poniedziałek, styczeń 30th 2006


Królowa ?niegu - Hans Christian Andersen
posted @ 11:11 pm in [ Dla dzieci - Baśnie ]

Królowa ?niegu
Ba?? w siedmiu opowiadaniach

Opowiadanie pierwsze
W którym jest mowa o lustrze i okruchach

Pos?uchajcie! Zaczynamy. Kiedy bajka si? sko?czy, b?dziemy wiedzieli wi?cej, ni? wiemy teraz, bo to by? z?y czarownik! Jeden z najgorszych, sam diabe?. Pewnego dnia wpad? w ?wietny humor, zrobi? bowiem lustro, które posiada?o t? w?a?ciwo??, ?e wszystko dobre i ?adne, co si? w nim odbija?o, rozp?ywa?o si? na nic, a to, co nie mia?o ?adnej warto?ci i by?o brzydkie, wyst?powa?o wyra?nie i stawa?o si? jeszcze brzydsze. Najpi?kniejsze krajobrazy wygl?da?y w tym lustrze jak gotowany szpinak, najlepsi ludzie byli szkaradni albo stali na g?owach bez tu?owia. Twarze w tym lustrze by?y tak wykrzywione, ?e nie mo?na ich by?o rozpozna?; ten, kto mia? piegi, móg? by? pewien, ?e pokryj? mu ca?y nos i policzki.
Diabe? za? uwa?a?, ?e to by?o ogromnie zabawne. Skoro tylko przez g?ow? cz?owieka przelecia?a jaka? zacna, dobra my?l, ju? twarz w lustrze wykrzywia?a si?, a diabe?-czarownik ?mia? si? ze swego sprytnego wynalazku. Wszyscy, którzy chodzili do szko?y diab?a, gdy? za?o?y? czarci? szko??, opowiadali na prawo i lewo, ?e sta? si? cud; uwa?ali, ?e dopiero teraz b?dzie mo?na dowiedzie? si?, jak naprawd? wygl?da ?wiat i ludzie. Biegali wsz?dzie z lustrem i w ko?cu nie by?o ani jednego cz?owieka, ani jednego kraju, który by nie zosta? w nim opacznie odbity. Przysz?o im do g?owy, by polecie? do nieba i zabawi? si? kosztem anio?ów i Pana Boga. Im wy?ej lecieli z lustrem, tym bardziej wszystko si? wykrzywia?o, zaledwie mogli je utrzyma?, lecieli wy?ej i wy?ej, coraz bli?ej anio?ów i Boga; wtedy lustro zadr?a?o tak strasznie, ?e wypad?o im z r?k na ziemi?, gdzie rozprys?o si? na tysi?ce milionów, bilionów i jeszcze wi?cej okruchów. Teraz dopiero wyrz?dzili o wiele wi?ksz? krzywd? ni? przedtem, gdy? niektóre kawa?ki by?y mniejsze od ziarnka piasku i pofrun??y daleko w ?wiat; gdy wpad?y komu? do oka, tkwi?y w nim, i wtedy cz?owiek ten widzia? wszystko na odwrót albo spostrzega? tylko to, co by?o w danym przedmiocie z?e, gdy? ka?dy od?amek lustra mia? t? w?a?ciwo?? co ca?e lustro; byli ludzie, którym taki od?amek wpad? do serca, i wtedy dzia?o si? co? okropnego: serce stawa?o si? jak kawa?ek lodu. Niektóre kawa?ki szk?a by?y takie du?e, ?e zrobiono z nich szyby okienne, ale nie warto by?o patrze? przez nie na przyjació?; inne kawa?ki dosta?y si? do okularów i ?le si? dzia?o, kiedy ludzie nak?adali te okulary, aby dobrze widzie? i dobrze s?dzi?; a Z?y ?mia? si?, a? mu si? brzuch trz?s?, i to go przyjemnie ?askota?o.
A w powietrzu unosi?y si? wci?? male?kie okruchy lustra. I s?uchajcie, co si? sta?o!

(more…)




poniedziałek, styczeń 30th 2006


Lataj?cy Kufer - Hans Christian Andersen
posted @ 10:50 pm in [ Dla dzieci - Baśnie ]

By? raz kupiec tak bogaty, ?e móg? wybrukowa? talarami ca?? ulic?. Ale nie zrobi? tego, bo u?ywa? pieni?dzy w inny sposób. Ile razy da? talara, dostawa? z powrotem trzy. By? to w istocie dobry kupiec, ale mimo to musia? umrze?.

Jego syn odziedziczy? du?o pieni?dzy i ?y? weso?o, po ca?ych nocach ta?czy? na maskaradach, a puszczaj?c po wodzie kaczki, u?ywa? talarów zamiast kamieni.

Wkrótce zosta?o mu ledwo kilka groszy, para butów i stary kubrak. Przyjaciele go opu?cili, nie mog?c si? z nim pokaza? na ulicy; ale jeden z nich podarowa? mu stary kufer z napisem: “Pakuj si?!”. By?a to bardzo ?yczliwa rada, ale nie do wykonania z powodu braku rzeczy do spakowania.

Kufer ten posiada? dziwn? w?a?ciwo??. Gdy si? nacisn??o zamek, lecia? na o?lep w ka?dym ??danym kierunku, przy czym trzeszcza? tak, jakby si? mia? zaraz rozpa?? na drobne kawa?ki. Ch?opiec siad? w kufer i pofrun?? do kraju Turków. Ukry? kufer w lesie, a sam wyruszy? do pobliskiego miasta.

(more…)




poniedziałek, styczeń 30th 2006


?winiopas - Hans Christian Andersen
posted @ 10:35 pm in [ Dla dzieci - Baśnie ]

By? sobie pewnego razu bardzo ubogi ksi???. Mia? ksi?stwo ma?e, ale do?? du?e na to, by móg? si? o?eni?; a chcia? si? w?a?nie ?eni?!
By?o to co prawda zuchwalstwo, ?e odwa?y? si? spyta? córk? cesarza:
„Czy chcesz mnie mie? za m??a?”, ale jednak o?mieli? si? to uczyni?, bo imi? jego by?o s?awne na ca?y ?wiat. Tysi?c ksi??niczek zgodzi?oby si? ch?tnie, ale dowiecie si? zaraz, co uczyni?a córka cesarza.
Zatem s?uchajcie.
Na grobie ojca ksi?cia rós? krzak ró?y, cudny krzak ró?y. Zakwita? tylko raz na pi?? lat, i to jedn? jedyn? ró??. Ale ta ró?a pachnia?a tak s?odko, ?e w?chaj?c j? zapomina?o si? o wszystkich zmartwieniach i troskach. Mia? te? ksi??? s?owika, który tak pi?knie ?piewa?, jak gdyby w jego gardzio?ku mie?ci?y si? wszystkie niebia?skie melodie. T? ró?? i tego s?owika mia?a dosta? ksi??niczka; w tym celu ró?? i s?owika w?o?ono do srebrnych szkatu?ek i tak pos?ano je ksi??niczce.
Cesarz kaza? przynie?? dary do wielkiej sali, gdzie ksi??niczka bawi?a si? z damami dworu w „go?ci”; przez ca?y Bo?y dzie? nie robi?y nic innego. Gdy zobaczy?a du?e szkatu?ki z darami, klasn??a z rado?ci w r?ce i zawo?a?a:

(more…)




piątek, styczeń 27th 2006


Brzydkie Kacz?tko - Hans Christian Andersen
posted @ 5:19 pm in [ Dla dzieci - Baśnie ]

Prze?licznie by?o na wsi. Lato gor?ce, pogodne, ?ó?te zbo?e na polach, owies jeszcze zielony, na ??kach stogi pachn?cego siana. Bociany przechadza?y si? powoli na wysokich, czerwonych nogach, klekoc?c po egipsku, bo takim j?zykiem nauczy?y si? mówi? od matek. Doko?a wielkie lasy, cieniste, szumi?ce, a w nich g??bokie i ciche jeziora. Prze?licznie, cudownie by?o na wsi.
Jasne s?o?ce o?wietla?o stary dwór na pochy?o?ci wzgórza, otoczony murem i szerok? wst?g? wolno p?yn?cej wody. Z muru zwiesza?y si? pn?ce ro?liny, a li?cie ?opianu schyla?y si? a? do wody. I by?o pod nimi cicho i ciemno jak w cienistym lesie.
Pod jednym z takich li?ci m?oda kaczka us?a?a sobie gniazdo i siedzia?a na jajach. Nudzi?o si? jej bardzo, bo ?adna z s?siadek nie mia?a ch?ci w tak pi?kn? pogod? rozmawia? z ni? o tym, co s?ycha? na ?wiecie. Ka?da wola?a p?ywa? po przejrzystej wodzie, pluska? si? i schn?? na ciep?ym s?oneczku, a ona tylko jedna jak przykuta siedzi w cieniu na gnie?dzie.
Sko?czy?o si? wreszcie jej udr?czenie, jajka zacz??y p?ka? i co chwila wysuwa?a si? z innej skorupki g?ówka piskl?cia, oznajmiaj?c cienkim g?osikiem, ?e ?yje.
— Pip, pip! — wo?a?y wszystkie.
— Kwa, kwa! — odpowiada?a im powa?nie matka, a male?stwa zacz??y na?ladowa? jej g?os opowiadaj?c sobie, co widz? doko?a, i rozgl?daj?c si? na wszystkie strony.
Matka pozwala?a mówi? i patrze?, ile im si? podoba, bo kolor zielony jest bardzo zdrowy dla oczu.
— Ach, jaki ten ?wiat du?y! — wo?a?y kacz?ta dobywaj?c si? z cienkiej skorupy i prostuj?c z przyjemno?ci? nó?ki i skrzyde?ka.
— Nie my?lcie, ?e z tego gniazda wida? ca?y ?wiat — rzek?a matka. — Ho, ho! Ci?gnie si? on ogromnie daleko, jeszcze za tym ogrodem, za ??k? proboszcza, het, het! Ale nigdy tam nie by?am.

(more…)




piątek, styczeń 27th 2006


S?owik- Hans Christian Andersen
posted @ 3:15 pm in [ Dla dzieci - Baśnie ]

W Chinach, wiesz pewnie o tym, cesarz jest Chi?czykiem i wszyscy, którzy go otaczaj?, s? równie? Chi?czykami. Historia, któr? opowiem, dzia?a si? przed wielu laty, ale w?a?nie dlatego trzeba jej wys?ucha?, zanim o niej nie zapomn?.

Zamek cesarza by? najwspanialszym zamkiem na ?wiecie, ca?y zrobiony z delikatnej porcelany, niezwykle kosztownej, a tak kruchej, ze lada dotkniecie mog?o ja st?uc, wiec trzeba by?o bardzo uwa?a?. W ogrodzie ros?y najdziwniejsze kwiaty, a do najwspanialszych przywi?zano srebrne dzwonki, które dzwoni?y po to, aby nikt nie min?? ich nie zwróciwszy na nie uwagi.

Niezwyk?y by? ogród cesarski, a tak wielki, ze nawet ogrodnik nie wiedzia?, gdzie si? ko?czy. Za ogrodem zaczyna? si? pi?kny las z wysokimi drzewami i g??bokimi jeziorami. Las schodzi? a? do morza, które by?o niebieskie i g??bokie; wielkie okr?ty mog?y wje?d?a? a? pod zwisaj?ce ga??zie, a na jednej z takich ga??zi mieszka? s?owik. S?owik ?piewa? tak pi?knie, ze nawet biedny rybak, który ma przecie? tyle innej roboty, k?ad? si? i s?ucha? jego ?piewu, gdy noc? wychodzi? wyci?ga? sieci.

(more…)




piątek, styczeń 27th 2006


Dzieci? Elfów [Calineczka]- Hans Christian Andersen
posted @ 3:12 pm in [ Dla dzieci - Baśnie ]

ma?a_dziewczynka

Pewna kobieta bardzo pragn??a mie? male?kie dziecko, ale nie wiedzia?a, sk?d by je wzi??. Posz?a wi?c do czarownicy i rzek?a:

- Tak bym chcia?a mie? malutkie dziecko. Powiedz mi, co tu zrobi?, ?ebym je mia?a?

- O, to nietrudno! - odpowiedzia?a czarownica. - Znajdziemy na to rad?. Masz tu ziarnko j?czmienia, ale to nie jest takie zwyczajne ziarnko, które siej? w polu albo sypi? kurom na pokarm - zasad? je starannie w doniczce od kwiatów, a zobaczysz, co z tego b?dzie.

- Dzi?kuj? - rzek?a kobieta i zap?aci?a czarownicy dziesi?? groszy, bo tyle to ziarnko kosztowa?o.

Po powrocie do domu zasadzi?a je starannie w doniczce od kwiatów i zaraz pokaza?a si? ma?a ro?linka, okry?a si? pi?knymi listkami, a w ?rodku wyrós? kwiat z?oto-purpurowy, podobny do tulipana, tylko zamkni?ty w p?czek.

- Có? to za prze?liczny kwiat! - rzek?a kobieta i tak by?a zachwycona, ?e ca?owa?a z?ote i czerwone p?atki. W tej samej chwili kwiat z wielkim ?oskotem otworzy? si? i w ?rodku, na zielonym dnie kielicha, gdzie zwykle mie?ci si? s?upek kwiatowy, sta?a sobie prze?liczna ma?a dziewczynka.

Nazwali j? Odrobink?, gdy? by?a ma-luchna jak m?oda pszczó?ka, tylko daleko zgrabniejsza.

Kobieta wzi??a zaraz ?upink? orzecha, a?eby w niej urz?dzi? kolebk? dla swego dzieci?tka. Fio?kowe p?atki pos?u?y?y za sienniczek, a jeden p?atek ró?y - za ko?derk?.

W nocy Odrobinka spa?a wybornie, a w dzie? bawi?a si? na stole. Kobieta postawi?a na nim talerz z wod?, otoczony wiankiem kwiatów, których ?ody?ki by?y zanurzone w wodzie. Listek tulipana zast?powa? ?ódk?, dwa pr?ciki kwiatowe stanowi?y wios?a i Odrobinka p?ywa?a sobie po talerzu od jednego brzegu do drugiego. ?licznie to wygl?da?o!

(more…)




piątek, styczeń 27th 2006


BAJKA O KURCE I KOGUTKU- Józef Ignacy Kraszewski
posted @ 2:33 pm in [ Dla dzieci - Baśnie ]

Nie wiem, gdzie i kiedy by? sobie dawniej kogutek i kurka, oboje m?odzi i pi?kni oboje. Nie dziw te?, ?e si? serdecznie kochali. A cho? kogut tyle mia? ?on, ile widzia? kur przed sob?, jednak na jaki? czas przywi?za? si? do tej tylko srokatej kurki. Pi?kna by?a kurka, ale jak niejedna z kobiet pokrywa?a ?licznymi po?yskuj?cymi piórkami brzydkie wewn?trz serce i dusz?. By?a ona tak ?ywa i p?ocha, jakby dzisiejsza mieszczka, pop?dliwa jak wiele ?on, g?upia i szczebiotliwa jak wiele dziewczyn, które kwoczkami nazywamy, a co najwi?cej: ?ar?oczna i ?akoma.

Kogut staraj?c si?, aby go polubi?a, nie odst?powa? jej na krok i ca?y dzie? musia? znosi? dla niej, co tylko móg? do jedzenia znale?? gdzie i porwa? smacznego. G?odnia? i sech? biedny kogut z mi?o?ci i trudu, a kura t?u?cia?a coraz okr?g?ej, szczebiota?a coraz g?o?niej. Jednego pi?knego ranka, kiedy s?o?ce ?wieci?o, a niebo by?o czyste, poprosi?a kurka koguta, aby jej towarzyszy? do lasku na orzechy.

Jak przyszli do lasu, kogut wlaz? na leszczyn?, zacz?? trz??? drzewem i wiele natrz?s? pi?knych i dojrza?ych orzechów.

G?odny by? i sam chcia? si? tak?e po?ywi? przy tym zdarzeniu, ale jejmo?? pani kurka, co tylko upad?o, chwyta?a pr?dko i ?yka?a, ?yka?a ?akoma, ?eby si? kogutowi nic nie zosta?o. A kogut trz?s? ci?gle, s?dz?c, ?e jak si? naje, zostawi przecie na ziemi i dla niego kilka orzechów. Na pró?no si? nieborak mordowa? i potnia?. Kura jad?a i nic nie zostawia?a. Wtem orzech jeden wi?kszy, gdy ?yka?a, uwi?z? jej w gardle w?ziuchnym, zakrztusi?a si?, ud?awi?a i pad?a, o ziemi? trzepiocz?c skrzyde?kami. Kogut piorunem zlecia? z drzewa i przypad? do niej. Le?a?a bez ducha, wyci?gni?te mia?a ?liczne ?ó?te nó?ki i zdycha? si? zdawa?a. ?al chwyci? koguta za serce, chcia? ratowa? j? — nie mo?na by?o inaczej jak wod?. Wody nie by?o w lasku ani kropli, trzeba i?? by?o do morza. Poczciwy kogut pobieg? do morza, bieg?, bieg? i przyby?.

(more…)




piątek, styczeń 27th 2006


Ma?a Syrena - Hans Christian Andersen
posted @ 2:27 pm in [ Dla dzieci - Baśnie ]

Daleko na morzu woda jest tak b??kitna jak p?atki najpi?kniejszych b?awatków i tak przezroczysta jak najczystsze szk?o, ale jest bardzo g??boka, tak g??boka, ?e jej dna nie si?ga ?adna kotwica; trzeba by ustawi? wiele wie? ko?cielnych jedne na drugich, aby si?gn??y od dna a? ponad wod?. Tam na dole mieszka lud morski.


Ale nie my?lcie, ?e jest tam tylko nagie, piaszczyste dno, nie rosn? tam najpi?kniejsze drzewa i ro?liny o ?odygach i li?ciach tak gi?tkich, ?e poruszaj? si? przy najl?ejszym ruchu wody tak jak ?ywe stworzenia. Wszystkie ryby ma?e i du?e przemykaj? pomi?dzy ga??ziami jak ptaki w powietrzu. W najg??bszym miejscu stoi zamek króla mórz mury ma z koralu, wysokie spiczaste okna z najczystszego bursztynu, a dach tworz? muszle, które otwieraj? si? i zamykaj?, w miar? jak faluje woda; wygl?da to prze?licznie, bo w ka?dej muszli znajduj? si? promienne per?y, jedna jedyna by?aby ju? skarbem w koronie królewskiej. Król mórz, tam na dole, by? od wielu lat wdowcem, a jego stara matka zajmowa?a si? gospodarstwem; by?a to m?dra kobieta, ale dumna ze swego pochodzenia i dlatego nosi?a w ogonie dwana?cie ostryg, gdy inne wykwintne damy mog?y nosi? tylko sze??. Lecz poza tym by?a godna szacunku, gdy? kocha?a bardzo ma?e morskie ksi??niczki, swoje wnuczki. By?o ich sze??, wszystkie by?y ?adne, ale najm?odsza by?a naj?adniejsza ze wszystkich, cer? mia?a tak przezroczyst? i delikatn? jak p?atek ró?y, oczy tak b??kitne jak najg??bsze morze, ale tak samo jak inne nie mia?a nóg, jej cia?o ko?czy?o si? rybim ogonem.

Przez ca?y d?ugi dzie? dzieci mog?y si? bawi? na dole w zamku, gdzie ?ywe kwiaty wyrasta?y wsz?dzie ze ?cian. Otwierano wielkie, bursztynowe okna i wtedy podp?ywa?y do nich ryby, tak jak do nas przylatuj? jaskó?ki, kiedy otwieramy okna, ale ryby przyp?ywa?y zupe?nie blisko do ma?ych ksi??niczek, jad?y z ich r?ki i dawa?y si? g?aska?.

Przed zamkiem by? du?y ogród z p?omiennoczerwonymi i ciemnob??kitnymi drzewami, owoce b?yszcza?y jak z?oto, a kwiaty jak p?on?cy ogie? i ci?gle porusza?y ?odygami i listkami.

Grunt tworzy? najdelikatniejszy piasek, niebieski jak p?omie? siarki. Nad wszystkim za? unosi? si? cudowny, b??kitny blask, wydawa? si? mog?o raczej, ?e jeste?my wysoko w powietrzu i ?e mamy pod sob? i nad sob? tylko niebo, a nie, ?e to dno morza. Kiedy nie by?o wiatru, wida? by?o s?o?ce; wygl?da?o ono jak purpurowy kwiat, z którego kielicha la?o si? ?wiat?o.

(more…)




piątek, styczeń 27th 2006


DZIEWCZYNKA Z ZAPA?KAMI - Hans Christian Andersen
posted @ 2:22 pm in [ Dla dzieci - Baśnie - Bajki ]

By?o bardzo zimno; ?nieg pada? i zaczyna?o si? ju? ?ciemnia?; by? to ostatni dzie? w roku, wigilia Nowego Roku. W tym ch?odzie i w tej ciemno?ci sz?a ulicami biedna dziewczynka z go?? g?ow? i boso; mia?a wprawdzie trzewiki na nogach, kiedy wychodzi?a z domu, ale co to znaczy?o! To by?y bardzo du?e trzewiki, nawet jej matka ostatnio je wk?ada?a, tak by?y du?e; i ma?a zgubi?a je zaraz, przebiegaj?c ulic?, któr? p?dem przeje?d?a?y dwa wozy; jednego trzewika nie mog?a wcale znale??, a z drugim uciek? jaki? urwis; wo?a?, ?e przyda mu si? on na ko?ysk?, kiedy ju? b?dzie mia? dziecko. Sz?a wi?c dziewczynka boso, st?pa?a nó?kami, które poczerwienia?y i zsinia?y z zimna; w starym fartuchu nios?a zawini?t? ca?? mas? zapa?ek, a jedn? wi?zk? trzyma?a w r?ku; przez ca?y dzie? nie sprzeda?a ani jednej; nikt jej nie da? przez ca?y dzie? ani grosika; sz?a taka g?odna i zmarzni?ta i wygl?da?a taka smutna, biedactwo! P?atki ?niegu pada?y na jej d?ugie, jasne w?osy, które tak pi?knie zwija?y si? na karku, ale ona nie my?la?a wcale o tej ozdobie. Ze wszystkich okien naoko?o po?yskiwa?y ?wiat?a i tak mi?o pachnia?o na ulicy pieczonymi g??mi.

“To przecie? jest wigilia Nowego Roku” - pomy?la?a dziewczynka. W k?cie mi?dzy dwoma domami, z których jeden bardziej wysuwa? si? na ulic?, usiad?a i skurczy?a si? ca?a; ma?e no?yny podci?gn??a pod siebie, ale marz?a coraz bardziej, a w domu nie mog?a si? pokaza?, bo przecie? nie sprzeda?a ani jednej zapa?ki, nie dosta?a ani grosza, ojciec by j? zbi?, a w domu by?o tak samo zimno, mieszkali na strychu pod samym dachem i wiatr hula? po izbie, chocia? najwi?ksze szpary w dachu zatkane by?y s?om? i ga?ganami. Jej ma?e r?ce prawie ca?kiem zamarz?y z tego ch?odu. Ach, jedna ma?a zapa?ka, jakby to dobrze by?o! ?eby tak wyci?gn?? jedn? zapa?k? z wi?zki, potrze? j? o ?cian? i tylko ogrza? paluszki! Wyci?gn??a jedn? i “trzask”, jak si? iskrzy, jak p?onie! ma?y ciep?y, jasny p?omyczek, niby ma?a ?wieczka otoczona d?o?mi! Dziwna to by?a ?wieca; dziewczynce zdawa?o si?, ?e siedzi przed wielkim, ?elaznym piecem o mosi??nych drzwiczkach i ozdobach; ogie? pali? si? w nim tak ?askawie i grza? tak przyjemnie; ach, jakie? to by?o rozkoszne! Dziewczynka wyci?gn??a przed siebie nó?ki, aby je rozgrza? tak?e - a tu p?omie? zagas?. Piec znik? - a ona siedzia?a z niedopa?kiem siarnika w d?oni.

Zapali?a nowy, pali? si? i b?yszcza?, a gdzie cie? pad? na ?cian?, sta?a si? ona przejrzysta jak mu?lin; ujrza?a wn?trze pokoju, gdzie sta? stó? przykryty bia?ym, b?yszcz?cym obrusem, nakryty pi?kn? porcelan?, a na pó?misku smacznie dymi?a pieczona g??, nadziana ?liwkami i jab?kami; a co jeszcze by?o wspanialsze, g?? zeskoczy?a z pó?miska i zacz??a si? czo?ga? po pod?odze, z widelcem i no?em wbitym w grzbiet; doczo?ga?a si? a? do biednej dziewczynki; a? tu nagle zgas?a zapa?ka i wida? tylko by?o nieprzejrzyst?, zimn? ?cian?.

Zapali?a nowy siarnik. I oto siedzia?a pod najpi?kniejsz? choink?; by?a ona jeszcze wspanialsza i pi?kniej ubrana ni? choinka u bogatego kupca, któr? ujrza?a przez szklane drzwi podczas ostatnich ?wi?t; tysi?ce ?wieczek p?on??o na zielonych ga??ziach, a kolorowe obrazki, takie, jakie zdobi?y okna sklepów, spoziera?y ku niej. Dziewczynka wyci?gn??a do nich obie r?czki - ale tu zgas?a zapa?ka; mnóstwo ?wiate?ek choinki wznosi?o si? ku górze, coraz wy?ej i wy?ej, i oto ujrza?a ona, ?e by?y to tylko jasne gwiazdy, a jedna z nich spad?a w?a?nie i zakre?li?a na niebie d?ugi, b?yszcz?cy ?lad. - Kto? umar?! - powiedzia?a malutka, gdy? jej stara babka, która jedyna okazywa?a jej serce, ale ju? umar?a, powiada?a zawsze, ?e kiedy gwiazdka spada, dusza ludzka wst?puje do Boga.

Dziewczynka znowu potar?a siarnikiem o ?cian?, zaja?nia?o dooko?a i w tym blasku stan??a przed ni? stara babunia, taka ?agodna, taka jasna, taka b?yszcz?ca i taka kochana.

- Babuniu! - zawo?a?a dziewczynka - o, zabierz mnie z sob?! Kiedy zapa?ka zga?nie, znikniesz jak ciep?y piec, jak g?ska pieczona i jak wspania?a olbrzymia choinka! - i szybko potar?a wszystkie zapa?ki, jakie zosta?y w wi?zce, chcia?a jak najd?u?ej zatrzyma? przy sobie babk?, i zapa?ki zab?ys?y takim blaskiem, i? sta?o si? ja?niej ni? za dnia. Babunia nigdy przedtem nie by?a taka pi?kna i taka wielka; chwyci?a dziewczynk? w ramiona i polecia?y w blasku i w rado?ci wysoko, wysoko; a tam ju? nie by?o ani ch?odu, ani g?odu, ani strachu - bowiem by?y u Boga.

A kiedy nasta? zimny ranek, w k?ciku przy domu siedzia?a dziewczynka z czerwonymi policzkami, z u?miechem na twarzy - nie?ywa: zamarz?a na ?mier? ostatniego wieczora minionego roku. Ranek noworoczny o?wietli? ma?ego trupka trzymaj?cego w r?ku zapa?ki, z których gar?? by?a spalona. Chcia?a si? ogrza?, powiadano; ale nikt nie mia? poj?cia o tym, jak pi?kne rzeczy widzia?a dziewczynka i w jakim blasku wst?pi?a ona razem ze star? babk? w szcz??liwo?? Nowego Roku.

dziewczynka z zapalkami




piątek, styczeń 20th 2006


Kot w Butach - Jan Brzechwa
posted @ 1:58 pm in [ Dla dzieci - Bajki ]

KOT W BUTACH

Czarny kot

Janek:
Biedny jestem sierota,
Ojca zmar?ego syn,
Ty?, bracie, dosta? m?yn,
A ja dosta?em kota,
Dosta?em kota w spadku
I zgin? w niedostatku.

Brat:
Id?, Janku, ruszaj w drog?,
Zabieraj swego kota,
Ja pomóc ci nie mog?,
Mnie czeka tu robota,
W ruch musz? pu?ci? ?arna,
A z ciebie korzy?? marna.
Mnie nawet nie wypada
Mie? w domu darmozjada.

Bratowa:
Id? sobie, jeste? n?dzarz.

Janek:
Skoro mnie st?d wyp?dzasz,
Odchodz? z moim kotem.

Bratowa:
Nie przychod? tu z powtorem,
Bo mie? takiego szwagra
To gorzej ni? podagra.
A we? t? bu?k? czerstw?,
By? o nas ?le nie gada?.

Janek:
Dzi?kuj? wam, braterstwo,
Chod?, kocie, trudna rada.
Ruszajmy ?cie?k? poln?,
Tu zosta? nam nie wolno.

Nie mam srebra ani z?ota,
Lecz nie pragn? w ?yciu zmian,
Bo kto ma w?asnego kota,
Ten jest ca?? g?b? pan.

Wszystko w lot
Miau-miau
Chwyta kot
Miau-miau
Co za kot
Miau-miau
Kot na chwa?
Miau-miau

Gdy si? z kotem zaprzyja?ni?,
Ju? nie b?d? czu? si? sam.
Z przyjacielem ?y? jest ra?niej,
Ra?niej czas pop?ynie nam.

Wszystko w lot
Miau-miau
Chwyta kot
Miau-miau
Co za kot
Miau-miau
Kot na chwa?
Miau-miau

Zejdzmy nad rzeczu?k?
Wymocz? w wodzie bu?k?
I zjemy j? na spó?k?.

Kot:
Miau-miau! Za bu?k? dzi?ki,
Wystarczy k?s male?ki.

Janek:
Ojej! Po ludzku gada!
To chyba maskarada!

Kot:
Nie jestem zwyk?ym kotem,
Wnet si? przekonasz o tym.
S? koty martuzja?skie,
Kuba?skie i birma?skie,
Syjamskie i tobolskie,
S? chi?skie i s? polske,
A ja - to rzadka rasa,
Rasa, co dot?d hasa
Na Wyspach Bergamutach
I zawsze chadza w butach.
Gdy w buty si? wystroj?,
Nie zaznasz niedostatku.

Janek:
W?ó?, kocie, buty moje,
Dosta?em je po dziadku,
S? jeszcze prawie nowe,
A mnie, cho? b?d? boso,
Nogi i tak ponios?.
Kapelusz w?ó? na g?ow?,
O, tak, wytwornym ruchem,
I kwiatek no? nad uchem.
Wygl?dasz znakomicie!

Kot:
Twym wiernym b?d? s?ug?
Przekonasz si? nid?ugo
O mym niezwyk?ym sprycie,
Zr?czno?ci i odwadze.
Ruszamy! Ja prowadz?.

Nie jestem Mi? Puchatek,
Nie jestem Byk Fernando,
Ja jestem sobie kot,
Kot w butach na dodatek.

Jak mrucz? - to mruczando,
Mruczano - murmurando,
Bo jestem w?a?nie kot,
Kot w Butach na dodatek.

Za uchem nosz? kwiatek
I mrucz? murmurando,
Ja jestem sobie kot,
Kot w Butach na dodatek.

Patrz, widzisz? Kuropatwy.
Ze cztery z?apa? musz?,
Mam na nie sposób ?atwy:
Nakrywam kapeluszem,
Hop! I z?apa?em w locie.

Janek:
Cudownie! Brawo, kocie!
Lecz co to? Kurzu tuman,
Kolasa jedzie ku nam.

Kot:
To król ze swym orszakiem,
Id?, ukryj si? za krzakiem,
Niech ci? nie widzi ?wita.
Mnie pewna my?l ju? ?wita.
Sied? cicho, s?uchaj bacznie,
Wnet si? przygoda zacznie…

Chór:
Jedzie król,
Jedzie król,
W?adca lasów, ??k i pól.
Jedzie król
Koni czwórk?,
Jedzie król
Ze sw? córk?,
A za nimi dwór
Wiezie z?ota wór.

Ochmistrz:
Król jest dzisiaj nie w humorze,
Ka?dy batem dosta? mo?e,
Król jest dzisiaj z?y i srogi,
Uciekajcie, ludzie, z drogi!

Chór:
Jedzie król,
Jedzie król,
W?adca lasów, ??k i pól.
Jedzie król
Koni czwórk?,
Jedzie król
Ze sw? córk?,
A za nimi dwór
Wiezie z?ota wór.

Stangret:
Uwaga! Z drogi, ?ledzie,
Bo król z królewn? jedzie!
Któ? to na drodze staje?
Kot w Butach, s?owo daj?!

Ochmistrz:
To dziwne nies?ychanie,
Spójrz, najja?niejszy panie,
Kot w Butach! Spójrz, królewno
Ubawisz si? na pewno.

Król:
Kot w Butach! A to dziwy!

Królewna:
Czy aby jest prawdziwy?
Chc? widzie? go ogromnie!

Król:
Niech kot si? zbli?y do mnie,
To sprawa osobliwa.

Ochmistrz:
Chod?, kocie, król ci? wzywa!

Kot:
Ja jestem Kot-Kotando,
Mruczando-Murmurando,
S?uga mo?nego pana
Barona Barabana,
Na ?owach pan mój hula,
Przysy?a dar dla króla.

Król:
Wytworne masz maniery,
Co? Kuropatwy cztery?
Niech kucharz na ?niadanie
Udusi je w ?mietanie,
Bo mam apetyt na nie,
A panu swemu, kocie,
Podzi?kuj po powrocie.
B?d? zdrów!

Chór kobiet:
B?d? zdrów! ?egnamy!

Ochmistrz:
Czy ju? gotowe damy?
Panowie te?? Ruszamy.

Chór:
Jedzie król,
Jedzie król,
W?adca lasów, ??k i pól…

Kot:
Ju? mo?esz wyj?? zza krzaka.

Janek:
I na co heca taka?
Do czego mi przemiana
W barona Barabana?

Kot:
Mój panie, mam to w planie,
Miej do mnie zaufanie,
Ja jestem Kot-Kotando,
Mruczando-Murmurando,
Wi?c s?uchaj mnie i nie ?aj,
Musimy biec na prze?aj
??kami ze dwie mile,
By orszak zosta? w tyle,
A w czasie odpowiednim
Znów si? zjwimy przed nim.
Biegnijmy ?wawo, skrótem!

Janek:
Zada?em si? z filutem
I co si? teraz stanie?

Kot:
Le?, panie Barabanie,
Ja nogi za pas bior?,
By wyj?? na drog? w por?,
A musz? wpierw na ?ace
Z?apa? dwa zaj?ce.

Piosenka zaj?czöw:
My jeste?my zaj?czki dwa,
Nie boimy si? nawet lwa,
Niestraszny nam my?liwski pies,
Bo zaj?c odwa?ny, odwa?ny jest!

Nikt nie z?apie zaj?czków dwóch,
Bo my mamy wyborny s?uch,
Niestraszny nam my?liwski pies,
Bo zaj?c odwa?ny, odwa?ny jest!

Nic nie grozi zaj?czkom dwóm,
Cho? si? zjawi my?liwych t?um,
Niestraszny nam my?liwski pies,
Bo zaj?c odwa?ny, odwa?ny jest!

Kot:
Zaj?ce psów si? boj?,
Lecz si? nie boj? kotów,
Wpadn? w zasadzk? moj?,
Prosz?, kapelusz gotów,
Mimo ich czujnych uczu
Ju? mam je w kapeluszu.

Janek:
Zuch z ciebie, mo?ci kocie!

Kot:
Czy jeszcze dziwi to ci??
Ja jestem Kot-Kotando,
Mruczando-Murmurando!
Id?, schowaj si? krzakiem,
Nadci?ga król z orszakiem.

Chór:
Jedzie król,
Jedzie król,
W?adca lasów, ??k i pól.
Jedzie król
Koni czwórk?,
Jedzie król
Ze sw? córk?,
A za nimi dwór
Wiezie z?ota wór.

Stangret:
Uwaga! Z drogi, ?ledzie,
Bo król z królewn? jedzie!
Uciekaj! Przecie? wo?am!
Chcesz dosta? si? pod ko?a?

Kot:
Jam s?uga megopana
Barona Barabana.

Król:
Kot w Butach, daj? s?owo!

Królewna:
Wi?c zjawi? si? na nowo?

Król:
Wyrasta tak jak z ziemi.
Czy pan twój dary ?le mi?

Kot:
Mój pan ze swoich w?o?ci
Dla Króla Jegomo?ci
?le dwa zaj?ce w darze
I pok?on z?o?y? ka?e.

Król:
Dzi?ki ci, mo?ci kocie,
Masz tu dukata w z?ocie.

Kot:
Nie trzeba mi zap?aty.
Mój pan jest do?? bogaty,
Nie dbamy o dukaty.

Król:
To pi?knie! Na mym dworze
Mnie ka?dy tak, jak mo?e,
Ze z?ota chcia?by obra?
Licz?c na moj? dobro?.

Królewna:
Papo! Chc? pozna? pana
Barona Barabana.
Czy s?yszysz? Bo inaczej
Natychmiast si? rozp?acz?!

Król:
Córeczko ukochana,
Nie teraz, jutro z rana,
Dzi? przyj?? go nie mog?,
Ruszamy w dalsz? drog?.

Chór:
Jedzie król,
Jedzie król,
W?adca lasów, ??k i pól…

Kot:
Ju? mo?esz wyj?? zza krzaka.
Teraz z szybko?ci? ptaka
Musimy drog? prost?
Na prze?aj gna? do mostu,
By znale?? si? nad rzek?.
To tutaj, niedaleko,
Byleby zd??y? w por?.

Janek:
Wszak robi? kroki spore,
Nie widzisz? Biegn?, p?dz?!

Kot:
Za wolno! Jeszcze pr?dzej!

Janek:
Z tym “pr?dzej” sprawa gorsza.

Kot:
Trzba wyprzedzi? orszak,
Zanim na mo?cie stanie.
Le?, panie Barabanie!
Patrz! Spoza tego wzgórza
Rzeka si? ju? wynorza
Teraz nie tra?my czasu,
Dobiega turkot z lasu.
Rozbieraj si? do naga!

Janek:
A po co?

Kot:
Rób, co ka??,
Tego mój plan wymaga.
Nie czas na komera??!
Zaufaj! Mam powody,
By? ton??! Skacz do wody!
Ju? wida? kurzu k??by,
Król b?dzie jecha? t?dy,
Zbli?aj? si? do mostu,
No, pr?dzej! To? po prostu!

Chór:
Jedzie król,
Jedzie król,
W?adca lasów, ??k i pól…

Kot:
Hola! Zatrzyma? konie,
Na pomoc! Pan mój tonie!
Kto ?yw, niech go ratuje!
Napadli na nas zbóje,
Okradli, ograbili,
Ratujcie, ludzie mili!

Król:
S?yszycie to wo?anie?
Niech?e? kolasa stanie,
Po?pieszcie si?, dworzanie!

Ochmistrz:
Kot, najja?nieszy panie,
Kot w Butach! Tak, poznaj?!

Królewna:
O, papo! Wielkie nieba!
Pop?d? t? ca?? zgraj?,
Z pomoc? ?pieszy? trzba!
Skacz, paziu, jeste? m?ody,
Oceni? twe zas?ugi.

Dworzanin:
No, ?mia?o! Skacz do wody!
Ty pierwszy, a ja drugi!

Kot:
Znikn?? w przybrze?nym wirze,
T?dy, panowie, bli?ej!

Dworzanin:
Mam! Trzymam go!

Kot:
Nareszcie!
Tu go na brzeg zabierzcie!

Królewna:
Czy ?yje?

Dworzanin:
Tak, królewno!
?yje i to na pewno,
Ale jest ca?kiem nagi.

Król:
To sprawa mniejszej wagi,
Dajcie mu nowe szaty,
Ubierzcie w strój bogaty
I niech tu przyjdzie ?wawo.
Chc? pozna? go! Mam prawo.

Królewna:
Osoba mi nieznana,
A jednak niespodzianie
Jestem zakochana
W panu Barabanie.

Sk?d we mnie ta przemmiana?
I co si? teraz stanie?
Jestem zakochana
W panu Barabanie.

W serduszku mym do rana
Odczuwam ko?atanie,
Jestem zakochana
W panu Barabanie.

Ochmistrz:
Kot, najja?niejszy panie,
Czeka na pos?uchanie.

Król:
Kot w Butach? Witam, kocie,
No co, ju? po k?opocie?

Kot:
Ja jestem Kot-Kotando,
Mruczando-Murmurando,
A pan mój tu, na mo?cie,
Czeka.

Król:
Dworzanie, pro?cie!
Mnie ciesz? tacy go?cie.

Dama I:
Spójrzcie, jak godnie kroczy.

Dama II:
Jakie ma pi?kne oczy.

Dworzanin:
Jest rzadkiej wprost urody.

Dama II:
Postawny,

Dama I:
Zgrabny

Ochmistrz:
M?ody.

Dama II:
Teraz przed królem staje.

Dama I:
Król r?k? mu podaje.

Ochmistrz:
Królewna z nim si? wita,
Co? mówi, o co? pyta.

Królewna:
Mój panie Barabanie,
Uczyni? ci wyznanie:
Od dawna ?ni?e? mi si?
Podobny w ka?dym rysie,
A teraz chc? niez?omnie,
By? zawsze by? ko?o mnie.

Janek:
Królewno, twoje s?owa
S? jak anielska mowa,
Gdzie? druga jest ksi??niczka
Tak nadobnego liczka?
Zaledwie ci? ujrza?em,
Od razu pokocha?em,
Lecz mnie wys?uchaj, bowiem
Ca?? ci prawd? powiem:
Prostaczek jam ubogi,
Twoje królewskie progi
Nie dla mnie, os?d? sama,
A kot po prostu k?ama?.

Królewna:
Chocia?by? by? sierot?,
Co ?yje w poniewierce,
Ja wcale nie dbam o to,
Ja dbam o czu?e serce.
Papo! Nie kiwaj g?ow?,
Powiedz królewskie s?owo.

Król:
Córeczko, twoja ch?tka
Bywa?a mi rozkazem,
Lecz nie b?d? taka pr?dka,
Przynajmniej nie tym razem.

Królewna:
Masz, papo, serce mi?kkie,
Wi?c ka?, by pan Baraban
Poprosi? mnie o r?k?,
Bo zrobi? taki raban
I tak si? rozgrymasz?,
Jak kiedy je?? mam kasz?!

Herold:
Ludu! Og?aszam wol?
Jego Królewskiej Mo?ci!
Król przy biesiadnym stole
Czeka na zacnych go?ci!
Król ca?y lud zaprasza,
Bowiem królewna nasza
Dzi? po?lubi?a pana
Barona Barabana!
W pa?acu pa?stwo m?odzi
Sprawiaj? huczne gody.
Kto ch?? ma, niech przychodzi
Spija? królewskie miody!
Król tak? wie?? og?asza
I ca?y lud zaprasza!

Janek:
Heroldzie! Prosz? ciszej!
Kot w Butach dla wywczasu
Poluje dzi? na myszy.
Nie róbmy wi?c ha?asu,
Bo myszy si? wystrasz?!
Czy mnie pan herold s?yszy?
Ko?czymy bajk? nasz?.