?; potem sprowadzi?a ludzi i syrena zobaczy?a, ?e ksi??? wraca do ?ycia, ?e u?miecha si? do wszystkich dooko?a; tylko do niej nie u?miecha? si?, bo nie wiedzia? przecie? wcale, ?e to ona go uratowa?a. Zasmuci?a si? syrena i kiedy ksi?cia wprowadzono do du?ego gmachu, zanurzy?a si? zmartwiona w wod? i wróci?a do domu, na zamek swego ojca.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Ma?a syrena by?a zawsze cicha i zamy?lona, ale teraz sta?a si? jeszcze cichsza. Siostry pyta?y j?, co widzia?a po raz pierwszy na powierzchni morza, ale nie opowiada?a im nic.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Cz?sto wieczorem lub rano p?yn??a do tego miejsca, gdzie zostawi?a ksi?cia. Widzia?a, jak dojrzewa?y owoce w ogrodzie, widzia?a, jak je zrywano, widzia?a, jak na wysokich górach taja? ?nieg, ale ksi?cia nie widzia?a, i dlatego wraca?a do domu za ka?dym razem coraz bardziej smutna. Jej jedyn? pociech? by?o siedzie? w ogródku i obejmowa? ramionami marmurowy pos?g, który by? podobny do ksi?cia, ale nie piel?gnowa?a ju? swych kwiatów, ros?y dziko, ich d?ugie ?odygi i li?cie posplata?y si? z ga??ziami drzew tak, ?e w g?szczu tym by?o zupe?nie ciemno&#8230;</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Wreszcie ma?a syrena nie mog?a ju? d?u?ej tai? swego smutku i opowiedzia?a o nim jednej ze swoich sióstr, od niej za? dowiedzia?y si? wkrótce wszystkie inne, ale nie wiedzia? o tym nikt wi?cej prócz ksi??niczek i paru innych syren, które zwierzy?y si? z t? tajemnic? tylko swoim najlepszym przyjació?kom. Jedna z syren mia?a dok?adne wiadomo?ci o ksi?ciu; ona równie? widzia?a ?wi?to na okr?cie, wiedzia?a, sk?d ksi??? pochodzi i gdzie le?y jego królestwo.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Pójd?, siostrzyczko! &#8211; powiedzia?y inne ksi??niczki i obj?wszy si? wyp?yn??y sznurem na powierzchni? morza w tym miejscu, gdzie wiedzia?y, ?e sta? zamek ksi?cia.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">By? zbudowany z jasno?ó?tego, b?yszcz?cego kamienia, mia? szerokie, marmurowe schody, prowadz?ce do samego morza. Wspania?e, z?ocone kopu?y wznosi?y si? na dachu, a pomi?dzy kolumnami, otaczaj?cymi ca?y budynek, sta?y marmurowe pos?gi, które wygl?da?y jak ?ywe. Przez przezroczyste szk?o wysokich okien wida? by?o wspania?e komnaty, gdzie wisia?y drogie jedwabne zas?ony i dywany, a wszystkie ?ciany ozdobione by?y wielkimi obrazami, których widok sprawia? prawdziw? rozkosz. Po?rodku najwi?kszej sali pluska?a du?a fontanna, strumienie wznosi?y si? a? do szklanej kopu?y w suficie, s?o?ce odbija?o si? w wodzie i o?wietla?o wspania?e ro?liny, rosn?ce w wielkim basenie. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Syrena wiedzia?a wi?c teraz, gdzie mieszka ksi???, i cz?sto wieczorem i w nocy ukazywa?a si? tu na wodzie; przyp?ywa?a o wiele bli?ej do brzegu, ni? mog?a si? odwa?y? ka?da inna syrena; p?yn??a w?skim kana?em a? do wspania?ego, marmurowego balkonu, rzucaj?cego d?ugi cie? na wod?. Siedzia?a tu i patrzy?a na m?odego ksi?cia, któremu si? zdawa?o, ?e jest zupe?nie sam w jasnym blasku ksi??yca. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Nieraz wieczorem widywa?a go, jak p?yn?? z muzyk? w ?odzi ubranej flagami; ukrywa?a si? w zielonym sitowiu, a kiedy wiatr porusza? jej d?ugim, srebrnobia?ym welonem, mog?o si? zdawa?, ?e to jest ?ab?d? zrywaj?cy si? do lotu. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Czasami w nocy s?ysza?a, jak rybacy, ?owi?c ryby na morzu przy ?wietle pochodni, opowiadali wiele dobrego o ksi?ciu, a wtedy cieszy?a si?, ?e uratowa?a mu ?ycie, kiedy na pó? martwy unosi? si? na falach, i my?la?a o tym, jak ci??ko g?owa jego spoczywa?a na jej piersiach i jak serdecznie go poca?owa?a; on jednak nic o tym nie wiedzia? i nie móg? nawet marzy? o niej. Coraz bardziej zacz??a kocha? ludzi, coraz silniej pragn??a przebywa? mi?dzy nimi, ?wiat ludzi wydawa? jej si? o wiele wi?kszy ni? jej ?wiat, ludzie mog? przecie? p?ywa? statkami po morzu, mog? wspina? si? na wielkie szczyty wysoko a? pod chmury, a kraje, które do nich nale??, ci?gn? si? lasami i polami o wiele dalej, ni? si?ga jej wzrok. By?o tyle rzeczy, o których chcia?a si? dowiedzie?, ale siostry nie potrafi?y odpowiedzie? na jej pytania i dlatego spyta?a star? babk?; zna?a ona bardzo dobrze wy?szy ?wiat i s?usznie nazywa?a go Ponadmorskim Krajem!</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Czy ludzie, którzy nie ton? w morzu &#8211; spyta?a ma?a syrena &#8211; mog? ?y? wiecznie, czy nie umieraj?, tak jak my, na dnie morskim?</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Gdzie? tam &#8211; powiedzia?a stara &#8211; i ludzie umieraj?, ich ?ycie trwa jeszcze krócej ni? nasze. My mo?emy do?y? trzystu lat, ale kiedy ko?czymy ?ycie, zmieniamy si? w pian? morsk? i nie mamy nawet grobu tu, pomi?dzy naszymi bli?nimi. Nie mamy nie?miertelnej duszy, nie mo?emy si? odrodzi?, jeste?my jak zielone sitowie: kiedy si? je raz zerwie, nie mo?e ju? nigdy by? zielone; ludzie za? maj? dusz?, która ?yje wiecznie, ?yje nawet wtedy, gdy cia?o staje si? prochem, wznosi si? poprzez jasne przestworza a? do b?yszcz?cych gwiazd. Tak jak my wynurzamy si? z morza by ogl?da? kraje i ludzi, podobnie oni wznosz? si? do nieznanych, cudownych miejsc, których my nigdy nie zobaczymy.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Dlaczego my nie mamy nie?miertelnej duszy? &#8211; spyta?a zmartwiona syrena. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Odda?abym te setki lat, które mam jeszcze do prze?ycia, aby by? przez jeden jedyny dzie? cz?owiekiem i potem dosta? si? do niebia?skich krain.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Nie trzeba, aby? sobie tym zaprz?ta?a g?ow? &#8211; powiedzia?a stara &#8211; my jeste?my o wiele szcz??liwsi i o wiele lepiej ?yjemy ni? ludzie tam w górze.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Mam wi?c umrze? i p?ywa? jako piana na morzu, nie s?ysze? wi?cej muzyki fal ani nie widzie? pi?knych kwiatów i czerwonego s?o?ca? Czy? nic nie mog? zrobi?, aby zdoby? nie?mierteln? dusz??</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Nie &#8211; powiedzia?a stara. &#8211; Chyba ?e jaki? cz?owiek pokocha ci? tak, ?e staniesz mu si? dro?sza od ojca i od matki, przywi??e si? do ciebie wszystkimi my?lami i ca?? dusz?, ksi?dz zwi??e wasze r?ce przysi?g? wierno?ci na ziemi na ca?? wieczno??, wtedy jego dusza przejdzie do twojego cia?a i b?dziesz dopuszczona do udzia?u w przysz?ym ludzkim szcz??ciu. Obdarzy ci? wówczas dusz?, a zatrzyma jednak swoj? w?asn?.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Ale to si? prawdopodobnie nie zdarzy. To, co tu w morzu jest takie ?adne, twój rybi ogon, na ziemi uwa?ane jest za brzydkie, nie rozumiej? si? na tym wcale; tam ?eby by? pi?kn?, trzeba mie? dwie ci??kie podpory, które ludzie nazywaj? nogami. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Ma?a syrena westchn??a i ze smutkiem spojrza?a na swój ogon. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Nie martw si?! &#8211; powiedzia?a stara. &#8211; Skaczmy i ta?czmy przez trzysta lat, które mamy ?y?, to chyba dosy? czasu, a potem tym przyjemniej b?dzie wypocz?? w grobie. Dzi? wieczór b?dziemy mieli dworski bal! By?a to wspania?a uroczysto??, jakiej nikt nie ogl?da na ziemi. ?ciany i sufit w wielkiej sali do ta?ca by?y z grubego, ale przezroczystego szk?a. Pod ?cian? sta?y rz?dem setki olbrzymich muszel, czerwonych jak ró?e i zielonych jak trawa, a w muszlach tych p?on?? b??kitny ogie?, o?wiecaj?cy ca?? sal? i prze?wietlaj?cy przez szklane ?ciany ca?e morze dooko?a, tak, ?e wida? by?o niezliczone ryby, ma?e i du?e, przyp?ywaj?ce do szklanych ?cian; na niektórych po?yskiwa?y purpurowe ?uski, a inne wygl?da?y jak zrobione ze srebra i z?ota. Po?rodku sali przep?ywa? szeroki, rw?cy strumie?, a na nim syreny i trytony ta?czy?y przy d?wi?kach w?asnego s?odkiego ?piewu. Ludzie na ziemi nie maj? tak pi?knego g?osu. Ma?a syrena ?piewa?a najpi?kniej, wszyscy oklaskiwali jej ?piew; i przez chwil? syrena czu?a rado?? w sercu, bo wiedzia?a, ?e ma najpi?kniejszy g?os ze wszystkich na ziemi i w morzu. Ale zaraz potem znowu przysz?y my?li o ?wiecie na górze; nie mog?a zapomnie? o pi?knym ksi?ciu i smutno jej by?o, ?e nie ma, tak jak on, nie?miertelnej duszy. Dlatego te? wymkn??a si? z zamku ojca i podczas gdy wszyscy ?piewali i bawili si?, siedzia?a smutna w swoim ma?ym ogródku. Nagle us?ysza?a d?wi?k my?liwskiego rogu, dochodz?cy ku niej poprzez wod?, i pomy?la?a: &#8220;Oto p?ynie sobie tam w górze ten, którego kocham wi?cej ni? ojca i matk?, ten, do którego nale?? moje my?li, ten, komu bym chcia?a powierzy? szcz??cie mojego ?ycia. Odwa?? si? na wszystko, by zdoby? jego nie?mierteln? dusz?. Podczas gdy moje siostry ta?cz? na zamku, pójd? do czarownicy morza, do tej, której si? tak zawsze ba?am, tylko ona mo?e mi poradzi? i pomóc!&#8221; </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">I oto ma?a syrena porzuci?a swój ogródek i posz?a w stron? gotuj?cego si? wiru, za którym mieszka?a czarownica. Nigdy jeszcze nie sz?a t? drog?; nie ros?y tu kwiaty ani morska trawa, go?y, szary piasek ci?gn?? si? a? do wiru, gdzie woda rwa?a jak szumi?ce m?y?skie ko?a i porywa?a za sob? w g??bi? wszystko, co tylko mog?a schwyci?. Aby dosta? si? do pa?stwa czarownicy, musia?a syrena przej?? przez rw?ce wiry, nie by?o tu innej drogi jak poprzez bulgoc?cy gor?cy szlam, który czarownica nazywa?a swoj? ??czk?. Dalej sta? jej dom w?ród osobliwego lasu. Wszystkie drzewa i krzaki tutaj by?y to polipy, na pó? zwierz?ta, na pó? ro?liny, wygl?da?y jak stug?owe w??e wyrastaj?ce z ziemi. Ga??zie by?y to d?ugie, lepkie ramiona o palcach jak gi?tkie robaki. Ka?dy kawa?ek tych drzew od korzeni a? do wierzcho?ków porusza? si? bezustannie. Wszystko, co morze porwa?o, ?ciska?y te potwory w swych obj?ciach i nie wypuszcza?y ju? nigdy.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Syrena zatrzyma?a si? przera?ona; serce bi?o jej ze strachu, o ma?o co nie zawróci?a, ale pomy?la?a o ksi?ciu i o zdobyciu ludzkiej duszy i to jej doda?o odwagi. Splot?a mocno na g?owie swe d?ugie, puszyste w?osy, aby polipy nie mog?y ich schwyci?, obie r?ce z?o?y?a na piersiach i pomkn??a, jak ryba potrafi mkn?? w wodzie, pomi?dzy obrzydliwymi polipami, które wyci?ga?y ju? do niej swoje gi?tkie ramiona i palce. Zauwa?y?a, ?e ka?dy z tych potworów trzyma co? w obj?ciach, tysi?cem drobnych ramion ?ciskaj?c jak ?elazn? obr?cz?. Ludzie, którzy zgin?li w morzu i spadali g??boko na dno, wynurzali si? z ramion polipów w postaci bia?ych ko?ci. ?ciska?y one wios?a i skrzynie, szkielety domowych zwierz?t i nawet malutk? syren?, któr? pojma?y i zadr?czy?y na ?mier? &#8211; to by?o chyba najstraszniejsze.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Przyby?a wreszcie do du?ego, b?otnistego miejsca w lesie, gdzie k??bi?y si? wielkie, t?uste w??e, pokazuj?c wstr?tne, bia?o?ó?te podbrzusza. Po?rodku na tym miejscu sta? dom zbudowany z ko?ci topielców; siedzia?a tam czarownica i karmi?a ze swych ust ropuch?, tak jak ludzie daj? kanarkowi do zjedzenia cukier. Brzydkie, t?uste w??e wodne nazywa?a swoimi kurcz?tkami i pozwala?a im pe?za? po swoich wielkich, g?bczastych piersiach.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Wiem dobrze, czego chcesz! &#8211; powiedzia?a czarownica &#8211; robisz g?upstwo, zrobi? jednak, co chcesz, bo to doprowadzi ci? do nieszcz??cia, moja pi?kna ksi??niczko. Chcia?aby? si? pozby? rybiego ogona, zamiast tego mie? dwie podpory, na których mog?aby? chodzi? jak ludzie, aby ksi??? si? w tobie zakocha? i aby? mia?a jego i nie?mierteln? dusz?.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Tu czarownica za?mia?a si? tak g?o?no i wstr?tnie, ?e ropucha i w??e upad?y na ziemi? i wi?y si? u jej stóp. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Przychodzisz w sam? por? &#8211; powiedzia?a czarownica. &#8211; Gdyby? przysz?a jutro po wschodzie s?o?ca, nie mog?abym ci dopomóc przed up?ywem roku. Przygotuj? ci napój, musisz pop?yn?? z nim, zanim s?o?ce wzejdzie, a? na l?d, usi??? na brzegu i wypi? go, wtedy odpadnie ci ogon i skurczy si? w to, co ludzie nazywaj? pi?knymi nó?kami, ale to b?dzie bola?o tak, jakby przeszy? ci? ostry miecz. Wszyscy, którzy ci? zobacz?, b?d? mówili, ?e jeste? najpi?kniejszym ludzkim stworzeniem, jakie widzieli. Zachowasz swój powiewny chód, ?adna tancerka nie potrafi tak si? ko?ysa? jak ty, ale za ka?dym krokiem, jaki uczynisz, poczujesz ból, jakby? st?pa?a po ostrzu no?a, jakby? doznawa?a krwawych ran. Je?eli zgodzisz si? to wszystko znie??, spe?ni? twoje ?yczenie. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Tak &#8211; odpowiedzia?a ma?a syrena dr??cym g?osem i pomy?la?a o ksi?ciu i o nie?miertelnej duszy. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Ale pomy?l &#8211; powiedzia?a czarownica &#8211; kiedy otrzymasz ludzk? posta?, nigdy ju? nie b?dziesz mog?a zamieni? si? z powrotem w syren?. Nigdy nie b?dziesz mog?a zst?pi? poprzez wod? do twoich sióstr i do zamku twego ojca, a je?eli nie zdob?dziesz mi?o?ci ksi?cia, je?eli nie zapomni z twego powodu o swej matce i swoim ojcu, nie przywi??e si? do ciebie wszystkimi my?lami, je?eli ksi?dz nie po??czy waszych r?k tak, aby?cie si? stali m??em i ?on?, dusza twoja nie stanie si? nie?miertelna. Pierwszego ranka po za?lubinach ksi?cia z inn? p?knie ci serce i zamienisz si? w pian? morsk?. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Tak chc? &#8211; powiedzia?a ma?a syrena i zblad?a jak trup. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Ale mnie musisz tak?e zap?aci?! &#8211; powiedzia?a czarownica. &#8211; A ??dam nie byle czego. Masz najpi?kniejszy g?os ze wszystkich tu na dnie morskim, s?dzisz, ?e tym mog?aby? oczarowa? ksi?cia, ale oddasz mi twój g?os. To, co masz najwarto?ciowszego, oddasz mi za mój drogocenny napój. Musz? bowiem doda? do tego napoju w?asnej krwi, ?eby by? ostry jak obosieczny miecz. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Có? mi pozostanie, gdy mi odbierzesz g?os? &#8211; spyta?a syrena. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">-Twoja pi?kna posta? &#8211; odpowiedzia?a czarownica &#8211; twój powiewny chód i wymowne oczy, którymi mo?esz oczarowa? ludzkie serce. No i có?, straci?a? odwag?? Wysu? j?zyczek, obetn? ci go jako zap?at?, a wtedy dostaniesz mocny napój.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Niech si? stanie &#8211; powiedzia?a syrenka, a czarownica postawi?a kocio?, aby zgotowa? czarodziejski napój. &#8211; Czysto?? jest najwa?niejsza &#8211; powiedzia?a, szoruj?c kocio? w??ami, które zwi?za?a w k??bek; potem zadrasn??a si? w pier?, z której spad?o par? kropel czarnej krwi; para tworzy?a najdziwniejsze postaci, tak ?e strach bra? patrze?. Co chwila dorzuca?a czarownica co? nowego do kot?a, a kiedy p?yn si? dobrze gotowa?, brzmia?o to jakby krokodyl p?aka?. Wreszcie napój by? gotów, wygl?da? jak najczystsza woda.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Oto go masz! &#8211; powiedzia?a czarownica i obci??a jej j?zyk, i z t? chwil? ma?a syrenka straci?a mow?, nie mog?a ani ?piewa?, ani mówi?.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Je?liby polipy chcia?y ci? schwyta?, gdy b?dziesz przechodzi?a przez mój las &#8211; powiedzia?a czarownica &#8211; wlej na nie jedn? kropl? napoju, a wtedy ich ramiona i palce rozpadn? si? na tysi?czne kawa?ki. &#8211; A ma?ej syrenie nie by?o to wcale potrzebne, polipy widz?c przezroczysty napój, b?yszcz?cy w jej r?ku jak ?wiec?ca gwiazda, cofa?y si? przed ni? przera?one. W ten sposób pr?dko przesz?a przez las, przez bagno i przez rw?ce wiry.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Widzia?a teraz zamek swojego ojca; ?wiat?a w wielkiej sali ta?ca pogaszono, spali pewnie wszyscy, ale nie odwa?y?a si? tam pój?? teraz, kiedy by?a niema i kiedy mia?a ich na zawrze porzuci?. Serce jej p?ka?o z bólu. W?lizn??a si? do ogrodu, zerwa?a z ka?dej grz?dki, która nale?a?a do jej sióstr, po kwiatuszku, pos?a?a r?k? mnóstwo poca?unków w stron? zamku i wyp?yn??a na powierzchni? granatowej wody.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">S?o?ce jeszcze nie wzesz?o, kiedy ujrza?a zamek ksi?cia i wdrapa?a si? na wspania?e, marmurowa schody. Ksi??yc ?wieci? niezwykle jasno. Syrenka wypi?a ostro pal?cy napój i poczu?a, jakby obosieczny miecz przeszy? jej delikatne cia?o, zemdla?a i le?a?a jak martwa. Kiedy s?o?ce rozb?ys?o nad wod?, ockn??a si? i poczu?a piek?cy ból, ale przed ni? sta? pi?kny, m?ody ksi???, wpatrywa? si? w ni? swymi czarnymi jak w?giel oczyma tak, ?e musia?a spu?ci? swój wzrok; wtedy zobaczy?a, ?e jej rybi ogon znik? i ?e mia?a naj?adniejsze, ma?e bia?e nó?ki, jakie tylko mo?e mie? ma?a dziewczynka; ale by?a zupe?nie naga i dlatego otuli?a si? swoimi d?ugimi, g?stymi w?osami. Ksi??? spyta? j?, kim jest i sk?d si? tu wzi??a, lecz ona spojrza?a na niego s?odko, a jednocze?nie ?a?o?nie swymi ciemnoniebieskimi oczami, nie mog?a przecie? mówi?. Wtedy wzi?? j? za r?k? i zaprowadzi? do zamku. Przy ka?dym kroku, jak jej to przepowiedzia?a czarownica, czu?a ból, jakby chodzi?a po spiczastych szyd?ach i ostrych no?ach, ale znosi?a to ch?tnie; trzymaj?c ksi?cia za r?k? st?pa?a tak lekko jak ba?ka mydlana, a on i wszyscy inni podziwiali jej czarowny, powiewny chód. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Ubrano j? w kosztowne suknie z jedwabiu i mu?linu, na zamku by?a najpi?kniejsz? ze wszystkich, ale by?a niema i nie mog?a ?piewa? ani mówi?. Pi?kne niewolnice, ubrane w jedwabie i z?oto, wyst?pi?y przed ksi?ciem i jego królewskimi rodzicami; jedna z nich ?piewa?a pi?kniej od wszystkich innych, a ksi??? u?miecha? si? do niej i klaska? w r?ce. Wtedy ma?ej syrenie zrobi?o si? smutno, wiedzia?a, ?e dawniej mog?a ?piewa? o wiele pi?kniej, i pomy?la?a: &#8220;Ach, gdyby on wiedzia?, ?e odda?am na zawsze mój g?os po to, aby móc by? przy nim!&#8221; </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Niewolnice ta?czy?y pi?knie, ko?ysz?c si? w takt cichej muzyki; wtedy syrena wznios?a w gór? cudne bia?e ramiona, stan??a na palcach i pop?yn??a po posadzce; ta?czy?a tak, jak nikt dotychczas nie ta?czy?; przy ka?dym poruszeniu pi?kno?? jej by?a bardziej widoczna, a jej oczy przemawia?y do serc wymowniej ni? ?piew niewolnic. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Wszyscy byli zachwyceni, a zw?aszcza ksi???, który nazwa? j? swoj? ma?? znajdk?, a ona ta?czy?a dalej, chocia? za ka?dym razem, kiedy jej noga dotyka?a ziemi, czu?a ból, jakby st?pa?a po ostrych no?ach. Ksi??? powiedzia?, ?e musi pozosta? przy nim na zawsze, i pozwoli? jej spa? pod swoimi drzwiami na aksamitnych poduszkach. Kaza? jej zrobi? m?skie ubranie, aby mu towarzyszy?a w konnych wycieczkach. Je?dzili przez pachn?ce lasy, gdzie zielone ga??zie uderza?y ich po ramionach, a ma?e ptaszki ?piewa?y w?ród zieleni li?ci. Wchodzili na wysokie góry i chocia? jej delikatne nó?ki krwawi?y i wszyscy to widzieli, ?mia?a si? i biega?a za nim a? tam, gdzie przep?ywa?y pod nimi ob?oki jak stada ptaków lec?cych do ciep?ych krajów. Dopiero noc? w pa?acu ksi?cia, kiedy inni spali, wychodzi?a na szerokie marmurowe schody, ch?odzi?a swoje rozpalone nogi w zimnej morskiej wodzie i my?la?a o swoich, tam w g??bi morza.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Pewnej nocy jej siostry trzymaj?c si? za r?ce wynurzy?y si? z wody i ?piewa?y tak smutnie, ma?a syrena przes?a?a im r?k? pozdrowienia, a one pozna?y j? i opowiedzia?y, jak bardzo ich wszystkich zasmuci?a. Odt?d odwiedza?y j? codziennie, a jednej nocy zobaczy?a w dali star? babk?, która od wielu lat nie by?a ponad morzem, i króla mórz w koronie na g?owie. Wyci?gali do niej r?ce, ale nie odwa?yli si? podp?yn?? blisko l?du jak siostry.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Z dnia na dzie? ksi??? coraz bardziej ceni? ma?? syrenk? i pokocha? j? tak, jak si? kocha dobre, drogie dziecko, ale nie przychodzi?o mu wcale na my?l, aby uczyni? z niej królow?, a przecie? musia?a zosta? jego ?on?, aby zdoby? nie?mierteln? dusz?, inaczej w dzie? jego za?lubin stanie si? pian? morsk?&#8230;</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">&#8220;Czy? mnie nie kochasz wi?cej od wszystkich!&#8221; &#8211; zdawa?y si? mówi? oczy syreny, kiedy bra? j? w swe ramiona i ca?owa? jej pi?kne czo?o.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Tak, ty jeste? mi najdro?sza &#8211; mówi? ksi??? &#8211; bo ty masz najlepsze serce ze wszystkich, ty jeste? mi najwierniejsza i jeste? podobna do jednej m?odej dziewczyny, któr? kiedy? widzia?em, ale której pewnie ju? nigdy nie zobacz?. By?em na ton?cym statku, fale rzuci?y mnie na brzeg, przed ?wi?tyni?, gdzie wiele dziewcz?t s?u?y?o Bogu; najm?odsza znalaz?a mnie na brzegu i uratowa?a mi ?ycie, widzia?em j? tylko dwa razy, jest jedyn? istot?, któr? na tym ?wiecie móg?bym pokocha?, ale ty jeste? do niej podobna, ledwie ?e nie zacierasz jej obrazu w mojej duszy; ona jest po?wi?cona Bogu i dlatego jaka? dobra gwiazda zes?a?a mi ciebie, nie roz??czymy si? nigdy.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">&#8220;Ach, on nie wie, ?e to ja uratowa?am mu ?ycie &#8211; my?la?a syrena &#8211; zanios?am go przez morze a? do lasu, gdzie stoi ?wi?tynia, siedzia?am okryta morsk? pian? i czeka?am, a? przyjd? ludzie. Widzia?am pi?kn? dziewczyn?, któr? on kocha bardziej ode mnie. &#8211; I ma?a syrena westchn??a g??boko, gdy? p?aka? nie mog?a. &#8211; Ta dziewczyna jest po?wi?cona Bogu, nigdy nie wróci do ?wiata, nie spotkaj? si? nigdy, a ja jestem przy nim, widz? go codziennie, b?d? o niego dba?a, b?d? go kocha?a, po?wi?c? mu swoje ?ycie!&#8221; </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Lecz oto rozesz?a si? wie??, ?e ksi??? ma si? ?eni? z pi?kn? córk? króla o?ciennego pa?stwa, i dlatego tak wspaniale wyposa?y? swój statek. Mówi?o si?, ?e ksi??? jedzie ogl?da? ziemie króla o?ciennego pa?stwa, mia? zabra? ze sob? wielk? ?wit?, ale w istocie jecha?, aby pozna? jego córk?. Syrena potrz?sn??a g?ow? i ?mia?a si?, zna?a my?li ksi?cia o wiele lepiej ni? wszyscy inni. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Musz? jecha? &#8211; powiedzia? do niej. &#8211; Mam zobaczy? pi?kn? ksi??niczk?, moi rodzice tego pragn?, ale nie zmusz? mnie nigdy, abym j? wprowadzi? do domu jako moj? ?on?; nie mog? jej kocha?, bo nie jest podobna do pi?knej dziewczyny ze ?wi?tyni, do której ty jeste? podobna; gdybym mia? si? o?eni?, wola?bym raczej ciebie, moja ty ma?a, niema znajdko, z tymi twoimi wymownymi oczami. &#8211; I ca?owa? jej czerwone usta, bawi? si? jej d?ugimi w?osami i k?ad? swoj? g?ow? na jej sercu, które marzy?o o ludzkim szcz??ciu i nie?miertelnej duszy. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Nie boisz si? przecie? wody, moja ma?a niemowo &#8211; powiedzia? ksi???, kiedy stali na wspania?ym statku, który ich wióz? do s?siedniego kraju; opowiada? jej o burzy i o ciszy morskiej, o dziwnych rybach w g??binach morza i o tym, co tam widzi nurek, a ona s?ysz?c to u?miecha?a si?, wiedzia?a przecie? lepiej ni? ktokolwiek inny, jak wygl?da dno morza. W jasn? ksi??ycow? noc, kiedy wszyscy spali na okr?cie, nie wy??czaj?c sternika stoj?cego przy sterze, syrena siedzia?a na dziobie statku i patrzy?a w g??b. Wydawa?o jej si?, ?e widzi przez przezrocze wód zamek swego ojca, a na najwy?szej wie?y sta?a stara babka w srebrnej koronie na g?owie i wpatrywa?a si? poprzez rw?cy pr?d wody w gór?, w dno okr?tu. Potem wynurzy?y si? z wody jej siostry, patrzy?y na ni? ze smutkiem i za?amywa?y bia?e r?ce, a ona wychyla?a si? do nich z u?miechem i chcia?a im opowiedzie?, jak jej si? dobrze wiedzie i jaka jest szcz??liwa, ale nadszed? ch?opiec okr?towy, siostry zanurzy?y si? w wod?, a ch?opiec by? pewien, ?e biel, któr? widzia?, to piana morska. Nast?pnego ranka statek przyp?yn?? do przystani wspania?ej stolicy s?siedniego pa?stwa. Wszystkie dzwony dzwoni?y w ko?cio?ach, z wysokich wie? grzmia?y tr?by, a ?o?nierze stali z powiewaj?cymi chor?gwiami i b?yszcz?cymi bagnetami. Co dzie? by?o inne ?wi?to. Bale i przyj?cia nast?powa?y po sobie, ale ksi??niczki wci?? jeszcze nie by?o, mówiono, ?e przebywa?a daleko od rodzinnego miasta, wychowa?a si? bowiem w klasztorze i ?wiczy?a si? tam we wszelkich królewskich cnotach. Wreszcie przyjecha?a. Ma?a syrena bardzo pragn??a j? ujrze? i musia?a przyzna?, ?e nigdy jeszcze nie widzia?a tak uroczej istoty. P?e? mia?a delikatn? i pi?kn?, a spod d?ugich i ciemnych rz?s u?miecha?y si? ciemnoniebieskie, szczere oczy.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- To jeste? ty &#8211; powiedzia? ksi???. &#8211; To ty mnie uratowa?a?, kiedy le?a?em jak martwy na brzegu. &#8211; I chwyci? swoj? zarumienion? narzeczon? w ramiona. &#8211; Ach, jestem zbyt szcz??liwy! &#8211; powiedzia? do syreny. &#8211; Spe?ni?o si? moje najgor?tsze marzenie! Prawda, ?e cieszysz si? z mego szcz??cia, bo kochasz mnie najbardziej ze wszystkich! &#8211; A ma?a syrena poca?owa?a go w r?k? i my?la?a, ?e serce ju? jej p?ka. Poranek po jego weselu b?dzie przecie? dniem jej ?mierci, przemiany w pian? morsk?.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Wszystkie dzwony dzwoni?y w ko?cio?ach, heroldowie je?dzili po ulicach i obwieszczali za?lubiny. Na wszystkich o?tarzach p?on??y srebrne lampy nape?nione wonnym olejem, ksi??a obnosili kadzielnice, a pa?stwo m?odzi trzymaj?c si? za r?ce odebrali b?ogos?awie?stwo samego biskupa. Ma?a syrena ubrana w z?oto i jedwabie nios?a tren panny m?odej, ale jej uszy nie s?ysza?y uroczystej muzyki, jej oczy nie widzia?y ?wi?tej ceremonii; my?la?a o nocy swej ?mierci, o szcz??ciu, które straci?a.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Jeszcze tego samego wieczoru pa?stwo m?odzi weszli na pok?ad okr?tu; armaty strzela?y, powiewa?y wszystkie chor?gwie, a po?rodku sta? królewski namiot ze z?ota i purpury, us?any najpi?kniejszymi poduszkami, tam mia?a spa? m?oda para w cich?, ch?odn? noc.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">?agle wyd??y si? na wietrze i statek p?yn?? lekko i spokojnie po jasnym morzu. Gdy si? ?ciemni?o, zapalono kolorowe lampy i marynarze ta?czyli weso?e ta?ce na pok?adzie. Ma?a syrena przypomnia?a sobie chwil?, kiedy po raz pierwszy wynurzy?a si? z morza i widzia?a takie samo radosne ?wi?to. A potem ta?czy?a w?ród innych unosz?c si? lekko jak jaskó?ka, wszyscy zachwycali si? ni?, bo nigdy jeszcze nie ta?czy?a tak pi?knie. Przy ka?dym st?pni?ciu jakby ostre no?e k?u?y j? w delikatne nó?ki, ale nie czu?a tego, o wiele bole?niej k?u?o j? serce. Wiedzia?a, ?e sp?dza ostatni wieczór z tym, dla którego porzuci?a rodzin? i ojczyzn?, odda?a pi?kny g?os i znosi?a codziennie niezliczone m?ki, podczas gdy on nawet tego nie przeczuwa?. By?a to ostatnia noc, kiedy oddycha?a tym samym co on powietrzem; widzia?a gwia?dziste niebo i g??bokie morze; teraz ogarn?? j? mia?a wieczna noc, bez my?li i bez snów, bo nie mia?a nie?miertelnej duszy i nigdy ju? jej zdoby? nie mog?a. A na statku panowa?a rado?? i wesele a? do pó?nej nocy, syrena ta?czy?a i ?mia?a si? czuj?c ?mier? w sercu. Ksi??? ca?owa? sw? pi?kn? oblubienic?, a ona bawi?a si? jego czarnymi w?osami i razem udali si? na spoczynek do wspania?ego namiotu. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Na statku zapanowa?a cisza i spokój; tylko sternik sta? przy sterze; syrenka opar?a si? bia?ymi d?o?mi o por?cz statku i spogl?da?a na wschód, ku jutrzence; wiedzia?a, ?e zabije j? pierwszy promie? s?o?ca. Wtedy ujrza?a siostry wy?aniaj?ce si? z morza, by?y blade jak ona, ich d?ugie, pi?kne w?osy nie powiewa?y ju? na wietrze, by?y obci?te. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Odda?y?my je czarownicy, aby uratowa?a tej nocy twoje ?ycie. Da?a nam nó?, oto jest! Czy widzisz, jaki jest ostry? Zanim wzejdzie s?o?ce, musisz przebi? nim serce ksi?cia i kiedy gor?ca krew opryska twoje nogi, zrosn? si? w ogon, staniesz si? znowu syren? i b?dziesz mog?a zej?? do wody, do nas, i ?y? trzysta lat, zanim nie zmienisz si? w martw?, s?on? morsk? pian?. Spiesz si?, ty albo on musicie umrze?, zanim wzejdzie s?o?ce. Nasza stara babka martwi si? tak, ?e jej bia?e w?osy wypad?y, tak jak nasze spad?y pod no?ycami czarownicy. Zabij ksi?cia i wracaj do domu. Spiesz si?, czy widzisz czerwon? smug? na niebie? Za par? minut wzejdzie s?o?ce i wtedy umrzesz! &#8211; Westchn??y g??boko i zanurzy?y si? w falach. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Ma?a syrena odsun??a purpurow? zas?on? namiotu i ujrza?a pi?kn? pann? m?od? ?pi?c? z g?ow? wspart? na piersi ksi?cia; schyli?a si? i poca?owa?a go w cudne czo?o, spojrza?a w niebo, gdzie coraz ja?niej ?wieci?a jutrzenka, spojrza?a na ostry nó? i znowu zwróci?a oczy na ksi?cia, który we ?nie wymówi? imi? swojej oblubienicy, tylko ona ?y?a w jego my?lach; nó? zadr?a? w r?ku syreny, odrzuci?a go daleko w fale, które zab?ys?y czerwonym blaskiem; tam gdzie nó? upad?, wydawa?o si?, ?e krople krwi wytryskuj? z wody. Raz jeszcze spojrza?a ?a?osnym wzrokiem na ksi?cia, a potem skoczy?a ze statku do morza i czu?a, jak jej cia?o zmienia si? w pian?.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Teraz s?o?ce wzesz?o nad morzem, promienie jego pada?y tak ?agodnie, ogrzewaj?c ?miertelnie zimn? pian? morsk?, ma?a syrenka nie czu?a wcale ?mierci, ujrza?a jasne s?o?ce, a wysoko nad ni? unosi?y si? tysi?ce pi?knych, przezroczystych istot. Poprzez te istoty widzia?a bia?e ?agle statku i czerwone ob?oki na niebie; g?osy tych istot by?y melodi?, ale tak delikatn?, ?e ucho ?adnego cz?owieka nie mog?o jej us?ysze?, jak równie? ?adne ziemskie oko nie mog?o ich widzie?, bez skrzyde?, w?asn? lekko?ci?, unosi?y si? one w powietrzu. Ma?a syrenka zobaczy?a, ?e ma cia?o podobne do nich, i wznios?a si? coraz wy?ej i wy?ej z piany ku górze.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Dok?d ja id?? &#8211; spyta?a, a jej g?os brzmia? jak g?os tych cudnych duchów, tak nieziemsko, ?e ?adna ziemska muzyka nie mog?aby go na?ladowa?.</span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Do cór powietrza! &#8211; odpowiedzia?y tamte. &#8211; Syreny nie maj? nie?miertelnej duszy i nie mog? jej mie?, chyba ?e zdob?d? mi?o?? cz?owieka. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Jej wieczne trwanie zale?y od obcych mocy. Córy powietrza tak?e nie maj? wiecznej duszy, ale przez dobre uczynki mog? na ni? zas?u?y?. Lecimy do ciep?ych krajów, gdzie d?uma zabija ludzi; tam niesiemy o?ywczy ch?ód. Rozpylamy w powietrzu zapach kwiatów, koimy i leczymy. Kiedy przez trzysta lat d??y? b?dziemy do tego, aby w miar? naszych si? czyni? dobro, wtedy osi?gniemy nie?miertelno?? i b?dziemy bra?y udzia? w ludzkim wiecznym szcz??ciu. Biedna ma?a syreno, d??y?a? ca?ym swym sercem do tego samego co my celu! Cierpia?a? tak jak my i wznios?a? si? do ?wiata powietrznych duchów, a po trzystu latach mo?esz przez dobre uczynki zdoby? nie?mierteln? dusz?. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">Ma?a syrena wznios?a ku Bo?emu s?onku bia?e ramiona i po raz pierwszy poczu?a w oczach ?zy. Na statku znowu zawrza?o ?ycie i gwar, syrena widzia?a ksi?cia wraz z jego pi?kn? ma??onk?, jak szuka? jej; spogl?dali sm?tnie na pieni?c? si? wod?, jak gdyby wiedzieli, ?e syrenka rzuci?a si? na fale. A ona niepostrze?enie poca?owa?a oblubienic? w czo?o, u?miechaj?c si? do ksi?cia i wraz z innymi dzie?mi powietrza wznios?a si? ku górze, ku ró?owym ob?okom szybuj?cym w powietrzu. </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Za trzysta lat wzniesiemy si? do królestwa Bo?ego! </span></strong></span><span style="color: #33cccc" /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong><span style="font-size: 11pt; color: #33cccc">- Jeszcze wcze?niej mo?emy si? tam dosta?! &#8211; szepn??a jedna z nieziemskich istot. &#8211; Niewidzialne, dostajemy si? do domów ludzi, gdzie s? dzieci, i widok ka?dego dziecka sprawiaj?cego swoim rodzicom rado?? i zas?uguj?cego na ich mi?o?? skraca czas naszej próby. Dziecko nie wie, kiedy przelatujemy przez pokój, a gdy si? u?miechamy z rado?ci, jak? nam sprawi?o, Bóg odlicza nam jeden rok z trzystu lat; ale je?li napotkamy niegrzeczne i z?e dziecko, wylewamy ?zy smutku, i ka?da ?za przed?u?a o jeden dzie? czas naszej próby!</span></strong></span></p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
<div style="text-align: center"><img width="551" height="301" alt="syrena" src="http://www.parkigry.com/wp-content/syrena.gif" /></div>
<p class="MsoNormal"><span style="color: #33cccc"> </span></p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/27/mala-syrena-hans-christian-andersen/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>DZIEWCZYNKA Z ZAPA?KAMI &#8211; Hans Christian Andersen</title>
		<link>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/27/dziewczynka-z-zapalkami-hans-christian-andersen/</link>
		<comments>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/27/dziewczynka-z-zapalkami-hans-christian-andersen/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Jan 2006 13:22:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bajkiopowiadania</dc:creator>
				<category><![CDATA[BaÅ›nie]]></category>
		<category><![CDATA[Bajki]]></category>
		<category><![CDATA[Dla dzieci]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.bajkiopowiadania.com/bajki/dziewczynka-z-zapalkami-hans-christian-andersen/</guid>
		<description><![CDATA[By?o bardzo zimno; ?nieg pada? i zaczyna?o si? ju? ?ciemnia?; by? to ostatni dzie? w roku, wigilia Nowego Roku. W tym ch?odzie i w tej ciemno?ci sz?a ulicami biedna dziewczynka z go?? g?ow? i boso; mia?a wprawdzie trzewiki na nogach, kiedy wychodzi?a z domu, ale co to znaczy?o! To by?y bardzo du?e trzewiki, nawet jej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong>By?o bardzo zimno; ?nieg pada? i zaczyna?o si? ju? ?ciemnia?; by? to ostatni dzie? w roku, wigilia Nowego Roku. W tym ch?odzie i w tej ciemno?ci sz?a ulicami biedna dziewczynka z go?? g?ow? i boso; mia?a wprawdzie trzewiki na nogach, kiedy wychodzi?a z domu, ale co to znaczy?o! To by?y bardzo du?e trzewiki, nawet jej matka ostatnio je wk?ada?a, tak by?y du?e; i ma?a zgubi?a je zaraz, przebiegaj?c ulic?, któr? p?dem przeje?d?a?y dwa wozy; jednego trzewika nie mog?a wcale znale??, a z drugim uciek? jaki? urwis; wo?a?, ?e przyda mu si? on na ko?ysk?, kiedy ju? b?dzie mia? dziecko. Sz?a wi?c dziewczynka boso, st?pa?a nó?kami, które poczerwienia?y i zsinia?y z zimna; w starym fartuchu nios?a zawini?t? ca?? mas? zapa?ek, a jedn? wi?zk? trzyma?a w r?ku; przez ca?y dzie? nie sprzeda?a ani jednej; nikt jej nie da? przez ca?y dzie? ani grosika; sz?a taka g?odna i zmarzni?ta i wygl?da?a taka smutna, biedactwo! P?atki ?niegu pada?y na jej d?ugie, jasne w?osy, które tak pi?knie zwija?y si? na karku, ale ona nie my?la?a wcale o tej ozdobie. Ze wszystkich okien naoko?o po?yskiwa?y ?wiat?a i tak mi?o pachnia?o na ulicy pieczonymi g??mi.</strong></span></p>
<p class="MsoNormal"><strong> </strong></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong>&#8220;To przecie? jest wigilia Nowego Roku&#8221; &#8211; pomy?la?a dziewczynka. W k?cie mi?dzy dwoma domami, z których jeden bardziej wysuwa? si? na ulic?, usiad?a i skurczy?a si? ca?a; ma?e no?yny podci?gn??a pod siebie, ale marz?a coraz bardziej, a w domu nie mog?a si? pokaza?, bo przecie? nie sprzeda?a ani jednej zapa?ki, nie dosta?a ani grosza, ojciec by j? zbi?, a w domu by?o tak samo zimno, mieszkali na strychu pod samym dachem i wiatr hula? po izbie, chocia? najwi?ksze szpary w dachu zatkane by?y s?om? i ga?ganami. Jej ma?e r?ce prawie ca?kiem zamarz?y z tego ch?odu. Ach, jedna ma?a zapa?ka, jakby to dobrze by?o! ?eby tak wyci?gn?? jedn? zapa?k? z wi?zki, potrze? j? o ?cian? i tylko ogrza? paluszki! Wyci?gn??a jedn? i &#8220;trzask&#8221;, jak si? iskrzy, jak p?onie! ma?y ciep?y, jasny p?omyczek, niby ma?a ?wieczka otoczona d?o?mi! Dziwna to by?a ?wieca; dziewczynce zdawa?o si?, ?e siedzi przed wielkim, ?elaznym piecem o mosi??nych drzwiczkach i ozdobach; ogie? pali? si? w nim tak ?askawie i grza? tak przyjemnie; ach, jakie? to by?o rozkoszne! Dziewczynka wyci?gn??a przed siebie nó?ki, aby je rozgrza? tak?e &#8211; a tu p?omie? zagas?. Piec znik? &#8211; a ona siedzia?a z niedopa?kiem siarnika w d?oni.</strong></span></p>
<p class="MsoNormal"><strong> </strong></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong>Zapali?a nowy, pali? si? i b?yszcza?, a gdzie cie? pad? na ?cian?, sta?a si? ona przejrzysta jak mu?lin; ujrza?a wn?trze pokoju, gdzie sta? stó? przykryty bia?ym, b?yszcz?cym obrusem, nakryty pi?kn? porcelan?, a na pó?misku smacznie dymi?a pieczona g??, nadziana ?liwkami i jab?kami; a co jeszcze by?o wspanialsze, g?? zeskoczy?a z pó?miska i zacz??a si? czo?ga? po pod?odze, z widelcem i no?em wbitym w grzbiet; doczo?ga?a si? a? do biednej dziewczynki; a? tu nagle zgas?a zapa?ka i wida? tylko by?o nieprzejrzyst?, zimn? ?cian?. </strong></span><strong /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong>Zapali?a nowy siarnik. I oto siedzia?a pod najpi?kniejsz? choink?; by?a ona jeszcze wspanialsza i pi?kniej ubrana ni? choinka u bogatego kupca, któr? ujrza?a przez szklane drzwi podczas ostatnich ?wi?t; tysi?ce ?wieczek p?on??o na zielonych ga??ziach, a kolorowe obrazki, takie, jakie zdobi?y okna sklepów, spoziera?y ku niej. Dziewczynka wyci?gn??a do nich obie r?czki &#8211; ale tu zgas?a zapa?ka; mnóstwo ?wiate?ek choinki wznosi?o si? ku górze, coraz wy?ej i wy?ej, i oto ujrza?a ona, ?e by?y to tylko jasne gwiazdy, a jedna z nich spad?a w?a?nie i zakre?li?a na niebie d?ugi, b?yszcz?cy ?lad. &#8211; Kto? umar?! &#8211; powiedzia?a malutka, gdy? jej stara babka, która jedyna okazywa?a jej serce, ale ju? umar?a, powiada?a zawsze, ?e kiedy gwiazdka spada, dusza ludzka wst?puje do Boga. </strong></span><strong /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong>Dziewczynka znowu potar?a siarnikiem o ?cian?, zaja?nia?o dooko?a i w tym  </strong></span><strong /><span class="txt"><strong>blasku stan??a przed ni? stara babunia, taka ?agodna, taka jasna, taka  </strong></span><strong /><span class="txt"><strong>b?yszcz?ca i taka kochana. </strong></span></p>
<p class="MsoNormal"><strong> </strong><span class="txt"><strong>- Babuniu! &#8211; zawo?a?a dziewczynka &#8211; o, zabierz mnie z sob?! Kiedy zapa?ka zga?nie, znikniesz jak ciep?y piec, jak g?ska pieczona i jak wspania?a olbrzymia choinka! &#8211; i szybko potar?a wszystkie zapa?ki, jakie zosta?y w wi?zce, chcia?a jak najd?u?ej zatrzyma? przy sobie babk?, i zapa?ki zab?ys?y takim blaskiem, i? sta?o si? ja?niej ni? za dnia. Babunia nigdy przedtem nie by?a taka pi?kna i taka wielka; chwyci?a dziewczynk? w ramiona i polecia?y w blasku i w rado?ci wysoko, wysoko; a tam ju? nie by?o ani ch?odu, ani g?odu, ani strachu &#8211; bowiem by?y u Boga. </strong></span><strong /></p>
<p class="MsoNormal"><span class="txt"><strong>A kiedy nasta? zimny ranek, w k?ciku przy domu siedzia?a dziewczynka z czerwonymi policzkami, z u?miechem na twarzy &#8211; nie?ywa: zamarz?a na ?mier? ostatniego wieczora minionego roku. Ranek noworoczny o?wietli? ma?ego trupka trzymaj?cego w r?ku zapa?ki, z których gar?? by?a spalona. Chcia?a si? ogrza?, powiadano; ale nikt nie mia? poj?cia o tym, jak pi?kne rzeczy widzia?a dziewczynka i w jakim blasku wst?pi?a ona razem ze star? babk? w szcz??liwo?? Nowego Roku.</strong></span></p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal"><img width="240" height="260" alt="dziewczynka z zapalkami" src="http://www.parkigry.com/wp-content/dziewczynka_z_zapakami.gif" /></p>
<p class="MsoNormal"><strong><span style="font-size: 9.5pt"> </span></strong></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size: 9.5pt"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size: 9.5pt"> </span></p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/27/dziewczynka-z-zapalkami-hans-christian-andersen/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

