<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Bajki Opowiadania &#187; PrzypowieÅ›ci</title>
	<atom:link href="http://www.bajkiopowiadania.com/Bajki_Opowiadania/przypowiesci/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.bajkiopowiadania.com</link>
	<description>Bajki Opowiadania</description>
	<lastBuildDate>Sun, 06 Mar 2011 01:12:18 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.1.3</generator>
		<item>
		<title>Bajki i przypowie?ci &#8211; Ignacy Krasicki</title>
		<link>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/18/bajki-i-przypowiesci-ignacy-krasicki/</link>
		<comments>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/18/bajki-i-przypowiesci-ignacy-krasicki/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 18 Jan 2006 00:09:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>bajkiopowiadania</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bajki]]></category>
		<category><![CDATA[Lektury i literatura szkolna]]></category>
		<category><![CDATA[PrzypowieÅ›ci]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.bajkiopowiadania.com/?p=8</guid>
		<description><![CDATA[WST?P DO BAJEK By? m?ody, który ?ycie wstrzemi??liwie p?dzi?; By? stary, który nigdy nie ?aja?, nie zrz?dzi?; By? bogacz, który zbiorów potrzebnym udziela?; By? autor, co si? z cudzej s?awy rozwesela?; By? celnik, który nie krad?; szewc, który nie pija?; ?o?nierz, co si? nie chwali?; ?otr, co nie rozbija?; By? minister rzetelny, o sobie nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><span style="color: #993300">WST?P DO BAJEK</span></strong><span style="color: #993300" /></p>
<p>By? m?ody, który ?ycie wstrzemi??liwie p?dzi?;<br />
By? stary, który nigdy nie ?aja?, nie zrz?dzi?;<br />
By? bogacz, który zbiorów potrzebnym udziela?;<br />
By? autor, co si? z cudzej s?awy rozwesela?;<br />
By? celnik, który nie krad?; szewc, który nie pija?;<br />
?o?nierz, co si? nie chwali?; ?otr, co nie rozbija?;<br />
By? minister rzetelny, o sobie nie my?la?;<br />
By? na koniec poeta, co nigdy nie zmy?la?.<br />
- A có? to jest za bajka? Wszystko to by? mo?e!<br />
- Prawda, jednak?e ja to mi?dzy bajki w?o??.</p>
<p><strong><span style="color: #0000cc">PTASZKI W KLATCE</span></strong><span style="color: #0000cc" /></p>
<p>&#8220;Czego? p?aczesz? &#8211; staremu mówi? czy?yk m?ody -<br />
Masz teraz lepsze w klatce ni? w polu wygody&#8221;.<br />
&#8220;Ty? w niej zrodzon &#8211; rzek? stary &#8211; przeto ci wybacz?;<br />
Jam by? wolny, dzi? w klatce &#8211; i dlatego p?acz?&#8221;.</p>
<p><strong><span style="color: #0000cc">SZCZUR I KOT</span></strong><span style="color: #0000cc" /></p>
<p>&#8220;Mnie to kadz?&#8221; &#8211; rzek? hardzie do swego rodze?stwa<br />
Siedz?c szczur na o?tarzu podczas nabo?e?stwa.<br />
Wtem, gdy si? dymem kadzid? zbytecznych zakrztusi? -<br />
wpad? kot z boku na niego, porwa? i udusi?.</p>
<p><strong><span style="color: #0000cc">DEWOTKA</span></strong><span style="color: #0000cc" /></p>
<p>Dewotce s?u?ebnica w czymsi? przewini?a<br />
W?a?nie natenczas, kiedy pacierze ko?czy?a.<br />
Obróciwszy si? przeto z gniewem do dziewczyny,<br />
Mówi?c w?a?nie te s?owa: &#8220;&#8230;i odpu?? nam winy,<br />
Jako my odpuszczamy&#8221;, bi?a bez lito?ci.<br />
Uchowaj, Panie Bo?e, takiej pobo?no?ci!</p>
<p><span id="more-8"></span></p>
<p><strong><span style="color: #0000cc">FILOZOF</span></strong><span style="color: #0000cc" /></p>
<p>Zaufany filozof w zdaniach przedsi?wzi?tych<br />
Nie wierzy? w Pana Boga, ?mia? si? z wszystkich ?wi?tych.<br />
Przysz?a s?abo??, a? m?drzec, co firmament mierzy?,<br />
Nie tylko w Pana Boga &#8211; i w upiry wierzy?.</p>
<p><strong><span style="color: #0000cc">GROCH PRZY DRODZE</span></strong><span style="color: #0000cc" /></p>
<p>Oszukany gospodarz turbowa? si? srodze:<br />
Zjedli mu przechodz?cy groch zesz?y przy drodze.<br />
Chc?c wetowa? i pewnym cieszy? si? profitem,<br />
Drugiego roku wszystek groch posia? za ?ytem.<br />
Przysz?o zbiera?; gdy mniema? mie? korzy?? obfit?,<br />
Znalaz? i groch zjedzony, i st?oczone ?yto.<br />
Niech si? miary trzymaj? i starzy, i m?odzi:<br />
I ostro?no?? zbyteczna cz?stokro? zaszkodzi.</p>
<p><strong><span style="color: #0000cc">JAGNI? I WILCY</span></strong><span style="color: #0000cc" /></p>
<p>Zaw?dy znajdzie przyczyn?, kto zdobyczy pragnie.<br />
Dwóch wilków jedno w lesie nadybali jagni?;<br />
Ju? go mieli rozerwa?; rzek?o: &#8220;Jakim prawem?&#8221;<br />
&#8220;Smaczny?, s?aby i w lesie!&#8221; &#8211; Zjedli niezabawem.</p>
<p><strong><span style="color: #0000cc">MALARZE</span></strong><span style="color: #0000cc" /></p>
<p>Dwaj portretów malarze s?yn?li przed laty:<br />
Piotr dobry, a ubogi, Jan z?y, a bogaty.<br />
Piotr malowa? wybornie, a g?ód go uciska?,<br />
Jan ma?o i ?le robi?, wi?cej jednak zyska?.<br />
Dlaczego? los tak ró?ny mieli ci malarze?<br />
Piotr malowa? podobne, Jan pi?kniejsze twarze.</p>
<p><strong><span style="color: #0000cc">PASTERZ I OWCE,</span></strong><span style="color: #0000cc" /></p>
<p>Owca na wilka<br />
P?aka?a dni kilka:<br />
M?ode jagni?<br />
Zagryz? w bagnie.<br />
I pasterz, co go hodowa?,<br />
?a?owa?;<br />
Zgo?a p?akali oboje<br />
Jak swoje.<br />
Widz?c to koza rzek?a do drugiej:<br />
&#8220;Patrz, co to cz?owiek czyni us?ugi!<br />
Zasila w ?yciu, ?a?uje w zgubie;<br />
Jak?e go lubi?!&#8221;<br />
&#8220;Siebie on lubi &#8211; rzek?a jej druga -<br />
Chytra to czu?o??, chytra us?uga.<br />
Nie p?acze jagni?!<br />
On mi?sa pragnie!&#8221;</p>
<p><strong><span style="color: #0000cc">KRUK I LIS</span></strong><span style="color: #0000cc" /></p>
<p>z Ezopa</p>
<p>Bywa cz?sto zwiedzionym,<br />
Kto lubi by? chwalonym.<br />
Kruk mia? w pysku ser ogromny;<br />
Lis, niby skromny,<br />
Przyszed? do niego i rzek?: &#8220;Mi?y bracie,<br />
Nie mog? si? nacieszy?, kiedy patrz? na ci?!<br />
Có? to za oczy!<br />
Ich blask a? mroczy!<br />
Czy? mo?na dosta?<br />
Takow? posta??<br />
A pióra jakie!<br />
Szklni?ce, jednakie.<br />
A je?li nie jestem w b??dzie,<br />
Pewnie i g?os ?liczny b?dzie&#8221;.<br />
Wi?c kruk w kantaty; skoro pysk rozdziawi?,<br />
Ser wypad?, lis go porwa? i kruka zostawi?.</p>
<p>Ignacy Krasicki &#8211; SATYRY</p>
<p><!--more--></p>
<p><strong><span style="color: #0000cc">DO KRÓLA</span></strong><span style="color: #0000cc" /></p>
<p>Im wy?ej, tym widoczniej. Chwale lub naganie<br />
Podpadaj? królowie, najja?niejszy panie!<br />
Satyra prawd? mówi, wzgl?dów si? wyrzeka:<br />
Wielbi urz?d, czci króla, lecz s?dzi cz?owieka.<br />
Gdy wi?c gani? zdro?no?ci i zdania mniej baczne.<br />
Pozwolisz, mo?ci królu, ?e od ciebie zaczn?.<br />
Jeste? królem, a czemu nie królewskim synem?<br />
To niedobrze; krew pa?ska jest zaszczyt przed gminem.<br />
Kto si? w zamku urodzi?, niech ten w zamku siedzi;<br />
Z tego? powodu nasi szcz??liwi s?siedzi.<br />
Bo natura na rz?dczych pokoleniach zna si?,<br />
Inszym powietrzem ?ywi, insz? straw? pasie.<br />
St?d rozum bez nauki, st?d bieg?o?? bez pracy;<br />
M?drzy, rz?dni, wspaniali, mocarze, junacy -<br />
Wszystko im ?atwo idzie, a chocia?by który<br />
Odstrychn?? si? na moment od swojej natury,<br />
Znowu si? do niej wróci, a dobrym koniecznie<br />
By? musi i szacownym. w potomno?ci wiecznie.<br />
Bo od czego? poeci? Skarb królestwa drogi,<br />
Rodzaj mo?ny w aplauzy, w s?owa nieubogi,<br />
Rodzaj, co umie znale??, czego i nie by?o,<br />
A co jest, a niedobrze, ?eby si? przy?mi?o,<br />
I w to oni potrafi?, st?d te? jak na smyczy<br />
Szed? chwalca za chwalonym, zysk nios?c w zdobyczy,<br />
A cho? który fa?sz postrzeg?, kompana nie zdradzi?;<br />
Ten gardzi?, ale p?aci?, ów ?mia? si?, lecz kadzi?.<br />
Ty? królem, czemu nie ja? Mówi?c mi?dzy nami,<br />
Ja si? nie b?d? chwali?, ale przymiotami<br />
Niez?ymi si? zaszczycam. Jestem Polak rodem,<br />
A do tego i szlachcic, a cho?bym i miodem<br />
Szynkowa?, tak jak niegdy? ów bartnik w Kruszwicy<br />
Czemu? bym nie móg? osie?? na twojej stolicy?<br />
Jeste? królem &#8211; a by?e? przedtem mo?ci panem;<br />
To grzech nieodpuszczony. Ka?dy, który stanem<br />
Przedtem si? z tob? równa?, a teraz czci? musi,<br />
Nim powie &#8220;najja?niejszy&#8221;, pierwej si? zakrztusi;<br />
I cho? si? przyzwyczai?, przecie? go to ?echce:<br />
Usty ci? czci, a sercem szanowa? ci? nie chce.<br />
I ma s?uszne przyczyny. Wszak w Lacedemonie<br />
Zaw?dy siedzia? Tesalczyk na Likurga tronie,<br />
Greki archontów swoich od Rzymianów brali,<br />
Rzymianie dyktatorów od Greków przyzwali;<br />
Zgo?a, byle by? nie swój, cho?by i pob??dzi?,<br />
Zaw?dy to lepiej by?o. kiedy cudzy rz?dzi?.<br />
Czy?, co mo?esz i dzie?mi s?siadów zadziwiaj,<br />
Szczep nauki, wzno? handel i kraj uszcz??liwiaj -<br />
Cho? wiedz?, chocia? czuj?, ?e? jest tronu godny,<br />
Nie masz chrztu, co by zmaza? twój grzech pierworodny.<br />
Sk?d powsta? na Micha?a ów spisek zdradziecki?<br />
St?d tylko, ?e król Micha? zwa? si? Wiszniowiecki.<br />
Do Jana, ?e Sobieski, naród nie przywyka,<br />
Król Stanis?aw d?ug p?aci za pana stolnika.<br />
Czujesz to &#8211; i ja czuj?; wi?c si? ju? nie troszcz?,<br />
Pozwalam ci by? królem, tronu nie zazdroszcz?.<br />
?le to wi?c, ?e? jest Polak, ?le, ?e? nie przychodzie?;<br />
To gorsza (lubo?, prawda, poprawiasz si? co dzie?) -<br />
Przecie? musz? wymówi?, wybacz, ?e nie pieszcz? -<br />
Powiem wi?c bez ogródki: oto m?ody? jeszcze.<br />
Pi?knie? to. gdy na tronie s?dziwo?? si? mie?ci;<br />
Ty? na? wst?pi? maj?cy lat tylko trzydzie?ci,<br />
Bez siwizny, bez zmarszczków; zaka? to nie lada.<br />
Wszak siwizna zwyczajnie talenta posiada,<br />
Wszak w zmarszczkach rozum mieszka, a gdzie broda siwa,<br />
Tam wszelka doskona?o?? zwyczajnie przebywa.<br />
Nie by?e?, prawda, winien temu, ?e? niestary;<br />
M?odo??, czerstwo?? i rze?ko?? pi?kne? to przywary,<br />
Przecie? s? przywarami. Ale? si? poprawi?:<br />
Ju? ci? tron z naszej ?aski siwizny nabawi?.<br />
Poczekaj tylko, je?li zstarze? ci si? damy,<br />
Jak ci? tylko w zgrzybia?ym wieku ogl?damy,<br />
B?dziem krzycze? na starych, dlatego ?e? stary.<br />
To ju? trzy, com ci w oczy wyrzuci? przywary.<br />
A czwarta jaka b?dzie, mi?o?ciwy panie?<br />
O sposobie rz?dzenia niedobre masz zdanie.<br />
Król nie cz?owiek. To prawda, a ty nie wiesz o tym;<br />
Wszystko ci si? co? marzy o tym wieku z?otym.<br />
Nie wierz bajkom! B?d? takim, jacy byli drudzy.<br />
Po co tobie przyjació?? Niech ci? wielbi? s?udzy.<br />
Chcesz, aby ci? kochali? Niech si? raczej boj?.<br />
Có?e? zyska? dobroci?, ?agodno?ci? twoj??<br />
Zdzieraj, a b?dziesz mo?nym, gn?b. a b?dziesz wielkim;<br />
Tak si? ws?awisz, a przeciw nawa?no?ciom wszelkim<br />
Trwale si? ubezpieczysz. Nie chcesz? Tym ci gorzej;<br />
Przypada? b?d? na ci? niefortuny sporzej.<br />
Zniesiesz m??nie &#8211; cierp?e z tym my?lenia sposobem;<br />
Wol? ja by? Krezusem ani?eli Jobem.<br />
?wiadczysz, a na z?e id? dobrodziejstwa twoje.<br />
Czemu? ?wiadczysz, z dobroci gdy masz niepokoje?<br />
Bolejesz na niewdzi?czno?? &#8211; albo? ci rzecz tajna,<br />
?e to w p?acy za ?aski moneta zwyczajna?<br />
Po co nie bra? szalunku starostw, gdy dawano?<br />
Po tym ci tylko w Polszcze króle poznawano,<br />
A zagrzane wspania?? mi?o?ci? ojczyzny,<br />
Kocha?y patryjoty dawce królewszczyzny.<br />
Ksi?gi lubisz i w ludziach kochasz si? uczonych,<br />
I to ?le. Porzu? m?drków zaba?amuconych.<br />
?aden si? naród ksi?g? w moc nie przysposobi?:<br />
M?dry przedysputowa?. ale g?upi pobi?.<br />
Ten. co niegdy? potrafi? floty du?skie chwyta? -<br />
Król Wizimierz &#8211; nie umia? pisa? ani czyta?.<br />
Waszej królewskiej mo?ci nie przepr?, jak widz?;<br />
W tym si? popraw przynajmniej, o co ja si? wstydz?.<br />
Dobro? serca monarchom wcale nie przystoi,<br />
To mi to król, co go si? ka?dy cz?owiek boi,<br />
To mi król. co jak wspoj?rzy, do serca przeniknie.<br />
Kiedy lud do dobroci rz?dz?cych przywyknie,<br />
Bryka, mo?ciwy królu, wzgl?d wspacznie obróci:<br />
Z?y, gdy kontent, powolny, kiedy si? zasmuci.<br />
Nie moje to jest zdanie, lecz przez rozum bystry<br />
Dawno tak os?dzi?y przezorne ministry.<br />
Wiedz? oni (a czego? ministry nie wiedz??),<br />
Przy styrze ustawicznie, gdy pracuj?, siedz?,<br />
Dociekli, na czym sekret zawis? panuj?cych.<br />
Z tych wi?c powodów umys? wskro? przenikaj?cych,<br />
Nie trzeba, mo?ci królu, mie? ?agodne serce:<br />
Zwyci?? si?, zga? ten ogie? i zat?um w iskierce!<br />
?e? dobry, gorszysz wszystkich, jak o tobie s?ysz?,<br />
I ja si? z ciebie gorsz?, i satyry pisz?.<br />
B?d? z?ym, a zaraz k?ad?c twe cnoty na szal?,<br />
Za to, ?e? si? poprawi?, i j? ci? pochwal?.</p>
<p><strong><span style="color: #0000cc">PIJA?STWO</span></strong><span style="color: #0000cc" /></p>
<p>&#8220;Sk?d idziesz?&#8221; &#8220;Ledwo chodz?&#8221;. &#8220;S?aby??&#8221; &#8220;I jak jeszcze.<br />
Wszak wiesz, ?e si? ja nigdy zbytecznie nie pieszcz?,<br />
Ale mi zbyt dokucza ból g?owy okrutny&#8221;.<br />
&#8220;Pewnie? wczoraj by? wesó?, d?atego? dzi? smutny.<br />
Przejdzie ból, powiedz?e mi, prosz?, jak to by?o?<br />
Po smacznym, mówi?, k?sku i wod? pi? mi?o&#8221;.<br />
&#8220;Oj, nie mi?o, mój bracie! bogdaj z tym przys?owiem<br />
Przepad?, co go wymy?li?; jak by?o, opowiem.<br />
Upi?em si? onegdaj dla imienin ?ony;<br />
Nie ?al mi tego by?o. Dzie? ten obchodzony<br />
Musia? by? uroczy?cie. Dobrego s?siada<br />
Nie?le czasem podpoi?; jejmo?? by?a rada,<br />
Wina mieli?my dosy?, a ?e dobre by?o,<br />
Cieszyli?my si? pi?knie i nie?le si? pi?o.<br />
Trwa?a uczta do ?witu. W po?udnie si? budz?,<br />
Ci??y g?owa jak o?ów, krztusz? si? i nudz?;<br />
Jejmo?? radzi herbat?, lecz to trunek mdl?cy.<br />
Jako? ko?o apteczki przeszed?em niechc?cy,<br />
Hany?ek mnie zalecia?, troch? nie zawadzi.<br />
Napi?em si? wi?c troch?, aczej to poradzi:<br />
Nudno przecie. Ja znowu, ju? mi ra?niej by?o,<br />
Wtem dwóch z uczty wczorajszej kompanów przyby?o.<br />
Jak?e nie pocz?stowa?, gdy kto w dom przychodzi?<br />
Jak cz?stowa?, a nie pi?? i to si? nie godzi;<br />
Wi?c ja znowu do wódki, wypi?em niechc?cy:<br />
Omne trinum perfectum, cho? trunek gor?cy,<br />
Dobry jest na ?o??dek. Jako? w punkcie zdrowy,<br />
Usta?y i nudno?ci, usta? i ból g?owy.<br />
Zdrów i wesó? wychodz? z moimi kompany,<br />
Wtem obiad zastali?my ju? przygotowany.<br />
Siadamy. Chwali trze?wo?? pan J?drzej, my za nim,<br />
Bogdaj to wstrzemi??liwo??, pijatyk? ganim,<br />
A tymczasem butelka nietykana stoi.<br />
Pan Wojciech, co si? bardzo niestrawno?ci boi,<br />
Po szynce, co?my jedli, troch? wina radzi:<br />
Kieliszek jeden, drugi zdrowiu nie zawadzi,<br />
A zw?aszcza kiedy wino wytrawione, czyste.<br />
Przystajem na takowe prawdy oczywiste.<br />
Id? zatem dyskursa tonem statystycznym:<br />
O mi?o?ci ojczyzny, o dobru publicznym,<br />
O wspania?ych projektach, m??nym animuszu;<br />
Kopiem góry dla srebra i z?ota w Olkuszu,<br />
Odbieramy Inflanty i pa?stwa multa?skie,<br />
Liczemy owe sumy neapolita?skie,<br />
Reformujemy pa?stwo, wojny nowe zwodzim,<br />
Tych bijem wst?pnym bojem, z tamtymi si? godzim,<br />
A butelka nieznacznie jako? si? wysusza.<br />
Przysz?a druga; a gdy nas ?arliwo?? porusza,<br />
Pe?ni pociech, ?e wszyscy przeciwnicy legli,<br />
Trzeciej, czwartej i pi?tej ani?my postrzegli.<br />
Posz?a szósta i siódma, za nimi dziesi?ta,<br />
Naówczas, gdy nas mi?o?? ojczyzny zaprz?ta,<br />
Pan J?drzej, przypomniawszy ?órawi?skie kl?ski,<br />
Nu? w p?acz nad królem Janem: ?Król Jan by? zwyci?ski!?<br />
Krzyczy Wojciech: ?Nieprawda!? A pan J?drzej p?acze.<br />
Ja gdy ich chc? pogodzi? i rzeczy t?umacz?,<br />
Pan Wojciech mi przymówi?: ?S?yszysz wa??? &#8211; mi rzecze.<br />
Jak to wa??! Naucz? ci? rozumu, cz?owiecze.<br />
On do mnie, ja do niego, rwiemy si? zajadli,<br />
Trzyma J?drzej, na wrzaski s?u??cy przypadli,<br />
Nie wiem, jak tam sko?czyli zwad? nasz? wielk?,<br />
Ale to wiem i czuj?, ?em wzi?? w ?eb butelk?.<br />
Bogdaj w piek?o przepad?o obrzyd?e pija?stwo!<br />
Có? w nim? Tylko niezdrowie, zwady, grubija?stwo.<br />
Oto profit: nudno?ci i guzy, i plastry&#8221;.<br />
&#8220;Dobrze mówisz, pod?ej to zabawa ha?astry,<br />
Brzydzi si? nim cz?ek prawy, jako rzecz? sprosn?:<br />
Z niego zwady, obmowy nieprzystojne rosn?,<br />
Pami?? si? przez nie traci, rozumu u?ycie,<br />
Zdrowie si? nadwer??a i ukraca ?ycie.<br />
Patrz na cz?eka, którego uj??a moc trunku,<br />
Cz?owiekiem jest z pozoru, lecz w zwierz?t gatunku<br />
Godzien si? mie?ci?, kiedy rozs?dek zaleje<br />
I w kontr naturze posta? bydl?c? przywdzieje.<br />
Je?li niebios zdarzenie wino ludziom da?o<br />
Na to, aby u?yciem swoim orze?wia?o,<br />
U?ycie darów bo?ych powinno by? w mierze.<br />
Zawstydza pijanice nierozumne zwierz?,<br />
Pot?piaj? bydl?ta niewstrzymalo?? nasz?,<br />
Trunkiem wed?ug potrzeby gdy pragnienie gasz?,<br />
Nie bior? nad potrzeb?; cz?ek, co nimi gardzi,<br />
Gorzej od nich gdy dzia?a, podlejszy tym bardziej.<br />
Mniejsza guzy i plastry, to zap?ata zbrodni,<br />
Wi?kszej kary, obelgi takowi s? godni,<br />
Co w dzikim za?lepieniu wyst?pni i zdro?ni,<br />
Rozum, który cz?owieka od bydl?cia ro?ni,<br />
?mi? za lada przyczyn? przyt?pia? lub traci?.<br />
Jaki? zysk tak? szkod? potrafi zap?aci??<br />
Jaka korzy?? tak wielk? utrat? nadgrodzi?<br />
Z?a to rado??, mój bracie, po której ?al chodzi.<br />
Ci, co si? na takowe nie udaj? zbytki,<br />
Patrz, jakie swej trze?wo?ci odnosz? po?ytki:<br />
Zdrowie czerstwe, my?l u nich weso?a i wolna,<br />
Moc i ra?no?? niezwyk?a i do pracy zdolna,<br />
Maj?tno?? w dobrym stanie, gospodarstwo rz?dne,<br />
Dostatek na wydatki potrzebnie rozs?dne:<br />
Te s? wstrzemi??liwo?ci zaszczyty, pobudki,<br />
Te s?&#8221;. &#8220;B?d? zdrów!&#8221; &#8220;Gdzie? idziesz?&#8221; &#8220;Napij? si? wódki&#8221;.</p>
<p><strong><span style="color: #0000cc">?WIAT ZEPSUTY</span></strong><span style="color: #0000cc" /></p>
<p>Wolno szale? m?odzie?y, wolno starym zwodzi?,<br />
Wolno si? na czas ?eni?, wolno i rozwodzi?.<br />
Godzi si? kra?? ojczyzn? ?atw? i powoln?,<br />
A mnie sarka? na takie bezprawia nie wolno?<br />
Niech si? miota z?o?? na ci? i chytro?? bezczelna -<br />
Ty mów prawd?, mów ?mia?o, satyro rzetelna.<br />
Gdzie?e? cnoto? gdzie? prawdo? gdzie?cie si? podzia?y?<br />
Tu?cie niegdy? najmilsze przytulenie mia?y.<br />
Czci?y was dobre nasze ojcy i pradziady,<br />
A synowie, co w bite st?pa? mieli ?lady,<br />
Szydz?c z ?wi?tej pod?ciwych swych przodków prostoty,<br />
Za blask czczego pozoru zamienili cnoty.<br />
S?ów a? nadto, a same matactwa i ?garstwa;<br />
Wstr?t usta?, a jawnego spro?no?? niedowiarstwa<br />
?mie si? targa? na ?wi?te wiary tajemnice;<br />
Jad si? szerzy, a ?ród?o bior?c od stolice<br />
Grozi dalsz? zaraz?. Pe?no ksi?g bezbo?nych,<br />
Pe?no mistrzów zuchwa?ych, pe?no uczniów zdro?nych;<br />
A je?li gdzie si? cnota i pobo?no?? mie?ci,<br />
Wy?miewa j? zuchwa?o?? nawet w p?ci niewie?ciej.<br />
Wsz?dzie nierz?d, rozpusta, wyst?pki szkaradne.<br />
Gdzie?e?cie, o matrony, ?wi?te i przyk?adne?<br />
Gdzie?e?cie, ludzie prawi, przystojna m?odzie?y?<br />
O?lep t?uszcza bezbo?na w otch?a? zbytków bie?y.<br />
Co zysk pod?y skojarzy?, to p?ocho?? rozprz??e;<br />
Wzgardzi?y jarzmem cnoty i ?ony, i m??e.<br />
Zapami?ta?e dzieci rodziców si? wstydz?,<br />
Wadz? si? przyjaciele, bracia nienawidz?,<br />
Rw? krewni ?up sierocy, ?zy wdów pij? zdrajce,<br />
Oczyszcza wzgl?d nieprawy jawne winowajce.<br />
Zdobycz wieków, zysk cnoty posiadaj? zdzierce,<br />
Zwierzchno?? bez powa?enia, prawo w poniewierce.<br />
Zysk serca opanowa?, a co niegdy? tajna,<br />
Teraz z?o?? na widoku, a cnota przedajna.<br />
Duchy przodków, nadgrody cnót co u?ywacie,<br />
Na wasze gniazdo okiem je?eli rzucacie.<br />
Je?li odg?os dzie? naszych was kiedy doleci,<br />
Czy? mo?ecie z nas pozna?, ?e?my wasze dzieci?<br />
Jeste?my, ale z gruntu ska?eni, wyrodni,<br />
Jeste?my, ale? tego nazwiska niegodni.<br />
To, co oni honorem, pod?ciwo?ci? zwali,<br />
My prostot? ochrzcili; wi?c co szacowali,<br />
Ty tym gardziem, a grzeczno?? przenosz?c nad cnot?,<br />
Dzieci z?e, psujem ojców pod?ciwych robot?.<br />
Dobra by?a uprawa, lecz z?e ziarno pad?o,<br />
St?d ci teraz Feniksem prawie zgodne stad?o.<br />
Zysk ma??e?stwa kojarzy, ?artem jest przysi?ga,<br />
Lubie?no?? wspaja w?z?y, niestatek rozprz?ga.<br />
M?odzie? pró?na nauki, a rozpusty chciwa,<br />
Skora do rozwi?z?o?ci, do cnoty leniwa.<br />
Zapami?ta?e starcy, zha?bione przymioty.<br />
?mieje si? zbrodnia syta z pogn?bionej cnoty.<br />
Wstyd usta?, wstyd ostatnia niecnoty zapora;<br />
Z?o??, zara?na w swym ?ródle, a w skutkach zbyt spora<br />
Przeistoczy?a dawny grunt ustaw pod?ciwych;<br />
Chlubi si? jawna kradzie? z korzy?ci zel?ywych.<br />
Nie masz jarzma, a je?li jest taki, co d?wiga,<br />
Nie w?o?y?a go cnota &#8211; fa?sz, pod?o??, intryga.<br />
P?odzie, szacownych ojców nosz?cy nazwiska!<br />
Zewsz?d ci? zas?u?ona dolegliwo?? ?ciska:<br />
Same? sprawc? twych losów. Zdro?ne obyczaje,<br />
Krn?brno??, nierz?d, rozpusta, zbytki gubi? kraje.<br />
Pró?no si? stan mnieman? pot?g? nasro?y?,<br />
Który na gruncie cnoty rz?dów nie za?o?y?.<br />
Pró?no sobie podchlebia. Ten, co niegdy? s?yn??,<br />
Rzym cnotliwy zwyci??a?, Rzym wyst?pny zgin??.<br />
Nie Goty i Alany do szcz?tu go znios?y:<br />
Zbrodnie, kl?sk poprzedniki i upadków pos?y,<br />
Te go w jarzmo wprawi?y. Skoro w cnocie stygn??,<br />
Upad? &#8211; i ju? si? wi?cej odt?d nie pod?wign??.<br />
By? czas, kiedy b??d ?lepy nierz?dem si? chlubi?:<br />
Ten nas nierz?d, o bracia, pokona? i zgubi?,<br />
Ten nas cudzym w ?up odda?, z nas si? z?e zacz??o:<br />
Dzie? jeden nieszcz??liwy zniszczy? wieków dzie?o.<br />
Padnie s?aby i l??e &#8211; wzmo?e si? wspania?y.<br />
Rozpacz &#8211; podzia? nikczemnych! Wzmagaj? si? wa?y,<br />
Grozi burza, grzmi niebo; okr?t nie zatonie,<br />
Majtki, zgodne z ?eglarzem, gdy stan? w obronie;<br />
A cho? bezpieczniej okr?t opu?ci? i p?yn??,<br />
Pod?ciwiej by? w okr?cie, ocali? lub zgin??.</p>
<p><strong><span style="color: #0000cc">?ONA MODNA</span></strong><span style="color: #0000cc" /></p>
<p>&#8220;A poniewa? dosta?e?, co? tak drogo ceni?,<br />
Winszuj?, panie Pietrze, ?e? si? ju? o?eni?&#8221;.<br />
- &#8220;Bóg zap?a?&#8221;. &#8211; &#8220;Có? to znaczy? Ozi?ble dzi?kujesz,<br />
Albo? to szcz??cia swego jeszcze nie pojmujesz?<br />
Czyli? si? ju? sprzykrzy?y ma??e?skie ogniwa?&#8221;<br />
- &#8220;Nie ze wszystkim; lubo? to zazwyczaj tak bywa,<br />
Pierwsze czasy cukrowe&#8221;. &#8211; &#8220;To? pewnie w goryczy?&#8221;<br />
- &#8220;Jeszcze?!&#8221; &#8211; &#8220;Bracie, trzymaj wi?c, co? dosta? w zdobyczy!<br />
Trzymaj skromnie, cierpliwie, a milcz tak jak drudzy,<br />
Co to swoich ma??onek uni?eni s?udzy,<br />
Z tytu?u ichmo?ciowie, dla oka dobrani,<br />
A jejmo?? tylko w domu rz?dczyna i pani,<br />
Pewnie mo?e i twoja?&#8221; &#8211; &#8220;Ma talenta ?liczne:<br />
Wzi??em po niej w posagu cztery wsie dziedziczne,<br />
Pi?kna, grzeczna, rozumna&#8221;. &#8211; &#8220;Tym lepiej&#8221;. &#8211; &#8220;Tym gorzej.<br />
Wszystko to na z?e wysz?o i zgubi mnie sporzej;<br />
Pi?kno??, talent wielkie s? zaszczyty niewie?cie,<br />
Có? po tym, kiedy by?a wychowana w mie?cie&#8221;.<br />
- &#8220;Albo? to miasto psuje?&#8221; &#8211; &#8220;A któ? w?tpi? mo?e?<br />
Bogdaj to ?onka ze wsi!&#8221; &#8211; &#8220;A z miasta?&#8221; &#8211; &#8220;Bro? Bo?e!<br />
?lem tuszy?, skorom moj? pierwszy raz obaczy?,<br />
Ale, ?em to, co postrzeg?, na dobre t?umaczy?,<br />
Wdawszy si? ju?, a nie chc?c dla damy ohydy,<br />
Wiejski Tyrsys, wzdycha?em do mojej Filidy.<br />
Dziwne by?y jej gesta i misterne wdzi?ki,<br />
A nim przysz?o do szlubu i dania mi r?ki,<br />
Szli?my drog? romansów, a czym si? u?miecha?,<br />
Czym si? skar?y?, czy milcza?, czy mówi?, czy wzdycha?,<br />
Wiedzia?em, ?em niedobrze udawa? aktora,<br />
Modna Filis gardzi?a sercem domatora.<br />
I ja by?bym ni? wzgardzi?; ale punkt honoru,<br />
A czego mi najbardziej ?al, pon?ta zbioru,<br />
Owe wioski, co z mymi granicz?, dziedziczne,<br />
Te mnie zwiod?y, wprawi?y w te okowy ?liczne.<br />
Przysz?o do intercyzy. Punkt pierwszy: ?e w mie?cie<br />
Jejmo?? przy doskona?ej francuskiej niewie?cie,<br />
Co lepiej (bo Francuzka) potrafi ratowa?,<br />
B?dzie mieszka?, ilekro? trafi si? chorowa?.<br />
Punkt drugi: chocia? zdrowa, czas na wsi przesiedzi,<br />
Co zima jednak miasto sto?eczne odwiedzi.<br />
Punkt trzeci: b?dzie mia?a swój ekwipa? w?asny.<br />
Punkt czwarty: dom si? najmie wygodny, nieciasny,<br />
To jest apartamenta paradne dla go?ci,<br />
Jeden z ty?u dla m??a, z przodu dla jejmo?ci.<br />
Punkt pi?ty: a bro? Bo?e! &#8211; Zl?k?em si?. A czego?<br />
&#8220;Trafia si? &#8211; rzekli krewni &#8211; ?e z zdania wspólnego<br />
Albo si? w?ze? przerwie, albo si? roz??czy!&#8221;<br />
&#8220;Jaki w?ze??&#8221; &#8220;Ma??e?ski&#8221;. Rzek?em: &#8220;Ten ?mier? ko?czy&#8221;.<br />
Roz?mieli si? z wie?niackiej przytomni prostoty.<br />
A tak p?ac?c wolno?ci? niewczesne zaloty,<br />
Po zwyczajnych obrz?dkach rzecz poprzedzaj?cych<br />
Jestem wpisany w bractwo braci ?a?uj?cych.<br />
Wyje?d?amy do domu. Jejmo?? w z?ych humorach:<br />
Czym pojedziem?&#8221; &#8220;Karet?&#8221;. &#8220;A nie na resorach ?&#8221;<br />
Dali? ja po resory. Szcz??ciem kasztelanie,<br />
Co karet? angielsk? sprowadzi? z zagranic,<br />
Zgra? si? co do szel?ga. Kupi?em. Czas siada?.<br />
Jejmo?? s?aba. Wi?c podró? musiemy odk?ada?.<br />
Zdrowsza jejmo??, zaje?d?a angielska kareta.<br />
Siada jejmo??, a przy niej suczka faworyta.<br />
K?ad? skrzynki, skrzyneczki, woreczki i paczki,<br />
Te od wódek pachn?cych, tamte od tabaczki,<br />
Nios? pud?o kornetów, jaki? kosz na fanty;<br />
W jednej klatce kanarek, co ?piewa kuranty,<br />
W drugiej sroka, dla ptaków jedzenie w garnuszku,<br />
Dalej kotka z koci?ty i mysz na ?a?cuszku.<br />
Chc? siada?, nie masz miejsca; ?eby nie zwlec drogi,<br />
Wzi??em klatk? pod pach?, a suczk? na nogi.<br />
Wyje?d?amy szcz??liwie, jejmo?? siedzi smutna,<br />
Ja milcz?, sroka tylko wrzeszczy rezolutna.<br />
Przerwa?a jejmo?? my?li: &#8220;Masz wa?pan kucharza ?&#8221;<br />
&#8220;Mam, moje serce&#8221;. &#8220;A pfe, koncept z kalendarza,<br />
Moje serce! Prosz? si? tych prostactw oduczy?!&#8221;<br />
Zamilk?em. Trudno mówi?, a dopiero? mruczy?.<br />
Wi?c milcz?. Jejmo?? znowu o kucharza pyta.<br />
&#8220;Mam, mo?cia dobrodziejko&#8221;. &#8220;Masz wa?pan stangryta?&#8221;<br />
&#8220;Wszak nas wiezie&#8221;. &#8220;To furman. Trzeba od parady<br />
Mie? inszego. Kucharza dla jakiej s?siady<br />
Mo?esz wa?pan ust?pi?&#8221;. &#8220;Dobry&#8221;. &#8220;Sk?d?&#8221; &#8220;Poddany&#8221;.<br />
&#8220;To musi by? zapewne nieoszacowany -<br />
Musi dobrze przypieka? reczuszki, ?azanki,<br />
Do gustu pani wojskiej, panny podstolanki.<br />
Ust?p go wa?pan. Przyjm? pana Matyjasza,<br />
Mo?e go i ksi?dz pleban u?y? do kiermasza.<br />
A pasztetnik?&#8221; &#8220;Umia? ci i pasztety robi?&#8221;.<br />
&#8220;Wierz mi wa?pan, je?eli mamy si? sposobi?<br />
Do uczciwego ?ycia, we??e ludzi zgodnych,<br />
Kucharzy cudzoziemców, pasztetników modnych,<br />
Trzeba i cukiernika. Serwis zwier?ciadlany<br />
Masz wa?pan i figurki pi?kne z porcelany ?&#8221;<br />
&#8220;Nie mam&#8221;. &#8220;Jak to by? mo?e? Ale ju? rozumiem<br />
I lubo jeszcze trybu wiejskiego nie umiem,<br />
Domy?lam si?. Na wety zastawiaj? pó?ki,<br />
Tam w pi?knych piramidach krajanki, gomó?ki,<br />
Tatarskie ziele w cukrze, imbier chi?ski w miodzie,<br />
Za? ku wi?kszej pociesze razem i wygodzie<br />
W ?adunkach bibu?owych kmin kandyzowany,<br />
A na wierzchu toru?ski piernik poz?acany.<br />
Szkoda mówi?, to pi?knie, wybornie i grzecznie,<br />
Ale wybacz mi wa?pan, ?e si? stawi? sprzecznie.<br />
Jam niegodna tych parad, takiej wspania?o?ci&#8221;.<br />
Zmilcza?em, wolno by?o ?artowa? jejmo?ci.<br />
Wje?d?amy ju? we wrota, spoj?rza?a z karety:<br />
&#8220;A pfe, mospanie, parkan, czemu nie sztakiety?&#8221;<br />
Wysiad?a, a z ni? suczka i kotka, i myszka;<br />
Odepchn??a starego szafarza Franciszka,<br />
?zy mu w oczach stan??y, jam westchn??. W drzwi wchodzi.<br />
&#8220;To nasz ksi?dz pleban!&#8221; &#8220;K?aniam&#8221;. Zmarszczy? si? dobrodziej.<br />
&#8220;Gdzie sala?&#8221; &#8220;Tu jadamy&#8221;. &#8220;Kto widzia? tak jada?!<br />
Ma?a izba, czterdziestu nie mo?e tu siada?&#8221;.<br />
A? si? wezdrgn?? Franciszek, skoro to wyrzek?a,<br />
A klucznica natychmiast ze strachu uciek?a.<br />
Jam zosta?. Idziem dalej. &#8220;To pokój sypialny&#8221;.<br />
&#8220;A pokój do bawienia?&#8221; &#8220;Tam, gdzie i jadalny&#8221;.<br />
&#8220;To by? nigdy nie mo?e! A gabinet ?&#8221; &#8220;Dalej.<br />
Ten b?dzie dla wa?pani, a tu b?dziem spali&#8221;.<br />
&#8220;Spali? Prosz?, mospanie, do swoich pokojów.<br />
Ja musz? mie? osobne od spania, od strojów,<br />
Od ksi??ek, od muzyki, od zabaw prywatnych,<br />
Dla panien pokojowych, dla s?u?ebnic p?atnych.<br />
A ogród?&#8221; &#8220;S? kwatery z bukszpanu, ligustru&#8221;.<br />
&#8220;Wyrzuci?! Nie potrzeba przydatniego lustru,<br />
To niemczyzna. Niech b?d? z cyprysów gaiki,<br />
Mrucz?ce po kamyczkach gdzieniegdzie strumyki,<br />
Tu kiosk, a tu meczecik, holenderskie wanny,<br />
Tu domek pustelnika, tam ko?ció? Dyjanny.<br />
Wszystko jak od niechcenia, jakby od igraszki,<br />
Belwederek male?ki, klateczki na ptaszki,<br />
A tu s?owik mi?o?nie szczebiocze do ucha,<br />
Synogarlica j?czy, a go??bek grucha,<br />
A ja sobie rozmy?lam pomi?dzy cyprysy<br />
Nad nieszcz??ciem Pameli albo Heloisy&#8230;&#8221;<br />
Uciek?em, jak si? jejmo?? rozpocz??a z?yma?,<br />
Ju? te? wi?cej nie mog?em tych bajek wytrzyma?,<br />
Uciek?em. Jejmo?? w rz?dy. Pe?no w domu wrzawy,<br />
Trzy sztafety w tygodniu posz?o do Warszawy,<br />
W dwa tygodnie ju? domu i pozna? nie mo?na,<br />
Jejmo?? w planty obfita, a w dzie?ach przemo?na,<br />
Z sto?owej izby balki wyrzuciwszy stare,<br />
Da?a sufit, a na nim Wenery ofiar?.<br />
Ju? alkowa z?ocona w sypialnym pokoju,<br />
Gipsem wymarmurzony gabinet od stroju.<br />
Posz?y s?ojki z apteczki, posz?y konfitury,<br />
A nowym dzie?em kunsztu i architektury<br />
Z pó?ek szafy mahoni, w nich ksi??ek bez liku,<br />
A wszystko po francusku: globus na stoliku,<br />
Buduar szklni si? z?otem, pe?no porcelany,<br />
Stoliki marmurowe, zwier?ciadlane ?ciany.<br />
Zgo?a przeszed? mój domek warszawskie pa?ace,<br />
A ja w k?cie nieborak, jak p?ac?, tak p?ac?.<br />
To mniejsza, lecz gdy hurmem zjechali si? go?cie,<br />
Wykwintne kawalery i modne imo?cie,<br />
Bal, maszki, tr?by, kot?y, gromadna muzyka,<br />
Pan szambelan za zdrowie jejmo?ci wykrzyka,<br />
Pan adiutant wypija moje stare wino,<br />
A jejmo?? w k?cie szepcz?c z pani? staro?cin?,<br />
Kiedy ja si? uwijam jako jaki s?uga,<br />
Coraz na mnie pogl?da, ?mieje si? i mruga.<br />
Po wieczerzy fejerwerk. Go?cie patrz? z sali;<br />
Wpad? szmermel mi?dzy gumna, stodo?a si? pali.<br />
Ja wybiegam, ja gasz?, ratuj? i p?acz?,<br />
A tu brzmi? coraz g?o?niej na wiwat tr?bacze.<br />
Powracam zmordowany od pogorzeliska,<br />
Nowe ?arty, przymówki, nowe po?miewiska.<br />
Siedz? go?cie, a coraz wi?cej ich przybywa,<br />
Przek?adam zbytni ekspens, jejmo?? zapalczywa<br />
Z swoimi czterma wsiami odzywa si? dwornie.<br />
&#8220;I osiem nie wystarczy&#8221; &#8211; przek?adam pokornie.<br />
&#8220;To si? wró?my do miasta&#8221;. Zezwoli?em, jedziem;<br />
Ju? tu od kilku niedziel zbytkujem i siedziem.<br />
Ju?&#8230; ale dobrze mi tak, cho? frasunek bodzie,<br />
Có? mam czyni?? Pró?ny ?al, jak mówi?, po szkodzie&#8221;.</p>
<p class="MsoNormal">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.bajkiopowiadania.com/2006/01/18/bajki-i-przypowiesci-ignacy-krasicki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

