Na wyspach Bergamutach

Na wyspach Bergamutach
Podobno jest kot w butach,
Widziano tak?e os?a,
Którego mrówka nios?a,
Jest kura samograjka
Znosz?ca z?ote jajka,
Na d?bach rosn? jab?ka
W gronostajowych czapkach,
Jest i wieloryb stary,
Co nosi okulary,
Uczone s? ?osowie
W pomidorowym sosie
I tresowane szczury
Na szczycie szklanej góry,
Jest s?o? z tr?bami dwiema
I tylko… wysp tych nie ma.

Sójka
Wybiera si? sójka za morze,
Ale wybra? si? nie mo?e.
Trudno jest si? rozsta? z krajem,
A ja w?a?nie si? rozstaj?.
Polecia?a wi?c na kresy
Poza?atwia? interesy.
Odwiedzi?a najpierw Szczecin,
Bo tam mia?a dwoje dzieci,
W Kielcach by?a dwa tygodnie,
?eby wyspa? si? wygodnie,
Jedn? noc sp?dzi?a w Gdyni
U znajomej gospodyni,
Wpad?a tak?e do Pu?tuska,
?eby w Narwi si? popluska?,
A z Pu?tuska do Torunia,
Gdzie mieszka?a jej ciotunia.
Po ciotuni jeszcze sójka
Odwiedzi?a w Gnie?nie wujka,
Potem matk?, ojca, syna
I kuzyna z Krotoszyna.
Po?egna?a si? z rodzin?,
A tymczasem rok up?yn??.
Znów wybiera si? za morze,
Ale wybra? si? nie mo?e.
My?li sobie: Nie zaszkodzi
Po zakupy wpa?? do ?odzi.
Kupowa?a w ?odzi jaja,
Targowa?a si? do maja,
Polecia?a do Pabianic,
Da?a dziesi?? groszy za nic,
A ?e ju? nie mia?a wi?cej,
Wi?c siedzia?a pi?? miesi?cy.
Teraz – rzek?a – czas za morze!
Ale wybra? si? nie mo?e.
Posiedzia?a w Cz?stochowie,
W J?drzejowie i w Miechowie,
Odwiedzi?a Katowice [Mys?owice],
Cieszyn, Trzyniec, Wadowice,
Potem jeszcze z lotu ptaka
Obejrza?a miasto Kraka:
Wawel, Kopiec, Sukiennice,
Pi?kne place i ulice.
Jeszcze wpadn? do Rogowa,
Wtedy b?d? ju? gotowa.
Przesiedzia?a tam do wrze?nia,
Bo j? prosi? o to chrze?niak.
Odwiedzi?a w Gda?sku stryja,
A tu trzeci rok ju? mija.
Znów wybiera si? za morze,
Ale wybra? si? nie mo?e.
Trzeba lecie? do Warszawy,
Poza?atwia? wszystkie sprawy,
Paszport, wizy i dewizy,
Kupi? kufry i walizy.
Polecia?a, lecz pod Grójcem
Znów si? ?al zrobi?o sójce.
Nic nie strac?, gdy w Warszawie
D?u?ej dzie? czy dwa zabawi?.
Zabawi?a tydzie? ca?y,
Miesi?c, kwarta?, trzy kwarta?y,
Gdy ju? rok przeby?a w mie?cie,
Pomy?la?a sobie wreszcie:
Kto chce zwiedza? obce kraje,
Niechaj zwiedza. Ja – zostaj?.
Czarodziejski pies

Przed laty
?y? pies kud?aty.
Nie pokojowy, nie podwórzowy,
Nie miejski, nie wiejski,
Ale od ogona do g?owy
Ca?kowicie czarodziejski.
By? mistrzem Polski w dominie,
I to nie s? bynajmniej przechwa?ki,
Gra? na pianinie,
Chodzi? po linie
I sam zapala? zapa?ki.
Powiecie pewnie, ?e to ?adna sztuka,
?e tego uczy dowolna psia szkó?ka,
Ale zwa?cie, ?e pies ten nie szczeka?,
Lecz kuka? -
Jak rodowita kuku?ka.
A gra? w ping-ponga? Gra?!
A zna? arytmetyk?? Zna?!
Rozumia? po czesku? Rozumia?!
I tylko szczeka? nie umia?.
Mia? pies swego pana,
Nazywa? si? Ko?odziejski.
Raz w poniedzia?ek z rana
Powiedzia? pan: – Panie dziejski,
Po diab?a mi pies czarodziejski?
Potrzeba mi kundla, co szczeka,
A taki pies – to kaleka.
I ?eby d?u?ej nie zwleka?,
Odda? psa do pewnego maga,
Który nauczy? go szczeka? -
Bo si? wi?cej od psa nie wymaga.
Siedmiomilowe buty
Pojecha? Micha? pod Cz?stochow?,
Tam kupi? buty siedmiomilowe.
Co st?pnie nog? – siedem mil trza?nie,
Bo Micha? takie buty mia? w?a?nie.
Szed? pe?en dumy, szed? pe?en buty,
W siedmiomilowe buty obuty.
W pi?tna?cie minut by? ju? w Warszawie:
“Tutaj – powiada – d?u?ej zabawi?!”
?ona spojrza?a i zap?aka?a:
“Ju? nie dop?dz? mego Micha?a.”
Dzieci go ci?gle tramwajem goni?,
A on ju? w Kutnie, a on ju? w B?oniu.
Wybra? si? Micha? z ?on? do kina,
Lecz zaw?drowa? do Radzymina.
Chcia? starsz? córk? odwiedzi? w mie?cie,
Adres – wiadomo – Z?ota 30.
Poszed? piechot?, bo by?o blisko,
Trafi? na Z?ot?, ale w Grodzisku.
Raz si? umówi? z te?ciem na rynku,
Zanim si? spostrzeg? – by? w Ciechocinku.
Pobieg? z powrotem, my?l?c, ?e zd??y,
I wnet si? znalaz? na rynku… w ?om?y.
Chcia? do Warszawy powróci? wreszcie.
Ale co chwila by? w innym mie?cie:
W Kielcach, w Kaliszu, w P?ocku, w Szczecinie
I w Skierniewicach, i w Koszalinie.
Nie móg? utrafi?! Wi?c pod Opocznem
J?kn?? ?a?o?nie: “Tutaj odpoczn?!”
Usiad? i spojrza? ogromnie struty
Na swoje siedmiomiliowe buty,
Zdj?? je ze z?o?ci?, do wody wrzuci?
I na bosaka do domu wróci?.
ZOO
Mato?ek raz zwiedza? zoo
I wo?a? co chwila: O-o!
Jaka brzydka papuga!
?yrafa jest za d?uga!
S?o? za wysoki!
A po co komu te foki?
Zebra ma farbowane ?ebra!
Tygrys
Ch?tnie by mnie st?d wygryz?!
Na, a zajrzyjmy pod daszek:
?ó?w – tu?, bratku, tu?!
A to? Ptaszek.
Niez?y ptaszek – Stru?!
Wreszcie zbli?a si? do wielb??da,
Uwa?nie mu si? przygl?da
I powiada wskazuj?c na niego przez kraty:
Owszem, niez?y. Niczego! Szkoda tylko, ?e garbaty!
TYGRYS

Co s?ycha?, panie tygrysie?
A nic. Nudzi mi si?.
Czy chcia?by pan wyj?? zza tych krat?
Pewnie. Przynajmniej bym pana zjad?.
STRU?
Stru? ze strachu
Ci?gle g?ow? chowa w piachu,
Wi?c ma opini? mazgaja.
A nadto znosi jaja wielko?ci strusiego jaja.
PAPUGA

Papu?ko, papu?ko,
Powiedz mi co? na uszko.
Nic nie powiem, bo? ty plotkarz,
Powtórzysz ka?demu, kogo spotkasz.
LIS
Rudy ojciec, rudy dziadek,
Rudy ogon – to mój spadek,
A ja jestem rudy lis.
Ruszaj st?d, bo b?d? gryz?.
WILK
Powiem ci w s?owach kilku,
Co my?l? o tym wilku:
Gdyby nie by? na obrazku,
Zaraz by ci? zjad?, g?uptasku.
?Ó?W
?ó?w chcia? pojecha? kolej?,
Lecz koleje nie taniej?.
?ó?wiowi szkoda pieni?dzy:
Pójd? pieszo, b?d? pr?dzej
ZEBRA
Czy ta zebra jest prawdziwa?
Czy to tak naprawd? bywa?
Czy te? malarz z bo?ej ?aski
Pomalowa? os?a w paski?
KANGUR

Jakie pan ma stopy du?e,
Panie kangurze!
Wiadomo, dlatego kangury
W skarpetkach robi? dziury.
?UBR
Pozwólcie przedstawi? sobie:
Pan ?ubr we w?asnej osobie.
No, poka? si?, ?ubrze. Zrób?e
Min? uprzejm?, ?ubrze.
DZIK
Dzik jest dziki, dzik jest z?y,
Dzik ma bardzo ostre k?y.
Kto spotyka w lesie dzika,
Ten na drzewo szybko zmyka.
RENIFER
Przysz?y dwie panie do renifera.
Renifer na nie spoziera
I rzecze z galanteri?: Bardzo mi przyjemnie,
?e b?d? panie mia?y r?kawiczki ze mnie.
MA?PA
Ma?py skacz? niedo?cigle,
Ma?py robi? ma?pie figle,
Niech pan spojrzy na pawiana:
Co za ma?pa, prosz? pana!
KROKODYL
Sk?d ty jeste?, krokodylu?
Ja? Znad Nilu.
Wypu?? mnie na kilka chwil,
To zawioz? ci? nad Nil.
?YRAFA
?yrafa tym g?ównie ?yje,
?e w gór? wyci?ga szyj?.
A ja zazdroszcz? ?yrafie,
Ja nie potrafi?.
LEW

Lew ma, wiadomo, pazur lwi,
Lew sobie z wszystkich wrogów drwi.
Bo jak lew tylko ryknie,
To wróg natychmiast zniknie.
NIED?WIED?

Prosz? pa?stwa, oto mi?.
Mi? jest bardzo grzeczny dzi?,
Ch?tnie pa?stwu ?ap? poda.
Nie chce poda?? A to szkoda.
PANTERA
Pantera jest ca?a w c?tki,
A przy tym ma bieg taki pr?dki,
?e chocia? tego nie lubi,
Biegn?c – w?asne c?tki gubi.
S?O?

Ten s?o? nazywa si? Bombi.
Ma tr?b?, lecz na niej nie tr?bi.
Dlaczego? Nie b?d? ciekawy -
To jego prywatne sprawy.
WIELB??D
Wielb??d d?wiga swe dwa garby
Niczym dwa najwi?ksze skarby
I jest w bardzo z?ym humorze,
?e trzeciego mie? nie mo?e.
LE?
Na tapczanie siedzi le?,
nic nie robi ca?y dzie?.
-O wypraszam to sobie!
Jak to? Ja nic nie robi??
A kto siedzi na tapczanie?
A kto zjad? pierwsze ?niadanie?
A kto dzisiaj plu? i ?apa??
A kto si? w g?ow? podrapa??
A kto dzi? zgubi? kalosze?
O o prosz?!
Na tapczanie siedzi le?,
nic nie robi ca?y dzie?.
Przepraszam! A tranu nie pi?em?
A uszu dzisiaj nie my?em?
A nie urwa?em guzika?
A nie pokaza?em j?zyka?
A nie chodzi?em si? strzyc?
To wszystko nazywa si? nic?
Na tapczanie siedzi le?,
nic nie robi ca?y dzie?.
Nie poszed? do szko?y ,
bo mu si? nie chcia?o,
Nie odrobi? lekcji,
bo czasu mia? za ma?o,
Nie zasznurowa? trzewików,
bo nie mia? ochoty,
Nie powiedzia? ”dzie? dobry”,
bo z tym za du?o roboty,
Nie napoi? Azorka,
bo za daleko jest woda,
Nie nakarmi? kanarka,
bo czasu mu by?o szkoda,
Mia? zje?? kolacj?- tylko ustami mlasn??,
Mia? po?o?y? si? spa?- nie zd??y?- zasn??.
?ni?o mu si?,
?e nad czym? ogromnie si? trudzi?;
Tak zm?czy? si? tym snem,
?e si? obudzi?.